Układ odpornościowy, a higiena i kontakt z patogenami. Które elementy mają największy wpływ na układ odpornościowy. [ HUDP ]

Co jest najważniejsze dla naszego układu odpornościowego?

Znajduje się tutaj zbiór cytatów z rozmaitych artykułów często popularnonaukowych omawiających różne badania nad higieną oraz nieco komentarzy na temat tego jakie czynniki są naprawdę istotne dla układu odpornościowego (czyli HUDP ;-)

W skrócie hipotezę higieniczną można ująć słowami:
Czym bardziej różnorodny kontakt z patogenami, czym więcej infekcji (nawet tych skąpobjawowych, poronnych praktycznie niedostrzegalnych) tym mniej, mało powiedziane: dużo mniej wszelkich chorób atopowych i nowotworowych. Tu warto zaznaczyć, że nie wyklucza się także infekcje patogenami, które wywołują choroby przeciwko którym są szczepienia.
Oczywiście hartowanie przez kontakt z patogenami dotyczy zdrowych osób, osoby z grup ryzyka jak kobiety z ciąży, noworodki (obniżona odporność) powinno się izolować przez ten krótki okres życia od kontaktu z chorobami zakaźnymi (ponieważ większość chorób przekazywania jest za pośrednictwem dotyku - ręce - także ich mycie, ew. noszenie maseczki aby nie dotykać odruchowo nieświadomie twarzy potrafi być bardzo skuteczne)

Pewnym problemem naszych czasów jest pewne przekonanie, że dla zdrowia największe znaczenie ma suplementowanie dzieci
http://szczepienie.blogspot.com/2013/07/suplementy-szkodliwe-bezwartosciowe-nie.html (warto zaznaczyć, że ten wpis nie zaprzecza sensowni leczenia naturalnego 
http://naturalneleczenie.com.pl/2015/06/26/ukryte-terapie/ )
oraz ich szczepienie
http://szczepienie.blogspot.com/2016/01/nieszczepione-zagrozeniem-dla.html
Tymczasem tak naprawdę nie ma to decydującego znaczenia w obliczu niżej wylistowanych czynników.

Trening układu odpornościowego (hipotezę higieniczną) wyróżniony został jako jeden z najważniejszych, niedocenionych elementów. Szerzej o nim nieco niżej.
Każdy z poniższych czynników jest kluczowy. Pomijając predyspozycje genetyczne bo na nie wpływu nie mamy, ale w zależności od badań przypisuje im się znaczenie od 40% do 60% podobnie jak sposób urodzenia CC/SN ale już SDS/KP na to wpływ mamy.
http://szczepienie.blogspot.com/2016/03/cc-kp-porod-naturalny-flora-jelitowa.html

Przy dość dużej ogólności wymienić można następujące czynniki podnoszące szansę na (może nawet warunkujące) zachowanie dobrego zdrowia jak najdłużej - w skrócie HUDP (nie mylić z HWDP;) czyli:

H - Hartowanie i trening układu odpornościowego (kontakt z różnorodnymi patogenami - b. umiarkowana higiena "częste mycie skraca życie", hartowanie temperaturą - unikanie przegrzewania, przyzwyczajenie błon śluzowych aby nie obkurczały się tak bardzo w wyniku oziębienia sprawi, że pozostaną ukrwione i bariera dla patogenów nadal będzie silna - wtedy możemy zapomnieć o słowie "przeziębienie", chodzenie na boso itd... ) Przechorowania to plus dla organizmu, nie obniżanie gorączki (nie z każdej zrobi się 42...;) gdy nie ma innych niepokojących objawów, poza skrajnymi sytuacjami. Niezależnie od typu odporności A czy B hartowanie daje efekty.
O tym jak bardzo jest ważne przypomina epidemia polio w USA: Cytat za Wyborczą:"Fakt, że polio zaatakowało USA, najkrócej da się wyjaśnić nadmiarem higieny. Im jakiś kraj był biedniejszy, tym miał gorszą higienę, ale dzięki temu organizmy ludzi, stykając się stale z różnymi wirusami, uczyły się z nimi walczyć - rozwijały przeciwciała niedopuszczające do rozwoju choroby" dlatego też polio było w tym czasie chorobą bogatych, postępowych... (wtedy zaczęła się mania z walką z bakteriami)
http://wyborcza.pl/alehistoria/1,131733,13486083,Polio_choroba_bogatych.html http://szczepienie.blogspot.com/2015/07/historia-walki-z-epidemia-polio.html http://szczepienie.blogspot.com/p/polio-poliomyelitis-opv-opw-porazenia.html
O przeziębieniu i obkurczaniu błon śluzowych https://www.youtube.com/watch?v=75qySnZ2in4
"Wirusy przypuszczają szturm, kiedy zimne powietrze wciągane przez nos ochładza wyściełający go nabłonek. W latach 60. naukowcom po raz pierwszy udało się hodować i badać rinowirusy. Odkryto wtedy, że jeśli hoduje się je w temperaturze o kilka stopni niższej od temperatury ciała człowieka, to namnażają się szybciej.[..] wywiadzie dla "The New York Times" jeden z autorów pracy - dr Akiko Iwasaki, immunolog z Yale tłumaczy:[..] to wcale nie wirusy przystosowały się do niskiej temperatury, jaka panuje w jamach nosa, ale to nasz układ odpornościowy po prostu gorzej sobie radzi, kiedy robi się zimno, a wirusy to wykorzystują?[..] Okazało się, że kiedy temperatura była zbliżona do ciepłoty ciała, komórki nabłonka silnie odpowiadały na wirusowy atak: wysyłały sygnały o wrogu do sąsiednich, jeszcze niezaatakowanych komórek. Pozwalało im to na obronę i przygotowanie specjalnych białek niszczących zarazki.
Jednak wszystko zmieniało się w temperaturze obniżonej do około 33 stopni Celsjusza. Komórki sąsiadujące z tą zaatakowaną mizernie zabierały się do obrony. Natychmiast padały więc łupem zarazków. Oto cała zagadka. Łatwiej chorujemy, gdy przemarzniemy lub wystawimy się na zimne powietrze, bo w zimnie nasz układ odpornościowy zawodzi. http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,17247340,Skad_sie_bierze_przeziebienie.html

SDS, KP i flora bakteryjna to istotne czynniki zmniejszające ryzyko wielu chorób
http://szczepienie.blogspot.com/2016/03/cc-kp-porod-naturalny-flora-jelitowa.html
Im wyższy poziom higieny, tym więcej alergii” [Alergia Astma Immunologia, 2000, 5(1)]
Chodzi o złoty środek. Ryzyko powikłań z powodu chorób zakaźnych znacznie maleje po pierwszych 12 miesiącach życia dziecka i spada dalej wraz z wiekiem. Dziecko znajdujące się w grupie ryzyka (z różnych względów) nie powinno być narażane na choroby zakaźne - ogólnie kontakt z patogenami innych ludzi, z zewnątrz (z poza domu) powinien być redukowany do minimum dla najmłodszych dzieci i tych z grup ryzyka.

U - Unikanie świństw, trucizn, zbędnej chemii (szczególnie w środkach czystości, tym co nas otacza np. http://m.interia.pl/fakty/news,nId,896044 ), ryzykownych zachowań (w tym także zbędnych interwencji medycznych, zbędnych lekarstw nawet paracetamol czy ibuprofen może zaszkodzić, a także np. większości szczepień patrz http://szczepienie.blogspot.com/p/czy-warto-sie-szczepic-kiedy-warto.html jak również zaniedbań zdrowotnych (nieleczone zęby, zatruwające organizm kanały etc.), zanieczyszczonego środowiska życia, zanieczyszczonego powietrza - smogu, KP zamiast MM (ogromny wpływ KP na przebieg chorób), ważny jest kontakt z naturą, zwierzętami, patogenami, alergenami patrz hartowanie)
To także unikanie zbędnych lekarstw, w szczególności antybiotyków oraz niektórych szczepień. Oczywiście nie dotyczy to każdej sytuacji bo czasem to konieczność. Jednak warto zważyć wszelkie za i przeciw i dokonać indywidualnej kalkulacji ryzyka naszych działań http://szczepienie.blogspot.com/p/czy-warto-sie-szczepic-kiedy-warto.html
Już dzisiaj mamy wiele mocnych dowodów, że ołów, rtęć, polichlorowane bifenyle, pestycydy, polibromowane etery difenylowe, zanieczyszczenia powietrza, ftalany, bisfenol A mają destrukcyjne działanie na organizm człowieka, zwłaszcza związane z zaburzeniami neurologicznymi.
Dlatego mimo nawet braku w niektórych przypadkach badań długookresowych lepiej unikać podejrzewanych substancji, a jeśli się nie da to pilnować aby nie przekraczały dopuszczalnych limitów np. max. stężenie ołowiu we krwi u dzieci nie powinno przekraczać 1 µg/dl)
Powyższa lista to także czynniki ryzyka autyzmu (mające ogromne znacznie np. dla pestycydów róznice są 15-krotnie między dziećmi narażonymi, a tymi które urodziły się w miejscach wolnych od nich)
http://szczepienie.blogspot.com/p/instrukcja-przetrwania-w-polskiej.html - więcej na temat tego co ma wpływ podczas ciąży
http://jama.jamanetwork.com/article.aspx?articleid=2553337
http://ehp.niehs.nih.gov/ehp358/
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1626737760990288/
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17938740
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/4166636
http://naturalneleczenie.com.pl/2015/06/24/przyczyny-epidemii-autyzmu/
Czasem warto też uniknąć zarażenie niektórymi patogenami (w zależności od konkretnego patogenu, wieku dziecka - noworodki to wielka grupa ryzyka czy jego stanu zdrowia - kondycji organizmu -gdy jest osłabiony organizm, np. po chorobie) istotna jest także izolacja i higiena, aby uniknąć zachorowania, czasem w przypadku rodzeństwa, przedszkoli nie możemy tego uniknąć
http://szczepienie.blogspot.com/2015/10/mycie-rak-szczepienia-grypa-wieksze.html
https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1582694438609128

Okazuje się, że generalnie wszelka ingerencja we florę bakteryjną i wirusową naszego organizmu (także przez antybiotyki / szczepienia w niektórych przypadkach) jest niezwykle ryzykowna i prawie zawsze ma swoje konsekwencje. Czasem może kończyć się bardzo źle... częściej wygląda wszystko ok ale na negatywne efekty czasem trzeba czekać wiele lat... Temat rzeka więcej:
http://szczepienie.blogspot.com/p/szczepionka-przeciwko-pneumokokom-jaki.html

D - Dobra dieta, lepszej jakości składniki, różnorodna (sprawa raczej indywidualna - bo wierzę w zasadę BLW nie tylko dla dzieci, czyli z zachowaniem innych opisanych tutaj zasad jemy to na co mamy w danym momencie ochotę, najważniejsze w diecie to unikanie świństw (ale nie bez wyjątków), stawianie na jedzenie tego co pewne i zdrowe, w odpowiednich ilościach [ http://i.wp.pl/a/f/jpeg/33354/warzywa_owoce_infografika.jpeg ] - obecnie jest to pewna filozofia aby zdobyć dobrej jakości jedzenie, oczywiście dla niemowląt KP zamiast MM.  Dobra dieta to czynnik warunkujący możliwość hartowania, bo tylko dobrze odżywiony organizm może być trenowany) Suplementy jako ostateczność  https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1586090748269497
- często nie działają https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1566737673538138
Podstawa to dieta bogata w witaminy, mikro i makroelementy w szczególności cynk (często to co kisimy ma go sporo), selen, witamina d3, k2mk7, magnez i oczywiście witaminę c w różnej formie (np. acerola) oraz zadbanie o źródło odporności czyli odpowiednią  florę. (również przez dietę [kiszonki, probiotyki, ograniczenie cukru etc] lecz nie tylko) Więcej na temat znaczenia flory jelitowej oraz diety niżej na tej stronie oraz na http://szczepienie.blogspot.com/2016/03/cc-kp-porod-naturalny-flora-jelitowa.html
Nie każdemu służy pieczywo /gluten/ i nabiał, biały cukier, syropy glukozowe-fruktozowe, dieta wysoko węglowodanowa. Dużo informacji na temat diety, wspomagania odporności można znaleźć na grupie https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/ np. o jedzeniu żywieniowych zalecaniach, o tym czego warto nie jeść na
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1402503360080397/

o odporności https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1486783904985675/


P - Psychika, pozytywne nastawienie, poukładane w głowie, możliwie bezstresowe życie bez długotrwałych nierozwiązalnych problemów, pełne atencji bliskich i miłości. Jest to często niedoceniany ale równie ważny czynnik mający kolosalny wpływ na zdrowie, rozwój jak każdy inny. Często stąd tak wielka skuteczność kontrowersyjnych terapii altmedowych (przynajmniej tych nieszkodliwych)
http://szczepienie.blogspot.com/2015/11/placebo-psychosomatyka.html
Niektórzy twierdzą, że to najważniejszy czynnik. Jest wiele przykładów ludzi, którym brakowało b. wiele, ale nie zabrakło pozytywnego nastawienia, silnej woli dzięki której przetrwali najgorsze.
Warto zaznaczyć, że intuicyjne kopiowanie wzorców wychowawczych jeśli nie byliśmy wychowywani w duchu nawiązującego do RB nie zawsze bywa dobre, a czasem b. złe jeśli rodzice pochodzą z rodzin z patologiami. np:
"Rene Spitz porównał wychowywanie dzieci w czystym i schludnym przytułku, w którym pracowały wykwalifikowane pielęgniarki z więziennym żłobkiem, w którym warunki były znacznie gorsze, ale gdzie dzieci miały swobodny kontakt z matkami. W ciągu dwóch pierwszych lat życia umarła jedna trzecia dzieci z przytułku i żadne dziecko z więziennego żłobka. Na trzydzieści dzieci z przytułku tylko jedno rozwijało się prawidłowo – to, które pielęgniarki uznały za ładne - ponieważ brały je na ręce, dotykały i głaskały."
http://zdrowie.wp.pl/zdrowie/metody-naturalne/art93,przytulanie-dla-zdrowia.html
https://blogblizej.wordpress.com/2012/01/03/milosnik-psychologiczny-o-zwiazkach-od-psychologicznej-kuchni/
Harry Harlow. Psycholog ogarnięty obsesją zbadania potrzeby miłości chciał udowodnić, że potrzeba miłości jest identycznie pierwotna jak głód czy pragnienie. Aby pokazać, że matka zaspokajająca potrzeby jest matką „niewystarczającą” musiał stworzyć w pełni kontrolowane warunki laboratoryjne. Oczywiście nie można było przeprowadzić takich badań na dzieciach. Harlow nie miał takiego zamiaru, wykorzystał do tego celu małpki rezusy, które pod wieloma względami biologicznymi, są podobne do człowieka.
Główną hipotezą całego eksperymentu było stwierdzenie, że małpki, które mają możliwość tulenia się do czegoś miękkiego i przyjemnego lepiej będą się rozwijały i że ta potrzeba miłości, uczucia jest tak samo ważna jak zaspokajanie głodu.[..] Bez względu na to, która matka była tą karmiącą, zwierzęta spędzały większość czasu wtulone w matkę szmacianą. Nawet te, które karmiła druciana-opuszczały swoją bezpieczną i mięciutką przystań na bardzo krótki czas karmienia po czym natychmiast wracały. Pomimo iż małpki zjadły mniej więcej tyle samo pokarmu i przybrały na wadze podobnie w obu grupach, to te, które karmiła matka druciana gorzej trawiły pokarm, miały częste problemy z żołądkiem i biegunki, co doprowadziło badacza do wniosku, że brak matki miękkiej był czynnikiem bardzo stresującym.
Opisane powyżej badanie, poza sformułowaniem wniosków psychologa, miało też sporo negatywnych skutków. Wiele małpek stało się agresywnych, gdy eksperyment się zakończył, cierpiały na różne zaburzenia zbliżone do psychicznych u człowieka, były nieufne.
http://psycholog-pisze.pl/potrzeba-milosci-i-przytulenia/
http://szczepienie.blogspot.com/2015/11/placebo-psychosomatyka.html - lektura obowiązkowa w temacie wpływu psychiki na organizm, wyjaśniająca działanie wielu terapii altmedowych (alternatywnej medycyny).
Badanie naukowe na temat tego co ma największy wpływ na zdrowie - czyli związki międzyludzkie - ich jakość, szczęśliwe życie, a długość życia i skłonność do chorób
http://www.ted.com/talks/robert_waldinger_what_makes_a_good_life_lessons_from_the_longest_study_on_happiness/transcript?language=en#t-442604 http://simonton.pl/terapia-simontonowska-dla-terapeuty/psychoneuroimmunologia/



Portal mp.pl rozpatruje podobne czynniki jak wyżej jako te o największym znaczeniu dla zdrowa
"Na prawidłowe funkcjonowanie i dojrzewanie układu odpornościowego małego dziecka wpływa wiele czynników, ale największe znaczenie mają:
- wyłączne karmienie piersią przez pierwsze 4—6 miesięcy życia, co zmniejsza ryzyko wielu zakażeń, zwłaszcza dróg oddechowych (np. zapalenia ucha środkowego i płuc) oraz przewodu pokarmowego (biegunka), (zobacz: Dlaczego warto karmić piersią)
- właściwe żywienie
- unikanie palenia papierosów w obecności dziecka lub w mieszkaniu
- przebywanie na świeżym powietrzu (zobacz: Spacery), co „hartuje” dziecko
- unikanie przegrzewania (zbyt ciepłe ubranie lub zbyt wysoka temperatura w pomieszczeniu), które zwiększa wrażliwość dziecka na zmiany temperatury otoczenia i przyczynia się do częstszych infekcji (zobacz: Ubranie i temperatura otoczenia)  "
o szczepieniach jest dopiero później... :>
http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/52624,szczepionki-i-ich-dzialanie


Ciekawy dokument na temat obcych - czyli o wspólnej ewolucji człowieka z różnymi patogenami
http://www.dailymotion.com/video/x3ea9yq

❝Stres może wpływać na jakość mikrobiomu❞
Niska ekspozycja na stres sprawia, że mikrobiom, tj. cały zestaw zamieszkujących organizm bakterii, jest bardziej zróżnicowany i korzystnie wpływa na zdrowie - wynika z badań przeprowadzonych przez kanadyjskich naukowców. Ich wnioski publikuje pismo "Biology Letters".
Zespół badaczy z Uniwersytetu Guelph porównywał mikrobiomy wiewiórek pospolitych z poziomem hormonów stresu.
Badane wiewiórki zamieszkiwały Algonquin Park w kanadyjskiej prowincji Ontario. Podczas pierwszego etapu badań naukowcy analizowali mikrobiom na podstawie próbek śliny i odchodów. Stwierdzili wówczas, że im wyższy był poziom hormonów stresu, tym mniejsza była różnorodność bakterii.
Po dwóch tygodniach ponownie schwytano te same osobniki. Okazało się, że u wiewiórek, u których poziom hormonów stresu uległ podwyższeniu, zwiększyła się również liczba potencjalnie szkodliwych bakterii przy jednoczesnym zmniejszeniu zróżnicowania mikrobiomu.
"Chcieliśmy zrozumieć związek między mikrobiomem a stresem. Wyższy poziom stresu u wiewiórek korelował z mniejszą różnorodnością bakterii zasiedlających organizm tych zwierząt. Może to świadczyć o gorszym stanie zdrowia", mówi autor projektu, Mason Stothart, który wraz z zespołem z Uniwersytetu Guelph, badał wiewiórki zamieszkujące Algonquin Park (kanadyjska prowincja Ontario).
"Zróżnicowany mikrobiom korzystnie wpływa na zdrowie. Dlatego przyjmujemy probiotyki. Prowadzenie tych badań w środowisku naturalnym pozwala w sposób bardziej realistyczny spojrzeć na zależność pomiędzy mikrobiomem a poziomem stresu i zdrowiem"
↪ Mason R. Stothart, Colleen B. Bobbie, Albrecht I. Schulte-Hostedde, Rudy Boonstra, Rupert Palme, Nadia C. S. Mykytczuk, Amy E. M. Newman. Stress and the microbiome: linking glucocorticoids to bacterial community dynamics in wild red squirrels. Biol. Lett. 2016 12 20150875 http://goo.gl/M1NswN
↪ University of Guelph. "Link between stress, unhealthy microbiomes discovered." ScienceDaily, 6 January 2016. http://goo.gl/HssaSV
↪ Nauka W Polsce (PAP) http://goo.gl/eEYz7O
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/np.1452442753338402.100006057616398/918835038226950/?type=3&theater&notif_t=notify_me_page


Czy warto się specjalnie suplementować? Raczej nie. Moda na łykanie suplementów to raczej Polska specyfika. Generalnie wystarczy dobra dieta. Zwłaszcza, że spora część suplementów może nie dawać żadnych korzyści, a nawet szkodzić wg. wielu badań (chodziło głównie o tabletkowe sztuczne witaminy etc.)
http://szczepienie.blogspot.com/2013/07/suplementy-szkodliwe-bezwartosciowe-nie.html
https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1566737673538138
Jedynie w zimie można pomyśleć o tranie dobrej jakości (np. kirkman) zadbać o stosowne dawki witaminy D. Natomiast w diecie można zawrzeć spożywanie wg. uznania, smaku, nic na siłę: czosnku, cebuli, pyłku pszczelego, kurkumy, a przede wszystkim warzyw, owoców zawierających witaminy, zwłaszcza witaminę c.






O hartowaniu układu odpornościowego

Okazuje się, że mieszkanie z karaluchami i myszami jest b. dobrym miejscem do wychowywania najmłodszych pociech:
"dzieci rzadziej chorują na astmę i alergię, ponieważ mają kontakt z mikroorganizmami [..] Sterylne domy nie służą dzieciom, które nie ukończyły roku życia. Maluchy, które mają kontakt z sierścią i domowymi bakteriami są mniej narażone astmę i alergię – donosi Journal of Allergy and Clinical Immunology.
[..]
Wiadomo od dawna, że dzieci wychowywane na farmach rzadziej chorują na astmę i alergię, ponieważ mają kontakt z mikroorganizmami znajdującymi się w glebie, które je uodparniają. [..]
W przypadku dzieci przed pierwszym rokiem życia brud i zarazki nie tylko nie stwarzają ryzyka alergii, astmy i chorób układu oddechowego, ale wręcz im zapobiegają. [..]

Alergeny wytwarzane przez zwierzęta domowe, a nawet gryzonie i karaluchy są dla dzieci do pierwszego roku życia czymś w rodzaju „szczepionki”, która wzmacnia system odpornościowy – wynika z badania.
[..]
Badanie przeprowadzono na 467 noworodkach, zamieszkujących Baltimore, Boston, Nowy Jork i St. Louis.
http://pulsmedycyny.pl/3725401,84496,brud-i-zarazki-sa


"Okazało się, że im większe narażenie na działanie toksyn pochodzących z bakterii, im dłuższa praca w trudnych warunkach, tym rzadziej zdarza się rak płuc, ale też na nowotwory piersi, wątroby, żołądka i trzustki.
[..]
Rzadziej chorują na cukrzycę typu 1, bo dorastają w zdecydowanie mniej higienicznych warunkach

[..] karelskie dzieci częściej stykają się z takimi chorobotwórczymi mikrobami jak wirus zapalenia wątroby typu A, bakteria Helicobacter pylori żyjąca w przewodzie pokarmowym czy pierwotniak Toxoplasma gondii. Jednak na wywoływane przez nie schorzenia wcale nie zapadają częściej, niż wynosi średnia europejska."

http://nauka.newsweek.pl/pochwala-brudu-newsweek-pl,artykuly,286771,1.html

"U dzieci w USA częstotliwość uczulenia na orzechy ziemne i orzechy pozyskane z drzew wzrosła między 1997 a 2008 ponad trzykrotnie – z 0,6% do 2,1%". Obraz ten koreluje ze wzrastającą sterylnością życia wskutek wprowadzenia do powszechnego użycia antybakteryjnych środków czystości, antybiotyków i szczepionek"
Scott H. Sicherer, Anne Muñoz-Furlong, James H. Godbold, Hugh A. Sampson. US prevalence of self-reported peanut, tree nut, and sesame allergy: 11-year follow-up. „The Journal of allergy and clinical immunology”. 125 (6). s. 1322-1326. DOI: 10.1016/j.jaci.2010.03.029. http://dx.doi.org/10.1016/j.jaci.2010.03.029 http://pl.wikipedia.org/wiki/Alergia

Pół wieku temu wprowadzono do składu szczepionek jako adiuwant olej z powszechnie uprawianych w USA orzeszków ziemnych: "Z danych dostępnych w USA wynika, że pomiędzy latami 1992-95 liczba ciężkich reakcji anafilaktycznych dla dzieci poniżej 5 roku życia podwoiła się, miliony ludzi więcej cierpi na tak silne rodzaje alergii."
https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1588941684651070


Dorastanie w domu w którym był pies zmniejsza prawdopodobieństwo alergii o 15%. Wyniki te były identyczne w 13 przebadanych krajach.
https://portal.abczdrowie.pl/zwierzak-w-domu-zapobiega-alergii

"MyHealthNewsDaily" powołuje się na badania, które wykazały, że kontakt ze zwierzętami może być korzystny szczególnie dla dzieci, które urodziły się po cesarskim cięciu. Psy zmniejszają u nich ryzyko uczulenia na sierść czworonogów o jedną trzecią, a koty - nawet o 70 proc"


"Rozpowszechnienie alergii jest wynikiem cywilizacyjnego ograniczenia ekspozycji na drobnoustroje i toksyny występujące w naturze (infekcje, pasożyty itd)"
[..]
"Podkreśla się ochronny wpływ wielu czynników infekcyjnych na występowanie alergii. Protekcyjny wpływ wykazano jednoznacznie w przypadku zakażenia wirusem odry, WZW B oraz mikroorganizmów (np. prątki gruźlicy) zwiększających wielkość subpopulacji limfocytów Th1"

http://szczepienie.blogspot.com/2015/04/szczepienie-alergie-czyli-czy-o.html

An Evolutionary Basis for Allergies
Some proteins found in parasitic worms bear similarity to those from environmental allergens and cause a similar immune response in humans.
http://www.the-scientist.com/?articles.view/articleNo/44372/title/An-Evolutionary-Basis-for-Allergies/


Teoria „higieniczna” rozwoju alergii
W ciągu ostatnich dwudziestu lat zaobserwowano istotny wzrost częstości zachorowań na choroby alergiczne: astmę oskrzelową, atopowe zapalenie skóry oraz alergiczny nieżyt nosa (1, 2). Odnotowany wzrost nie wynikał, jak próbowano sugerować, wyłącznie z poprawy metod diagnostyki lub zmiany kryteriów rozpoznawania analizowanych chorób
[..] Układ immunologiczny noworodka charakteryzuje się więc przewagą funkcjonalną limfocytów Th2. Po urodzeniu kontakt z drobnoustrojami zapewnia stymulację limfocytów Th1 i wytworzenie stanu równowagi między ich aktywacją a aktywacją subpopulacji Th2. Ochronny wpływ zakażeń na rozwój alergii wiąże się z tą właśnie stymulacją. Ograniczenie lub brak ekspozycji na czynniki infekcyjne wskutek nadmiernie sterylnych warunków życia, jałowej żywności sprzyja przetrwaniu fenotypu Th2. Jednak w świetle aktualnej wiedzy wydaje się, że ostateczna równowaga zależy od wielu czynników: typu drobnoustroju, masywności zakażenia, wieku i stanu immunologicznego organizmu, współdziałania czynników genetycznych i środowiskowych.

http://www.czytelniamedyczna.pl/2314,teoria-higieniczna-rozwoju-alergii.html

"Teoria przejścia epidemiologicznego" wyjaśnia jak cywilizacja rozwija się z uwzględnieniem czynników, które powiedzmy wpływają na jej kondycję. W skrócie, w kontekście m.in. szczepień, ta teoria (a nie hipoteza - na bazie teorii można budować modele i dokonywać przewidywań - na bazie hipotez nic nie można poza miałkim polemizowaniem) potwierdza, że czynniki społeczno-ekonomiczne, polityczne i kulturowe – obejmują one, między innymi standardy życia, warunki mieszkaniowe, nawyki dotyczące zdrowia, a także higienę osobistą i odżywianie, miały większy wpływ na przejście epidemiologiczne niż czynniki medyczne (czyli np. szczepienia). Jest to uznana teoria, choć w mediach polskich raczej się o niej nie usłyszy. Jest mnóstwo materiałów anglojęzycznych, w języku polskim mogę polecić natomiast świetne opracowanie Wiktorii Wróblewskiej z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej. Dostępne pod tym adresem:
http://sd.pan.pl/old/images/stories/pliki/Archiwum/2009_1_6_ww.pdf
http://szczepienie.blogspot.com/2017/02/jak-choroby-zakazne-zmieniaja-wyglad-i.html
http://szczepienie.blogspot.com/2015/11/szczepienia-nas-nie-uratoway-znaczenie.html
Dr Friedrich Bischinger twierdzi, że osoby, które dłubią sobie w nosie palcami są zdrowsze, szczęśliwsze i prawdopodobnie żyją w większej zgodzie ze swoim ciałem. Zdaniem Bischingera, społeczeństwo powinno zmienić stosunek do uważanego za nieelegancki i szkodliwy nawyku oraz zacząć zachęcać dzieci do dłubania w nosie.

"Palcem możemy sięgnąć w zakamarki nosa, których nie da się oczyścić chusteczką, dzięki czemu nasz nos jest bardziej czysty", mówi lekarz, który uważa również, że zjadanie wydłubanych z nosa substancji bardzo wspomaga działanie układu odpornościowego. "Pod względem medycznym jest to najbardziej naturalna i sensowna czynność. Nos jest filtrem układu oddechowego, w którym gromadzi się wiele bakterii, więc kiedy taka mikstura dociera do naszego żołądka, jej działanie jest podobne do działania szczepionki."
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/newsy/dlubanie-w-nosie-i-zjadanie-jego-zawartosci-ma-wplyw-na-zdrowie/leb2er



W badaniu opublikowanym w poniedziałek w magazynie Pediatrics, naukowcy ogłosili wyniki trwającego ciągle badania dzieci z Nowej Zelandii, które pokazuje, że dzieci, które ssą kciuki lub obgryzają paznokcie mają mniejszą szansę na bycie alergikami w dorosłym życiu.

1037 dzieci urodzonych w Dunedin w latach 1972 - 1973 brało udział w długofalowym badaniu zdrowia w Dunedin Multidisciplinary Health and Development Study. Jedna z autorek publikacji, wpadła na pomysł, żeby sprawdzić powiązania między wsadzaniem palców do buzi a późniejszą wrażliwością na alergeny.
Związane to było z chęcią sprawdzenia tzw. hipotezy higieny, czyli koncepcji, która narodziła się w 1989 roku. Zauważono, że może istnieć relacja między chorobami atopowymi - zbyt intensywną reakcją układu odpornościowego, powodującą egzemę, astmę i alergię - a brakiem kontaktu z różnymi bakteriami we wczesnym dzieciństwie.
Krótko mówiąc - pewien kontakt z bakteriami, programuje układ odpornościowy dziecka do walki z chorobami, a nie do rozwijania alergii.
http://www.babyboom.pl/blog/szczegoly/ssanie_kciuka_i_obgryzanie_paznokci_chroni_dzieci_przed_alergia_najnowsze_badania.html



"W roku 1996 Shakeen i wsp. (23) opublikowali wyniki analizy częstości występowania chorób alergicznych u dzieci, które przebyły zakażenie wirusem odry. Odsetek ten był niższy niż w grupie, która była poddana szczepieniom ochronnym. Autorzy wysunęli koncepcję, że naturalne zachorowanie hamuje rozwój alergii, choć nie można wykluczyć, że sztuczna immunizacja sprzyja alergizacji. W ramach dyskusji nad wynikami tych badań sugerowano, że ciężkie, śmiertelne zakażenia występują głównie u dzieci z atopią o słabiej wyrażonej odpowiedzi Th1 i ich selekcja spowodowała zaniżenie odsetka alergików po epidemii (24)."
Shaheen S.O. et al.: Measles and atopy in Guinea Bissau. Lancet, 1996, 347, 1792-1796.
Campbell D.E., Kemp A.S.: Measles and atopy in African children (letter). Lancet, 1996, 348:825.
http://www.czytelniamedyczna.pl/2314,teoria-higieniczna-rozwoju-alergii.html


"Badacze z Northwestern University odkryli, że im więcej patogenów było w otoczeniu dziecka do ukończenia przez nie drugiego roku życia, tym mniej białka CPR występuje w ich krwi, gdy osiągają 20 lat. Każdy przypadek biegunki w młodym wieku zmniejsza szanse na późniejsze podwyższone stężenie CPR o 11 proc., zaś każde dwa miesiące, jakie malec spędzi w otoczeniu pełnym zwierząt, obniżają możliwość wystąpienia dużej ilości CPR we krwi o 13 proc. Jeśli zaś dziecko przyszło na świat w czasie pylistej i „najbrudniejszej” na Filipinach pory suchej, ryzyko, że w młodości będzie miało podwyższone stężenie markera stanów zapalnych spadało nawet o jedną trzecią.
Kierujący amerykańskimi badaniami prof. Tom McDade uważa, że wczesny kontakt z mikrobami może zmniejszyć ryzyko wystąpienia chronicznych stanów zapalnych w dorosłym życiu, a w konsekwencji – zapadnięcia na poważne choroby. – Wyniki naszych badań wskazują, że tzw. hipoteza higieny dotyczy znacznie większj grupy schorzeń, niż tylko alergie – mówi prof. McDade."
"Niezwykle istotnym zjawiskiem w procesie kształtowania się odpowiedzi immunologicznej w klasie IgA jest ponadto właściwa i efektywna naturalna stymulacja układu odpornościowego. Od dawna znane jest znaczenie właściwego rozwoju naturalnej mikroflory organizmu w zapobieganiu chorób atopowych oraz związanej z tym hipotezy higieny. Odpowiednia stymulacja układu immunologicznego we wczesnym dzieciństwie, za co w znacznej mierze odpowiada właściwie ukształtowana mikroflora jelitowa, decyduje o utrzymaniu swoistej równowagi między odpowiedzią humoralną i komórkową, ograniczając rozwój procesów zapalnych i atopii oraz wzmacniając syntezę IgA w błonach śluzowych. Zwiększone stężenie sIgA, wiążąc antygeny na powierzchni śluzówek, ogranicza dalsze przenikanie potencjalnie alergennych cząstek w głąb organizmu, zapobiegając m.in. rozwojowi reakcji alergicznych.
Czyżewska-Buczyńska A. i wsp., IgA istotny element układu odporności– wybrane zagadnienia. Postepy Hig Med Dosw., 2007; 61: 38-47
http://www.phmd.pl/fulltxthtml.php?ICID=849233



"Dane statystyczne pokazują wyraźny spadek występowania oraz fatalnych skutków wielu chorób zakaźnych, w ciągu ostatniego stulecia. Jednorodność tego spadku sugeruje działanie jakiegoś poważnego czynnika poprawy naturalnej odporności, w porównaniu z którym nasze sztuczne środki kontroli odegrały niewielką lub uzupełniającą rolę. Istnienie tego czynnika zostało uznane przez epidemiologów, ale jeszcze jego nie określono."
Autor stawia hipotezę, że niektóre poważne zmiany trendu żywienia są najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem. Widzi znacznie zwiększone spożycie owoców cytrusowych i innych owoców bogatych w witaminę C, jako potencjalny czynnik niezidentyfikowany.
Badanie z roku 1951- " Profilaktyka i leczenie chorób infekcyjnych witaminą C."



Interferon gamma wpływa także na zachowania społeczne (w tym chęć do kontaktów z innymi osobnikami) much, ryb (danio pręgowany) oraz szczurów. W normalnych warunkach białko to wytwarzane jest w odpowiedzi na obecność bakterii, wirusów czy pasożytów.
Zdaniem autorów odkryty przez nich mechanizm może mieć ogromne znaczenie w przypadku chorób takich jak autyzm i schizofrenia, jednak wiele jeszcze pozostaje do zbadania.
W ubiegłym roku dr Jonathan Kipnis z University of Virginia i jego zespół odkryli bezpośrednie połączenie pomiędzy naczyniami krwionośnymi opon mózgowych a układem limfatycznym. Dotychczas uważano, że mózg jest całkowicie oddzielony od układu immunologicznego (bariera krew-mózg).
- Uważano, że mózg oraz układ odpornościowy są od siebie odizolowane, a jakakolwiek aktywność immunologiczna wewnątrz mózgu to objaw patologii. Obecnie nie tylko wykazujemy, że są one ze sobą ściśle związane, ale także że niektóre z naszych zachowań mogły wyewoluować w związku z reakcją odpornościową na patogeny - wyjaśnił Kipnis.
http://www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Badania-uklad-odpornosciowy-wplywa-na-interakcje-spoleczne,163833,11.html




Złoty środek

Oczywiście nie należy też przesadzać, ponieważ patogeny w dużych ilościach nie uczą lepiej organizmu, a jedynie go zbędnie obciążają. Dziecko wolniej się rozwija, wolniej rośnie - efekt obserwowany w biednych krajach gdzie dzieci bywają ciągle narażone na duże ilości bakterii (problem z czystą wodą, bakterie kałowe itd.).
Dlatego pod uwagę należy wziąć kwestie z
http://szczepienie.blogspot.com/2015/10/mycie-rak-szczepienia-grypa-wieksze.html
I nie dać się manipulować takim opisom, bo wiele się zmieniło
http://www.eioba.pl/a/2voj/my-dzieci-tamtych-rodzicow

https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1502399180090814/ - o "patologicznym" dzieciństwie, czyli statystyki dotyczące lat 80 i 90 - warto doczytać komentarze
Aktualne trendy zewnętrznych przyczyn zgonów dzieci i młodzieży w Polsce
http://www.phie.pl/pdf/phe-2009/phe-2009-3-332.pdf
"W Polsce współczynnik umieralności dzieci (1-14 lat) z powodu przyczyn zewnętrznych zmniejszył się z 22,5 w latach 1970-1975 do 13,4 w latach 1991-1995. W tym samym okresie podobny współczynnik [..] w Finlandii z 24,7 do 8,2, a w Niemczech z 28,4 do 8,3"
Pierwsze miejsce wśród przyczyn zgonów w grupie dzieci w wieku 1-14 lat zajęły wypadki, zatrucia i urazy, wyprzedzając choroby zakaźne i pasożytnicze [7]. W latach 80. obserwowano trend narastania umieralności spowodowanej przyczynami zewnętrznymi wśród chłopców miejskich oraz nieznaczne zmniejszenie umieralności w innych grupach dzieci i młodzieży "
https://www.facebook.com/AHGSFDS/photos/a.900280840024944.1073741828.899868010066227/969459346440426/?type=3&theater


W skrócie higiena do pewnego stopnia tak, ale raczej z powodów estetycznych. Bez odkażania, detergenty od święta, a dziecko powinno wkładać do buzi praktycznie wszystko na co ma ochotę (o ile to nie trucizny, chemia etc). Warto dodać, że w miejscach obcych, ryzykownych lepiej uważać gdyż raczej nie ma sensu narażać swojego organizmu na różne egzotyczne dla nas patogeny (szczególnie miejsca publiczne, dalekie wyjazdy), natomiast w domu można lizać wszystko bo to nasza flora i tak jesteśmy na nią skazani. Zwłaszcza w sytuacjach gdy nie możemy pozwolić sobie na zachorowanie warto po prostu izolować się od patogenów.
Więcej o tym
https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1582694438609128?pnref=story




Z wywiadu z neurobiologiem Jerzym Vetulanim:
"Cesarka nie jest najlepsza dla dziecka (warto się osiem razy zastanowić nad tą na życzenie), a profesor dosyć dobrze tłumaczy dlaczego. Mnie urzekł argument, że najlepsze, co można zrobić dla dziecka po cesarce, to włożyć palec do odbytu mamy i dać possać dziecku (chodzi o florę bakteryjną, która jest potrzebna, a której dziecko, które nie przechodzi przez kanał rodny, nie ma szansy nabrać).

Pasożyty, które w nas mieszkają są ok, podobnie jak trochę brudu (zbyt duża czystość jest matką alergii).
"
http://kobieta.gazeta.pl/kobieta_ekstra/1,155242,17728981,Mozg__glupcze__Profesor_Vetulani_o_cesarkach_i_tym_.html


Złoty środek.
Zbytna higiena jest zagrożeniem, jak i jej całkowity brak - oba są złe dla organizmu. Jest różnica między kontaktem z patogenem zdrowego silnego organizmu, a zalewaniem go masą patogenów tak że organizm jest tak obciążony walką z nimi że słabnie na innych frontach, dzieci gorzej się rozwija, rosną mniejsze słabsze itd.

Przykład polio:
"Fakt, że polio zaatakowało USA, najkrócej da się wyjaśnić nadmiarem higieny. Im jakiś kraj był biedniejszy, tym miał gorszą higienę, ale dzięki temu organizmy ludzi, stykając się stale z różnymi wirusami, uczyły się z nimi walczyć - rozwijały przeciwciała niedopuszczające do rozwoju choroby" 
http://wyborcza.pl/alehistoria/1,131733,13486083,Polio_choroba_bogatych.html

W USA zaczęto dosłownie szaleć na punkcie higieny, odkażania organizmy dzieci były wyjaławiane, matki sterylizowały wszystko co się dało, to było przegięcie, wyjałowienie organizmu to ryzyko + przesunięcie czasu kontaktu z tymi patogenami (wirusami polio) na okres późniejszy. Stosowano profilaktycznie usuwanie migdałków różnie iniekcje wzmacniające etc, co potem się okazywało, że te pozornie prozdrowotne interwencje były czynnikami ryzyka OPW.
Tutaj więcej na ten temat:
http://szczepienie.blogspot.com/p/polio-poliomyelitis-opv-opw-porazenia.html

Jeśli chodzi o polio to ryzyko OPW rośnie z wiekiem, dla dorosłych którzy nigdy się z polio nie zetknęli jest kilkadziesiąt razy większe ryzyko paraliżu niż wśród dzieci.
Teraz nie jestem pewny ale o ile pamiętam tłumaczono, że wczesny kontakt z wirusem polio w okresie niemowlęcym przesunięto na późniejszy poprzez higienę i stąd nagle pojawił się problem. Wirus polio nie pojawił się nagle, to człowiek coś zmienił. Nie zapominajmy, że nadal w ponad 95% przypadków przechorowanie polio jest bezobjawowe lub w rzadszych przypadkach przypominało objawowo grypę. Tylko jakiś ułamek promila zachorowań i to zwykle z grup ryzyka kończy się trwałym paraliżem.





"Niezmienione w toku ewolucji geny i oddziaływania na linii flora przewodu pokarmowego gospodarz spełniały swoje funkcje przez tysiąclecia, stopniowo adaptując się do nowych warunków środowiskowych. Bardzo szybki postęp technologiczny kulturowy społeczny, dokonujący się w ostatnich 150-200 latach, stawia jednak przed nami ogromne wyzwania, które na ewolucyjnym zegarze trwają ułamek sekundy. Zestaw napotykanych obecnie antygenów - przez syntezę nowych cząstek, antybiotyków i innych leków przeciwdrobnoustrojowych, ograniczenie rozprzestrzeniania się chorób infekcyjnych, dbałość o higienę - jest de fatco zupełnie inny niż 200 lat temu, a niektóre zakonserwowane szlaki odgrywają w dzisiejszych czasach nieco inną rolę w utrzymaniu homeostazy organizmu [4].

Czy przez ten krótki czas udało nam się zaadaptować do nowych warunków?
Czy nadzór immunologiczny nie pogubił się w tej ekspresowej zmianie?
Czy teoria higieniczna Strachana, zgodnie z którą higieniczny tryb życia, szczepienia, czystość (tj kontakt z ograniczoną liczbą antygenów w młodym wieku) mogą odpowiadać za przekierowanie układu odpornościowego na reagowanie z antygenami własnymi lub ciągle obcymi, ale z następową hiperreaktywnością [5], nabiera rozpędu? 
W dobie chorób autoimmunizacyjnych, na które zapada coraz więcej osób, pytania te pozostają otwarte. Jedną z takich chorób, w przypadku której czynniki środowiskowe odgrywają istotną rolę, jest stwardnienie rozsiane."

Basak GW, Biliński J. W poszukiwaniu źródeł – rola flory jelitowej w zdrowiu i chorobie. Część II – mikrobiom jelitowy a stwardnienie rozsiane. MS Report 12/2015; 4(15):19-27.
https://www.researchgate.net/publication/295548886_W_poszukiwaniu_zrodel_-_rola_flory_jelitowej_w_zdrowiu_i_chorobie_Czesc_II_-_mikrobiom_jelitowy_a_stwardnienie_rozsiane_In_search_of_the_sources_-_the_role_of_gut_flora_in_health_and_disease_Part_II_-


Effects of early-life exposure to allergens and bacteria on recurrent wheeze and atopy in urban children. Lynch, Susan V. et al. Journal of Allergy and Clinical Immunology , Volume 134 , Issue 3
http://www.jacionline.org/article/S0091-6749%2814%2900593-4/abstract


Nie od dziś wiadomo o ścisłej interakcji między układami nerwowym, hormonalnym i immunologicznym (plus mikrobiota), jednak nasza podatność na czynniki stresowe jest bardzo indywidualna.
W badaniu wspominają o gwałtownych zmianach w stężeniu hormonów stresu zachodzących w wyniku stresu emocjonalnego i fizycznego
http://www.biomedcentral.com/1471-2180/14/180

Podobne w tematyce:
https://www.facebook.com/pages/Lekmed-Katarzyna-C5%9Awi%C4%85tkowska/336484796507667
http://justpaste.it/ie81








Niektóre choroby wieku dziecięcego, przeciwko którym są szczepienia mają pozytywny wpływ na nasze zdrowie chroniąc przed znacznie groźniejszymi chorobami...


Ospa

dr Martin Hirte: "Ospa wietrzna powoduje znaczne obniżenie ryzyka rozwinięcia się chorób o podłożu alergicznym, takich jak astma czy atopowe zapalenie skóry [Illi 2001, Silverberg 2009, 2010, 2011]. Przejście ospy wietrznej przyczynia się także do ochrony przed cukrzycą, nowotworami kości i mózgu [Wrensch 1997, Albonico 1998, ESPED 1998, Frenzel-Beyme 2004]. W wyniku kampanii powszechnych szczepień, zachorowania na świnkę, różyczkę i ospę przesunęły się na późniejszy wiek, co zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na stwardnienie rozsiane [Kesselring 1990, Bachmann 1999]. Regularny kontakt z wirusem ospy wietrznej chroni przed półpaścem w późniejszym wieku."
http://www.biomedical.pl/aktualnosci/skutki-szczepienia-przeciw-ospie-wietrznej-9716.html

Dziki wirus ospy wietrznej. 100 dzieci z dzikim wirusem i ponad 300 szczepionych przeciw ospie wietrznej. Te które złapały "dziki" wirus, czyli złapały naturalnie chorobę, miały mniej chorób atopowych, astmy, alergii, itd.
"WTVZV up to 8 yr of age protects against atopic disorders, which is likely mediated by suppression of IgE production and allergic sensitization, as well as altered leukocyte distributions.''
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22017482

Kliniczne i laboratoryjne dowody wskazują, że zakażenia wirusem ospy wietrznej i półpaśca jest konsekwentnie związane z mniejszym ryzykiem glejaka w badaniach kliniczno-kontrolnych, co sugeruje działanie ochronne tego wirusa przeciwko glejakowi.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4692468/







Za przechorowaniem odry stoi szereg wymiernych korzyści

Mniej alergii, mniej nowotworów, przypadków astmy itd. co zostało potwierdzone badaniami naukowymi. Zaznaczam, że nie jest to temat do końca poznany, jednak oparty na badaniach naukowych. Nie są to też "antyszczepionkowe bzdury" gdyż argumentem o pozytywnym wpływie kontaktu z np. żywym wirusem odry ze szczepionki posługują się jak najbardziej grupy propagujące szczepienia, szczycąc się badaniami dowodzącymi pozytywnego wpływu przy schorzeniach typu astma i alergie po szczepieniu MMR np.
http://www.forumpediatryczne.pl/forum/komentarze-do-szczepienie-przeciwko-odrze-zapobiega-rozwojowi-astmy-i-alergii/watek/921851/1.html
Trzeba też zaznaczyć, że to nie znaczy, że zawsze i wszędzie każdy powinien Odrę przechorować ;-) Bo wydaje się mieć ten cytat brzmienie proepidemicznie;). Faktem jest jednak, że są organizmy dla których odra może być wielkim zagrożeniem, szczególnie w okresach obniżonej odporności, czy nasilenia chorób przewlekłych itd. Dlatego zarówno szczepienie jak i chorowanie (niestety na to ostatnie raczej wpływ mamy niewielki) powinno być poprzedzone indywidualną kalkulacją ryzyka - czyli: 
http://szczepienie.blogspot.com/p/czy-warto-sie-szczepic-kiedy-warto.html

Warto też zapoznać się z podstawowymi informacjami na temat odry:
http://szczepienie.blogspot.com/2015/08/odra-korzysci-przechorowania-pozytywne.html
https://www.facebook.com/groups/779018065479021/permalink/805575046156656/










O ochronnym działaniu infekcji  w przypadku białaczki dziecięcej i czynniku ryzyka jakim jest życie w sterylnym środowisko i unikaniu infekcji
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ijc.24365/abstract


"Spontaniczna regresja przerzutowego czerniaka jest rzadkim wydarzeniem, które było związane z chorobą przebiegającą z gorączką. Ostra choroba przebiegająca z gorączką może spowodować regresję czerniaka, dostarczając sygnał niebezpieczeństwa, który prowadzi do aktywacji komórek T. Dostępne dane epidemiologiczne wskazują, że narażenie się lub szczepienie przeciwko niektórym zakaźnym patogenom może zapewnić ochronę przed rozwojem czerniaka."


Niższe ryzyko nowotworu u pacjentów z przebytymi gorączkowymi chorobami zakaźnymi.
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S030698779890055X



Brak gorączki przez kilka lat zwiększa znacząco ryzyko zachorowania na nowotwór; badania pokazują, że prawdopodobieństwo raka może wzrosnąć nawet o 40 proc. - mówi prof. Wiesław Kozak z UMK w Toruniu, zajmujący się jej badaniem od kilkudziesięciu lat.
"Najbardziej interesującą kwestią jest to, co gorączka czyni z organizmem, że chroni go przed pojawieniem się nowotworów. Jest to mechanizm molekularny, jeszcze niezupełnie odkryty, chociaż badania na ten temat są coraz bardziej intensywne. Prowadzone są one na całym świecie, ale my w nich również uczestniczymy" - podkreśla prof. Kozak.
https://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40319

"Badania wykazały, konsekwentnie niższe ryzyko raka u pacjentów z przebytym FICD (gorączkowe choroby zakaźne wieku dziecięcego)."
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9824838?dopt=Citationr%C4%85czkowe

Obecnie wciąż przestrzega się rodziców aby nie dopuszczali do stanu gdy dziecko ma wysoką temperaturę podczas choroby. Niestety takie rady mogą być groźne. Oczywiście w przypadku dzieci z niewydolnością oddechową, krążeniową, skłonnością do drgawek, padaczki mają sens ponieważ wzrost temp.o 1 st. C to wzrost zużycia tlenu aż o 13% . Jednak zbyt szybkie podanie np. ibupromu czyli leków zmniejszających aktywność cytokin prozapalnych na rzecz przeciwzapalnych nie jest korzystne i może powodować stan immunosupresji (hamowanie procesu wytwarzania przeciwciał i komórek odpornościowych) co jest niezwykle groźne i sprzyjają np. najgorszym zakażeniom szpitalnym pogarszającym rokowanie. Przypadki SIRS - sepsy. Albo łagodniejsze gdy np. zwykła ospa po takiej kuracji zaczyna wyglądać dramatycznie (reakcje skórne)
http://www.czytelniamedyczna.pl/30,mediatory-ogolnoustrojowej-odpowiedzi-zapalnej-znaczenie-w-praktyce-klinicznej.html - o ibuprofenie
http://szczepienie.blogspot.com/p/czy-warto-sie-szczepic-kiedy-warto.html (tutaj informacje o ospie)
Podobnie jak zalecanie szczepień w celu uniknięcia chorób gorączkowych także może przyczynić się do obniżenia odporności co może skutkować nawet SIRS.
http://szczepienie.blogspot.com/2015/10/o-obnizeniu-odpornosci-po-szczepieniu.html






http://szczepienie.blogspot.com/p/hartowanie-higiena-ukad-odpornosciowy.html

Z pewnością jednak zdrowa osoba dobrze zdiagnozowana przejdzie odrę zdecydowanie łagodniej z mniejszą szansą na jakiekolwiek groźniejsza powikłania od np. osłabionej osoby, z przewlekłymi chorobami typu mukowiscydoza z grup ryzyka...
O ile choroby atopowe to jasna sprawa o tyle mniejsza zachorowalność na raka trochę zaskakuje. Okazuje się, że podczas leczenia raka pewne infekcje dają korzystny wpływ. Mamy epidemie raka, epidemie chorób neurologicznych u dzieci zwykle klasyfikowanych do spektrum autyzmu, być może nie jest to wina wyłącznie czegoś dodatkowego tzn. szczepień, zatrucia nimi, upośledzenia odporności... ale i braku... Powtarzam, że to hipoteza ale być może te choroby wieku dziecięcego co towarzyszyły ludzkości od milionów lat są m.in. po to aby trenować naszą odporność i chronić przed nie tylko chorobami atopowymi ale też rakiem. Oczywiście w przeszłości gdy ludzkość była ciemna i niedożywiona choroby te pełniły głównie funkcję zabijania najsłabszych dlatego obecnie widzimy je często jednoznacznie negatywnie, a być może mają pozytywny aspekt, przynajmniej niektóre. http://www.washingtonpost.com/blogs/wonkblog/wp/2012/06/22/how-we-die-in-one-chart/


Szczepienia mogą zwiększać częstość występowania astmy i chorób alergicznych - nowe badanie z Chin.
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0012369216006589




Kontakt z żywym wirusem odry ma pozytywny wpływ i zapobiega rozwojowi astmy i alergii http://www.forumpediatryczne.pl/wiadomosc/szczepienie-przeciwko-odrze-zapobiega-rozwojowi-astmy-i-alergii/1507.html
Wirus szczepionkowy szczep Enders–Edmonston jest osłabiony, mniej zjadliwy być może jeden z zidentyfikowanych z ponad 20 naturalnych szczepów Odry wykazywałby jeszcze bardziej pozytywne działania. Pewnie się kiedyś dowiemy. Podejrzewam, że wkrótce terapie patogenami staną się normą, jak powoli staje się normą terapia poprzez np. probiotyki czyli umieszczanie w różnych częściach organizmu pozytywnie działającej na ludzi flory bakteryjnej. Podobnie powinni robić z florą wirusową.


"liczne badania potwierdziły związek pomiędzy szczepionkami a rakiem. Dzieci, które naturalnie zachorowały na odrę, są znacząco lepiej chronione przed różnorakimi postaciami raka w późniejszym życiu. Właściwie, naturalny wirus odry ma onkolityczne (antyrakowe) własności. Remisje nowotworów po infekcjach odry są dobrze udokumentowane w literaturze medycznej."

Zmniejszone ryzyka rozwoju raka w późniejszym dzieciństwie czy w dorosłości w zamian za zmniejszone ryzyko zachorowania na odrę. Czy to się opłaca?


"Jak informuje pismo Journal of Clinical Oncology, wirusy opryszczki mogą być skuteczną bronią w walce z rakiem skóry.
Zadowalające wyniki dały eksperymenty z udziałem 436 osób w Kanadzie, RPA, USA i Wielkiej Brytanii. Wszyscy mieli raka skóry, którego nie można było operować. Testy wykazują, że niektórym pacjentom można przedłużyć życie wszczepiając właśnie genetycznie zmodyfikowane wirusy opryszczki, czyli wirusy herpes simplex.

Są wstrzykiwane do nowotworu, który ginie, a jednocześnie pobudzany jest układ odpornościowy. Komórki odpornościowe rozprzestrzeniają się po organizmie i zaczynają zabijać inne nowotwory - tłumaczył w BBC ekspert profesor Richard Marais.
Poprawę zaobserwowano u co czwartego pacjenta, całkowicie został wyleczony co dziesiąty. Naukowcy chcą teraz zrozumieć, dlaczego większość chorych nie zareagowała na leczenie. Mają też nadzieję, że wirusy będzie można stosować także w leczeniu raka płuc, jelita grubego czy trzustki."
http://www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Badania-wirus-opryszczki-bronia-przeciwko-rakowi-skory,152028,11.html#.VWbI3zd4LjA.facebook



"Kilka badań potwierdzających naukowy związek między szczepionkami a rakiem:

  • Albonico i inni odkryli, że dorośli są znacznie bardziej chronieni przed nie-piersiowymi rakami: genitaliów, prostaty, gastrycznych, skóry, płuc, uszno-nosowo-gardłowych, i innych- o ile mieli kontakt z wirusem odry (ilorazu szans, odds ratio OR = 0.45), różyczki (OR = 0.38), ospy wietrznej (OR = 0.62) we wcześniejszym życiu.
    [Med Hypotheses 1998; 51(4): 315-20].
  • Montella i inni odkryli, że zachorowanie na odrę w dzieciństwie redukuje ryzyko rozwoju chłoniaka w dorosłości
    [Leuk Res 2006; 30(8): 917-22].
  • Alexander  i inni odkryli, że infekcja odrą w dzieciństwie jest znacząco ochronna – zmniejsza o połowę – ryzyko rozwoju choroby Hodgkin’a (OR = 0.53)
    [Br J Cancer 2000; 82(5): 1117-21].
  • Glaster i inni odkryli ponadto, że chłoniak jest znacząco bardziej prawdopodobny u dorosłych, którzy nie przechodzili zakażenia odrą, świnką czy różyczką w dzieciństwie
    [In J Cancer 2005; 115(4): 599-605].
  • Gilham i inni odkryli, że niemowlęta z najmniejszą ekspozycją na powszechne infekcje obarczone są większym ryzykiem rozwoju u nich dziecięcej białaczki
    [BMJ 2005; 330: 1294].
  • Urayama i inni również odkryli, że wczesna ekspozycja na infekcje ma ochronne działanie przeciwko białaczce.
    [Int J Cancer 2011; 128(7): 1632-43].
W świecie nauki jest całkiem dobrze poznane, że przejście przez infekcje we wczesnym życiu zapewnia ochronę przed różnymi postaciami raka w późniejszym życiu. Później urodzone dzieci mają mniej przypadków raka niż te urodzone wcześniej, ponieważ były wystawione na więcej rodzajów infekcji niż ich rodzeństwo.
Dzieci, które poszły do żłobka we wcześniejszym wieku, są lepiej chronione przed rakiem z tego samego powodu. Szczepienia odmówiły dzieciom szansy na naturalne zachorowanie i z powodu tego zmniejszenia narażenia na choroby, wzrosła zachorowalność na raka."

http://www.ageofautism.com/2015/02/neil-miller-why-people-choose-not-to-vaccinate.html
Tłumaczenie: https://justpaste.it/jxnp


"Pozytywne aspekty przechorowania odry
Od lekarza usłyszymy, że przechorowanie odry może być ryzykowne szczególnie dla niemowląt (przez masowe szczepienia pozbawionych biernej ochrony od mamy), dorosłych oraz przewlekle chorych. Natomiast pomija się zupełnie kwestię pozytywnego wpływu przechorowania odry na organizm ludzki.

„Odra ma najwyraźniej pozytywny wpływ na układ odpornościowy. Podatność na infekcje po przebytej odrze zmniejsza się, na co wskazuje spadek liczby wizyt u lekarza [Kummer 1992]. W krajach najbiedniejszych odra zmniejsza ryzyko malarii i chorób pasożytniczych [Roth 1992]. Dzieci, które przebyły zachorowanie na odrę rzadziej cierpią na alergie, podczas gdy szczepienie przeciw odrze nie daje takiej ochrony [Shaheen 1996, Floistrup 2006, Kucukosmanoglu 2006, Rosenlund 2009].
Znanym pozytywnym efektem odry jest leczniczy wpływ na chroniczne choroby, takie jak łuszczyca [Chakravati 1996] lub ciężkie schorzenie nerek tzw. zespół nefrotyczny. Odra może spowodować także remisję padaczki [Yamamoto 2004], podobnie jak atopowego zapalenia skóry na tle alergii pokarmowej [Kondo 1993].
Wiele wskazuje na to, że przebycie chorób dziecięcych, w szczególności odry, różyczki i świnki, owocuje w dalszym życiu obniżonym ryzykiem zachorowania na raka, w tym ziarnicę złośliwą i inne rodzaje chłoniaka oraz raka piersi [Albonico 1998, Glaser 2005, Montella 2006]. Także stwardnienie rozsiane zdarza się rzadziej u osób, które przeszły w dzieciństwie odrę [Kesselring 2990]"

„Szczepienia za i przeciw” dr Martin Hirte


Japońskie badanie "Przechorowanie odry i świnki, zwłaszcza w przypadku obu infekcji, było związane z niższym ryzykiem zgonu z powodu miażdżycowej choroby sercowo - naczyniowej."
 "Association of measles and mumps with cardiovascular disease: The Japan Collaborative Cohort (JACC) study", opublikowane w magazynie "Atherosclerosis" (2015 Jun 18;241(2):682-686) wskazuje, że zgodnie z danymi uzyskanymi przez japońskich uczonych, przebycie przez mężczyzn świnki i odry w wieku dziecięcym zmniejsza ryzyko zawału o 29%, a wylewu o 17% w wieku dorosłym. W wypadku kobiet dane wynoszą, odpowiednio, 17% i 21%.
Konkluzja:
Measles and mumps, especially in case of both infections, were associated with lower risks of mortality from atherosclerotic CVD
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26122188
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/m/pubmed/26122188/

"Przebycie choroby daje dożywotnią odporność. Przebycie choroby w dzieciństwie zapobiega zachorowaniu w wieku późniejszym, kiedy choroba może mieć cięższy przebieg lub niebezpieczne następstwa. Badania wykazały, że kobiety, które przebyły świnkę w dzieciństwie rzadziej zapadają na raka jajników."


Stwierdzono, że przechorowanie ospy, odry, świnki czy różyczki w dzieciństwie chroni przed chorobą wieńcową, taką jak dławica piersiowa czy zawał serca. Wykazano, że ryzyko chorób wieńcowych znacznie malało wraz z ilością przechorowanych chorób zakaźnych w dzieciństwie.http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16780845

Dokonaliśmy wymiany - choroby zakaźne na nowotwory i niesprawności na całe życie?
"W 1970 roku, stwierdzono, że naturalne zakażenie wirusem odry (MV) doprowadziły do spontanicznej regresji nowotworów układu krwiotwórczego u dzieci afrykańskich."
Co zrobiono w białym świecie, aby dzieci nie umierały na nowotwory ?
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2756986/

Nie możemy być nawet pewni, kiedy mówimy, że układ odpornościowy nie działa dobrze, nie mówiąc już, dlaczego nie działa dobrze, bo nie mamy dobrych wskaźników tego, jak zdrowy układ odpornościowy wyglądahttp://sm.stanford.edu/archive/stanmed/2011summer/article7.html


"Na uwagę zasługuje też inna obserwacja. Zazwyczaj mówi się nam, że szczepionka to niejako mała, niemal niezauważalna choroba przebyta bez widocznych i odczuwalnych skutków dla organizmu, podczas gdy prawdziwa choroba może mieć katastrofalne konsekwencje. I dlatego radzi się nam wybrać tę małą chorobę. Nie będę teraz przytaczać nieskończonej ilości obserwacji ciężkich chorób i zgonów po szczepionkach, lecz powołam się jedynie na badania laboratoryjne witaminy A, o której teraz mówimy. W dwóch grupach ludzi – zaszczepionych monoszczepionką przeciw odrze i szczepionką MMR zbadano poziom witaminy A. U obu grup gwałtownie spadł on w 9–14 dniu po szczepieniu. W grupie zaszczepionych MMR zaczął wzrastać po 30–42 dniach (Yabin S.S., The effect of live measles vaccines on serum vitamin A levels in healthy children w: „Acta paediatrica Japonica”, 1998 Aug; 40, s. 345–349).
Dalszy los witaminy zarówno w grupie, która otrzymała monoszczepionkę, jak i w grupie zaszczepionej MMR (czy wrócił w ogóle do poprzedniego poziomu, a jeśli tak, to w jakim czasie) jest nieznany – badanie nie miało na celu ustalenie tego faktu. Innymi słowy – szczepionka prowadzi do wyczerpania zapasów witaminy A, tak potrzebnej ludzkiemu organizmowi. Obserwację tę potwierdza inne badanie dokonane przez japoński zespół autorów: przez rok (tyle trwał eksperyment) u dzieci zaszczepionych na odrę nie mógł powrócić wyjściowy poziom interferonu – substancji odpowiadającej za naszą odporność nie tylko na choroby infekcyjne, lecz również nowotworowe (Nakayama et al., Long-term regulation of interferon production by lymphocytes from children inoculated with live measles virus vaccine w: 7 „Journal of Infectious Diseases”, 1988 Dec; 158(6), s.1386–1390).
Czy można więc dziwić się wypowiedziom rodziców, którzy twierdzą, że od momentu zaszczepienia dziecko już nigdy nie było zdrowe?"
Aleksander Kotok, Bezlitosna immunizacja. Prawda o szczepionkach.


"Zdolność wpływania wirusa odry na czynność układu immunologicznego jest znana od lat. Wydaje się, że to działanie może być korzystne w aspekcie profilaktyki rozwoju chorób alergicznych."

Okazuje się, że nawet kontakt z tym osłabionym popsutym, zmodyfikowanym wirusem odry ze szczepionki trochę też pomaga - co udowodniono w przypadku alergii i astmy:
na podstawie:


Tekst ze źródłami na temat pożyteczności przechorowania chorób wieku dziecięcego. Generalnie chodzi o lepiej działający układ odpornościowy, który przekłada się nawet na choroby zwyrodnieniowe stawów, a także:

  • z powodzeniem leczono zespół nerczycowy zakażaniem odrą
  • przechorowanie świnki chroni przed rakiem jajnika
  • przechorowanie odry chroni przed alergiami i astmą (żywa szczepionka ma podobne właściwości chociaż wirus jest atenuowany)
  • wirus odry stosowany był w terapii przeciw rakowej (różne nowotwory) z powodzeniem - ale rzekomo z powodów politycznych zaprzestano
Pada zdanie, że szczepienie, a nie przechorowanie naturalne odry nie pozwala dzieciom osiągnąć długotrwałą niespecyficzną odporność na szereg nowotworów.
I sporo tam też źródeł, tylko fakt, że stosunkowo stare i nielinkowate;).

  • Ronne T. 1985. Measles virus infection without rash in childhood is related to diseases in adult life. Lancet; 5 Jan: 1-5.
  • West RO. 1966. Epidemiologic studies of malignancies of the ovaries. Cancer; 1001-1007.
  • Albonico H et al 1990. Vaccination campaign against measles, mumps and rubella, A constraining project for a dubious future? Working group of doctors for selective MMR vaccination.18 pages, self-published.
  • Sheheen et al. 1996. Measles and atopy in Guinea-Bissau. Lancet; 347: 1792-1796.
  • Alm et al. (1999). Atopy in children of families with an anthroposophic lifestyle. Lancet; 353: 1485-1488.
  • Carmon Mota H. 1973. Infantile Hodgkins’disease: remission after measles. BMJ; 19May: 423.
  • Msaouel P, et al. 2009. Clinical testing of engineered oncolytic measles virus strains in the treatment of cancer: An overview. Curr Opin Mol Ther; February; 11(1): 43-53.
  • Mackowiak PA. 1981. Direct effects of hyperthermia on pathogenic microorganisms: teleologic implications with regard to fever. Rev Infect Dis; 3(3).
  • Koprowski H. 1962. The role of hyperergy in measles encephalitis. Am J Dis Child; 103:103-108.








Nowotwory, a szczepienia

Ekspozycje wobec gorączkowych chorób (zakaźnych) wieku dziecięcego związane z późniejszym mniejszym ryzykiem zachorowania na czerniaka, raka jajnika i wielu innych. Ogólnie rzecz biorąc, redukcja ryzyka wzrastała z częstością zakażeń, najlepiej gdy towarzyszyła im gorączka. Natomiast przewlekłe infekcje mogą to ryzyko zwiększać. (postrzegane są jako niepowodzenie odpowiedzi immunologicznej)
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16490323


O ochronnym działaniu infekcji  w przypadku białaczki dziecięcej i czynniku ryzyka jakim jest życie w sterylnym środowisko i unikaniu infekcji
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ijc.24365/abstract

Choroby dziecięce chroniły przed nowotworem w wieku dorosłym ? Wiele wskazuje, że taki mechanizm istnieje. Co ciekawe, swoją role ma nawet krztusiec.
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ijc.28205/full


Białaczka
Coraz większa liczby badań wskazuje, że narażenie na infekcje we wczesnym okresie życia może mieć działanie ochronne przeciwko dziecięcej ostrej białaczce limfoblastycznej.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3165002/

Występowanie infekcji w okresie wczesnego dzieciństwa zmniejsza ryzyko białaczki,
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4206105/


Gilham i inni odkryli, że niemowlęta z najmniejszą ekspozycją na powszechne infekcje obarczone są większym ryzykiem rozwoju u nich dziecięcej białaczki  [BMJ 2005; 330: 1294].

Urayama i inni również odkryli, że wczesna ekspozycja na infekcje ma ochronne działanie przeciwko białaczce. [Int J Cancer 2011; 128(7): 1632-43].



Choroby gorączkowe, a ryzyko raka

Wzrost zachorowań na raka w wyniku eliminowania gorączkowych chorób zakaźnych:
http://www.wanttoknow.info/health/cancer_link_vaccination_fever_research.pdf

"Przez lata zauważyłem, że często w wywiadzie z rodziną pacjenta chorego na raka pada następujące stwierdzenie: "on zawsze był zdrowy, nie miał nawet gorączki." Te słowa powtarzają się jak refren..."

"Narażenie na choroby zakaźne wieku dziecięcego związane z gorączką prowadzi do późniejszego obniżenia ryzyka dla nowotworów w szczególności czerniaka, jajnika, raka i wielu..."
http://www.impfungen-und-masern.de/studien-krebs.html - dużo danych statystycznych z Niemiec, Holandii...

Zakażenia i guz mózgu w 1999
Stwierdzono istotną statystyczną zależność pomiędzy liczbą infekcji i występowaniem raka mózgu.
(Schlehofer B, "Wyniki międzynarodowego badania guza mózgu dorosłych", 1999)
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10389745

Ryzyko raka skóry zmniejsza się wraz z liczbą infekcji i wysokości występującej gorączki.
(Kölmel K "Zakażenia i ryzyko czerniaka: wyniki badania kliniczno-kontrolnego wieloośrodkowe EORTC," 1999)
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10596918



"Kontakt z “dobrymi bakteriami” we wczesnym dzieciństwie może zapobiec zachorowaniu na astmę – wynika z kanadyjskich badań opublikowanych na łamach „Science Translational Medicine”.
Naukowcy z University of British Columbia oraz Children's Hospital in Vancouver zbadali, jakie bakterie zamieszkują organizmy 319 dzieci w wieku trzech miesięcy oraz jednego roku.

Okazało się, że jeśli w wieku trzech miesięcy brakuje czterech rodzajów bakterii (Faecalibacterium, Lachnospira, Veillonella i Rothia – w skrócie Flvr), ryzyko wystąpienia objawów astmy przed trzecim rokiem życia zwiększa się. Ten sam deficyt bakterii u rocznych dzieci nie wiązał się już z późniejszym zwiększonym zagrożeniem astmą, co sugeruje, że kluczowe znaczenie mają pierwsze miesiące życia.

Dalsze eksperymenty wykazały, że podawanie bakteryjnego „koktajlu” myszom, które urodziły się wolne od drobnoustrojów ogranicza proces zapalny w ich drogach oddechowych. Autorzy badań przypuszczają, że podawanie bakterii Flvr niemowlętom mogłoby zapobiec występowaniu astmy – jednak na razie nasza wiedza jest zbyt mała, aby podejmować takie działania.

W astmie drogi oddechowe są bardziej wrażliwe na podrażnienia i procesy zapalne. Choroba występuje coraz częściej - na przykład w Wielkiej Brytanii u jednego na 11 dzieci.
Jednym z wyjaśnień wzrostu występowania astmy i alergii jest "hipoteza higieniczna", która sugeruje, że dzieci nie są obecnie narażone na dostateczną liczbę drobnoustrojów, aby ich układ odpornościowy nauczył się odróżniać obce komórki od własnych.

Rodzenie przez cięcie cesarskie oraz niekarmienie piersią ograniczają liczbę bakterii przekazywanych noworodkowi. Także antybiotyki podejmowane przez kobiety w ciąży lub noworodki mogą zmieniać mikrobiom."
M.-C. Arrieta, L. T. Stiemsma, P. A. Dimitriu, L. Thorson, S. Russell, S. Yurist-Doutsch, B. Kuzeljevic, M. J. Gold, H. M. Britton, D. L. Lefebvre, P. Subbarao, P. Mandhane, A. Becker, K. M. McNagny, M. R. Sears, T. Kollmann, W. W. Mohn, S. E. Turvey, B. Brett Finlay. Early infancy microbial and metabolic alterations affect risk of childhood asthma. Science Translational Medicine, 2015; 7 (307): 307ra152 http://stm.sciencemag.org/content/7/307/307ra152
University of British Columbia. "Four gut bacteria decrease asthma risk in infants." ScienceDaily, 1 October 2015. http://www.sciencedaily.com/releases/2015/10/151001094711.htm
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,406754,dobre-bakterie-kontra-astma.html
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/np.1443982100569501.100006057616398/878742292236225/?type=3&ref=notif&notif_t=notify_me_page


Powtarzające się cykle antybiotykowe mogą głęboko zmieniać rozwój dzieci.
http://www.sciencedaily.com/releases/2015/06/150630121215.htm



Choroby zakaźne, a ryzyko raka

Ospa wietrzna i guz mózgu w 1997 roku - Ludzie, którzy mieli ospę wietrzną, często mają mniej guzów mózgu.
(Wrensch M., "Czy wcześniejsze zakażenia wirusem ospy wietrznej i półpaśca ma wpływ ryzyko glejaka u dorosłych?", 1997)
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9098175


Zysk / strata?
"Nasze odkrycia zapewniają dodatkowe wsparcie dla hipotezy, że zakażenia przez większość patogenów w dzieciństwie, może chronić przed HL lub przynajmniej może być skorelowane z inną wczesną ekspozycją, która może obniżyć ryzyko HL w wieku dorosłym. Ponadto, nasze badanie pokazuje, że odra może zapewnić działanie ochronne przeciwko NHL."
HL - ZIARNICA ZŁOŚLIWA
NHL - CHŁONIAK NIEZIARNICZY
Montella M "Czy choroby wieku dziecięcego wpływają na ryzyko NHL i HL? Badaniu kliniczno-kontrolnego z północnej i południowej Italii", 2006
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16406019



Rak jajnika i świnka - Cramer DW,  2010
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20559706

Polio, Herpes, and Other Viruses Treat Cancer
http://www.theepochtimes.com/n3/1316571-polio-herpes-and-other-viruses-treat-cancer/



Gruźlica
"Być może utajone zakażenie prątkiem gruźlicy (TB) nadawało pewien stopień odporności na inne zabójcze patogeny występujące w nowym otoczeniu lub w kontakcie z dawnymi (archaicznymi) populacjami ludzi? Bieżące analizy ludzkiej mikrobioty podkreślają, że granica między komensalizmem a chorobotwórczością podczas zdrowia i choroby jest rozmyta. Ostatnie badania sugerują, że jednoczesne zakażenie H. pylori może chronić przed czynną postacią gruźlicy. I odwrotnie, utajona infekcja prątkiem chroni przed wrzodami żołądka lub rakiem żołądka wywołanych prze H. pylori u zainfekowanych obiema bakteriami - nie jest to jeszcze udowodnione, ale stanowi intrygującą możliwość. W takich przypadkach, pozytywny efekt jednoczesnej obecności obu gatunków, może skutkować bezobjawowym przebiegiem infekcji." http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3800747/


"W badaniu 22 chorych na gruźlicę wykryto metodą sekwencjonowania 16S rRNA materiał genetyczny prątków ale również licznych bakterii z rodziny Actinobacteria, Bacterioidetes, Firmicutes, Fusobacteria, Proteobacteria i innych, podobnie jak u 14 zdrowych osób. Te 5 rodzajów bakterii stanowiły ponad 98% mikrobiomu. U chorych przeważały Proteobacteria i Bacteroidetes, a u zdrowych Firmicutes. Względna różnorodność flory bakteryjnej chorych i zdrowych była podobna. We wnioskach autorzy zwracają uwagę na możliwy wpływ mikroflory na patogenezę i rozwój gruźlicy oraz na potencjalną ich rolę w leczeniu [17]. "
http://czasopisma.viamedica.pl/pap/article/viewFile/PiAP.2014.0063/27645


O wspólnej ewolucji człowieka i prątków gruźlicy -   ko-ewolucja symbiontyczna
Despite the fact that this seems rather counterintuitive from a modern or medical perspective, we suggest that TB may have been one of these novel nested and co-evolved symbionts, being at times a useful member of our superorganism. We explore this possibility in more detail in the following section.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3825668/

Więcej o gruźlicy: http://szczepienie.blogspot.com/p/gruzlica-szczepionka-bcg-10.html


Grypa
"Narażenie na działanie wirusów grypy w okresie dzieciństwa daje ludziom częściową ochronę na resztę ich życia przed wirusami grypy, które pochodzą od zwierząt"
http://newsroom.ucla.edu/releases/childhood-flu-infections-provide-protection-against-influenza-pandemics-scientists-report#. 


Krztusiec

Childhood infectious diseases and risk of leukaemia in an adult population [..] protective effect of pertussis on the risk of CLL and AML
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ijc.28205/full
Badanie z niewielką próbą, istotny tylko efekt ochronny krztuśca przy AML (Acute myeloid leukemia) i CLL (Chronic Lymphocytic Leukemia) ale jak zwykle traktowany jest jako przesłanka do wyjaśnienia. Przy takich badaniach niestety trudno o dużą próbę, a tym bardziej jasną korelację z wytłumaczonym mechanizmem tego związku kauzalnego...

Krztusiec, a antybiotykoterapia
https://szczepieniakrztusiec.wordpress.com/krztusiec-antybiotykoterapia-w-swietle-ebm/
http://www.ncbi.nlm.nih.gov.secure.sci-hub.cc/m/pubmed/17636756/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17636756
http://dx.doi.org.sci-hub.cc/10.1002/14651858.CD004404.pub3

Opóźnienie szczepień przeciwko krztuścowi, błonicy, tężcowi jest związane z obniżonym ryzykiem astmy oskrzelowej
http://www.jacionline.org/article/S0091-6749%2807%2902379-2/fulltext

"Krótkotrwały stan zapalny oraz nieprzekraczająca 40°C gorączka są bardzo skutecznymi reakcjami organizmu, chroniącymi przed wirusami. Są wręcz niezbędne – bez stanu zapalnego wirusy zabiłyby nas bez najmniejszego oporu."
http://www.pocztazdrowia.pl/pozwol-goraczce-rosnac/


W ciągu ostatnich dwudziestu lat zaobserwowano istotny wzrost częstości zachorowań na choroby alergiczne: astmę oskrzelową, atopowe zapalenie skóry oraz alergiczny nieżyt nosa (1, 2). Odnotowany wzrost nie wynikał, jak próbowano sugerować, wyłącznie z poprawy metod diagnostyki lub zmiany kryteriów rozpoznawania analizowanych chorób. Był to wzrost rzeczywisty, udokumentowany w badaniach powtarzanych w odstępie kilku lub kilkunastu lat, prowadzonych przy pomocy tego samego protokołu, tymi samymi metodami (3, 4). Przyczyny tej niekorzystnej tendencji epidemiologicznej nie są w pełni jasne. Dotychczasowe obserwacje pozwoliły na identyfikację szeregu czynników ryzyka zachorowań, ale opinie na temat ich znaczenia nie są w pełni zgodne (5, 6, 7, 8, 9)

Aktualna sytuacja nie ma związku z genetycznymi uwarunkowaniami alergii, bowiem trudno przyjąć, że na przestrzeni tak niedługiego czasu nastąpiła wymiana materiału genetycznego. Dlatego też szczególne znaczenie przypisuje się czynnikom środowiskowym (5, 6).

Początkowo najwięcej uwagi poświęcano zanieczyszczeniom środowiska zewnętrznego. W wielu badaniach wykazano wyższą częstość występowania problemów, głównie ze strony układu oddechowego, w grupach narażonych na wyższe stężenia różnych substancji chemicznych i pyłów (10). Prawdopodobnie istotne znaczenie ma działanie drażniące, chociaż nie bez znaczenia jest ułatwienie alergizacji poprzez uszkodzenie chemiczne lub mechaniczne nabłonka dróg oddechowych, a także modyfikacja alergenów prowadząca do zwiększenia ich właściwości alergizujących.
Podjęto także badania nad rolą środowiska wewnątrzdomowego, wpływem nawyków żywieniowych, stylu życia, spożywania leków oraz uwarunkowań społecznych i ekonomicznych (11). Właśnie niektóre wyniki tych badań zapoczątkowały tzw. higieniczną hipotezę rozwoju alergii, która sugeruje, że stymulacja antygenami drobnoustrojów zmniejsza, a ich eliminacja zwiększa ryzyko występowania chorób alergicznych (11, 12, 13). 

Immunologiczne uzasadnienie tej teorii wiąże się z zachwianiem równowagi czynnościowej między dwoma głównymi subpopulacjami limfocytów pomocniczych: Th1 zaangażowanych w odpowiedź przeciwinfekcyjną i Th2 związanych z rozwojem nadwrażliwości atopowej. Płód rozwija się w środowisku ukierunkowanym na odpowiedź Th2 (14), które jest korzystne z punktu widzenia ochrony przed odrzuceniem go przez układ immunologiczny matki jako obcogatunkowej tkanki. Układ immunologiczny noworodka charakteryzuje się więc przewagą funkcjonalną limfocytów Th2. Po urodzeniu kontakt z drobnoustrojami zapewnia stymulację limfocytów Th1 i wytworzenie stanu równowagi między ich aktywacją a aktywacją subpopulacji Th2. 
Ochronny wpływ zakażeń na rozwój alergii wiąże się z tą właśnie stymulacją. Ograniczenie lub brak ekspozycji na czynniki infekcyjne wskutek nadmiernie sterylnych warunków życia, jałowej żywności sprzyja przetrwaniu fenotypu Th2. Jednak w świetle aktualnej wiedzy wydaje się, że ostateczna równowaga zależy od wielu czynników: typu drobnoustroju, masywności zakażenia, wieku i stanu immunologicznego organizmu, współdziałania czynników genetycznych i środowiskowych. Zbyt wcześnie jest na wnioski praktyczne i propozycje ukierunkowanej interwencji immunologicznej.

WIELKOŚĆ RODZINY I JEJ STRUKTURA

W 1989 roku Strachan (15) wykazał istnienie odwrotnej korealcji pomiędzy liczebnością rodziny a częstością występowania chorób alergicznych. W kolejnych badaniach uściślono, że istotne znacznie ma posiadanie starszego rodzeństwa, a także płeć i odstęp czasu między narodzinami kolejnych dzieci (16, 17). Niewątpliwie w rodzinach wielodzietnych zwiększona jest transmisja zakażeń, które jak sugerowano mają chronić przed rozwojem alergii.

WYSTĘPOWANIE CHORÓB ALERGICZNYCH W KRAJACH ZACHODNICH I BYŁYCH KRAJACH EUROPY ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

Porównanie częstości występowania chorób alergicznych na terenie byłych Niemiec Wschodnich i Zachodnich (18) oraz w Polsce i w Szwecji (19) ujawniło zaskakujące różnice. Istotnie wyższy był odsetek chorych w krajach lepiej rozwiniętych, przy czym liczba zakażeń i współczynnik zagęszczenia były wyższe w krajach uboższych. Wykazano także, że wspólne sypialnie w dzieciństwie wiążą się z niższą częstością występowania alergii (16). Sprzeczne są informacje na temat wpływu opieki zbiorowej. W Niemczech udokumentowano efekt protekcyjny (20), w Finlandii i Wielkiej Brytanii nie potwierdzono jakiegokolwiek wpływu (21, 22). Są także dane sugerujące, że uczęszczanie do żłobka może nieznacznie zwiększać ryzyko atopii (16).

Odra- ZAKAŻENIE WIRUSEM ODRY

W roku 1996 Shakeen i wsp. (23) opublikowali wyniki analizy częstości występowania chorób alergicznych u dzieci, które przebyły zakażenie wirusem odry. Odsetek ten był niższy niż w grupie, która była poddana szczepieniom ochronnym. Autorzy wysunęli koncepcję, że naturalne zachorowanie hamuje rozwój alergii, choć nie można wykluczyć, że sztuczna immunizacja sprzyja alergizacji. W ramach dyskusji nad wynikami tych badań sugerowano, że ciężkie, śmiertelne zakażenia występują głównie u dzieci z atopią o słabiej wyrażonej odpowiedzi Th1 i ich selekcja spowodowała zaniżenie odsetka alergików po epidemii (24).
Inne, zarówno wcześniejsze brytyjskie (25) jak i późniejsze fińskie (26), badania nie potwierdziły ochronnego wpływu ani zakażenia wirusem odry ani szczepień przeciwko odrze. Jedynie po uwzględnieniu liczby rodzeństwa wykazano efekt protekcyjny w licznych rodzinach (27). Bardzo przekonywujące są badania Paunio i wsp. (26) oparte na analizie populacji liczącej około pół miliona dzieci, w których udowodniono wzrost zachorowań na astmę, pyłkowicę i atopowe zapalenie skóry po przechorowaniu odry.

Krztusiec - SZCZEPIENIA PRZECIWKO KRZTUŚCOWI

Zainteresowanie wzbudził także ewentualny związek między szczepieniami przeciwko krztuścowi a występowaniem astmy i innych chorób alergicznych (28). Teoretycznie szczepionka lub zawarte w niej adjuwanty mogą prowadzić do wzrostu syntezy IgE (29), jednak analiza dotychczas przeprowadzonych badań nie uzasadnia obaw o niekorzystny, sprzyjający rozwojowi alergii wpływ. Analizowano zarówno efekt szczepionki pełnej i acelularnej (30). Nie odnotowano spadku zachorowań wtedy, kiedy odsetek aszczepionych był niski wskutek obaw o powikłania neurologiczne (31).




Gruźlica - ZAKAŻENIE MYCOBACTERIUM I SZCZEPIENIE BCG

Wobec faktu, że zakażenie prątkiem gruźlicy stymuluje głównie populację Th1 i prowadzi do jej przewagi funkcjonalnej, można było oczekiwać niższego ryzyka zachorowań na choroby alergiczne u osób zakażonych i/lub szczepionych. Pierwsze, bardzo szczegółowe badania autorów japońskich potwierdziły tę koncepcję (32). Udokumentowano istnienie odwrotnej korelacji między nadwrażliwością na tuberkulinę i występowaniem chorób alergicznych oraz stężeniem IgE. Obserwacje kliniczne poparto oznaczaniem in vitro cytokin charakterystycznych dla populacji Th1 i Th 2. Dalsze badania dostarczyły jednak odmiennych wyników. Omenaas i wsp. (33) nie wykazali związku między reakcją na tuberkulinę a stężeniem całkowitej IgE, stężeniem alergenowo swoistych przeciwciał IgE i odpowiedzią na alergeny w testach skórnych w populacji osób dorosłych szczepionych rutynowo szczepionką BCG. W badaniach skandynawskich efekt protekcyjny szczepień BCG w okresie noworodkowym był minimalny lub wręcz nieistotny (34, 35). Stannegaard i wsp. (35) stwierdzili nawet wyższy odsetek nadwrażliwości na tuberkulinę u dzieci alergicznych.

WZW-A, ZAKAŻENIE WIRUSEM HEPATITIS A

Badanie rekrutów włoskich wykazało odwrotną korelację między stopniem alergizacji mierzonej stężeniem IgE a obecnością serologicznych wykładników przebytego zakażenia wirusem A (36). Zakażenie wirusem A jest pewnym odzwierciedleniem warunków życia i poziomu higieny, co potwierdziły dalsze badania (37), i dlatego jednoznaczne ustalenie wpływu izolowanego zakażenia jest trudne.

FLORA JELITOWA I STOSOWANIE ANTYBIOTYKÓW

Przeprowadzone w latach 90-tych badania porównawcze, częstości występowania chorób alergicznych w Szwecji i Estonii, wykazały istotną przewagę zachorowań w Skandynawii. Jednocześnie zbadano florę jelitową niemowląt i stwierdzono różnice ilościowe i jakościowe w kolonizacji bakteryjnej przewodu pokarmowego między analizowanymi populacjami. W Szwecji odnotowano wyższy odsetek Clostridium difficile, w Estonii Lactobacillus (38). W kolejnym badaniu oceniono florę jelitową w grupach dzieci z atopią i bez (niezależnie od miejsca zamieszkania) i potwierdzono, że obecność Lactobacillus wiąże się z niższym ryzykiem zachorowań na choroby alergiczne (39). Dalszym dowodem na słuszność tych obserwacji są badania wskazujące na niższą częstość zachorowań u dzieci z tzw. szkół Steinera, w których styl i warunki życia (antropozoficzne) są zbliżone do naturalnych (40). Ich dieta oparta jest na produktach nie konserwowanych, ewentualnie poddanych naturalnej fermentacji, bogatych w probiotyki. Jednocześnie ogranicza się w tych środowiskach stosowanie antybiotyków i szczepień ochronnych. Na podstawie tych badań wysunięto wniosek, że opóźnienie stymulacji mikrobiologicznej układu immunologicznego zaburza przebieg jego dojrzewania (41). Stymulacja mikrobiologiczna jest niezbędna dla ustalenia stanu równowagi między subpopulacjami Th1/Th2 w stopniu zapewniającym ochronę przeciwinfekcyjną i prewencję rozwoju alergii.
Wyższą częstość objawów alergii odnotowano w badaniach niemieckich (42) u dzieci, które w 1 roku życia otrzymały co najmniej 6 razy antybiotyk, chociaż nie stwierdzono korelacji liczby zachorowań z wykładnikami atopii (dodatni wynik testów skórnych, podwyższone stężenie IgE). Autorzy angielscy również stwierdzili, że ryzyko zachorowań na pyłkowicę i atopowe zapalenie skóry jest dwukrotnie wyższe u dzieci leczonych antybiotykami do 2 roku życia (43). Spostrzeżenia te można także tłumaczyć zaburzeniem flory jelitowej i brakiem ochronnego wpływu prawidłowej kolonizacji przewodu pokarmowego.

PODSUMOWANIE

Wobec wieloczynnikowego uwarunkowania rozwoju chorób alergicznych należy bardzo ostrożnie interpretować wyniki analizy wpływu pojedynczych czynników. Przedstawione powyżej obserwacje sugerują ochronne działanie niektórych zakażeń, co w sposób zasadniczy zmienia wcześniejsze spojrzenie na patogenezę chorób alergicznych. Jednocześnie jednak szczegółowa analiza cytowanych powyżej prac wskazuje na to, że wyniki obserwacji poczynionych przez różnych autorów nie są w pełni zgodne. Tak więc, mimo że hipoteza „higieniczna” rozwoju alergii ma teoretyczne uzasadnienie, jej pełna akceptacja wymaga dalszych badań.

http://www.czytelniamedyczna.pl/2314,teoria-higieniczna-rozwoju-alergii.html
1. European Allergy White Paper. Ed. D. Van Moerbeke. UCB Institute of Allergy, Brussels 1997. 
2. Huovinen E. et al.: Incidence and prevalence of asthma among adult Finish men and women of the Finish Twin Cohort from 1975 to 1990, and their relation to hay fever and chronic bronchitis. Chest, 1999, 115:928-936. 
3. Burr M.L. et al.: Changes in asthma prevalence: two surveys 15 years apart. Arch. Dis. Child., 1989, 64:1452-1456. 
4. Weitzman M. et al.: Recent trends in the prevalence and severity of childhood asthma. JAMA, 1992, 268:2673-2677. 
5. Platts-Mills Th.A.E., Pollart Squillace S.: Allergen sensitization and perennial asthma. Int. Arch. Allergy Immunol., 1997, 113:83-86. 
6. Von Mutius E.: The environmental predictors of allergic diseases. J. Allergy Clin. Immunol., 2000, 105:9-19. 
7. Halken S., Host A.: The lessons of noninterventional and interventional prospective studies on the development of atopic disease during childhood. Allergy, 2000, 55:793-802. 
8. Patino C.M., Martinez F.F.: Interactions between genes and environment in the development of asthma. Allergy, 2001, 56:279-286. 
9. Host A., Halken S.: Can we apply clinical studies to real life? Evidence-based recommendations from studies on development of allergic diseases and allergy prevention. Allergy, 2002, 57:389-397. 
10. Hirsch T. et al.: Inner city air pollution and respiratory health and atopy in children. Eur. Respir. J., 1999, 14:669-677. 
11. Braback L.: Risk factors for atopy and asthma among schoolchildren: experiences from comparisons between Eastern and Western Europe. Eur. Respir. J., 2000, 10:408-410. 
12. Strachan D.P.: Family size, infection and atopy: the first decade of the „hygiene hypothesis”. Thorax 2000, 55 (suppl.1):S2-S10. 
13. Stannegard O., Stannegrad I.-L.: The causes of the increasing prevalence of allergy: is atopy a microbial deprivation disorder? Allergy, 2001, 56:91-102. 
14. Jones C.A. et al.: Intrauterine environment and fetal allergic sensitization. Clin. Exp. Allergy 1998, 28:655-659. 
15. Stracahn P.D.: Hay fever, hygiene and household size. BMJ, 1989, 299:1259-1260. 
16. Svanes C. et al.: Childhood environment and adult atopy: results from the European Community Respiratory Health Survey. J. Allergy Clin. Immunol., 1999, 103:415-420. 
17. Strachan D.P. et al.: Sibship size and self-reported inhalant allergy among adult women. Clin. Exp. Allergy, 1997, 27:151-155. 
18. Von Mutius E. et al.: Prevalence of asthma nad allergic disorders among children in the united Germany: a descriptive comparison. BMJ, 1992, 305:1395-1399. 
19. Braback L. et al.: Atopic sensitisation and respiratory symptoms among Polish and Swedish School children. Clin. Exp. Allergy, 1994, 24:826-835. 
20. Kramer U. Et al.: Age at entry to day nursery and allergy in later childhood. Lancet,1999, 353:45-454. 
21. Strachan D.P. et al.: Childhood antecedents of allergic sensitization in young British adults. J Allergy Clin. Immunol., 1997, 99:6-12. 
22. Kilpelainen M. et al.: Farm environment in childhood prevents the development of allergies. Clin. Exp. Allergy, 2000, 30:201-208. 
23. Shaheen S.O. et al.: Measles and atopy in Guinea Bissau. Lancet, 1996, 347, 1792-1796. 
24. Campbell D.E., Kemp A.S.: Measles and atopy in African children (letter). Lancet, 1996, 348:825. 
25. Golding J., Peters T.: Eczema and hay fever. In: Butler N. and Golding J. Eds. From birth to five. A study of the health and behaviour of Britain´s five year olds. Oxford: Pergamon Press, 1986, 171:86. 
26. Paunio M. et al.: Measles history and atopic disorders: a population-based cross-sectional study. JAMA, 2000, 283:343-346. 
27. Lewis S.A., Britton J.R.: Measles infection, measles vaccination and the effect of birth order in the aetiology of hay fever. Clin. Exp. Allergy, 1998, 28:1493-1500. 
28. Odent M.R. et al.: Pertussis vaccination and asthma: is there a link? JAMA, 1994, 272:592-593. 
29. Pauwels R. et al.: The non-specific enhancement of allergy: 1. In vivo effects of Bordatella pertussis vaccine on IgE synthesis. Allergy, 1983, 38:239-246. 
30. Nilsson L. et al.: A randomised controlled trial of the effect of pertussis vaccines on atopic diseases. Arch. Pediatr. Adolescent Med., 1998, 152:734-738. 
31. Lewis S.: Infections in asthma and allergy. Thorax, 1998, 53:911-912. 
32. Shirakawa T. et al.: The inverse association between tuberculin responses and atopic disorder. Science, 1997, 275:77-79. 
33. Omenaas E. et al.: No relationship between tuberculin reactivity and and atopy in BCG vaccinated young adults. Thorax, 2000, 55:454-458. 
34. Alm J.S. et al.: Early BCG vaccination and developmnet of atopy. Lancet, 1997, 350:400-403. 
35. Strannegard I.L. et al.: Prevalence of allergy in chilldren in relation to prior BCG vaccination and infection with atypical mycobacteria. Allergy, 1998, 53:249-254. 
36. Matricardi P.M. et al.: Cross sectional retrospective study of prevalence of atopy among Italian military students with antibodies against hepatitis A virus. BMJ, 1997, 314:999-1003. 
37. Matricardi P.M. et al.: Exposure to foodborn and orofecal microbes versus airborne viruses in relation to atopy and allergic asthma: epidemiological study. BMJ, 2000, 320:412-417. 
38. Sepp E.E. et al.: Intenstinal microflora of Estonian and Swedish infants. Acta Paediatr.,1997, 86:956-961. 
39. Bjorksten B. et al.: The intestina microflora in allergic Estonia and Swedish 2-year-old-children. Clin. Exp. Allergy, 1999, 29:342-346. 
40. Alm J.S. et al.: Atopy in children of families with an anthroposophic lifestyle. Lancet,1999, 353:1485-1488. 
41. Holt P.G. et al.: Microbial stimulation as an aetiologic factor in atopic disease. Allergy, 1999, 54:12-16. 
42. Von Mutius E. et al.: Frequency of infections and risk of asthma, atopy and airway hyperresponsiveness in children. Eur. Respir. J., 1999, 14:4-11. 
43. Farooqi I.S., Hopkin J.M.: Early childhood infection and atopic disorder. Thorax, 1998, 53:927-932.





Malaria może okazać się lepszym sposobem na leczenie raka, niż chemioterapia http://www.spidersweb.pl/2017/04/malaria-leczenie-raka.html



Higiena genomu

Coraz częściej podnoszony jest temat higieny genomu przy okazji szczepień. Otóż niektóre wirusy (także te ze szczepionek) potrafią łączyć swoją informacje genetyczną do DNA komórki gospodarza. Aż 8% ludzkiego genomu to różne przyłączone fragmenty wirusów.

"Prof. Szczylik zauważył, że kluczową rolę w higienie genomu odgrywa m.in. zapobieganie wirusom, które wkomponowują się w nasze geny w sposób trwały. „Wirusy przenoszą różne cząstki i wchodząc do naszych komórek zmieniają strukturę genomu i powodują jego uszkodzenia” – podkreślił onkolog. Zaznaczył, że zaburzenia w obrębie genów prowadzą do choroby nowotworowej."
"Materiał genetyczny to największy skarb, jaki posiadamy. Zawartość naszych komórek przekazujemy własnym dzieciom, czyli kolejnym pokoleniom. Żeby nie skazywać naszych dzieci na straszne choroby, musimy zatroszczyć się o własny genom. Wśród chorób, na które możemy narazić nasze potomstwo nie dbając o siebie samych, są także choroby nowotworowe."
http://szczepienie.blogspot.com/p/wirusowe-zanieczyszczania-szczepionek.html
http://www.wim.mil.pl/183-aktualnoci/2065-prof-cezary-szczylik-z-wim-trzeba-dbac-o-higiene-genomu
http://pl.blastingnews.com/zdrowie/2015/05/higiena-genomu-czyli-styl-zycia-zaniedbujac-siebie-skazujemy-na-chorobe-wlasne-dzieci-00408195.html

"Biorąc pod uwagę powyższe uważamy, że dla dobra własnego i przyszłych pokoleń powinniśmy dbać o higienę genomu, bo uszkodzenia w obrębie genów wywołują wiele chorób np. nowotwory"- Dr Wojciech Ozimek
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=863465973734198&id=351287104952090&substory_index=0
http://www.tatawpracy.pl/nie-ma-tu-nic-o-szczepieniach/

Skażenie szczepionek przeciw Rotavirusom, świńskimi wirusami (Circovirus), a rak wątroby. Władze zdrowotne USA nadal przekonują, że takie zanieczyszczenia są "nieszkodliwe"
http://www.virology.ws/2010/03/29/deep-sequencing-reveals-viral-vaccine-contaminants/




Infekcje retrowirusami są bardzo niebezpieczne i trwałe, co gorsza, mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie . Potrafią wbudować się w genom.

“ The sample of RotaTeq vaccine tested positive for rotavirus A and baboon endogenous virus, as previously reported by Victoria and colleagues [17]. The origin of the baboon endogenous virus is assumed to be related to the African green monkey-derived Vero cell line used in its manufacture and cross-hybridization of its endogenous retroviruses to the baboon endogenous retrovirus probes [17].” 2014
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3980782/

Badanie opublikowane w Advances in Virology znalazło w szczepionce doktora Offita " ( właściciel patentu i sławny naganiacz szczepionkowy ) szczep małpiego wirusa endogennego M7
“ Additionally, a baboon endogenous virus strain M7 was detected, likely due to the monkey cell line in which RotaTeq was produced from.”

"Chociaż bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa szczepionki zawierającej PCV1, a wzrostem komórek raka wątrobokomórkowego człowieka nie jest jasne, dane te powinny być rozpatrywane w dalszej ocenie bezpieczeństwa szczepionek i innych produktów, które mogą zawierać PCV1".
http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0264410X11009911

"Badacze ze Stanford University School of Medicine: „Zaczęliśmy gromadzić dowody na to, że te sekwencje wirusowe, być może początkowo zagrażające naszemu gatunkowi, zostały zasymilowane przez nasz genom dla naszej korzyści. " - oczywiście tak się stało po milionach lat ewolucji, natomiast nowe sekwencje mówiąc łagodnie niekoniecznie okażą się dla nas dobre i dla przyszłych pokoleń (naszych dzieci)
https://mikrobiom.wordpress.com/2015/11/25/pradawne-czasteczki-wirusowe-istotne-dla-rozwoju-czlowieka/ https://www.facebook.com/mikrobiom/posts/898200863623701

Dr. Ozimek: "Zaburzenia w obrębie genów mogą prowadzić do wielu chorób. Najgorsze jest to, że mogą to być zarówno dzikie wirusy z otoczenia, jak i te pochodzące ze szczepionek, w tym te, którymi zanieczyszczone jest wiele szczepionek…."


Szerzej na temat higieny genomu i nowotworów tutaj:
http://szczepienie.blogspot.com/2015/04/szczepienie-alergie-czyli-czy-o.html

O wirusach z zanieczyszczeń szczepionek tu:
http://szczepienie.blogspot.com/p/wirusowe-zanieczyszczania-szczepionek.html
http://szczepienie.blogspot.com/2015/09/sv-40-bialko-p53-szczepienia-polio-opv.html
http://szczepienie.blogspot.com/2015/11/adjuwanty-i-aluminium-glin-szkodliwosc.html

Wszystkie powyższe linki warto dokładnie przejrzeć. Wymienione są tam najważniejsze informacje, które  powinny być podstawą decyzji o szczepieniu lub nie z punktu widzenia całego społeczeństwa i kolejnych pokoleń.





❝Płuca potrzebują bakterii❞

Coraz więcej badań pokazuje znaczenie bakteryjnej flory, czyli mikrobiomu dla prawidłowego funkcjonowania organizmu, w tym układu immunologicznego.
Oto kolejne, dokonane przez naukowców z Mount Sinai Health System odkrycie na tym polu.
"Nasze wyniki wyraźnie pokazują rolę bakterii w modulowaniu odpowiedzi immunologicznej w płucach, które były przez długi czas uważane za sterylne" - mówi autor badania prof. Saurabh Mehandru.

Badacze wykorzystali dwie grupy myszy - z naturalną florą bakteryjną oraz pozbawione mikroflory z pomocą antybiotyków. Hodując pobrane z ich płuc komórki dendrytyczne razem z limfocytami B badacze sprawdzali produkcję Immunoglobulin A (IgA). Zauważyli różnice. Produkcja IgA przez komórki pobrane od myszy bez bakterii była zaburzona. To nie wszystko. Podanie tym gryzoniom bakteryjnego lipopolisacharydu (LPS) sprawiło, że komórki wytwarzały imuunoglobilinę w normalny sposób.

Naukowcy wskazują na zbieżność powszechnego użycia antybiotyków i rosnącej liczby przypadków alergii. Ich zdaniem znaleziony mechanizm może się do tego związku przyczyniać. Może mieć on też znaczenie dla podatności na infekcje i działanie szczepień.

↪ Darren Ruane et al. Microbiota regulate the ability of lung dendritic cells to induce IgA class-switch recombination and generate protective gastrointestinal immune responses, J Exp Med. 2015 Dec 28 http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26712806

↪ The Mount Sinai Hospital / Mount Sinai School of Medicine. "Commensal bacteria regulate immune cells in lungs to produce proteins for host defense." ScienceDaily. ScienceDaily, 5 January 2016.www.sciencedaily.com/releases/2016/01/160105223540.htm

http://pulsmedycyny.pl/4411201,83336,pluca-potrzebuja-bakterii

Nieco więcej o MIKROBIOMIE PŁUC znajdziecie w artykule: https://mikrobiom.wordpress.com/2015/07/27/ekosystem-ciala/
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/np.1452251147755413.100006057616398/917790244998096/?type=3&theater&notif_t=notify_me_page




Bakterie glebowe wspomagają uczenie, chronią przed depresją?
"Okazuje się, że bakterie glebowe poprawiające nastrój mogą też zwiększać zdolność mózgu do uczenia się nowych umiejętności czy strategii.

Mycobacterium vaccae to naturalna bakteria glebowa, którą ludzie trawią lub połykają, spędzając czas na dworze – opowiada Dorothy Matthews z The Sage Colleges. Wcześniejsze badania wykazały, że wstrzykiwanie myszom M. vaccae stymuluje wzrost pewnych neuronów w mózgu, co skutkuje zwiększonym wydzielaniem serotoniny i spadkiem niepokoju. W 2007 r. naukowcy z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego i Uniwersytetu Bristolskiego odkryli, że myszy potraktowane wspomnianymi bakteriami zaczynały się zachowywać jak po podaniu leków antydepresyjnych.

Ponieważ serotonina jest neuroprzekaźnikiem istotnym także dla uczenia, Matthews i Susan Jenks karmiły myszy laboratoryjne żywymi bakteriami i oceniały ich umiejętność nawigowania po labiryncie. Okazało się, że gryzonie karmione żywymi M. vaccae poruszały się po labiryncie 2-krotnie szybciej i słabiej demonstrowały zachowania lękowe niż myszy kontrolne.

Po trzech tygodniach przerwy przyszedł czas na ostateczny test. Zwierzęta eksperymentalne nadal pozostawały szybsze od kontrolnych, jednak różnica nie była istotna statystycznie. Oznacza to, że bakterie glebowe działają tylko przez pewien okres.

Wg głównej autorki badań, skoro M. vaccae wydają się odgrywać pewną rolę w uczeniu i kontrolowaniu lęku u ssaków, warto wziąć pod uwagę zajęcia szkolne związane z brudzeniem, np. lekcje biologiczne w ogródku, bo mogłoby to w znaczący sposób wspomóc wysiłki pedagogów i samych zainteresowanych, czyli dzieci.

Amerykanki zaprezentowały uzyskane rezultaty na 110. konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Mikrobiologicznego w San Diego.
http://kopalniawiedzy.pl/bakterie-glebowe-Mycobacterium-vaccae-serotonina-nastroj-uczenie-neurony-myszy-labirynt-Dorothy-Matthews-Susan-Jenks,10448

American Society for Microbiology. "Can bacteria make you smarter?." ScienceDaily, 25 May 2010. www.sciencedaily.com/releases/2010/05/100524143416.htm

Matthews, D. M. & Jenks, S.M. (2010, May). Investigation of the effect of Mycobacterium vaccae on learning in mice: Can bacteria make you smarter? Poster presented at the ASM Conference, SanDiego, CA. Available at |
http://www.ustream.tv/recorded/7184442
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/np.1428842746939962.100006057616398/785854231525032/?type=1&ref=notif&notif_t=notify_me



Więcej na temat pozytywnego wpływu (czasem niezbędnego) pozornie groźnych patogenów na nasze zdrowie tutaj:
https://www.facebook.com/mikrobiom?fref=photo








Bakterie i antybiotyki





Częste mycie skraca życie – mawiali nasi dziadkowie i mieli trochę racji. Nowe badania dowodzą, że nadmiar higieny zaburza układ odpornościowy. Skutek to alergie, astma, a nawet nowotwory.

Brud wcale nie jest taki straszny, jak się powszechnie uważa. Wręcz przeciwnie. Kontakt z bakteriami, wirusami czy grzybami jest niezbędny, by prawidłowo rozwijał się nasz układ odpornościowy. Naukowcy już ponad 20 lat temu sformułowali tzw. hipotezę higieniczną, która wzrost liczby zachorowań na alergie czy astmę tłumaczy właśnie nadmierną czystością. Brakowało jednak dowodów.

Dostarczył ich dr Benjamin Marsland z uniwersytetu w Lozannie. Uczony wykazał, że myszy trzymane w zwykłych klatkach pełnych różnych mikrobów były silne i zdrowe. Ich system immunologiczny bez trudu radził sobie z infekcjami. Zupełnie inaczej rzecz się miała z gryzoniami, które przez pierwsze tygodnie życia były trzymane w sterylnych warunkach. – Komórki zwane limfocytami T były u nich nadaktywne i nie potrafiły utrzymać w ryzach układu odpornościowego. W płucach rozwijał się stan zapalny, co może doprowadzić do rozwoju astmy – twierdzi uczony. Jego zdaniem taki sam mechanizm bez wątpienia działa u ludzi.

Zdrowie na wsi

Naukowcy i lekarze już od dawna ostrzegają, że w zamiłowaniu do czystości posunęliśmy się za daleko. Pozbawiamy dzieci kontaktu ze zwierzętami, nie pozwalamy im bawić się z lekko zakatarzonymi rówieśnikami, a zabawki, smoczek i ręce nieustannie czyścimy płynem dezynfekującym. To sprawia, że maluchy nie mają okazji stykać się z różnymi mikrobami, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju ich układu odpornościowego. Bez takiego kontaktu nie nauczy się on rozpoznawać, kto wróg, a kto przyjaciel. W efekcie za niebezpieczne może uznać zupełnie nieszkodliwe pyłki traw czy kurz.

Pomysł, że brud lub jego brak może wpływać na pracę układu odpornościowego, zrodził się pod koniec lat 80. XX wieku. Jedną z uczonych, która dostrzegła tę zależność, była prof. Erika von Mutius z uniwersytetu w Monachium, która badała dzieci chore na astmę. Zauważyła, że dolegliwość ta zdecydowanie rzadziej występuje wśród maluchów żyjących na farmach niż w rejonach uprzemysłowionych. Zaskoczyło ją to, bo warunki higieniczne na wsi były zdecydowanie gorsze niż w miastach. Przypuszczała, że mniej zadbane dzieci będą częściej chorowały.

Było jednak odwrotnie.

Do podobnych wniosków doszedł dr David P. Strachan, epidemiolog z londyńskiego St George's Hospital Medical School, który przebadał ponad 17 tys. brytyjskich dzieci. Stwierdził, że te, które mają starsze rodzeństwo, rzadziej chorują na alergię niż wychuchane jedynaki i pierworodne. Jego zdaniem dzieje się tak, bo maluchy żyjące w wielodzietnych rodzinach za sprawą zakatarzonych, ubrudzonych starszych braci i sióstr mają większy kontakt z bakteriami. W prestiżowym czasopiśmie medycznym "British Medical Journal" sformułował wówczas tzw. hipotezę higieniczną.

Zakłada ona, że od pierwszych chwil życia potrzebujemy mikrobów. Kontakt z nimi jest niezbędny, by układ odpornościowy nauczył się chronić nasz organizm przed zagrożeniem. – Bakterie, grzyby i inne drobnoustroje, które uważamy za złe, są częścią środowiska. Jedynie żyjąc wraz z nimi, mamy szansę rozwijać się prawidłowo – mówi dr Michael Zasloff, immunolog z Georgetown University Medical Center. Organizm wystawiony od wczesnego dzieciństwa na działanie różnych mikrobów uczy się, które są dobre, a które złe. Z tej wiedzy korzysta potem przez całe życie. Ale na tym nie koniec. Gdy później w jego otoczeniu zaczyna brakować mikrobów, układ odpornościowy szuka sobie zajęcia na co dzień. I znajduje, ale zupełnie nie tam, gdzie powinien.

Niebezpieczna nuda

Atakuje białka wytwarzane przez rośliny, z którymi człowiek stykał się od tysięcy lat: pyłki drzew, traw i chwastów. W podrażnionym nimi organizmie pojawiają się dokuczliwe objawy alergii: łzawienie, kichanie, swędzenie, opuchlizna. Badania wykazały, że organizm produkuje wtedy nadmierną liczbę przeciwciał IgE, elementów układu odpornościowego, których zadaniem jest walka z pasożytami. A skoro zakażenia robakami, na przykład tasiemcem czy glistą ludzką, niegdyś powszechne, dziś dzięki higienie stały się rzadkością, to za nowego wroga uznały całkowicie niegroźne dla nas białka.

Czasem bywa jednak jeszcze gorzej. Znudzony nieróbstwem układ odpornościowy reaguje nawet na komórki własnego organizmu. Zaczyna je niszczyć, co prowadzi do chorób zwanych autoimmunologicznymi, których nasi przodkowie nie znali w ogóle, a które dziś w krajach rozwiniętych występują coraz częściej. Należy do nich m.in. nieswoiste zapalenie jelit, stwardnienie rozsiane, a także budząca coraz większy niepokój cukrzyca typu 1. Układ odpornościowy dotkniętych nią osób niszczy komórki trzustki odpowiedzialne za produkcję insuliny. To powoduje, że chory nie jest w stanie kontrolować poziomu cukru we krwi.

Dzieci żyjące w mniej higienicznych warunkach są zdrowsze?
Foto: Thinkstock
Dzieci żyjące w mniej higienicznych warunkach są zdrowsze?
Przypnij na PinterestPodziel się
Liczba nowo zdiagnozowanych pacjentów z cukrzycą typu 1 rośnie w zastraszającym tempie – 3 proc. rocznie. Najgorzej jest w Finlandii, gdzie dotkniętych jest najwięcej dzieci na świecie. Naukowcy przypuszczają, że przyczyną tej epidemii jest właśnie nadmierne przywiązanie do higieny. Fińskie dzieci w niewielkim stopniu stykają się z bakteriami, wirusami czy grzybami, co powoduje, że ich układ odpornościowy nie rozwija się prawidłowo. Zagubiony, zaczyna atakować komórki własnego organizmu. Rozwija się cukrzyca typu 1.

Aby zaradzić tej epidemii, dr Mikael Knip, pediatra ze szpitala dziecięcego w Helsinkach, od kilku lat bada i analizuje styl życia 2 tys. dzieci mieszkających w Finlandii i Karelii, regionie należącym niegdyś do Finlandii, a dziś do Rosji. Uczony wybrał te dwa miejsca, bo charakteryzują się one niezwykłym zróżnicowaniem poziomu higieny i zapadalności na cukrzycę typu 1. Dzieci chorych na cukrzycę w Karelii jest aż sześć razy mniej niż w Finlandii. W żadnym innym regionie świata nie ma takich kontrastów. A jednocześnie mieszkańcy tych obszarów są niezwykle podobni do siebie pod względem genetycznym. Zgodnie z hipotezą higieniczną dzieci z Karelii rzadziej chorują na cukrzycę typu 1, bo dorastają w zdecydowanie mniej higienicznych warunkach niż fińskie. Z ankiet, które przeprowadził zespół dr. Knipa, wynika, że częściej bawią się na dworze i mają nieustanny kontakt ze zwierzętami. Analiza próbek krwi i kurzu znajdującego się pod łóżkami badanych wykazała z kolei, że karelskie dzieci częściej stykają się z takimi chorobotwórczymi mikrobami jak wirus zapalenia wątroby typu A, bakteria Helicobacter pylori żyjąca w przewodzie pokarmowym czy pierwotniak Toxoplasma gondii. Jednak na wywoływane przez nie schorzenia wcale nie zapadają częściej, niż wynosi średnia europejska.

Dr Knip ma nadzieję, że dzięki tym analizom uda mu się ustalić, jak warunki życia wpływają na rozwój chorób autoimmunologicznych oraz w jaki sposób należy stymulować układ odpornościowy dzieci, by był w stanie zwalczać rzeczywiste zagrożenia, a nie uznawać za wroga komórki własnego organizmu.

Toksyną w raka

Hipotezą higieniczną naukowcy próbują też tłumaczyć epidemię nowotworów, z jaką dziś borykają się kraje rozwinięte. Choroby te mogą się rozwijać jako efekt źle działającego systemu immunologicznego. W sprawnym organizmie komórka raka powinna zostać uznana za niebezpieczną i zniszczona. Jeśli jednak układ odpornościowy nie zauważy zagrożenia i pozwoli, by z jednej nieprawidłowo zmutowanej komórki powstawały kolejne, rozwinie się nowotwór. Na trop tej teorii naukowcy wpadli kilkanaście lat temu, gdy dokładnie przyjrzeli się warunkom panującym na farmach zwierząt hodowlanych, m.in. krów.

Na pierwszy rzut oka niewiele jest miejsc bardziej brudnych i mniej zdrowych – w powietrzu unosi się nieustannie pył z wyschniętego nawozu, pełen resztek bakterii. Badacze spodziewali się więc, że pracujące tam osoby będą cierpieć na wiele chorób. Jednak ku ich zaskoczeniu okazało się, że praca w brudzie nie jest taka zła, jak sądzili. Co więcej, przynosi pewne korzyści. Osoby zatrudnione na farmie nie miały bowiem problemów ze zdrowiem, a raka płuc zdiagnozowano u nich pięć razy rzadziej, niż wynosi średnia dla całej populacji, wykazał Giuseppe Mastrangelo z uniwersytetu w Padwie. Nawet papierosy dla pracowników farm okazały się nie tak zabójcze jak dla innych ludzi. – Im więcej krów, tym większa ochrona przed rakiem – żartobliwie podsumowuje swoje badania Mastrangelo.

Jak to możliwe? Szczegółowe badania wykazały, że osoby zatrudnione na farmach mleczarskich były narażone na kontakt z toksynami, które są wytwarzane przez bakterie. Związki te zapewne trzymały ich układ odpornościowy w pełnej gotowości, dzięki czemu organizm aktywnie i skutecznie niszczył zmutowane komórki, z których mógł rozwinąć się rak płuc.

Do podobnych wniosków doszedł także prof. Harvey Checkoway z University of Washington w Seattle, który przeprowadził badania wśród pracownic fabryk bawełny w Szanghaju. Okazało się, że im bardziej kobiety były narażone na działanie toksyn pochodzących z bakterii, im dłużej pracowały w trudnych warunkach, tym rzadziej chorowały nie tylko na raka płuc, ale też na nowotwory piersi, wątroby, żołądka i trzustki.

To nie koniec zaskakujących wniosków. Badania pokazują, że dzieci, które już pierwsze miesiące życia spędzały poza domem, przebywając z rówieśnikami np. w żłobku, w późniejszych latach życia rzadziej chorowały na białaczkę i chłoniaka niż ich rówieśnicy wychowywani w domu. Ellen T. Chang z Northern California Cancer Center w Fremont wykazała, że na chłoniaka rzadziej chorują te dzieci, które mają starsze rodzeństwo. – Rodzice nie są tak przewrażliwieni jak wtedy, gdy zajmowali się tylko jednym dzieckiem. Nie przejmują się chorobliwie każdą nieumytą zabawką, którą maluch wkłada do buzi. Dlatego nie są chowane w tak sterylnych warunkach jak pierworodni czy jedynacy – wyjaśnia uczona. I dodaje: – Bo czysty wcale nie znaczy sterylny. A obsesja czystości, która dziś nami owładnęła, przynosi więcej szkody niż pożytku.
Źródło Newsweek Nauka 10 2015


Witamina N :)
"Fakty ustalone przez współczesnych naukowców: obcowanie z naturą wzmacnia odporność, wyostrza zmysły i inteligencję, a także poprawia zdrowie fizyczne i psychiczne."
"Louv odkrył, że kiedy zabierzemy dzieci do lasu, osłabiają się u nich objawy zespołu deficytu uwagi, współczesnej plagi najmłodszych"
"Dziś wiemy, że duże okna w klasach polepszają wyniki standardowych testów u uczniów i zwiększają ich szanse na dostanie się na studia, natomiast ograniczają ryzyko, że dzieciaki wejdą w konflikt z prawem. Pacjenci na oddziale chirurgii w salach z oknami, za którymi są drzewa, zdrowieją szybciej niż ci, którzy za szybą widzą ścianę z cegieł.Pierwsi to skarb dla personelu. Potrzebują mniej leków przeciwbólowych i rzadziej skarżą się na pielęgniarki. "
"Diane Ackerman, autorka „Naturalnej historii zmysłów”, twierdzi jednak, że umysł nie znajduje się wyłącznie w mózgu. Dzięki enzymom wędruje swobodnie po ciele. To umysł budzi w nas doznania smaku, dotyku, węchu, a jednocześnie od nich zależy. Paranormalne zdolności obserwowane u ludów takich jak aborygeni mogą wcale nie być paranormalne. Być może są to zdolności, które ludzki umysł ma na fabrycznym wyposażeniu, a które – zaniedbane – zanikły u współczesnego człowieka"
"Nie wyostrzymy jednak zmysłów nad laptopem, przed telewizorem ani w centrum handlowym. Takie środowisko sprzyja ich otępieniu.. Amerykanie przez 18 miesięcy badali, jacy żołnierze najlepiej nadają się na saperów. Wniosek: mieszkańcy wsi, najlepiej ci, którzy często w przeszłości polowali. Mają zdolność łączenia głębi postrzegania z widzeniem peryferyjnym i innymi niezbadanymi czynnikami, które na razie nazwano instynktem. Żołnierze z miasta, których dzieciństwo upłynęło na grach komputerowych, widzą świat płasko, jakby rzeczywistość istniała na ekranie."
"Kontakt z naturą również dlatego jest dla nas tak dobroczynny, że oznacza jednoczesne użycie wszystkich zmysłów. Uwrażliwiając je, osiągamy optymalny stan uczenia się. Natura to lekarstwo na zmęczenie umysłu: kontakt z nią zwiększa przepustowość mózgu. Już po godzinie w lesie czas koncentracji uwagi zwiększa się o jedną piątą, poprawia się też pamięć i zdolność abstrakcyjnego myślenia. "
"Zgodnie z zasadą natury Richarda Louva, przyszłość będzie należeć nie do tych, którzy przenikną wszelkie tajniki technologii, ale do tych, którzy lepiej zrozumieją, jak działa natura i jak zharmonizować świat wirtualny z przyrodniczym. Nie mówimy już o harmonii ciała i umysłu (mind-body), ale ciała, umysłu i środowiska naturalnego (mind-body-nature). To nowe pole dla psychoterapii, która rozłożyła na części każdy element relacji człowieka z sobą samym, z rodziną i różnymi grupami społecznymi, ale zapomniała o relacji ze środowisku"
http://coaching.focus.pl/zycie/witamina-n-czyli-co-zrobic-z-deficytem-natury-158?strona=3


Kilka linków tytułem uzupełniania.
Nasze zdrowie warunkuje zdrowy, silny układ odpornościowy. Nie jedno badanie wykazało, że na układ odpornościowy ma w sposób znaczy nawet flora bakteryjna jelit. Zmienienie jej na bardziej dla nas korzystną podwyższa odporność, ale to nie jedyny przykład. Niestety o znaczeniu takich związków większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, także lekarzy.
Chociaż producenci probiotyków już dawno na to wpadli, mają badania i biznes się kręci :)
(powyższe to nie materiały źródłowe, ale kompilacje informacji, podane sa tam materiały źródłowe)









Zdaniem naukowców bakterie żyjące w naszym przewodzie pokarmowym odgrywają kluczową rolę w walce z chorobami. Gdy chudej myszy poda się bakterię z przewodu pokarmowego otyłego człowieka, zwierzę szybko utyje.

- Panuje przekonanie, że dzieci powinny myć ręce przed jedzeniem… Uważam, że dziś nie powinniśmy myć rąk przed jedzeniem. Proszę pomyśleć, jak często dochodzi do zatruć pokarmowych w naszych domach? Bardzo rzadko. Przesadzamy z tym myciem. Im większa różnorodność flory bakteryjnej układu pokarmowego, tym lepiej. Powinniśmy zacząć zmieniać równowagę, bo nasza sterylność zaczyna być dla nas problemem.

- Nie traktuję tego lekko - mówi Leach o wprowadzeniu obcego kału do swojego organizmu. - To nie była brawura. Zrobiłem to dla siebie i mojej córki, a także innych rodzin. Jako ojciec nie mam po prostu wyjścia, zrobię wszystko, by zrozumieć rolę naszej zanikającej mikrobioty w rozwoju chorób takich, jak ta, która dotknęła moją córkę.

A co z myciem rąk po wyjściu z ubikacji? - Wielu mikrobiologów tego nie robi. Jeśli sikasz w publicznej toalecie, lepiej trzymaj się własnych mikrobów. Okazuje się, że to co wydawało nam się zdrowym i higienicznym stylem życia, wcale nie jest takie zdrowe we współczesnym świecie.

Po cc
Knight chwycił gazę, potarł nią...hmm… podwozie żony, a następnie rozsmarował na twarzy noworodka. „Pobrałem wymaz z pochwy Amandy i podałem naszej córce. Te mikroby były jej potrzebne”.

Naukowcy odkryli, że istnieje związek między stanem naszej flory bakteryjnej, a szeregiem chronicznych chorób i infekcji, których nigdy dotąd nie przypisywano bakteriom - najważniejsza to oczywiście otyłość, ale jak się okazało, do grupy tej zalicza się też raka jelita grubego, reumatoidalne zapalenie stawów, alergie, cukrzycę, a nawet - przynajmniej po eksperymentach na myszach - depresję i stwardnienie rozsiane.

Jeszcze niedawno pacjenci szpitali umierali po zakażeniu odporną na większość antybiotyków bakterią Clostridium difficile. W 2013 roku w ramach pierwszego randomizowanego badania klinicznego zastosowano u nich bakterioterapię fekalną. Okazało się, że po wprowadzeniu do jelit pacjentów pożytecznych bakterii występujących w kale zdrowego dawcy, śmiertelność spadła o 94 proc. Dla porównania, w grupie kontrolnej, której podawano leki konwencjonalne, przeżyła niespełna jedna trzecia chorych. Magazyn „The New England Journal of Medicine” przewidywał falę badań nad zastosowaniem przeszczepu bakterii fekalnych w leczeniu niemal każdej choroby znanej ludzkości. Tym sposobem już ponad 10 tysięcy mieszkańców Zachodu ma ten zabieg za sobą, a ich liczba gwałtownie rośnie.

Od lat 50. zwierzętom hodowlanym rutynowo podaje się antybiotyki, by szybko je utuczyć - być może chodzi o to, że antybiotyki zabijają bakterie zwalczające otyłość. Brytyjskie dziecko przed ukończeniem 16 roku życia ma za sobą średnio dziesięć terapii antybiotykami. Przeprowadzone w ubiegłym roku badanie z udziałem 65 tysięcy dzieci wykazało, że te, które przed ukończeniem drugiego roku życia przejdą cztery terapie antybiotykami, w wieku pięciu lat z dużym prawdopodobieństwem będą otyłe. W czerwcu badacze podali myszom antybiotyki w takich proporcjach, w jakich przyjmują dzieci na Zachodzie. Rezultat: myszy szybko nabawiły się sporej nadwagi.

Dla mikrobiomu korzystna wydaje się też żywność sfermentowana, jak jogurt czy kiszona kapusta.
Dzieci, które dorastają w otoczeniu zwierząt i nie unikają pracy w ogrodzie czy na farmie, mają bogatszą florę bakteryjną i są odporniejsze na choroby. Trzeci ważny podejrzany to cesarskie cięcie. - Dzieci rodzą się w bardzo sterylnych warunkach, a przecież przychodząc na świat powinny być „namaszczone” mikrobiomem matki - tłumaczy Spector. - Wiemy, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie nie tylko są bardziej narażone na otyłość, ale też cierpią na alergie, astmę i inne choroby układu odpornościowego. W Stanach Zjednoczonych trwa właśnie szerokie badanie kliniczne nad efektami rozmazywania bakterii z krocza matki na twarzy noworodka urodzonego przez cesarskie cięcie. Na wyniki będziemy musieli czekać jeszcze kilka lat. W międzyczasie wielu rodziców podejmuje takie próby na własną rękę

- W kilku szpitalach w Skandynawii to norma, a amerykańscy rodzice coraz częściej o to proszą - dodaje badacz. - Podczas wykładów słuchacze, zwłaszcza rodzice alergików, często mnie o to pytają. Pewna matka zastanawiała się, czy dla pięcioletniego dziecka jest już za późno. Śmiejemy się. Jako matka alergika, urodzonego przez cesarskie cięcie jednak nie wytrzymuję: - Czy dla pięciolatka jest za późno? - pytam. Sama nie wiem, jaką odpowiedź chciałabym usłyszeć. Spector przyznaje, że na razie nie ma pewności.

Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/9064824,wladimir-pootin-i-bakterioterapia-fekalna-naukowcy-na-tropie-eliksiru-szczuplosci,4,id,t,sa.html

Całość
"Władimir Pootin" i bakterioterapia fekalna. Naukowcy na tropie "eliksiru szczupłości" Data dodania: 2015-11-07 08:40:00 Ostatnia aktualizacja: 2015-11-07 09:55:42 Helen Rumbelow Prześlij Drukuj Dodaj komentarz Zdaniem naukowców bakterie żyjące w naszym przewodzie pokarmowym odgrywają kluczową rolę w walce z chorobami. Gdy chudej myszy poda się bakterię z przewodu pokarmowego otyłego człowieka, zwierzę szybko utyje. (© openbiome.org) Nad jeziorem w Tanzanii zachodzi powoli słońce. Członkowie plemienia zamieszkującego pobliskie obozowisko z zaciekawieniem obserwują dziwaczne zachowanie ich gościa z Zachodu. Mężczyzna stoi na głowie, nogami oparty o skałę, i wyraźnie bije się ze swoimi myślami. „Przed chwilą włożyłem sobie w odbyt pipetę z kałem mężczyzny z plemienia Hadza, jednego z ostatnich ludów zbieracko-łowieckich na świecie… we własny zadek…. Czy nie popełniłem czasem największego błędu w moim życiu?” W tym artykule poznacie jeszcze kilku mężczyzn, z których każdy ma na koncie równie odrażające wyczyny. Na pierwszy rzut oka mogą wydawać się szaleńcami, lecz w rzeczywistości są to pionierzy nowatorskiej dziedziny nauki, którzy w poszukiwaniu terapii przydatnych w leczeniu współczesnych chorób, takich jak cukrzyca, alergie, a zwłaszcza otyłość, nie zawahają się przed niczym. A odpowiedzi ukryte są tam, gdzie tylko nieliczni ośmielą się zaglądać: w naszych jelitach. Właśnie tym szaleńcom zawdzięczamy przełomowe odkrycia, dzięki którym być może staniemy się szczuplejsi, będziemy dłużej żyli i mieli lepsze samopoczucie. Jeśli macie żelazne nerwy, a chcecie mieć szczupłą sylwetkę, czytajcie dalej. Leach wsadził sobie coś, o czym nie wypada mówić w towarzystwie, tam, gdzie słońce nie dociera, dla dobra swojej córki. Dwanaście lat temu, gdy dziewczynka miała dwa lata, zdiagnozowano u niej cukrzycę. Zrozpaczony ojciec postanowił poświęcić swoją karierę naukową poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego właśnie jego dziecko „cierpi na tę potworną chorobę autoimmunologiczną”. Czy powodem było na przykład cesarskie cięcie? Nowoczesne wychowanie w sterylnych warunkach? Jeśli nie, to może winne sa temu antybiotyki, przetworzona żywność, sztuczne słodziki, wyniszczające florę bakteryjną układu pokarmowego? - Nie traktuję tego lekko - mówi Leach o wprowadzeniu obcego kału do swojego organizmu. - To nie była brawura. Zrobiłem to dla siebie i mojej córki, a także innych rodzin. Jako ojciec nie mam po prostu wyjścia, zrobię wszystko, by zrozumieć rolę naszej zanikającej mikrobioty w rozwoju chorób takich, jak ta, która dotknęła moją córkę. Do stojącego na głowie Leacha jeszcze powrócimy, a tymczasem poznajcie Roba Knighta. Profesor Knight to jedna z gwiazd mikrobiologii; wykładowca na Uniwersytecie Kalifornijskim i współtwórca programu badawczego American Gut Project. Knight także zgłębia temat ze względu na swoją córkę. Kilka lat temu uczestniczył w jej narodzinach. Dla większości rodziców przyjście ich dziecka na świat to przeżycie mistyczne, podniosła i uduchowiona chwila. Knight zareagował jednak inaczej. Zaczekał aż położne będą zajęte czymś innym, po czym zrobił coś naprawdę bardzo dziwnego. „Nasza córka przyszła na świat w wyniku nieplanowanego cięcia cesarskiego, 20 minut później trzymałem ją na rękach”, pisze w swojej książce „Follow Your Gut”. „Współczesna technologia medyczna nie zapewnia jednak wszystkiego, czego nam potrzeba, dlatego ze względu na mikroby wzięliśmy sprawy w swoje ręce”. Bez owijania w bawełnę: Knight chwycił gazę, potarł nią...hmm… podwozie żony, a następnie rozsmarował na twarzy noworodka. „Pobrałem wymaz z pochwy Amandy i podałem naszej córce. Te mikroby były jej potrzebne”.

Jeśli nadal czytacie, pora byście poznali naszego ostatniego bohatera, Tima Spectora, może bez ściskania dłoni. Profesor epidemiologii genetycznej z King’s College w Londynie opowiedział mi o ataku nadciśnienia, po którym czuł się jak opuchnięta i „pogrążona w depresji ofiara udaru mózgu”. To doświadczenie skłoniło go do podjęcia intensywnego badania nad rolą flory bakteryjnej jelita. Jego wnioski nieco mnie zdumiały. - Panuje przekonanie, że dzieci powinny myć ręce przed jedzeniem… Uważam, że dziś nie powinniśmy myć rąk przed jedzeniem. Proszę pomyśleć, jak często dochodzi do zatruć pokarmowych w naszych domach? Bardzo rzadko. Przesadzamy z tym myciem. Im większa różnorodność flory bakteryjnej układu pokarmowego, tym lepiej. Powinniśmy zacząć zmieniać równowagę, bo nasza sterylność zaczyna być dla nas problemem. A co z myciem rąk po wyjściu z ubikacji? - Wielu mikrobiologów tego nie robi. Jeśli sikasz w publicznej toalecie, lepiej trzymaj się własnych mikrobów. Okazuje się, że to co wydawało nam się zdrowym i higienicznym stylem życia, wcale nie jest takie zdrowe we współczesnym świecie. Zauważyliście motyw przewodni? Wszyscy moi rozmówcy na swój sposób są przekonani, że powinniśmy zadbać o florę bakteryjną jelit i w tym celu wreszcie ubrudzić sobie ręce. Te bakterie, choć maleńkie, stanowią około 2 kg wagi naszego ciała… jak to mówią, w kupie siła. Jeszcze do niedawna mikroby zamieszkujące nasze jelita uważano za zanieczyszczenia. Dziś naukowcy skłaniają się ku teorii, że mikrobiom to coś w rodzaju dodatkowego organu. Nasz organizm składa się z komórek, które tylko w 10 proc. są ludzkie, a w 90 proc. to mikroby. Mikrobiolodzy żartują, że jesteśmy w 90 procentach kupą. Z naszą mikrobiotą jest jak z tajemnicami oceanicznej głębi: jeszcze dziesięć lat temu nie dysponowaliśmy technologią, która umożliwiłaby jej zrozumienie, tłumaczy Robert Karp, szef Human Microbiome Project, jednego z większych programów badawczych związanych z mikrobiomem, finansowanego przez amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia. Przedsięwzięcie nazywane jest drugim projektem poznania ludzkiego genomu, jako że uzupełni wiedzę o DNA o zupełnie nowe gatunki. W 2006 roku przełomowe badanie wykazało, że flora bateryjna w przewodzie pokarmowym otyłych i szczupłych myszy ma zupełnie inny skład. Co więcej, gdy do jelit szczupłej myszy wprowadzono bakterie grubego człowieka, zwierzę utyło, mimo, że nie zmieniono mu diety. I na odwrót, bakterie szczupłej osoby sprawiły, że otyła mysz schudła. - Sięgnąłem po literaturę, by sprawdzić, czy przed rokiem 2006 pojawiały się sugestie, że mikrobiom może mieć związek z otyłością. Niczego takiego nie znalazłem - mówi Karp. - Niebywale ekscytuje mnie perspektywa opracowania koktajlu probiotycznego, który pomoże ludziom utrzymać szczupłą sylwetkę. Dziś właściwie można już mówić o eksplozji zainteresowania ekskrementami. Naukowcy odkryli, że istnieje związek między stanem naszej flory bakteryjnej, a szeregiem chronicznych chorób i infekcji, których nigdy dotąd nie przypisywano bakteriom - najważniejsza to oczywiście otyłość, ale jak się okazało, do grupy tej zalicza się też raka jelita grubego, reumatoidalne zapalenie stawów, alergie, cukrzycę, a nawet - przynajmniej po eksperymentach na myszach - depresję i stwardnienie rozsiane. Naturalną koleją rzeczy tematem zainteresowała się klasyczna medycyna. Jeszcze niedawno pacjenci szpitali umierali po zakażeniu odporną na większość antybiotyków bakterią Clostridium difficile. W 2013 roku w ramach pierwszego randomizowanego badania klinicznego zastosowano u nich bakterioterapię fekalną. Okazało się, że po wprowadzeniu do jelit pacjentów pożytecznych bakterii występujących w kale zdrowego dawcy, śmiertelność spadła o 94 proc. Dla porównania, w grupie kontrolnej, której podawano leki konwencjonalne, przeżyła niespełna jedna trzecia chorych. Magazyn „The New England Journal of Medicine” przewidywał falę badań nad zastosowaniem przeszczepu bakterii fekalnych w leczeniu niemal każdej choroby znanej ludzkości. Tym sposobem już ponad 10 tysięcy mieszkańców Zachodu ma ten zabieg za sobą, a ich liczba gwałtownie rośnie.
Trend podchwycili lekarze z Instytutu Technologicznego w Massachusetts, którzy założyli OpenBiome, pierwszy i największy na świecie „bank stolca”, działający na tych samych zasadach co banki krwi. Szpitale zamówiły u nich już ponad sześć tysięcy próbek. - W historii medycyny nie wdziałem niczego, co byłoby bliższe cudu - mówi Zain Kassam, gastroenterolog i szef medyczny OpenBiome. Dawców, rzecz jasna anonimowych, dokładnie się bada i - dla rozluźnienia atmosfer - nadaje zabawne pseudonimy w rodzaju Władimir Pootin czy Albutt Einstein. Za każdą próbkę dostają 40 dolarów. Jedna istotna uwaga: w OpenBiome dawcami mogą być osoby o prawidłowej wadze. Wymóg ten ma związek z opisywanymi w prasie fachowej dwoma anegdotycznymi przypadkami osób, które po otrzymaniu próbek od otyłych dawców gwałtownie przytyły. Pierwsze niewielkie eksperymenty z podaniem osobom otyłym bakterii kałowych od szczupłych dawców nie przyniosły obniżenia wagi, ale wyraźnie obniżyły poziom markerów cukrzycy. Coraz częściej słyszy się o śmiałkach, którzy samodzielnie wprowadzają pipetą obce bakterie kałowe do organizmu. To nienajlepszy pomysł. Jak na swoim blogu we wpisie o eksperymencie w Tanzanii ostrzega Leach: „Nie próbujcie tego w domu!”. Miał przeczucie, że czopek z dokładnie przetrawionego mięsa zebry, wydalonego przez członka plemienia Hadza, może być niebezpieczny, ale uznał, że warto zaryzykować. Niebawem poinformuje społeczność naukową o efektach. Ma nadzieję, że stał się posiadaczem najbardziej zróżnicowanej flory bakteryjnej na całym Zachodzie. Co prawda nauka wciąż jest w powijakach, ale trudno nie ulec przekonaniu, że zróżnicowany mikrobiom przewodu pokarmowego może mieć korzystny wpływ na naszą wagę. Z badania przeprowadzonego w ubiegłym miesiącu wynika, że w latach 80. ubiegłego wieku znacznie łatwiej było utrzymać szczupłą sylwetkę, niż dziś, nawet przy identycznej kaloryczności posiłków. Naukowcy podejrzewają, że przyczyną może być mocno zubożona flora bakteryjna. Mieszkańcy Zachodu pozbyli się setek szczepów pożytecznych bakterii przewodu pokarmowego, które dziś odnaleźć można już tylko w niehigienicznych regionach naszego globu, jak to zrobił Leach. Co tak uszczupliło nasz mikrobiom? Z trzech podejrzanych największym szkodnikiem wydają się antybiotyki. Od lat 50. zwierzętom hodowlanym rutynowo podaje się antybiotyki, by szybko je utuczyć - być może chodzi o to, że antybiotyki zabijają bakterie zwalczające otyłość. Brytyjskie dziecko przed ukończeniem 16 roku życia ma za sobą średnio dziesięć terapii antybiotykami. Przeprowadzone w ubiegłym roku badanie z udziałem 65 tysięcy dzieci wykazało, że te, które przed ukończeniem drugiego roku życia przejdą cztery terapie antybiotykami, w wieku pięciu lat z dużym prawdopodobieństwem będą otyłe. W czerwcu badacze podali myszom antybiotyki w takich proporcjach, w jakich przyjmują dzieci na Zachodzie. Rezultat: myszy szybko nabawiły się sporej nadwagi. Początek tego roku należał do flory bakteryjnej. Wszyscy naukowcy, z którymi rozmawiałam, podkreślali, że powinniśmy znacząco ograniczyć przyjmowanie antybiotyków i zarezerwować je dla naprawdę poważnych przypadków. - Szprycujemy dzieci antybiotykami od najmłodszych lat - mówi Karp. - A to może wywołać predyspozycje do otyłości .

Drugim sprawcą jest sterylność współczesnego życia i diety. Wcześniejsze badania wykazały, że sztuczne słodziki niszczą florę bakteryjną; generalnie należy przyjąć, że najbardziej wskazana jest zróżnicowana dieta oparta na żywności pochodzenia roślinnego, pisze Spector w swojej książce „The Diet Myth”. Dla mikrobiomu korzystna wydaje się też żywność sfermentowana, jak jogurt czy kiszona kapusta. Dzieci, które dorastają w otoczeniu zwierząt i nie unikają pracy w ogrodzie czy na farmie, mają bogatszą florę bakteryjną i są odporniejsze na choroby. Trzeci ważny podejrzany to cesarskie cięcie. - Dzieci rodzą się w bardzo sterylnych warunkach, a przecież przychodząc na świat powinny być „namaszczone” mikrobiomem matki - tłumaczy Spector. - Wiemy, że dzieci urodzone przez cesarskie cięcie nie tylko są bardziej narażone na otyłość, ale też cierpią na alergie, astmę i inne choroby układu odpornościowego. W Stanach Zjednoczonych trwa właśnie szerokie badanie kliniczne nad efektami rozmazywania bakterii z krocza matki na twarzy noworodka urodzonego przez cesarskie cięcie. Na wyniki będziemy musieli czekać jeszcze kilka lat. W międzyczasie wielu rodziców podejmuje takie próby na własną rękę. - W kilku szpitalach w Skandynawii to norma, a amerykańscy rodzice coraz częściej o to proszą - dodaje badacz. - Podczas wykładów słuchacze, zwłaszcza rodzice alergików, często mnie o to pytają. Pewna matka zastanawiała się, czy dla pięcioletniego dziecka jest już za późno. Śmiejemy się. Jako matka alergika, urodzonego przez cesarskie cięcie jednak nie wytrzymuję: - Czy dla pięciolatka jest za późno? - pytam. Sama nie wiem, jaką odpowiedź chciałabym usłyszeć. Spector przyznaje, że na razie nie ma pewności. Tłumaczenie Lidia Rafa

Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/9064824,wladimir-pootin-i-bakterioterapia-fekalna-naukowcy-na-tropie-eliksiru-szczuplosci,4,id,t,sa.html
http://szczepienie.blogspot.com/p/hartowanie-higiena-ukad-odpornosciowy.html


Jak poprawić stan flory jelitowej? 

O "przeszczepach", "wlewach", diecie - ograniczeniu cukru gdyż nim żywią się te niepożądane bakterie, o znaczeniu spożywania kiszonek czy takich warzyw jak cykoria, cebula, czosnek, szparagi, kapusta, które docierają do jelita grubego dając pożywienie tym korzystnym bakteriom oraz o sensie podawania probiotyków
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1543523645978367/
http://szczepienie.blogspot.com/p/hartowanie-higiena-ukad-odpornosciowy.html
http://szczepienie.blogspot.com/2013/07/suplementy-szkodliwe-bezwartosciowe-nie.html

80% serotoniny (hormonu szczęścia) jest wytwarzana w jelitach - Spożycie kiszonek zmniejsza fobie i neurozę! Ma wpływ na depresję i dobre samopoczucie.
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1508898059440926/
https://www.facebook.com/mikrobiom/posts/843838865726568:0
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1525793597751372/
http://tvnmeteoactive.tvn24.pl/dieta,3016/mikroorganizmy-w-naszych-jelitach-decyduja-jakimi-ludzmi-jestesmy,194574,0.html
https://www.youtube.com/watch?v=8NnSVhT3JCQ&feature=youtu.be&t=53m18s



"Leczenie kałem - niesamowita moc naszych bakterii
Bakterie Clostridum difficile żyją w naszych jelitach. Stają się groźne, gdy antybiotyki zabiją inne żyjące w nich bakterie (Sciencemag)
dr Pawel Grzesiowski - czlonek Rady Naukowej Narodowego Instytutu Lekow - miniatura
[..]
Ta terapia działa cuda wśród pacjentów z ciężkimi chorobami układu trawiennego. Kał pomaga tam, gdzie nie działają leki.
[..]
Przeszczepione z kałem bakterie błyskawicznie kolonizowały nabłonek i przywracały ciężko chorym zdrowie.
[..]
Ale po serii doświadczeń dowodzących, jak ważna dla zdrowia jest prawidłowa flora bakteryjna, lekarze różnych specjalności przyznają, że przeszczep kału może pomóc w rozmaitych chorobach - w stanach zapalnych jelit, cukrzycy, a nawet w zespole chronicznego zmęczenia.
[..]

Naukowcy na świecie wykonują przeszczepy flory bakteryjnej od dość dawna. A my?

- Pierwszy zabieg w Polsce przeprowadziliśmy we wrześniu 2012 roku. W tej chwili codziennie przybywa nam kolejnych pacjentów. Wykonaliśmy w ciągu dwóch lat w trzech ośrodkach ponad 60 zabiegów, a osób oczekujących, zakwalifikowanych do takiego zabiegu jest w tym momencie kilkanaście.

Kto zgłasza się w pierwszej kolejności?

- Przede wszystkim osoby mające nawracające zakażenie bakterią z gatunku Clostridium difficile. To są ludzie, którzy cierpią na coś, co dawniej nazywano biegunką poantybiotykową. W ostatnich latach coraz więcej jest takich pacjentów. Biegunka Clostridium należy do grupy zakażeń, które lekarz musi zgłosić do specjalnej bazy w sanepidzie. Stąd wiemy np., że w 2009 roku w Polsce było zarejestrowanych ok. 2 tys. takich zakażeń. Tylko w szpitalach, bo innych się nie analizuje. A w 2013 roku było ich już 10 tys.!

[..]

Zamrożone i w tabletkach
Amerykanie chcą podawać pacjentom cierpiącym na biegunki polekowe kał w zamrożonych kapsułkach. Brane dwa razy dziennie przez dwa tygodnie mają zastąpić tradycyjny przeszczep kału. Jak podaje "The New York Times", z powodu niewyleczalnych zakażeń bakterią Clostridium difficile co roku w USA umiera około 14 tys. osób. Stąd coraz większe zainteresowanie transplantacją kału i poszukiwanie innych sposobów podawania przeszczepu niż przez sondę donosową. Zamrożone kapsułki proponuje zespół dr. Ilana Youngstera z Massachusetts General Hospital w Bostonie. - Z czasem kapsułki zastąpią sposób, w jaki dokonujemy przeszczepu flory bakteryjnej dziś - mówi dr Colleen Kelly, gastroenterolog. Teraz wykonuje ona pięć-sześć klasycznych transplantacji miesięcznie, ale pacjentów oczekujących na zabieg jest tak wielu, że ma terminy zajęte do stycznia. - Musimy znaleźć dawcę, przebadać go. Gdybyśmy po prostu mogli sięgnąć do zamrażarki po tabletkę, byłoby nam o wiele łatwiej - tłumaczyła "NYT". Pigułek nie ma jeszcze w sprzedaży, ale autorzy pracy opublikowanej w najnowszym wydaniu pisma "JAMA" twierdzą, że już przygotowali je odpowiednio dla pacjentów, którzy brali udział w próbach klinicznych. Nie były one imponujące - tylko 20 pacjentów zakażonych C. difficile. Jednak wyniki były fantastyczne. - 19 z 20 pacjentów wyleczono całkowicie z biegunki i innych objawów zakażenia (pacjent, który nie zareagował na leczenie, miał dodatkowo chorobę wątroby, co mogło być przeszkodą). Poprawa była widoczna już dzień-dwa od podania tabletek - mówił dr Youngster. Jego zespół pobrał kał od zdrowych ochotników i go przebadał. Stolec rozpuszczono w soli fizjologicznej, odwirowano i zmieszano z glicerolem, który miał za zadanie utrzymać bakterie przy życiu podczas zamrażania. Materiał został wkroplony do kapsułek, które są przechowywane w głębokim zamrożeniu. Uczeni uważają, że takie kapsułki można przechowywać co najmniej przez 250 dni.

 [..]
"Leczenie kałem - niesamowita moc naszych bakterii
Bakterie Clostridum difficile żyją w naszych jelitach. Stają się groźne, gdy antybiotyki zabiją inne żyjące w nich bakterie (Sciencemag)
dr Pawel Grzesiowski - czlonek Rady Naukowej Narodowego Instytutu Lekow - miniatura
Zobacz zdjęcia (2)
Ta terapia działa cuda wśród pacjentów z ciężkimi chorobami układu trawiennego. Kał pomaga tam, gdzie nie działają leki.
To był jeden z pierwszych przypadków tak ciężkiej choroby, z jakimi spotkał się Max Nieuwdorp. Na Wydziale Medycznym Akademickiego Centrum Medycznego w Amsterdamie dostał pod opiekę 81-letnią kobietę. Nękały ją okropne bóle, wysoka gorączka, biegunka, nie była w stanie niczego zjeść. Ten stan zafundowały jej antybiotyki. Kuracja lecząca infekcję dróg moczowych przy okazji wyczyściła z jelit wszystkie bakterie, także te dobre i niezbędne. W zamian jelita zasiedliła bakteria chorobotwórcza z gatunku Clostridium difficile . To "notoryczny kryminalista", który tylko w USA zabija co najmniej 14 tys. ludzi rocznie.

Pacjentka była leczona tzw. antybiotykiem ostatniej szansy, czyli wankomycyną. Jednak i ten lek nie pomógł. Kobieta umierała. Nieuwdorp nie mógł się z tym pogodzić. Zaczął przeszukiwać bazę badań naukowych. Znalazł pracę z 1958 r. z pisma "Surgery". Ben Eiseman, lekarz z Uniwersytetu Kolorado w Denver w USA, opisał próbę leczenia ludzi cierpiących na stany zapalne jelit przez wlew do ich odbytu kału od osób zdrowych.

Nie było to pierwsze medyczne wykorzystanie kału. Stosowano go w leczeniu objawów zatrucia i ciężkich biegunek już w IV w. - pionierami byli Chińczycy. Również w Polsce są zapiski świadczące o jedzeniu tzw. brązowej zupy.

Po przeczytaniu pracy Nieuwdorp wiedział, że szansą dla jego pacjentki jest właśnie przeszczep kału.

Plan był prosty. Należało, na ile się da, wypłukać z jelit kobiety wszystkie mikroby, a następnie wykonać transplantację kału od zdrowego dawcy (jej syna). Zawarta w nim prawidłowa flora bakteryjna powinna zadomowić się w układzie pokarmowym pacjentki i wygonić patogeny.

Trzy dni po zabiegu kobieta opuściła szpital na własnych nogach.

Nieuwdorp wraz ze swoim szefem zdecydowali się leczyć w ten sposób kolejne sześć osób. Terapia mimo wszystko ich zawstydzała, z podaniem kału pacjentom czekali, aż inni lekarze wyjdą na obiad.

Cztery osoby prawie z dnia na dzień wyzdrowiały, a pozostałe dwie - po drugiej transplantacji od innych dawców. Przeszczepione z kałem bakterie błyskawicznie kolonizowały nabłonek i przywracały ciężko chorym zdrowie.

Wtedy Nieuwdorp się odważył i przedstawił wyniki swojej pracy na szpitalnym zebraniu. Nie było łatwo - koledzy nabijali się z niego.

Ale po serii doświadczeń dowodzących, jak ważna dla zdrowia jest prawidłowa flora bakteryjna, lekarze różnych specjalności przyznają, że przeszczep kału może pomóc w rozmaitych chorobach - w stanach zapalnych jelit, cukrzycy, a nawet w zespole chronicznego zmęczenia.

W ubiegłym roku Nieuwdorp opublikował w "The New England Journal of Medicine" wyniki pierwszej randomizowanej klinicznej próby transplantacji kału. Skuteczność przeszczepu porównywał z działaniem wankomycyny albo wankomycyny w połączeniu z płukaniem jelit.
 Udział w badaniu miało wziąć 120 osób zakażonych Clostridium difficile , ale poprzestano na 43. Dlaczego? Bo kontynuowanie badań porównawczych byłoby nieetyczne.
Wyniki bowiem były rewelacyjne. Aż 94 proc. osób po przeszczepie kału wyzdrowiało. W porównaniu z 31 i 23 proc. w grupach leczonych wankomycyną.

Nieuwdorp prowadzi badanie kliniczne z udziałem osób cierpiących na zespół metaboliczny (z otyłymi, którzy są o krok od cukrzycy). Dwa lata temu zespół

Holendra doniósł o wynikach przeszczepu osobom otyłym kału pobranego od szczupłych i zdrowych ochotników. Wydaje się, że taka terapia odchudzająca działa.

Przeszczep kału jest kwalifikowany jako procedura pomiędzy "normalną" transplantacją a terapią probiotyczną. Jego ryzyko nie jest do końca znane.

Według Europejskiej Agencji Medycznej można wykonywać zabiegi tylko wtedy, gdy dawca i biorca się zgodzą. Podobnie jest w Australii. W USA zgodę na leczenie kałem osób z Clostridium difficile dała Agencja Żywności i Leków.

Przeczytaj oryginalne i wciągające studium "Ciemna materia. Historia gówna" >>

Dawca kału nie może być wegetarianinem - rozmowa z dr. n. med. Pawłem Grzesiowskim*, immunologiem, pediatrą, wakcynologiem

Kupa to nie jest wdzięczny temat. Jak o czymś takim rozmawiać? Na dokładkę z lekarzem?!

- O, przepraszam, ja o kupie mogę bez końca...

Ale ma pani rację, bo właśnie lekarze mają z tym największy problem, nie pacjenci. Przez te kilka lat, od kiedy wykonujemy przeszczepy jelitowej flory bakteryjnej, wielu lekarzy, w tym profesorów, pukało się w czoło, a żaden pacjent nam nie odmówił zabiegu. Był jeden, ale tylko dlatego, że popełniono błędy podczas podawania materiału.

Jakie?

- Zobaczył i poczuł to, co będzie dostawał przez sondę żołądkową. Pojemnik z materiałem do przeszczepu był otwarty i niezasłonięty, a to nie pachnie fiołkami. Dlatego trzeba dbać o takie szczegóły, bo zapewnia to pacjentowi pełen komfort. Traktuje to jako normalny zabieg medyczny. I tak powinno być. My zawsze podajemy materiał w zasłoniętej i szczelnie zabezpieczonej strzykawce. Pacjent nie czuje żadnego smaku ani zapachu. To są ludzie naprawdę bardzo chorzy i wyczerpani walką z ciężką biegunką. Niektórzy oddają po 16 stolców dziennie. To jest koszmar. Chcą pomocy. I u nas ją dostają.

Skąd pomysł, żeby leczyć kałem?

- Pierwsze publikacje ukazywały się już 50 lat temu, ale poważne prace na ten temat w literaturze światowej pojawiły się tak naprawdę w 2008 roku. Już wtedy widać było, że ta metoda ma ogromny potencjał. Rosła też liczba odkryć naukowych pokazujących, jak ważna jest rola jelitowej flory bakteryjnej. Powstało pojęcie mikrobiomu. Dziś wiemy na ten temat o wiele więcej.

W zasadzie nie ma procesu fizjologicznego w naszym organizmie, z którym w jakiś sposób nie byłaby związana nasza flora bakteryjna jelit. To, co tam "siedzi", steruje wszystkim. Naszym metabolizmem, odpornością, a nawet psychiką. Wpływa też prawdopodobnie na rozwój chorób z niektórymi nowotworami włącznie. Ludzkie jelita zasiedla tyle mikroorganizmów, że naprawdę trudno czasem ogarnąć umysłem cały ten mikroświat.

Naukowcy na świecie wykonują przeszczepy flory bakteryjnej od dość dawna. A my?

- Pierwszy zabieg w Polsce przeprowadziliśmy we wrześniu 2012 roku. W tej chwili codziennie przybywa nam kolejnych pacjentów. Wykonaliśmy w ciągu dwóch lat w trzech ośrodkach ponad 60 zabiegów, a osób oczekujących, zakwalifikowanych do takiego zabiegu jest w tym momencie kilkanaście.

Kto zgłasza się w pierwszej kolejności?

- Przede wszystkim osoby mające nawracające zakażenie bakterią z gatunku Clostridium difficile. To są ludzie, którzy cierpią na coś, co dawniej nazywano biegunką poantybiotykową. W ostatnich latach coraz więcej jest takich pacjentów. Biegunka Clostridium należy do grupy zakażeń, które lekarz musi zgłosić do specjalnej bazy w sanepidzie. Stąd wiemy np., że w 2009 roku w Polsce było zarejestrowanych ok. 2 tys. takich zakażeń. Tylko w szpitalach, bo innych się nie analizuje. A w 2013 roku było ich już 10 tys.!

Ale skąd to się bierze? Mamy jakiś oporny szczep bakterii czy jest po prostu lepsza diagnostyka?

- Diagnostyka jest taka sama. To zakażeń jest więcej. Laseczka Clostridium , mówiąc naszym językiem, roznosi się w populacji. Nie tylko polskiej, ale całej Europy, a nawet świata. W latach 50. notowano pojedyncze przypadki takich zakażeń, nie są więc one czymś nowym. Nie było jednak takiej skali.

To co się dzieje?

- To efekt powszechnego stosowania antybiotyków, starzejącego się społeczeństwa, stylu życia. Bakteria ta żyje sobie spokojnie w naszych jelitach, nie wyrządzając nam poważniejszych szkód. Łeb podnosi, kiedy potraktuje się ją antybiotykiem. To może być dowolny antybiotyk na jakąkolwiek chorobę - zapalenie nerek, zęba, leczenie ran pooperacyjnych. Potraktowany antybiotykiem mikrob zaczyna nagle produkować ogromne ilości toksyny, która uszkadza jelita. Leki działają na niego jak płachta na byka. Wcale go nie zabijają, tylko rozjuszają.

To dość dziwna reakcja.

- Wcale nie, jeśli zrozumiemy, czym są antybiotyki. To przecież w większości substancje produkowane przez inne mikroorganizmy do obrony przez konkurencją. Penicylina, pierwszy antybiotyk odkryty przez Fleminga w latach 30. ubiegłego wieku, produkowana była przez pleśń, która zabijała dwoinki zapalenia płuc. W przyrodzie ciągle toczy się walka o zasoby naturalne, o niszę ekologiczną. Jedne mikroby wytaczają armaty na inne. Tym razem to my dostaliśmy odłamkiem w tej walce.

Czy to znaczy, że potraktowane antybiotykiem laseczki Clostridium "myślą", że wokół jest pełno innych bakterii, i bronią się, żeby zrobić sobie miejsce?

- Dokładnie. Stosując antybiotyk, sami wyzwalamy w nim tę obronną reakcję. Na poziomie DNA tej bakterii dochodzi do "przełączenia guzika". Mikrob walczy, wytwarzając toksyny, które mają za zadanie oczyścić pole wokół niego. I tak się dzieje. Z tym że przy okazji niszczy nam nabłonek jelitowy. I mamy chroniczne biegunki, silne bóle brzucha. Słabniemy do tego stopnia, że możemy w wyniku takiego zakażenia umrzeć. Clostridium jest tym groźniejsze, że atakuje osoby starsze, schorowane, które już nie mają końskiego zdrowia.

Większość naszych pacjentów to osoby po 65. roku życia, ale widzę, że przybywa też ludzi młodych. Ostatnio wykonywaliśmy przeszczep flory bakteryjnej u młodej kobiety, u której doszło do aktywacji Clostridium po ciąży. Pacjentka dostała antybiotyk, ponieważ miała jakieś poporodowe komplikacje. Swoją drogą pojawił się też w środowisku nowy szczep tego mikroba, wygląda na to, że bardziej zjadliwy.

A nie można jakoś inaczej leczyć takiego zakażenia?

- Można i się leczy. Standardowo podaje się... antybiotyki, w tym metronidazol lub wankomycynę, czyli tzw. antybiotyk ostatniej szansy. Tyle że czasem to nic nie daje. Pacjent czuje się lepiej przez jakiś czas, a potem następuje nawrót zakażenia. Miałem pacjentów, którzy byli po siódmej kuracji wankomycyną! To wyniszczające. Nie muszę mówić, jaki jest komfort życia takich osób. Ciągle w bólu, w zasadzie cały dzień w toalecie.

Jak przebiega zabieg przeszczepu flory?

- Najpierw trzeba mieć materiał od dawcy.

Czyli kupę.

- Wolę określenie "materiał do przeszczepu". Stolec to tylko materiał wyjściowy. Pobieramy go od zdrowych, młodych ludzi. Wiek ma znaczenie, bo wiadomo, że już po 30.-40. roku życia nasza flora bakteryjna przechodzi przemiany. Można powiedzieć, że się starzeje.

Ile jest w Polsce takich dawców?

- Stałych - trzech.

Tylko! I to wystarczy?

- W zupełności. Taka osoba musi być dokładnie przebadana, także jej stolec. Powinna mieć zwykłą i zróżnicowaną dietę - odrzucamy wegetarian i wegan. Nie dlatego, że ich dyskryminujemy, ale żeby mieć jak najbogatszy skład flory bakteryjnej. Jeśli ktoś stosuje dietę eliminacyjną, a wegetarianie tak jedzą, to promowane są w jego jelitach tylko niektóre rodzaje bakterii. My chcemy, żeby było dużo różnych gatunków.

Dawca nie może też być w danej chwili na antybiotykach. To zniweczyłoby nasze wysiłki. Kiedy potrzebujemy materiału, dzwonimy do takiej osoby i prosimy o stolec. One mają opracowaną procedurę i przygotowane specjalne pojemniczki. Odbieramy je sami. Na nasz koszt. Przez cztery dni przed zabiegiem podajemy biorcy doustnie antybiotyki, żeby stłumić jego własną, chorą florę.

Płacicie coś dawcom?

- Skąd! Wszyscy są dawcami honorowymi. Robią to bezinteresownie dla innych. Mają wielką satysfakcję, że ratują ludziom życie.

Rozumiem, że jakoś przygotowujecie materiał do przeszczepu.

- Musimy go najpierw rozpuścić w soli fizjologicznej i wymieszać w specjalnym blenderze medycznym. Potem następuje etap filtracji, za każdym razem zbiera się przesącz i rozpuszcza na nowo w soli fizjologicznej. Trwa to około 40 minut. Trzeba to robić w warunkach aseptycznych i szybko, bo mikroby w jelitach to głównie beztlenowce. W kontakcie z tlenem z powietrza giną, a nam zależy na jak najlepszej ich kondycji. Zazwyczaj po półtorej godziny jesteśmy już gotowi do przeszczepu. Przesącz mamy w strzykawce. 100 ml podajemy zazwyczaj dorosłym, dzieciom - 60 ml.

I jak to wygląda? Jak brązowa woda?

- Pacjent tego nie widzi, strzykawka jest osłonięta przed światłem dziennym, ale to nie ma konsystencji wody, jest jak rzadki kisiel. Podajemy przeszczep przez sondę założoną przez nos, najczęściej do żołądka, czasem udaje się sondę założyć aż do dwunastnicy. To najkorzystniejszy wariant, bo omijamy żołądek, w którym wiele mikrobów ginie. Aby zmniejszyć działanie kwasu solnego, przed zabiegiem podajemy pacjentowi leki obniżające jego poziom. Biorca przeszczepu nie odczuwa żadnego smaku, lecz może poczuć zapach. Nie jest on bardzo nieprzyjemny, ale jednak charakterystyczny. Tego się nie da zmienić.

Jeden raz wystarczy?

- W większości przypadków. Mieliśmy pojedynczych pacjentów, u których wykonywaliśmy przeszczep dwa lub trzy razy, były to jednak wyjątki.

Jak szybko widać różnicę w stanie chorego?

- Skuteczność tej terapii jest zdumiewająca. Często już następnego dnia kończy się biegunka! To zależy od tego, jak bardzo chora jest flora bakteryjna biorcy. Czasami dłużej się broni i na poprawę stanu chorego trzeba czekać trzy-cztery dni. Poprawa jest zazwyczaj stała. W tej chwili "najstarsza" nasza pacjentka nie ma żadnych dolegliwości, nawrotów od dwóch lat.

Jej chora flora bakteryjna została zastąpiona nową, zdrową i objawy zakażenia zniknęły.

Ale mikrobiolodzy ciągle nam tłumaczą, że flora bakteryjna jest jak odcisk palca, każdy ma własną. Dlaczego pomaga nam obca?

- To prawda, ale nie do końca - jeśli jakiś narząd jest zniszczony, to zastępujemy go zdrowym, to tak jak z przeszczepem nerek czy serca. Może ktoś kiedyś znajdzie jakieś inne mniej "prymitywne" rozwiązanie, ale na razie dla wielu ludzi to jedyny ratunek.

Nie boi się pan, że w tym "koktajlu" są substancje szkodliwe? Takie, których nie można przebadać? Kał to końcowy produkt przemiany materii. Coś, czego się pozbywamy.

- To jest jedyny argument, z którym trudno mi walczyć. I koronny argument przeciwników stosowania tej metody. Mówią, że zaczną tak leczyć ludzi, jeśli dokładnie będzie wiadomo, co się znajduje w podawanym materiale. Jakie bakterie, wirusy, związki, cząsteczki. Trwają badania próbujące określić, jakich bakterii w zdrowym kale jest najwięcej i które odpowiadają za dobrostan jelit.

Ale prawdę mówiąc, nie wiem, czy kiedykolwiek uda się stworzyć sztuczny kał, wyhodowany w laboratorium mikrobiom. To zbyt skomplikowane.

Nie mamy za dużego pojęcia o relacjach, jakie zachodzą w jelitach między mikroorganizmami oraz między nimi a naszymi komórkami. To wciąż mało zbadany świat. Dlatego chwytamy się przeszczepiania kału "na żywca" ze wszystkim. Bo liczy się nie tylko jeden gatunek bakterii, ale również ich środowisko, otoczenie. Dlatego probiotyki w kapsułkach nie działają w zakażeniach Clostridium .

Za tą metodą przemawia długoletnie doświadczenie. Od 60 lat nie ma żadnych publikacji, że w jakikolwiek sposób taki przeszczep szkodzi biorcy. Ponadto nie proponujemy go nikomu dla poprawienia urody, tylko po to, żeby go ratować. Bo przy takich dolegliwościach pacjentom żyć się czasem odechciewa.

Czy można tę metodę stosować do innych schorzeń?

- Potencjalne wskazania są bardzo szerokie. Najnowsze prace wskazują na dobry efekt w eliminacji nosicielstwa innych chorobotwórczych bakterii, nawet ostatnio szeroko opisywanej Klebsielli pneumoniae (NDM), znanej też jako New Dheli. Jest odporna na antybiotyki i szybko się rozprzestrzenia. Właśnie rozpoczynamy taki program u pacjentów hematologicznych za zgodą komisji bioetycznej.

Trwają też przymiarki do podawania "koktajlu" pacjentom po przeszczepie szpiku kostnego. Lekarze opiekujący się nimi mówią, że zdarza się, iż pacjenci umierają z powodu nie pierwotnej choroby, ale komplikacji po zakażeniu Clostridium .

Dostaliśmy też zgodę komisji na przeprowadzenie przeszczepów u dzieci cierpiących na wrzodziejące zapalenie jelit. Te dzieci były już przygotowane do wycięcia jelit. Dostały kilka przeszczepów. I teraz dzwoni do mnie ich lekarz prowadzący i mówi: "Chyba ich wyleczyliśmy!". Dla takich chwil to robimy. W przypadku tej choroby niewykluczone będzie podawanie przeszczepów flory profilaktycznie raz w miesiącu, bo one nie usuwają przyczyny choroby jelit, tylko "naprawiają" szkody na jakiś czas. Ale to i tak wiele zmienia w życiu tych ludzi.

Zgłosili się też do nas rodzice dzieci cierpiących na zaburzenia autystyczne. Są bowiem badania pokazujące, że takie osoby mają zupełnie inną florę jelitową. Musimy jednak w każdym z tych przypadków mieć zgodę komisji bioetyki. Jeśli ją otrzymamy, wykonamy zabiegi. W ramach prób klinicznych.

Ile ośrodków zajmuje się takimi przeszczepami w Polsce?

- Trzy. W Wołominie pod Warszawą, w Makowie Mazowieckim oraz w Wejherowie. Mamy w sumie grupę około 20 współpracowników. Ale coraz częściej dzwonią koledzy z kolejnych szpitali, które chcą zastosować tę metodę leczenia. Robimy wtedy pierwszy przeszczep wspólnie, aby przećwiczyć procedury.

Czy taki zabieg jest refundowany?

- Fundusz opłaca pobyt pacjenta w szpitalu i personel medyczny. Za analizy kału i badania krwi dawcy płaci biorca. Niestety, to koszt około 500 zł. Kiedyś mieliśmy starszego pacjenta, który nam dosłownie umierał i trzeba było mu podać aż trzy przeszczepy, i wtedy koszty wzięliśmy na siebie. Czasami tak trzeba.

To jest nasza pasja, a nie metoda wyciągania pieniędzy od biednych staruszków, co czasem nam się zarzuca. Pracujemy w państwowych placówkach. I przenosimy do Polski metodę uznaną na świecie. W Stanach to już prawdziwy przemysł. Są specjalne firmy biotechnologiczne, które się specjalizują w takich przeszczepach, i nikogo to nie dziwi.

Czy można wziąć kał od dawcy spokrewnionego, np. od syna?

- Oczywiście. Trzeba tylko przeprowadzić odpowiednie badania. Jeśli dawca jest zdrowy i młody, nie ma żadnego problemu. Nie zawsze jest wskazane wykonanie przeszczepu od osób pozostających w tym samym gospodarstwie domowym, bo one mają bardzo podobną florę bakteryjną i zapewne też są nosicielami Clostridium , choć bezobjawowymi.

Nie można przeszczepić kału od drugiej strony, jak lewatywę?

- Wykonuje się wlewy doodbytniczne, ale w przypadku trwającej biegunki to jest bez sensu, bo chory wypróżnia się kilkanaście razy na dobę. Stanie się tak po podaniu przeszczepu. I cała praca idzie na marne, a pacjent nie ma żadnych korzyści.

Amerykanie twierdzą, że będą produkować kapsułki z kałem.

- To może być dopiero pole do nadużyć. Takie bakterie zginą, zanim dotrą do jelit. Francuzi próbują zamykać kał zdrowych osób w żelu, i to nawet ponoć działa, ale terapia musi trwać co najmniej miesiąc. Na razie najskuteczniejszy jest przeszczep flory bakteryjnej bezpośrednio do jelit.

Rozmawiała Margit Kossobudzka





Bakterie

Skąd wzięły się w kuchni? Raczej nie przyfrunęły do nas z toalety, pochodzą m.in. z surowego mięsa.

Najbrudniejszym miejscem w kuchni są zmywaki do naczyń i ścierki. Na gąbce do mycia naczyń jest ok. 10 mln bakterii na cal kwadratowy. Na ścierce milion. To znaczy, że gąbka do mycia naczyń jest 200 tys. razy brudniejsza od deski sedesowej, a ścierka 20 tys. razy!

Badania prof. wirusologii Johna Oxforda z University of London przeprowadzone w dziewięciu różnych krajach pokazały, że 21 proc. kuchni wyglądających na czyste było zanieczyszczonych bakteriami E. coli w dużej liczbie. Pełne są ich także np. kuchenne obrusy.

Badania sprawdzały też obecność bakterii fekalnych w innych częściach domu i tu widać różnice między krajami. W Arabii Saudyjskiej najbrudniejsze są lodówki - 95 proc. z nich wykazało obecność E. coli. W południowej Afryce - wanny, a już na pewno uszczelki wokół niej. - To zawsze delikatny temat, który kraj jest najgorszy - mówi Oxford. Australia i częściowo Kanada są najwyżej na liście higieny. Najniżej Indie i Malezja.

Pomijając kuchnię, pełnymi mikrobów miejscami są też biura, także domowe. Jak często czyścimy telefon stacjonarny? Serwis sprzątający w biurowcach też tego nie robi. Znów porównując do deski sedesowej, średnio na biurku jest 400 razy więcej bakterii.

Uważajmy też na centra handlowe, a w nich terminale do płacenia kartami (nikt ich nie myje, a tym bardziej nie dezynfekuje), wszelkie klamki, bankomaty. Specjaliści radzą, by PIN do karty wbijać nie opuszką, ale kostką palca, bo rzadko nią dotykamy ciała. Przy korzystaniu zaś z publicznych toalet warto wyrobić sobie nawyk zamykania drzwi wyjściowych łokciem, nie dłonią. Oczywiście po tym, gdy już wcześniej umyliśmy ręce.

Zarazków pełno też jest na uchwytach i siedzeniach w autobusie, na ławkach w poczekalni (i w centrum handlowym też), na brudnych stołach.

Duże ilości bakterii E. coli są na wózkach sklepowych i w torbach wielokrotnego użytku (materiałowych).

Niektóre osoby mają więcej mikrobów fekalnych na swoich zakupach niż na bieliźnie, bo tę dopiero co prali! E. coli jest tylko bakterią wskaźnikiem, może nie jest specjalnie groźna, ale jej obecność wskazuje, że mogą tam znajdować się inne bakterie, takie jak salmonella czy shigella, a te już są niebezpieczne. Ale przecież tyle razy dotykamy tych rzeczy i żyjemy?

- Nasz układ odpornościowy walczy z bakteriami. Ale ktoś jednak od czasu do czasu choruje. Zdarzają się nawet epidemie wyjątkowo groźnych szczepów bakterii typu fekalnego. Jest nas coraz więcej, coraz wokół nas tłoczniej, nigdy nie wiadomo, kto i co ze sobą przyniesie na rękach - tłumaczy prof. Oxford.

Zatrute powietrze, sztuczne jedzenie, stres... Co nas truje?
http://wyborcza.pl/1,145452,19046640,czy-bac-sie-chemii-co-nas-truje.html


Czy kuchnie Polaków są niehigieniczne? Według badań TNS Global przeprowadzonych na zlecenie Fundacji BOŚ aż 83 proc. Polaków uważa, że w domu zje bezpieczniej niż w restauracji.

Tymczasem wyniki wielu badań pokazują, że ponad połowa zatruć pokarmowych wynika z nieprawidłowego obchodzenia się z produktami w warunkach domowych.

To samo badanie wykazało, że blisko dwie trzecie Polaków przyznaje, że nie myje lodówki co najmniej raz w miesiącu. Tym samym pozwala na rozwój drobnoustrojów, którym lodówka zapewnia idealne warunki do życia. Eksperci zalecają mycie lodówki co najmniej raz w tygodniu!

Prawie połowa (48 proc.) Polaków używa tylko jednej deski do krojenia. To znaczy, że kroimy warzywa i owoce na tej samej desce, na której kroimy surowe mięso. Tymczasem już 500 komórek bakterii Campylobacter jejuni rozwijającej się w surowym mięsie drobiowym wystarczy, by wywołać ostrą biegunkę z gorączką. Powikłaniem takiego zatrucia może być zapalenie opon mózgowych lub posocznica.

Przetarcie albo powierzchowne obmycie deski nie wystarczy, by pozbyć się drobnoustrojów. Deska powinna najpierw być spłukana z resztek mięsa zimną wodą. Potem należy użyć gorącej wody, a następnie zostawić ją w tej gorącej wodzie na pół godziny. Dobrze jest też użyć soli. Wysokie ciśnienie osmotyczne zabija bakterie.

Ponad połowa ankietowanych deklaruje, że odkrawa kawałek nadpsutego owocu lub warzywa i wykorzystuje resztę. Jednak to, że nie widać pleśni, wcale nie oznacza, że jej komórki nie przeniknęły do pozostałej, pozornie zdrowej części owocu. Dla naszego zdrowia groźne są wytwarzane przez pleśnie mikotoksyny (np. patulina), które mogą spowodować uszkodzenie wątroby czy nerek.

Pamiętajmy, by zawsze myć jajka przed ich wykorzystaniem. Do zakażenia jaj (bakteriami z rodzaju Salmonella z powierzchni skorupki) dochodzi najczęściej w momencie ich rozbijania. Te jajka, które kupujemy w sklepie, a więc pochodzące z dużych ferm, nie powinny mieć salmonelli, bo duże fermy drobiu są pod wnikliwą kontrolą weterynaryjną. Groźniejsze, ale za to smaczniejsze, są jajka pochodzące z małych gospodarstw.

Prawda czy mit: salmonella jest na jajkach

Mycie jajek nie gwarantuje nam, że pozbędziemy się groźnych bakterii z rodzaju Salmonella, ale zmniejsza zagrożenie zatruciem. Mycie usuwa też błonę woskową ze skorupki, przez co obniża trwałość jajek i pozwala drobnoustrojom przenikać do ich wnętrza. Dlatego jaja zaraz po kupieniu należy włożyć do specjalnie do tego przeznaczonego pojemnika w lodówce, żeby nie dopuścić do ewentualnego zakażenia innych produktów.

Po rozbijaniu jajek warto umyć ręce.

Myj jedzenie

Według Światowej Organizacji Zdrowia aż 69 proc. zakażeń przewodu pokarmowego wynika z niemycia rąk i zarazków przenoszonych tą drogą. Zazwyczaj myjemy ręce zbyt szybko i niedokładnie. Tymczasem by pozbyć się bakterii, powinniśmy szorować je mydłem lub detergentem przynajmniej przez 14 sekund. Mycie rąk to podstawa bezpieczeństwa spożywanych przez nas posiłków. Szacuje się, że na 1 cm kw. naszej dłoni może znajdować się nawet 5 mln bakterii. Część z nich to tzw. fizjologiczna mikroflora skóry, jednak oprócz niej nasze ręce to prawdziwe siedlisko bakterii chorobotwórczych, które w każdej chwili mogą się przenieść na jedzenie. Równie ważne jak mycie rąk jest ich późniejsze wysuszenie. Drobnoustroje takie jak bakterie E. coli czy salmonella z o wiele większą łatwością przyklejają się do wilgotnej skóry, skąd mogą przedostać się do jedzenia.

Ręce należy też umyć np. po krojeniu surowego mięsa. Jeśli tego nie robimy, możemy przenieść mikroby z mięsa na inne produkty spożywcze. Przykładem może być tu szczep Escherichi coli (O157:H7), którego zaledwie 100 komórek może doprowadzić do groźnego zatrucia. Uznaje się, że jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych bakterii występujących w żywności, śmiertelność w wyniku zakażenia nią sięga aż 70 proc.

W niektórych przypadkach wystarczy umycie żywności pod gorącą bieżącą wodą, niektóre z produktów powinniśmy jednak umyć kuchennym detergentem (np. płynem do mycia naczyń) lub mydłem, np. owoce cytrusowe. Dokładne mycie owoców pozwala usunąć z ich powierzchni pestycydy.

W kwestii mycia mięsa są pewne wątpliwości. Według badań prof. Jennifer Quinlan w Wydziału Nauk o Żywieniu Drexel University nie powinno się myć kurczaka przed przygotowaniem. Polewanie go wodą nie tylko nie zmniejsza ryzyka zatrucia pokarmowego, ale wręcz je zwiększa! Wraz z rozpryskującą się wodą bakterie chorobotwórcze rozprzestrzeniają się po kuchni.

Ważniejsze jest ścisłe przestrzeganie nawyku izolowania drobiu od innych produktów żywnościowych w lodówce i odpowiednio długie przygotowywanie mięsa z kurczaka w temperaturze powyżej 70 stopni Celsjusza.





Jak się myć, żeby nie zachorować
Wiele informacji na temat zagrożeń związanych z żywnością i wskazówek znajduje się na stronie internetowej Głównego Inspektoratu Sanitarnego, a także na stronie Aktywniepozdrowie.pl stworzonej w ramach kampanii edukacyjnej Fundacji BOŚ "Higieniczna kuchnia"

Jakie mikroby w brudzie są najgroźniejsze

SALMONELLA
Lubi mieszkać w mięsie (także rybach) i jego przetworach (w tatarze, pastach rybnych, galaretkach, pasztetach) oraz w serach, a nawet w sokach owocowych. Najczęściej już po kilku, a najpóźniej po 72 godzinach od zakażenia nagle dopada nas wodnista biegunka, bóle brzucha, mdłości i wymioty. Do dolegliwości żołądkowych zwykle dołącza wysoka gorączka (do 39 st. C), ból głowy, dreszcze, ogólne rozbicie. Zakażenie salmonellą często leczy się w warunkach szpitalnych (szczególnie dzieci, by nie dopuścić do odwodnienia organizmu), ale nie zawsze stosuje się antybiotyki.
Osoby, które już wyleczyły się z infekcji, jeszcze przez kilka tygodni, a nawet miesięcy mogą wydalać chorobotwórcze bakterie wraz z kałem i zarażać otoczenie.
ŻÓŁTACZKA POKARMOWA
Klasyczna choroba brudnych rąk, zwana inaczej wirusowym zapaleniem wątroby typu A. Wywołuje ją wirus przenoszony drogą pokarmową. Można się nim zakazić poprzez picie zanieczyszczonej zarazkami wody, jedzenie owoców, które zostały w takiej wodzie umyte. Zarazek znajduje się we krwi i stolcu osoby zakażonej (która może nie wiedzieć, że jest chora, ponieważ jest w tzw. stadium bezobjawowym), stąd tak ważne jest mycie rąk po każdym skorzystaniu z toalety.
Na początku choroba może przypominać przeziębienie, po tym jednak następują charakterystyczne objawy: skóra i białka oczu nabierają żółtawej barwy, mocz staje się ciemny, a stolec jasny. Leczenie wirusowego zapalenia wątroby typu A może wymagać pobytu w szpitalu. Przeciwko żółtaczce pokarmowej można się też zaszczepić.
PAŁECZKA OKRĘŻNICY (ESCHERICHIA COLI)
Bakteria, którą nosi w sobie każdy z nas i zazwyczaj nie sprawia nam ona kłopotu. Sytuacja się zmienia, gdy pałeczka okrężnicy przestaje zasiedlać nasz układ pokarmowy i przenosi się np. do dróg moczowych. Czasami też z powodu braku odpowiedniej higieny dostaje się do naszego jedzenia. Zdarzają się wyjątkowo złośliwe szczepy tej pałeczki produkujące groźne toksyny. Wtedy powodują one lokalne (ale nie tylko) epidemie, jak ta sprzed kilku lat, gdzie skażone okazały się kiełki roślin sprzedawane w supermarketach, co wywołało panikę w krajach Unii Europejskiej.
Escherichią coli najczęściej można się zakazić, jedząc surowe i niedosmażone mięso. Bakterię znaleziono w niepasteryzowanym mleku, jogurcie, salami. Objawami zakażenia pałeczkami okrężnicy są wymioty oraz bolesna biegunka. Zaczynają się one najczęściej 12 do 72 godzin od zjedzenia i mogą utrzymywać się do 10 dni. Pacjenci często wymagają leczenia w szpitalu.
CZERWONKA
Pałeczkami Shigella sp. możemy się zakazić od osoby chorej (lub nosiciela) albo poprzez zjedzenie zakażonej żywności. Bakterię tę można najczęściej znaleźć w sałatkach, na surowych warzywach, w mleku i nabiale, w drobiu i wodach gruntowych.
Objawy choroby pojawiają się już w ciągu kilkunastu godzin od zakażenia. Są nimi bolesne, wodniste stolce, wysoka gorączka, osłabienie. Potem dochodzi do zapalenia jelita grubego, a stolce są zabarwione krwią (stąd nazwa choroby).
Choroba rozprzestrzenia się szybko w dużych skupiskach ludzkich, np. na koloniach. Konieczne jest natychmiastowe leczenie antybiotykami.
CAMPYLOBACTER JEJUNI
Ta bakteria w ostatnich latach powoduje coraz więcej zakażeń pokarmowych. Zaczęły one wyprzedzać liczbę najczęstszych dotąd infekcji przypisywanych Salmonelli i Shigelli! Campylobacter jejuni rezyduje w drobiu, mleku i wodach gruntowych. Powoduje ostre biegunki, zapalenie żołądka i jelit, często pozostawiające owrzodzenia. Pierwsze objawy to: gorączka, nudności, utrata łaknienia, złe samopoczucie, bóle mięśniowe, bóle głowy, ostre, skurczowe bóle brzucha, biegunka (często krwawa). Trwa to od jednego do nawet 21 dni! Najczęściej kończy się jednak po tygodniu.


ROZTOCZA I KARALUCHY
Niewielki brud w domu działa ochronnie, zapobiegając alergiom. W kłębku kurzu pod łóżkiem są: ziemia unoszona przez wiatr, pyłki roślin, włókienka z ubrań i dywanów, drobinki z dymów i spalin, futro zwierząt domowych, a także nasz naskórek. Przeciętny człowiek gubi 30-40 tys. komórek skóry na minutę! Spadają z nas, kiedy się drapiemy, czeszemy, ubieramy czy chodzimy. Ale w kurzu mieszka też sporo grzybów, roztoczy i bakterii. Od niektórych z nich można się rozchorować.
W kurzu najgroźniejsze są pyłki traw i innych roślin oraz roztocza - mikroskopijne pasożyty z rodziny pajęczaków, które gnieżdżą się w ciepłych, wilgotnych i zakurzonych miejscach. Ich odchody są przyczyną alergii u prawie trzech milionów Polaków. U osób uczulonych wywołują katar sienny, zapalenie spojówek, suchy kaszel, wysypkę na skórze. Roztocza żywią się złuszczonym naskórkiem, jedzą też pleśń.
Wiele osób jest też nadwrażliwych na alergeny grzybów. Z badań epidemiologicznych wynika, iż grzyby z rodzaju Alternaria i Cladosporium, a potem Penicillium i Aspergillus są najważniejszym źródłem alergenów pleśniowych.
Najczęściej uczulają nas alergeny gatunku Alternaria alternata. Miejscem, w którym zarodniki się chowają, jest właśnie domowy kurz! Szacuje się, że zarodniki mogą stanowić od 5 do 20 proc. jego składu. W walce z kurzem kluczowa jest jakość powietrza. Zaleca się częste wietrzenie pomieszczeń i dobrą wentylację. W pomieszczeniu nie powinno być ani za wilgotno, ani za sucho. Najlepsza temperatura to 18-20 st. C.
Co najmniej raz w tygodniu trzeba odkurzyć dywany i wykładziny. Najlepiej przy otwartym oknie. Dywany powinno się wytrzepywać na świeżym powietrzu - dwa razy do roku.
Do przecierania szafek i półek warto używać szmatki z preparatem antystatycznym. Książki dobrze jest przechowywać w oszklonych regałach. W walce z roztoczami bardzo pomaga wietrzenie pościeli na świeżym powietrzu: zimą wykańcza je mróz, latem - promieniowanie UV.
Przed odkurzaniem dywan lub podłogę można spryskać niewielką ilością wody. Wtedy podczas sprzątania kurz nie będzie się unosił. By zmniejszyć ilość alergenów w domu, można kupić specjalne worki do odkurzacza z filtrem HEPA.
Nie należy też lekceważyć zwykłej pleśni na jedzeniu. Rodzaj Penicillium żyje na czerstwym chlebie, serach, owocach cytrusowych i jabłkach.
Gatunek Penicillium expansum produkuje patulinę działającą toksycznie na wątrobę, płuca i mózg. Brudne pojemniki na chleb mogą zawierać pałeczki salmonelli, roztocza, bakterie, czarną pleśń, drożdżaki i inne groźne drobnoustroje. Wszystkie one są w stanie przy osłabionej odporności wywołać poważne choroby, szczególnie u dzieci i osób starszych. Najwięcej mikotoksyn (produkowanych przez grzyby) znajduje się w źle przechowywanych zbożach oraz orzeszkach ziemnych.
Przyczyną alergii mogą też być odchody karaluchów. Jest to w tej chwili w Polsce pod względem alergizacji czwarty najpowszechniejszy alergen!


Więcej o tym, jak sprzątać w domu alergika, na stronach Polskiego Towarzystwa Alergologicznego

JAK BRUDZĄ PIES I KOT
Istnieją naukowe dowody, że mieszkanie we wczesnym dzieciństwie z psami i innymi zwierzętami zmniejsza ryzyko rozwoju alergii i astmy w późniejszym okresie. Efekt ochronny sięga mikroorganizmów, które żyją w naszych jelitach. Susan Lynch, mikrobiolog z University of California w San Francisco, wykazała, że psy, które choć częściowo żyją na dworze, przenoszą stamtąd mikroby do domu. Lynch zbierała próbki kurzu z mieszkań, gdzie nie było zwierząt, oraz z domów, gdzie były psy często przebywające na podwórku. Uczona karmiła tym kurzem (zmieszanym z wodą) młode myszy i jednocześnie pobudzała ich układ odpornościowy, dając im do jedzenia karaluchy i białko jaja kurzego (znane alergeny zarówno gryzoni, jak i ludzi).
Myszy otrzymujące kurzową papkę z domu, w którym były psy, nie reagowały alergią na karaluchy czy białko. Te karmione kurzem z mieszkań bez zwierząt miały wyraźne objawy uczulenia: cieknący katar i liczne komórki układu immunologicznego w drogach oddechowych. U myszy zjadających kurz z psiego domu znaleziono też mniej komórek związanych z alergicznym pobudzeniem układu odpornościowego. A te, które były, produkowały mniej cząsteczek, które mają tendencję do wywoływania silnej reakcji.
Zespół Susan Lynch przeanalizował skład mikroflory jelitowej myszy przed podaniem im kurzu i po nim. Psiokurzowa dieta spowodowała, że gryzonie miały w jelitach niezwykle dużo bakterii z gatunku Lactobacillus johnsonii. Uczeni wyizolowali je, namnożyli i podali gryzoniom, których nie karmiono kurzem z psiego domu. Okazało się, że to wystarczyło, żeby zwierzęta nie reagowały alergicznie.
Badania dowodzą, jak niezwykły wpływ na to, co dzieje się w naszych jelitach, ma funkcjonowanie całego ciała, w tym wypadku na drogi oddechowe. To kolejna cegiełka pasująca do hipotezy higieny. Zakłada ona, że nasz współczesny sterylny tryb życia sprzyja rozwojowi alergii, astmy i chorób autoimmunologicznych.


RUPOFOBIA - CHOROBLIWY LĘK PRZED BRUDEM
Ci, którzy za bardzo szorują siebie i swoje mieszkanie, mogą sobie zaszkodzić. Mydło i żel do kąpieli razem z brudem zmywają ze skóry nasze pożyteczne bakterie. Na ich miejsce szybko wskakują grzyby albo bakterie wywołujące choroby. Lekarze twierdzą, że osoby nadmiernie czyste częściej mają uczulenia. Alergie pojawiają się, kiedy układ odpornościowy ma za mało naturalnych wrogów. Zaczyna wtedy atakować własny organizm (czego efektem są choroby autoimmunologiczne) albo podnosi alarm w zetknięciu z czymś zupełnie nieszkodliwym: pyłkiem kwiatka, który wpadnie nam do nosa, czy kurzem. Maniakalne odkurzanie, wycieranie półek i polewanie podłogi wybielaczem powoduje, że tracimy kontakt z cząsteczkami brudu. A tylko przez kontakt z nimi układ odpornościowy może nauczyć się poprawnie działać. Ma to szczególne znaczenie w przypadku małych dzieci. Ich komórki układu odpornościowego muszą się nauczyć, kim jest wróg, a kim przyjaciel.
Mówi się, że z brudu nikt nie umarł. To nieprawda, były przypadki, gdy niski poziom higieny zbierał żniwo i po prostu zabijał ludzi. Ale jej nadmiar też nam szkodzi!
http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,19053720,jak-sprzatac-z-sensem-gdzie-zyja-bakterie.html



Biolodzy odkrywają nieznany dotąd świat mikrobów. Gdzie? W naszych kuchniach, łazienkach i sypialniach!

Powierzchnie mieszkalne i biurowe zajmują na świecie ponad 639 tysięcy km kw. – więcej niż np. Francja. W tym sztucznym środowisku spędzamy blisko 90 proc. czasu. Ale nigdy nie jesteśmy sami – tuż obok nas, na meblach, ścianach, podłogach i w powietrzu żyją mikroskopijne stworzenia. „Wnętrze mieszkania – odcięte od wpływów otoczenia, z nieznacznie zmieniającą się temperaturą i wilgotnością – w dużym stopniu przypomina jaskinię” – pisze dr Laura Martin z Cornell University na łamach magazynu „Trends in Ecology & Evolution”.

Rzeczywiście, część żyjących obok nas stworzeń – tych widocznych gołym okiem – uderzająco przypomina mieszkańców jaskiń. Są płaskie, jak pluskwy, karaluchy, srebrzyki czy wszy książkowe, bo taki kształt ciała pomaga im wciskać się w szczeliny. Mają słaby wzrok, ale za to długie czułki, dzięki którym orientują się w przestrzeni. Wyczuwają nimi krawędzie, by wzdłuż nich podążać. Naukowcy przypuszczają, że domowe mikroby także musiały mieć przystosowania, które im pozwoliły na kolonizację ludzkich siedzib. Np. przodkowie bakterii Thermus aquaticus – spotykanej w termach elektrycznych – zapewne żyli w gorących źródłach.

Cenna jest odporność na szybko zmieniające się warunki. Jak te w rączce prysznica, która najczęściej jest pusta, ale co jakiś czas błyskawicznie wypełnia się wodą.

Drożdże w zmywarce

Dr Leah Feazel z University of Colorado kilka lat temu sprawdzał, co żyje w takich miejscach. Znalazł dużo bakterii z rodzaju Sphingomonas, Methylobacterium, ale i z rodzaju Mycobacterium, które są spokrewnione z prątkami gruźlicy i mogą powodować infekcje u ludzi o osłabionym układzie odpornościowym. W strumieniu wody spod prysznica jest ich do 100 razy więcej niż w wodzie z kranu. Jednak trudno je całkiem wypłukać, bo komórki Mycobacterium mają woskową otoczkę, która pozwala im przyklejać się do różnych powierzchni. Jeszcze lepiej radzą sobie z tym drożdże z rodzaju Exophiala, które można znaleźć w zlewach i zmywarkach do naczyń. W 60 proc. próbek pobranych ze zmywarek w 101 miastach na sześciu kontynentach znajdowano te grzyby na gumowych uszczelkach drzwiczek. To mikroby „wagi ciężkiej” – odporne na gorąco, wysokie stężenie soli, agresywne detergenty, wodę o kwaśnym i zasadowym odczynie. Nigdy wcześniej nie spotkano takich cech u drożdży. Organizmy te mogą w przyszłości stanowić zagrożenie dla zdrowia, ponieważ Exophiala dermatitidis może atakować płuca u pacjentów z mukowiscydozą (na szczęście bardzo rzadko).

W naturze Exophiala rosną na skór-ce owoców tropikalnych. Dlatego mają naturalne predyspozycje do zamieszkiwania zmywarek. Z owocami drożdże trafiają do układu pokarmowego zwierząt owocożernych, gdzie muszą przeżyć kąpiel w kwasie żołądkowym. Przystosowania, które pozwalają mikrobom trwać w tak ekstremalnych warunkach, mogą sprzyjać organizmom chorobotwórczym. „Wiele patogenów oportunistycznych – czyli takich, które tylko czasami powodują problemy ze zdrowiem – nie znosi suszy, gorąca czy zimna. Otoczenie, w którym warunki cyklicznie się zmieniają, tak jak w zmywarce do naczyń, w której po wilgotnym i bardzo gorącym okresie następuje bardzo suchy, mogą pozwalać na wytworzenie się wysokiej odporności na stres, a takie przystosowanie zwiększa żywotność mikrobów” – wyjaśnia „Focusowi” dr James Meadow z University of Oregon.




Bakterie jak odcisk palca

Głównym źródłem mikrobów zasiedlających domowy ekosystem jesteśmy my sami. Tylko ich niewielka część pochodzi z gleby, wody i powietrza. Większość zostaje strząśnięta z naszych ciał. W ciągu godziny każdy z nas gubi ok. 1,5 mln komórek naskórka, a wraz z nimi blisko 15 mln bakterii. Dotykając jakiejś powierzchni przenosimy miliony mikrobów. Kiedy się przeprowadzamy, nasze nowe lokum zaczyna wyglądać – pod względem mikrobiologicznym – jak stare w niespełna dzień.

Każdy człowiek jest oryginalnym, niepowtarzalnym zbiorowiskiem bakterii. Mikroświatek żyjący na naszej skórze tworzy indywidualny mikrobiologiczny „odcisk palca”. „Na podstawie próbki bakterii pobranej z podłogi z nieznanego domu można z dużą pewnością wskazać osoby, które w nim mieszkają” – stwierdził mikrobiolog dr Jack Gilbert z Argonne National Laboratory. Badał mieszkania siedmiu rodzin (w sumie 18 osób, trzech psów i kota), których członkowie przez sześć tygodni codziennie pobierali próbki bakterii ze swoich rąk, stóp i nosów, a także klamek, drzwi, podłóg, blatów kuchennych, wyłączników światła. W sumie zidentyfikowano blisko 22 tys. jednostek taksonomicznych mikrobów. Kiedy porównano próbki z różnych miejsc tego samego domu (np. z podłogi w łazience, blatu kuchennego, framugi drzwi) okazało się, że są one znacznie bardziej podobne niż próbki z tych samych miejsc we wszystkich domach (np. tylko z podłóg w łazienkach).

Ponadto każda powierzchnia miała swoją własną charakterystyczną dla niej kompozycję mikrobów. Bakterie z typu Firmicutes i Actinobacteria dominowały w próbkach pobranych od ludzi, z typu Proteobacteria – w próbkach z powierzchni domowych i pobranych od zwierząt, a Bactroidetes najobficiej występowały na zwierzętach. Dr Gilbert twierdzi, że mikrobiologiczną wizytówką domu są podłogi w kuchni i w łazience oraz klamki drzwi frontowych i blaty kuchenne. To właśnie w tych miejscach występowały największe różnice. „Bakterie, które zostawiamy w pomieszczeniach, mogą być wykorzystane jako narzędzie dochodzeniowe w kryminalistyce.

Na ich podstawie można śledzić aktywność poszczególnych mieszkańców domu. Dzięki takim śladom potrafimy czasami ustalić płeć i – w dużym przybliżeniu – wiek danej osoby. Przy czym bierzemy pod uwagę nie pojedyncze gatunki, lecz całe zbiorowisko bakterii i zmiany, jakim ono ulega w różnych miejscach domu. Ale te badania dopiero zaczęliśmy, więc jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretach” – mówi dla „Focusa” dr Jack Gilbert. Z przeprowadzonych do tej pory analiz wynika, że mieszkające ze sobą osoby – małżonkowie, rodzice z dziećmi – większość bakterii mają wspólną. Najwięcej takich „rodzinnych” mikrobów mamy na dłoniach, a wyróżniają nas nosy.


Kuchnia: raj dla mikrobów

Ulubiona „stacja przesiadkowa” dla naszych bakterii to blat kuchenny. Mikroby, które na nim występują, w 84 proc. pokrywały się z tymi, które mieli na rękach mieszkańcy.

Prof. Robert Dunn z North Carolina State University prowadził badania w 40 domach w stanie Północna Karolina. Porównywał deski do krojenia, kuchenne blaty, lodówki, klapy sedesowe, poduszki, klamki, ekrany telewizorów oraz framugi drzwi. Najbardziej zdominowane przez ludzkie bakterie były poduszki i deski sedesowe. Mikroby mogą na ich powierzchni trwać przez długi czas. Wśród wszystkich analizowanych miejsc wyróżniały się te, na których osadzają się pyły z powietrza i do których rzadko dociera ścierka z odkurzaczem. Od mikrobów aż się roi na framugach drzwi i na ekranach telewizorów. Tam mikroświatek jest o wiele bardziej różnorodny niż na kuchennej desce do krojenia czy blacie kuchennym.

Do podobnych wniosków doszedł dr Gilberto Flores z University of Colorado, który zajmował się tym, co można znaleźć w kuchni. To wyjątkowe miejsce w domu. W mikroświecie dominują tu bakteryjni twardziele, dla których przeżycie dwóch tygodni na suchej powierzchni z gumy, stali czy ceramiki nie jest problemem. W większości organizmy te są całkowicie niegroźne dla człowieka. Należą do rodzin Micrococccaceae, Flavobacteriaceae, Streptococcaceae, Moraxellaceae. Prawdziwa mikrobiologiczna dżungla kłębi się na okapach kuchennych, na podłodze (zwłaszcza partie przed zlewem, kuchenką i lodówką) oraz na uszczelkach lodówki i zamrażarki. Głównie dlatego, że te miejsca są rzadko myte. Najuboższe w mikroby są metalowe powierzchnie – zlew i jego okolice oraz kran.

Co żyje na komórce? Każdy telefon komórkowy ma własny światek bakterii. Oto najczęściej spotykane z nich:

Mycoplasma– jedna z najmniejszych komórek na świecie, odporna na wiele antybiotyków, może powodować choroby układu oddechowego, w tym zapalenie płuc,
Streptophyta – cyjanobakterie, czyli mikroby wykorzystujące fotosyntezę w podobny sposób, jak robią to rośliny, nieszkodliwe dla ludzi,
Moraxellaceae – rodzina, do której należą m.in. patogeny układu oddechowego, a także mikroby atakujące bydło,
Sphingomonadaceae – rozpowszechnione na lądzie i w morzu, niektóre z gatunków potrafią szybko rozkładać plastik na wysypiskach śmieci,
Flavobacteriaceae – mogą powodować choroby u ryb.
Najczęściej niegroźne

Bakterie dostają się do kuchni z żywnością, wodą i oczywiście na ludziach. Najbogatszym ich źródłem jest sok z surowego mięsa. Ekipa dr. Floresa wzięła pod lupę bakterię Campylobacter, która występuje na mięsie drobiowym i może powodować ciężkie zatrucia pokarmowe. Uczeni znaleźli ją w różnych miejscach kuchni, które teoretycznie nie mogły mieć bezpośredniego kontaktu z mięsem, np. na kuchence mikrofalowej i uchwytach górnych szafek. Groźne odmiany Salmonella, Clostridium i Escherichia także były obecne na półkach w lodówce, na drzwiczkach szafek, ścianach i na kuchence, choć na szczęście w znikomych ilościach.

Z kolei ekipa dr. Gilberta podczas swoich domowych badań wykryła chorobotwórczy szczep pałeczki z rodzaju Enterobacter. Po raz pierwszy bakteria pojawiła się na rękach jednego z domowników, następnie znaleziono ją na blacie kuchennym, a potem na rękach innej osoby. Na blacie w kuchni znaleziono także Acinetobacter baumannii mogącą powodować zakażenia układu moczowego, zapalenia płuc i opon mózgowych. Bardzo możliwe, że z takimi groźnymi bakteriami każdy z nas ma codziennie kontakt we własnym domu.

Dlaczego więc wszyscy nie jesteśmy chorzy? Wygląda na to, że układ odpornościowy jest w stanie poradzić sobie z takimi mikrobami. Dopiero gdy zostanie osłabiony, np. pod wpływem jakiejś przewlekłej choroby, może dojść do rozwoju groźnej infekcji. Nie warto więc fanatycznie czyścić i odkażać całego domu – tym bardziej że bakterie i tak szybko odzyskują tereny, które straciły. Poza tym niewykluczone, że niektóre z tych mikrobów korzystnie wpływają na nasze zdrowie. Potrzeba jednak jeszcze wielu badań, aby to sprawdzić.

http://www.focus.pl/czlowiek/bakterie-w-naszym-domu-poznaj-te-ktore-towarzysza-nam-kazdego-dnia-13175















Zlew i deska do krojenia to raj dla bakterii. A gąbka do mycia naczyń jest 200 tys. razy brudniejsza od deski sedesowej!

Skup się na kuchennym zlewie i umyj lodówkę, zamiast ciągle szorować toaletę.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Większość z nas z brudem walczy. I słusznie. Ale czy naprawdę wiemy, co w domu jest najbrudniejsze?

Deski sedesowe mają złą reputację - są uważane za najbrudniejsze miejsce w domu. Niesłusznie. Naukowcy twierdzą, że są miejsca bardziej paskudne.

Dr Charles Gerba, prof. mikrobiologii na Uniwersytecie Arizona, bada, w jaki sposób choroby są przenoszone w środowisku. Pobiera wymazy z różnych rzeczy, urządzeń, mebli znajdujących się w domach ludzi na całym świecie. Potem mierzy, ile bakterii i jakiego rodzaju udało im się na takich powierzchniach wyhodować.

Przede wszystkim szuka bakterii typu kałowego (fekalnych). Jakkolwiek niesmacznie by to brzmiało, chodzi głównie o mikroorganizmy takie jak E. coli, Enterobacter cloacae, Klebsiella sp.

Okazuje się, że średnio na desce toaletowej jest 50 tego typu bakterii na cal kwadratowy (2,5 cm). To jedno z najczystszych miejsc w domu! Boimy się nieczystości na sedesie, dlatego tak pilnie go szorujemy.

Około 200 razy więcej bakterii fekalnych jest na desce do krojenia niż na sedesie!

Tymczasem wyniki wielu badań pokazują, że ponad połowa zatruć pokarmowych wynika z nieprawidłowego obchodzenia się z produktami w warunkach domowych.
To samo badanie wykazało, że blisko dwie trzecie Polaków przyznaje, że nie myje lodówki co najmniej raz w miesiącu. Tym samym pozwala na rozwój drobnoustrojów, którym lodówka zapewnia idealne warunki do życia. Eksperci zalecają mycie lodówki co najmniej raz w tygodniu!
Równie ważne jak mycie rąk jest ich późniejsze wysuszenie. Drobnoustroje takie jak bakterie E. coli czy salmonella z o wiele większą łatwością przyklejają się do wilgotnej skóry, skąd mogą przedostać się do jedzenia.
W kwestii mycia mięsa są pewne wątpliwości. Według badań prof. Jennifer Quinlan w Wydziału Nauk o Żywieniu Drexel University nie powinno się myć kurczaka przed przygotowaniem. Polewanie go wodą nie tylko nie zmniejsza ryzyka zatrucia pokarmowego, ale wręcz je zwiększa! Wraz z rozpryskującą się wodą bakterie chorobotwórcze rozprzestrzeniają się po kuchni.

Istnieją naukowe dowody, że mieszkanie we wczesnym dzieciństwie z psami i innymi zwierzętami zmniejsza ryzyko rozwoju alergii i astmy w późniejszym okresie. Efekt ochronny sięga mikroorganizmów, które żyją w naszych jelitach. Susan Lynch, mikrobiolog z University of California w San Francisco, wykazała, że psy, które choć częściowo żyją na dworze, przenoszą stamtąd mikroby do domu. Lynch zbierała próbki kurzu z mieszkań, gdzie nie było zwierząt, oraz z domów, gdzie były psy często przebywające na podwórku. Uczona karmiła tym kurzem (zmieszanym z wodą) młode myszy i jednocześnie pobudzała ich układ odpornościowy, dając im do jedzenia karaluchy i białko jaja kurzego (znane alergeny zarówno gryzoni, jak i ludzi).

http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,19053720,jak-sprzatac-z-sensem-gdzie-zyja-bakterie.html








Eksperymentalne leczenie fagami (bakteriofagi)
W Polskiej Akademii Nauk trwa eksperymentalne leczenie fagami (Wrocław, i filie w Krakowie i Częstochowie).Wymieniono 15 antybiotykoopornych bakterii, które podlegają (pod pewnymi warunkami) leczeniu eksperymentalnemu.

  1. Staphylococcus,
  2. Enterococcus,
  3. Pseudomonas,
  4. Escherichia,
  5. Klebsiella,
  6. Serratia,
  7. Proteus,
  8. Acinetobacter,
  9. Citrobacter,
  10. Enterobacter,
  11. Stenotrophomonas,
  12. Shigella,
  13. Salmonella,
  14. Burkholderia,
  15. Morganella.

Zastrzeżenie: "Nie wszystkie szczepy bakteryjne należące do wymienionych wyżej rodzajów są jednak wrażliwe na fagi z kolekcji IITD PAN.""Wskazania do terapii fagowej obejmują objawowe zakażenia bakteryjne skóry lub tkanki podskórnej, kości i szpiku, stawów, przetok, ran i odleżyn, dróg moczowych lub rodnych (w tym prostaty), przewodu pokarmowego, ucha środkowego, zatok, migdałków, górnych lub dolnych dróg oddechowych."Jest też sporo obwarowań, więcej informacji dla zainteresowanych na stronie Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN. https://www.iitd.pan.wroc.pl/pl/OTF/
http://www.e-biotechnologia.pl/Artykuly/bakteriofagi
http://www.studentnews.pl/s/16/4876-Bakteriofagi-wirusy-atakujace-bakterie.htm










"Dziecko w erze post- antybiotykowej
Coraz częściej zdarza się, że nie mamy żadnych leków na zakażenie bakteryjne, bo bakterie je wywołujące są uodpornione na znane nam antybiotyki. Sytuacja jest tak dramatyczna, że WHO w tym roku ogłosiło pierwszy Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach.

WHO traktuje sprawę niezwykle poważnie, dążąc do uznania antybiotykoodporności za zagrożenie dla zdrowia. - Gorąco zachęcamy lekarzy, by przepisywali antybiotyki wtedy, gdy jest to konieczne, zgodnie z ich spektrum działania. Pacjentów: by brali je odpowiednio długo i zgodnie z zaleceniami lekarza. Plagą jest przerywanie terapii wtedy, gdy pacjent zaczyna czuć się lepiej lub branie leków w sposób nieregularny – mówi Grzegorz Cessak, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. – Staramy się dotrzeć do pacjentów z informacją, że leki nie działają u tych chorych, którzy ich nie biorą.

Prof. Jackowska wskazuje wyjątki od tej zasady: gdy istnieje ryzyko posocznicy, antybiotyk trzeba podać natychmiast, liczy się dosłownie każda minuta. Jej zdaniem SOR-y dziecięce powinny też „na wejściu” badać stan pacjenta i od niego uzależniać kolejność przyjęć. – Zdarza się, że pogotowie przywozi do nas prawie zdrowego pacjenta, a rodzic trafia z umierającym dzieckiem na rękach. Brak podstawowych badań, pulsu, ciśnienia, temperatury na wielu oddziałach może prowadzić do tragicznych w skutkach pomyłek – mówi prof. Jackowska.

Prof. Jackowska podkreśla, że na szpitalnych oddziałach ratunkowych powinny być rutynowo wykonywane proste testy wskazujące na etiologię choroby. Na poniedziałkowym spotkaniu z dziennikarzami opowiadała o dzieciach, którym podawano antybiotyki, nie wykonując nawet najprostszego testu na obecność wirusów grypy lub morfologii. – Zarówno lekarze, jak rodzice powinni unikać podawania antybiotyku „na gorączkę” lub „na zapalenie gardła”, ale opierać się na obiektywnych, wcale nie takich drogich testach – mówiła prof. Jackowska. Opowiadała o fatalnych skutkach podawania antybiotyków dzieciom chorującym na powikłania grypy, u których nawet nie wykonano żadnego testu w tym kierunku.

Prof. Jackowska krytykowała też „wystawianie diagnozy przez telefon” i częstą wśród pediatrów praktykę wypisywania recepty na antybiotyk i przekazywanie rodzicom zalecenia, by „jeśli gorączka nie przejdzie za trzy dni, zrealizowali receptę i podali dziecku lek”. Jej zdaniem nawet badania laboratoryjne nie mogą zastąpić bezpośredniego badania pacjenta.
http://pediatria.mp.pl/aktualnosci/badania/show.html?id=131675
http://wyborcza.pl/10,82983,8676719,Prof__Hryniewicz__Antybiotyki_stosujmy_z_rozwaga_.html
http://wroclaw.tvp.pl/21675875/fagi-ktore-lecza https://www.iitd.pan.wroc.pl/pl/OTF/
https://pl.wikipedia.org/wiki/NDM-1
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1479464102384322/




Intrapartum antibiotics for known maternal Group B streptococcal colonization | Cochrane http://www.cochrane.org/CD007467/PREG_intrapartum-antibiotics-for-known-maternal-group-b-streptococcal-colonization










Antybiotyki niewidzialne dla bakterii - nowy sposób na oporność?
"Technologia łączenia antybiotyków z przeciwciałami umożliwia leczenie infekcji bakterii opornych na antybiotyki. Bakterie radzą sobie z lekami chowając się w komórkach gospodarza. Fuzja przeciwciał i antybiotyków wnika do komórek i tam rozdziela się co pozwala antybiotykom zabicie ukrytej bakterii."

http://www.nature.com/news/stealth-bomb-antibiotic-vanquishes-drug-resistant-bacteria-1.18696?WT.mc_id=TWT_NatureNews#/b1









Podawanie antybiotyków kobiecie podczas porodu zmienia mikroflorę noworodków

Podawanie antybiotyków kobietom w czasie porodu wpływa na proces tworzenia mikroflory jelitowej ich nowo narodzonych dzieci, jak wynika z badań prowadzonych przez Spanish National Research Council (Consejo Superior de Investigaciones Científicas de España-CSIC, in Spanish), a ostatnio opublikowanych w Journal of Pediatrics. W przypadku wcześniaków, zmiany te mogą być jeszcze poważniejsze.

Po urodzeniu rozpoczyna się kolonizacja bakteryjna jelit, co jest kluczowe dla dojrzewania układu odpornościowego noworodka. Wszelkie zakłócenia w tym procesie mogą zwiększyć ryzyko wystąpienia u dziecka różnego rodzaju chorób. "W poprzednich badaniach stwierdziliśmy duże różnice w procesie kolonizacji bakteryjnej między wcześniakami a noworodkami donoszonymi i chcieliśmy zagłębić się w czynniki okołoporodowe odpowiedzialne za te różnice. Wiedzieliśmy, że karmienie piersią, poród drogami natury i antybiotyki mogą być kluczowymi aspektami" wyjaśnia Miguel Gueimonde, główny autor badania.

Pierwszym badanym czynnikiem były antybiotyki. Naukowcy rozpoczęli pracę z grupą 40 dzieci, z których 27 były przedwcześnie urodzonych. Dzieci podzielono na cztery grupy w zależności od tego, czy one lub ich matki otrzymały antybiotyki podczas porodu lub po urodzeniu. Od każdego niemowlęcia pobrano próbkę kału po jednym dniu, po kilku dniach, po jednym miesiącu, a wreszcie po trzech miesiącach, a następnie przeanalizowano je.

Jedną z najbardziej niesamowitych rzeczy jaką odkryto, okazało się że największy wpływ na mikrobiotę dziecka ma antybiotykoterapia stosowana w czasie porodu. Wykazano, że nawet pojedyncza dawka ma istotny wpływ na proces kolonizacji.

Antybiotykoterapia jest powszechną praktyką w Hiszpanii: trzy na dziesięć kobiet otrzymuje antybiotyki aby uniknąć zakażenia. Taka praktyka nie jest pozbawiony ryzyka dla dziecka, ponieważ może przyczynić się do podniesienia poziomu Enterobacteriaceae, mikroorganizmów, które mogą okazać się patogenne przez co najmniej pierwszy miesiąc życia. W przypadku dzieci urodzonych przedwcześnie (których mikrobiota jest uboższa w korzystne mikroorganizmy, w porównaniu z noworodkami donoszonymi), naukowcy odkryli, że "te szczególne cechy wcześniactwa są również zwiększone przez okołoporodową ekspozycję na antybiotyki", mówi Gueimonde.

Naukowcy twierdzą, że badanie to stanowi podstawę do przemyślenia obecnych standardów wykorzystywanych w czasie porodu oraz może wspierać rozwój suplementów diety, które pomagając w przywróceniu prawidłowej mikroflory, zrekompensują skutki leczenia antybiotykami, w przypadkach kiedy jest ono niezbędne.

http://www.gutmicrobiotawatch.org/administering-antibiotics-to-mothers-during-birth-alters-the-microbiota-of-newborns/
Arboleya, Silvia et al. Intestinal Microbiota Development in Preterm Neonates and Effect of Perinatal Antibiotics. The Journal of Pediatrics, October 25, 2014
http://www.jpeds.com/article/S0022-3476(14)00892-0/abstract
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/a.672294269547696.1073741828.672283592882097/749406231836499/?type=3&hc_location=ufi











❝Bakterie jelitowe mogą być pomocne w zapobieganiu nowotworom❞


Wcześniej naukowcy wykazali, że różne typy bakterii jelitowych mogą odgrywać istotną rolę w zapobieganiu i wywoływaniu otyłości oraz innych chorób. Najnowsze badanie zespołu z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles sugeruje, że analogiczną metodę można by wykorzystać, by zmniejszyć ryzyko pewnych nowotworów.

W raporcie z pisma PLoS ONE zaprezentowano dowody, że przeciwzapalne, korzystne dla zdrowia bakterie mikrobiomu mogą spowolnić lub zahamować rozwój niektórych nowotworów.

Amerykanie przekonują, że w przyszłości lekarze będą w stanie ograniczyć czyjeś ryzyko nowotworu, analizując liczebność i typy bakterii jelitowych i następnie przepisując probiotyki, które podwyższą liczebność bakterii o właściwościach przeciwzapalnych. "To nieinwazyjne i raczej proste do wykonania" - uważa prof. Robert Schiestl.

Zespół Schiestla wyizolował bakterię Lactobacillus johnsonii 456 - najliczniejszą z korzystnych bakterii, która ma właściwości przydatne poza medycyną, ponieważ to szczep Lactobacillus, daje świetny jogurt, kefir, kombuczę czy kiszoną kapustę.

W opisywanym studium bakteria ograniczała uszkodzenia DNA i znacząco zmniejszała stan zapalny. To bardzo ważne osiągnięcie, zważywszy, że stan zapalny odgrywa kluczową rolę w wielu chorobach, w tym w nowotworach, chorobach neurodegeneracyjnych, serca, a także procesie starzenia.

Wcześniejsze badania Schiestla dostarczyły pierwszych dowodów, że istnieje związek między mikrobiomem jelita a chłoniakiem. Najnowsze studium pokazuje, w jaki sposób mikrobiom może odroczyć początek nowotworu.

W obu wspomnianych badaniach Amerykanie pracowali z myszami z mutacją w genie ATM, które były podatne na zespół ataksja-teleangiektazja. Co istotne, wiąże się on z predyspozycją do zmian nowotworowych, zwłaszcza o typie chłoniaka oraz białaczki.

Myszy dzielono na 2 grupy. Jednej podawano wyłącznie bakterie przeciwzapalne, a drugiej bakterie przeciw- i prozapalne, które zwykle koegzystują w jelitach. Kalifornijczycy wykazali, że u gryzoni z większą liczbą korzystnych bakterii tworzenie chłoniaka trwało dłużej.

W ramach najnowszego eksperymentu analizowano metabolity z mysiego moczu i odchodów. Okazało się, że zwierzęta, którym podawano wyłącznie bakterie przeciwzapalne, wytwarzały związki znane z zapobiegania nowotworom. U gryzoni tych, wydajniejszy był metabolizm tłuszczów i oksydacyjny, co wg badaczy stanowi kolejny czynnik zmniejszający ryzyko nowotworu.

Akademicy zaobserwowali, że u zwierząt dostających wyłącznie korzystne bakterie chłoniaki tworzyły się o połowę wolniej. Ponadto gryzonie żyły 4-krotnie dłużej.

"Nasze wyniki sugerują, że mikrobiom jelit oddziałuje i zmienia centralny metabolizm węgla niezależnie od genotypu. Mamy nadzieję, że w przyszłości zastosowanie suplementów z probiotykami będzie wpływać chemoprewencyjnie na zdrowych ludzi. Ta sama mikroflora mogłaby też zmniejszyć częstość występowania guzów w populacjach podwyższonego ryzyka."

↪ Cheema AK, Maier I, Dowdy T, Wang Y, Singh R, Ruegger PM, et al. (2016) Chemopreventive Metabolites Are Correlated with a Change in Intestinal Microbiota Measured in A-T Mice and Decreased Carcinogenesis. PLoS ONE 11(4): e0151190. http://goo.gl/mLBWBg

↪ Yamamoto, Mitsuko L. et al. “Intestinal Bacteria Modify Lymphoma Incidence and Latency by Affecting Systemic Inflammatory State, Oxidative Stress, and Leucocyte Genotoxicity.” Cancer research 73.14 (2013): 4222–4232.http://goo.gl/d25yzp

↪ University of California - Los Angeles Health Sciences. (2016, April 13). Gut bacteria could help prevent cancer. ScienceDaily. Retrieved May 2, 2016. http://goo.gl/QVk2yj

↪ Anna Błońska/kopalniawiedzy.pl. Bakterie jelitowe pomagają zapobiegać nowotworom.http://goo.gl/n9wxwb
___________________________________________________
Podobne wątki:
↪ Jak korzystne bakterie chronią nabłonek jelit?https://goo.gl/03AoFx
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/a.672294269547696.1073741828.672283592882097/980448842065569/?type=3&theater&notif_t=notify_me_page&notif_id=1462205415751067



Wczesna antybiotykoterapia wywiera długoterminowy wpływ na układ odpornościowy

Antybiotykoterapia na wczesnych etapach życia może zwiększać późniejszą podatność na niektóre choroby.
To pierwszy krok na drodze do zrozumienia, jakie bakterie [przewodu pokarmowego] są absolutnie niezbędne do rozwoju zdrowego układu odpornościowego [...] - podkreśla prof. Kelly McNagny z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej.
McNagny i Brett Finlay testowali na nowo narodzonych myszach 2 antybiotyki: wankomycynę i streptomycynę. Stwierdzili, że o ile wankomycyna nie działała niekorzystnie, o tyle streptomycyna zwiększała podatność na alergiczne zapalenie pęcherzyków płucnych na późniejszych etapach życia. Różnica wydaje się mieć związek z wpływem tych leków na mikroflorę jelit.
Mając nadzieję, że ich badania wskażą, które bakterie zmniejszają naszą podatność na choroby, Kanadyjczycy już snują plany dotyczące zwiększenia ich liczebności za pomocą probiotyków. Wg nich, probiotyki mogą być kolejnym ważnym rodzicielskim trendem [...].

http://kopalniawiedzy.pl/antybiotykoterapia-wankomycyna-streptomycyna-mikroflora-jelit-uklad-odpornosciowy-podatnosc-choroba-alergiczne-zapalenie-pecherzykow-plucnych-Kelly-McNagny-Brett-Finlay,20864 http://news.ubc.ca/



Mikrobiom
❝Dwa randomizowane testy na zdrowych ochotnikach wykazały, że pojedyncza dawka antybiotyków może na całe miesiące zmienić mikrobiom jelit. W niektórych przypadkach zmiana utrzymywała się nawet przez rok. Zmiany takie mogą ułatwić zadanie wielu patogenom, w tym śmiertelnie niebezpiecznemu Clostridium difficile.

W przeciwieństwie do mikrobiomu jelit kolonie bakterii z ust radziły sobie znacznie lepiej z antybiotykami. Odradzały się w ciągu zaledwie kilku tygodni. To każe zastanowić się, dlaczego mikrobiom ust jest mniej podatny na zaburzenia. Może mieć to związek zarówno z tym, w jaki sposób antybiotyki krążą po organizmie, ale może być również tak, że mikrobiom ust jest naturalnie bardziej odporny, a jeśli tak, to być może uda się go wykorzystać do odtworzenia mikrobiomu w innych częściach organizmu w sytuacji, gdy został on zniszczony np. terapią antybiotykową.

W badaniach prowadzonych przez zespół Egija Zaury z Uniwersytetu w Amsterdamie brało udział 66 zdrowych osób - 29 ze Szwecji i 37 z Wielkiej Brytanii. Badanych losowo przydzielono albo do grupy, która przyjmowała placebo, albo do jednej z dwóch grup zażywających antybiotyki. W Szwecji podawano klindamycynę i cyprofloksacynę, a w Wielkiej Brytanii - minocyklinę i amoksycylinę.

Przed podaniem antybiotyków oraz bezpośrednio po ich podaniu od badanych pobrano próbki śliny oraz kału i wykonano analizę DNA znalezionych tam mikroorganizmów. Badania powtórzono po 1, 2, 4 i 12 miesiącach.

Okazało się, że mikrobiom jelit został znacząco zmieniony po każdym z antybiotyków, a powrót do stanu sprzed podania leków trwał całymi miesiącami. Najsilniejszy wpływ wywarła cyprofloksacyna, po której mikrobiom powracał do stanu normalnego przez 12 miesięcy. Podanie antybiotyków doprowadziło też do wzrostu ekspresji genów odpowiedzialnych za antybiotykooporność. Zauważono również, że klindamycyna zabiła mikroorganizmy produkujące maślany, które zwalczają stany zapalne, przeciwdziałają nowotworzeniu i stresowi oksydacyjnemu w jelitach.

W przypadku mikrobiomu ust nie zauważono tak dramatycznych zmian. Ponadto powrót do stanu sprzed podania antybiotyków trwał znacznie krócej, w niektórych przypadkach zaledwie tydzień. Co więcej, ilość genów odpowiedzialnych za rozwój antybiotykooporności pozostawała na takim samym poziomie.

Autorzy badań spekulują, że odporność mikrobiomu ust może być związana z faktem, że jest on bez przerwy poddawany jakimś zaburzeniom - czy to związanym z myciem zębów czy też zmianami wilgotności i temperatury powietrza, którym oddychamy.❞

👉 E. Zaura et al. Same Exposure but Two Radically Different Responses to Antibiotics: Resilience of the Salivary Microbiome versus Long-Term Microbial Shifts in Feces, mBio. 2015 Nov 10;6(6). http://mbio.asm.org/content/6/6/e01693-15.full
👉 http://kopalniawiedzy.pl/mikrobiom-jelit-mikrobiom-ust-antybiotyk,23464
https://www.facebook.com/mikrobiom/photos/np.1447339644949562.100006057616398/892952177481903/?type=3&ref=notif&notif_t=notify_me_page










Antybiotyki niewidzialne dla bakterii - nowy sposób na oporność?
"Technologia łączenia antybiotyków z przeciwciałami umożliwia leczenie infekcji bakterii opornych na antybiotyki. Bakterie radzą sobie z lekami chowając się w komórkach gospodarza. Fuzja przeciwciał i antybiotyków wnika do komórek i tam rozdziela się co pozwala antybiotykom zabicie ukrytej bakterii."

http://www.nature.com/news/stealth-bomb-antibiotic-vanquishes-drug-resistant-bacteria-1.18696?WT.mc_id=TWT_NatureNews#/b1
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1479464102384322/








Globalny brud

- W skali planety zanieczyszczamy środowisko, to fakt - przyznaje dr Monika Mętrak, biogeochemik z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. - Jeśli zbadać powietrze z pęcherzyków głęboko w lodowcach Antarktydy, to w porównaniu ze współczesnym będzie ono zawierało m.in. mniej dwutlenku węgla czy wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych. Gdy badam próbki pobierane z torfowisk czy osady z dna jeziora, to dopiero w ich najmłodszych warstwach gwałtownie rośnie stężenie metali ciężkich, pokazując, od którego momentu zaczyna się intensywny wpływ człowieka na środowisko. Wydaje mi się jednak, że poważne zanieczyszczenie środowiska jest obecnie problemem przede wszystkim krajów rozwijających się. W naszej części świata otoczenie na ogół nie zagraża zdrowiu - mówi badaczka z UW.

Rzeczywiście, nie musimy zarabiać na życie, demontując na podwórku zwożone z Zachodu akumulatory albo farbując ubrania w zagrażających zdrowiu i bezpieczeństwu warunkach. W głowie nam się nie mieści, by w pobliżu działała fabryka, która dla oszczędności wypuszcza do rzeki nieoczyszczone ścieki. A w wielu krajach świata tak właśnie wygląda ekologiczna codzienność. - W Polsce stan środowiska jest pod kontrolą, a od lat 80. bardzo wzrosła świadomość społeczeństwa i władz. Poza tym stać nas na myślenie o środowisku i jesteśmy w Unii, która stawia konkretne wymogi w zakresie ochrony i monitorowania środowiska. Ja się czuję bezpiecznie, wiedząc o tych normach i systemach kontroli - podsumowuje dr Mętrak.

Zimą w polskich miejscowościach uzdrowiskowych smog osiąga stężenia pekińskie

Dodajmy, że standardy zdrowotne muszą także spełniać wszystkie produkty, które jemy - w tym te, w których produkcji używane są nawozy, pestycydy, herbicydy czy antybiotyki. Wszystkie te substancje zostały dopuszczone po wielu badaniach pod kątem ich wpływu na zdrowie i z precyzyjnymi instrukcjami, jak je stosować, by nam nie szkodziły. Normy musi też spełniać woda, którą mamy w kranach lub studniach, co w skali świata wcale nie jest regułą.

Czysty marketing

Drugim mitem, któremu warto się przyjrzeć, jest przekonanie, że niczym gąbka chłoniemy toksyny z pokarmu i otoczenia. I że nasz organizm nic z tym nie może zrobić.

To dopiero byłby ewolucyjny bubel! Przecież skuteczne mechanizmy usuwania lub neutralizacji toksyn mają już jednokomórkowce! Człowiek też radzi sobie z tym znakomicie: układ krążenia zbiera je z organizmu i przekazuje do wątroby, gdzie są rozkładane, i do nerek, gdzie są odfiltrowywane, a potem - sami wiecie. Niepotrzebne lub szkodliwe substancje mogą też być wydychane lub usuwane z kałem. Jak sprawny jest ten system? Bardzo. Oto pierwszy z brzegu przykład: wątroba może rozłożyć niemal śmiertelną dawkę alkoholu w ciągu zaledwie 36 godzin (nie sprawdzajcie tego w domu).

Firmy promujące detoksy zwracają uwagę na jeszcze jedno niebezpieczeństwo: nasz organizm... truje się sam! Teoria autointoksykacji (samozatruwania) jest często przywoływana w tekstach reklamujących oczyszczające preparaty i usługi. No cóż - oczywiście, że nasze ciało wytwarza szkodliwe produkty przemiany materii, podobnie jak każda żywa istota. I tak samo usuwa je z organizmu, bez konieczności wsparcia lekami i dietami cud.

Bo te dają nam naprawdę niewiele - twierdzą przedstawiciele brytyjskiej organizacji Voice of Young Science. W 2009 roku przeprowadzili akcję obalania mitu detoksu. Wzięli na warsztat 15 różnych kategorii odtruwających produktów, od koktajli po kremy. Sprawdzali, jakie medyczne i naukowe fakty stoją za ich działaniem, dopytywali producentów i dystrybutorów. Rezultat: hasło "detoks" to czysty marketing. Nie ma żadnych badań i dowodów, że oczyszczające środki działają. Mało tego - niektóre nie mają prawa działać, bo ich rzekomy mechanizm jest sprzeczny z naszą fizjologią. A jeszcze inne to po prostu oszustwa.

Skóra - nasz największy narząd

Oto przykład: nasza skóra powstała jako bariera, ma nie przepuszczać substancji do wnętrza ciała (więc wszystkie detoksykacyjne kremy pozostają na powierzchni). Ma również w bardzo ograniczonym zakresie wypuszczać zawartość organizmu na zewnątrz. I robi to np. podczas pocenia się. Słynne plastry na stopy wyciągające toksyny wykorzystują właśnie tę odrobinę wilgoci i soli - pot powoduje po prostu barwną reakcję składników umieszczonych w tych plastrach (a w tańszych wersjach rozpuszcza ukryte w plastrach barwniki). Nie wierzycie? Polecam filmy z doświadczeń z tymi plastrami umieszczone w internecie.

Wypłukiwanie rozsądku

Koktajle i diety wymiatające wolne rodniki i pobudzające ciało do oczyszczania? Ależ nasz organizm sam produkuje wolne rodniki, używając ich jako broni w walce z bakteriami i wirusami. I samodzielnie kontroluje ilość tych związków. A jeśli chodzi o pobudzanie narządów do oczyszczania, intensyfikacja pracy wątroby czy nerek nie jest możliwa bez poważnej medycznej interwencji. Magiczne preparaty mogą co najwyżej np. zwiększyć ilość wytwarzanego przez nas moczu.

Skąd w takim razie bierze się przekonanie o skuteczności wszystkich tych niezwykłych preparatów i terapii? W części odpowiada za to efekt placebo: dobry nastrój wynikający z poczucia, że zadbaliśmy o siebie. Ale o dobrym nastroju trudno chyba mówić w przypadku jednej z najbardziej kuriozalnych "terapii oczyszczających": płukania jelita grubego. Dlaczego jesteśmy w stanie uwierzyć, że w jelitach ogólnie zdrowego człowieka zalega coś potwornego, co zaburza pracę połowy naszych narządów i funkcji życiowych? Według niektórych reklam jest to nawet kilkanaście kilogramów kamieni kałowych! To chyba przejaw naszego wydelikacenia i lęku przed własną kupą. Tak poważne zaburzenia pracy jelit zdarzają się wyłącznie u ciężko chorych, leżących pacjentów, ale nie u przeciętnego człowieka.

Tymczasem wiele osób jest w stanie się poddać nieprzyjemnemu zabiegowi dokonywanemu przez odbyt i pozwolić przepuszczać sobie przez jelito grube ciepłą wodę, ryzykując zakażenia, zaburzenie naturalnej flory bakteryjnej czy nawet przebicie jelita. W takich sytuacjach niezastąpiony jest najzwyklejszy zdrowy rozsądek. Gdybyśmy do utrzymania zdrowia naprawdę potrzebowali ciągłego płukania jelita, to nasz gatunek żyłby w ścisłej symbiozie z gejzerami. I w pierwszej kolejności wymyślilibyśmy bidet, a nie koło.

Chronią, ale czy nie szkodzą?

No dobrze, skoro opinia o naszym powszechnym zatruciu jest mitem, to czy w czystej i ekologicznie świadomej Europie rzeczywiście możemy się czuć bezpiecznie? Cóż, lepiej jednak zachować czujność. Bo oprócz poznanych i opanowanych zagrożeń, jak np. ołów, azbest czy DDT, istnieje niemała lista podejrzanych i szkodliwych substancji, o których nie wiemy wystarczająco dużo albo na które nie mamy jeszcze sposobu. Można o nich przeczytać w jednym z niedawnych numerów tygodnika "New Scientist".

Na oku powinniśmy mieć np. triklosan. To skuteczna substancja przeciwgrzybicza i hamująca wzrost bakterii. Trafiła jako dodatek m.in. do past do zębów, dezodorantów, mydeł anty-bakteryjnych, tkanin, tworzyw sztucznych... Triklosan zaczął jednak budzić wątpliwości pod koniec lat 90., gdy się okazało, że może powodować oporność bakterii na antybiotyki. A dziesięć lat później odkryto, że u szczurów powoduje zaburzenia hormonalne. Badania na zwierzętach nie przekładają się wprost na ludzi, ale ziarnko składało się do ziarnka i triklosan znalazł się pod lupą. Władze europejskie i amerykańskie nie zakazały jego użycia, ale zleciły badania mające wyjaśnić jego ewentualne skutki uboczne dla zdrowia. Niektóre firmy kosmetyczne na wszelki wypadek wycofały się z dodawania triklosanu do swoich produktów.

Mycie rąk. Stajemy się zbyt sterylni

Inny przykład: związki perfluorowane (PFC). Brzmi obco? A nie powinno, bo od lat 40. korzystamy z ich cennych właściwości. Do tej grupy należą impregnaty chroniące ubrania przed wodą, obrusy przed plamami czy naczynia kuchenne przed przywieraniem potraw. To niezwykle trwałe substancje organiczne, wyposażone w długi węglowy szkielet, do którego dołączone są atomy fluoru. W efekcie PFC utrzymują się w środowisku całymi latami. Niestety, stwierdzono ich obecność także w naszej krwi. To niepokojące, bo wykazano, że u zwierząt mogą powodować nowotwory i zmiany w stężeniach hormonów. W przypadku ludzi podejrzewa się, że mogą prowadzić m.in. do chorób tarczycy i podwyższonego poziomu cholesterolu. Jeden z popularnych związków z tej grupy - kwas perfluorooktanowy (PFOA) - został w 2009 roku wciągnięty na listę tzw. trwałych zanieczyszczeń organicznych, których stosowanie zostało zakazane na mocy konwencji sztokholmskiej.

Producenci starają się zastąpić długie PFC ich krótszymi odpowiednikami, które są łatwiej rozkładane w środowisku i w organizmie. Jednak niektóre badania wskazują, że średnie stężenie tych związków rośnie w krwi badanych z roku na rok. Na dodatek istnieją podejrzenia, że nasz organizm sam może syntetyzować PFC ze składników dostępnych w środowisku (np. z preparatów, którymi impregnuje się opakowania na żywność, jak choćby papiery niechłonące tłuszczu). Na dodatek prof. Scott Mabury, chemik z Uniwersytetu w Toronto, zwraca uwagę, że podczas badań krwi stwierdza się u pacjentów wiele fluorowanych związków organicznych, których do tej pory nie zidentyfikowano. "To wskazuje, że na rynku są nowe chemikalia, których dotąd w ogóle jeszcze nie badaliśmy" - powiedział "New Scientist" kanadyjski chemik.

Nie zawsze jednak badania nowych substancji prowadzą do odkrycia zagrożenia. W 2004 roku zrobiło się głośno o parabenach - związkach stosowanych m.in. do konserwacji kosmetyków. Oskarżano je o powodowanie nowotworów, zwłaszcza raka piersi. Wieloletnie badania nie potwierdziły jednak początkowych obaw, które - jak się okazało - były efektem błędnie przeprowadzonych badań. Stwierdzono, że nawet zwierzęta narażone na wysokie dawki parabenów nie wykazywały poważniejszych objawów. Naukowcy z amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków oraz z europejskiego Komitetu Naukowego ds. Bezpieczeństwa Konsumentów stwierdzili, że parabeny mogą wprawdzie wpływać na układ hormonalny człowieka, ale w tak małych dawkach, jakie występują w kosmetykach, są bezpieczne. Mimo tych uspokajających komunikatów niektórzy producenci usuwają parabeny z kosmetyków, by nie niepokoić klientów.

Raban o parabeny


Podejrzani o toksyczność

Od pytań jednak nie uciekniemy. Co z akrylamidem, ftalanami, produktami nanotechnologii? Zwłaszcza tej ostatniej dziedzinie wieszczy się ważną rolę w medycynie i ochronie środowiska, ale jednocześnie może ona się stać zagrożeniem dla zdrowia. Materiały, których własności modeluje się na poziomie atomowym, mają unikatowe i potencjalnie niebezpieczne właściwości: są bardzo reaktywne chemicznie i mogą np. łatwo przenikać przez błony biologiczne. Już kilka lat temu stwierdzono np., że nanorurki mogą wywoływać, podobnie jak azbest, nowotwory płuc, jeśli wnikną do nich z wdychanym powietrzem.

Z powodu takich podejrzeń konieczne są ostrożność, monitoring i badania wpływu nowych (i starych) substancji na środowisko i zdrowie. Problem w tym, że jest ich bardzo dużo. Ile? Nie wiadomo dokładnie. Tylko w Unii Europejskiej jest ich zarejestrowanych ponad 144 tysiące. Badanie ich klasycznymi metodami zajęłoby tysiące lat. A i tak nie poradzilibyśmy sobie ze sprawdzaniem skutków możliwych kombinacji różnych związków.

Dlatego konieczne jest inne podejście, takie jak amerykański program "Toksykologia w XXI wieku". Zakłada on przebadanie 10 tys. substancji, które mogą mieć wpływ na nasze zdrowie. Będzie to możliwe dzięki zautomatyzowanym testom i zaprzęgnięciu do pracy superkomputerów analizujących, jak związki o określonej budowie mogą wpływać na cząsteczki i szlaki metaboliczne w ludzkim organizmie - w pojedynkę i w kombinacjach.

Nie przywrócimy naszemu środowisku i stylowi życia stanu z początków neolitu. Zresztą, czy na pewno byśmy chcieli? Dlatego badania i zdrowy rozsądek dają nadzieję na bezpieczeństwo przyrody i nas samych. A detoksy? Jeśli wciąż czujecie potrzebę terapii oczyszczającej, to polecamy szklankę wody.

Komu gluten i laktoza szkodzą

CHEMIKALIA PROSTO Z NATURY

Dr Monika Mętrak, biogeochemik, prowadzi zajęcia z toksykologii m.in. ze studentami ochrony środowiska na Wydziale Biologii UW.

Musimy pamiętać, że część związków, które traktujemy jako zanieczyszczenia, występuje naturalnie w środowisku. Choćby obecne w spalinach pojazdów wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, które powstają również np. podczas pożarów lasów. Wdychali je też nasi przodkowie w jaskini czy kurnej chacie, gdzie bez wentylacji siedziało się przy palenisku. Podobnie z metalami ciężkimi: do środowiska dostają się przy wybuchach wulkanów, pożarach czy z gorących źródeł. Uwalniają się też z wietrzejących skał, są w glebie. W atmosferze zaś naturalnie występują również tlenki siarki czy azotu. W przeszłości stężenia tych związków w pobliżu np. aktywnego wulkanu czy płonącego lasu mogły być bardzo wysokie, ale w całej atmosferze były oczywiście mniejsze niż współcześnie. A nawozy sztuczne? Związki azotu, fosforu i potasu były i są obecne w środowisku tylko nie w takich ilościach.

Wszystkie powyższe substancje uznajemy za zanieczyszczenia wtedy, gdy jest ich zbyt dużo w środowisku. Ryzyko zatrucia tymi związkami jest nieco mniejsze, bo my, organizmy żywe, w toku ewolucji wypracowaliśmy mechanizmy obronne: na poziomie komórki i fizjologii całego organizmu.

Sytuacja jest trudniejsza w przypadku substancji, które wytworzył człowiek, i dlatego nie mieliśmy szansy się do nich przystosować. Jest ich sporo, m.in. różne związki chlorowcopochodne np. polichlorowane bifenyle (PCB), dioksyny czy pestycydy. Organizmy radzą sobie z nimi gorzej, bo znają je dopiero od 60-70 lat. Jednak nawet w tym przypadku nasz organizm nie jest bezbronny. Niektóre systemy - powstałe, by nas chronić przed szkodliwymi substancjami obecnymi w przyrodzie - sprawdzają się też w przeciwdziałaniu substancjom wytworzonym przez człowieka, np. zespół enzymów rozkładających węglowodory aromatyczne, uruchamianych przez receptor AHR. Ta cząsteczka z powodzeniem inicjuje reakcje prowadzące do niszczenia lub dezaktywacji niektórych szkodliwych związków syntetycznych.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,145452,19046640,czy-bac-sie-chemii-co-nas-truje.html#ixzz3rJb9VXLT






Szeroko stosowane i coraz częściej przyjmowane przez pacjentów antybiotyki wywołują poważne powikłania. Jednym z nich jest zapalenie bakteryjne jelita grubego, objawiające się biegunką. Z tym problemem do trójmiejskich szpitali od miesięcy trafiają pacjenci wymagający hospitalizacji i leczenia w izolacji.

Czytaj więcej na:
http://zdrowie.trojmiasto.pl/Szpitale-pelne-pacjentow-z-biegunka-Lekarze-to-powiklania-po-antybiotykoterapii-n96085.html#tri







Poniżej niektóre komentarze ze starego wpisu czyli https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1556501871228385:















Ciekawy artykuł o tym czego warto Unikać:

"Niedawno spotkałam lekarza medycyny sądowej z wieloletnim stażem. Jeden z tematów naszej rozmowy zapadł mi w pamięci najbardziej. Zwłoki wydobywane z grobów, w celu ekshumacji, trzydzieści lat temu i teraz, przechowywane w podobnych warunkach, zasadniczo różnią się stopniem rozkładu, mimo takiego samego czasu pozostawania pod ziemią. Obecnie stan zwłok jest nieporównanie lepszy niż kiedyś.

Ilość konserwantów, które spożywamy podczas życia nieustannie rośnie /AFP
Coraz częściej rozmaici specjaliści twierdzą, że ilość konserwantów "pochłoniętych" przez nas w różny sposób podczas całego życia powoduje, że nasze ciała po śmierci rozkładają się o wiele wolniej i są, jak zwłoki faraonów, w pewien sposób zabalsamowane... Trucizny, toksyny i konserwanty otaczają nas wszędzie.

Będąc producentem, sprzedawcą czy innym usługodawcą, każdy z nas mniej lub bardziej zaangażowany jest w dystrybucję różnych substancji trujących - w pracy, w domu, w sklepie i na boisku, w szkole, szpitalu, kinie i na placu zabaw dla dzieci. I bynajmniej żadna z opisanych poniżej sytuacji nie jest niestety fragmentem thrillera medycznego...
Nieprzywieralne

Wiele lat temu górnicy, zanim weszli do kopalni, najpierw wpuszczali do niej kanarki. Jeśli ptaki zdychały, oznaczało to, że stężenie metanu jest zbyt wysokie i trujące również dla ludzi. W dzisiejszych czasach kanarki i papużki (również szczury i myszy) zdychają w oparach podgrzewanych patelni i garnków teflonowych, ale nasz instynkt samozachowawczy i zmysł obserwacji uległ niebezpiecznemu uśpieniu. Podobnie trujące działanie mają rozmaite opiekacze, samooczyszczające się piekarniki, blachy do pieczenia i inne przedmioty kuchenne pokryte teflonem.

U ludzi wdychanie oparów teflonowych (czyli oparów polimerowych) powoduje trudności z oddychaniem, przyspieszone bicie serca, dreszcze i bóle całego ciała. Szkodliwe opary związane z PFOA (substancja będąca chemicznym syntetykiem używanym do produkcji plastików, w tym teflonu) wydobywają się także z naszych mebli, dywanów, zasłon, ubrań, jedzenia i rozmaitych opakowań.

Stosuje się je najczęściej jako środek impregnujący, zabezpieczający przed poplamieniami lub przed niechcianym przyleganiem. Wszystkie te środki są mocno nadużywane i bez wystarczającego uzasadnienia stosowane, gdzie tylko się da.
Niepalne

Bifenyle (PCB) to kolejne związki wykorzystywane powszechnie i niestety powszechnie nas zatruwające. Ich główny składnik to brom, kiedyś używany głównie jako dodatek do benzyny ołowiowej. Jednak wraz z odejściem od tego rodzaju paliwa należało wykreować inne masowe zastosowanie tej substancji.

Dwubromek etylu zaczęto więc dodawać do pestycydów. Okazało się jednak, że jest to substancja rakotwórcza, że wywołuje mutacje i zatruwa wody gruntowe, dlatego zabroniono jej używania w tym celu. Postawiono w związku z tym na inne jego właściwości, a mianowicie zdolność spowalniania palenia, i zaczęto go dodawać do... ubrań, a głównie do piżamek dla dzieci!
Ciąg dalszy: "Kreowanie popytu na rozmaite produkty przemysłu chemicznego niekoniecznie idzie w parze z etyką i zdrowym rozsądkiem. Z jednej bowiem strony spadła liczba śmiertelnych wypadków, w których ginęły dzieci od piżam zajmujących się ogniem, z drugiej jednak - równie szybko wzrosła liczba dowodów świadczących o mutagennym i rakotwórczym działaniu tego fosforanu.

Marketing związany z promowaniem tej substancji jest jednak na tyle skuteczny, że w 1996 roku popyt na nią wynosił 372 milionów kg, a w roku 2006 już 450 milionów kg!

Niestety, środki spowalniające palenie dodawane są do wielu mebli, materaców, pianek tapicerskich, obudów sprzętu RTV itp. PCB powodują wiele różnych nieprawidłowości, takich jak skrócony okres laktacji u matek, przedwczesne porody, zaburzenia neurorozwojowe, zaburzenia w rozwoju motoryczno-poznawczym, upośledzenie intelektualne u dzieci, a także podwyższone ryzyko zachorowania na raka.
Srebrne kulki

Używana była przez wieki jako amulet, dodatek do atramentu, medykament, substancja grzybobójcza oraz środek ułatwiający wydobycie złota i srebra. Powoduje uszkodzenia mózgu, zaburzenia ośrodkowego układu nerwowego, utratę pamięci, choroby serca, niewydolność nerek, uszkodzenie wątroby, raka, utratę wzroku i czucia oraz drgawki. Mowa oczywiście o rtęci.

W naszych czasach rtęć znalazła zastosowanie w elektryce, m.in. w lampach fluorescencyjnych i neonowych oraz w bateriach, papiernictwie, jako elektrolizer w zakładach produkcji chloru i wodorotlenku sodu, przy tworzeniu wszelkich termometrów, manometrów i barometrów, w stomatologii (amalgamaty), jako grzybobójczy i pleśniobójczy składnik farb i nawozów, jako środek konserwujący w szczepionkach dla dzieci i niemowląt, odkażający w kroplach do nosa oraz płynach do soczewek.

Pomijając wyjątkowo szkodliwy wpływ rtęci na ludzi organizm w bezpośrednim kontakcie (stłuczenie żarówki lub termometru starego typu), rtęć swobodnie przenika do środowiska naturalnego, kumulując się np. w mięsie ryb, takich jak tuńczyk, rekin, miecznik lub marlin. Jesteśmy narażeni na jej negatywne działanie niemal na każdym kroku, choć na szczęście ustawodawstwo wielu krajów każe ograniczać jej stosowanie lub zabrania używania we wspomnianych dziedzinach przemysłu.
Antybakteryjnie

Bakteriofobia to chyba najtrafniejsze określenie czasów, w których przyszło nam żyć. Triklosan to najczęściej stosowana substancja bakteriobójcza, używana niemal wszędzie - w kremach, w pastach do zębów, żelach do golenia, płynach pod prysznic i do mycia naczyń, bieliźnie, obuwiu, gąbkach, ręcznikach, materacach, zabawkach dla dzieci, zasłonach prysznicowych, tkaninach, wężach ogrodowych, ladach sklepowych, blatach kuchennych, deskach do krojenia, nożach, stosowany w laboratoriach, biurach, szpitalach, przedszkolach, jadłodajniach. Zasadniczo łatwiej powiedzieć, gdzie nie występuje, niż gdzie go można z pewnością znaleźć.

W większości przypadków zastosowanie Triklosanu jest niepotrzebnym nadużyciem, które nie dość, że powoduje na całym świecie powszechny wzrost oporności zarazków na jakiekolwiek, nawet najsilniejsze leki (w tym głównie antybiotyki), to jeszcze wywołuje różnorodne problemy zdrowotne u ludzi. Do tego należy dodać obserwację specjalistów ochrony zdrowia, iż mydło z triklosanem w dawkach mniejszych niż 0,3 proc. nie jest skuteczniejsze od zwykłego mydła, a oprócz tego używanie produktów przeciwbakteryjnych nie zmniejsza ryzyka pojawienia się symptomów jakiejkolwiek choroby zakaźnej.

Tak masowe stosowanie tej substancji oczywiście kończy się zanieczyszczeniem ekosystemów wodnych, a w następnej kolejności nas samych. Triklosan ma przede wszystkim negatywny wpływ na funkcjonowanie hormonu tarczycy.

Inna wykorzystywana antybakteryjnie substancja to srebro. Istnienie nanotechnologii pozwoliło rozdrobnić cząstki tego pierwiastka na mikroskopijne cząsteczki, aby swobodnie móc nim spryskać materiały powierzchniowe, ubrania, obudowy, np. lodówek, lub opakowania i pojemniki na żywność. Stworzono nawet pralkę z dodatkiem nanosrebra.

Problem polega jednak na tym, że nanosrebro jest 45 razy bardziej trujące niż zwykłe srebro. Niszczy pożyteczne bakterie w glebie i w oczyszczalniach ścieków. U ludzi ma negatywny wpływ na funkcjonowanie wątroby, komórek macierzystych i komórek mózgowych.

Chwastobójczo

Nawozy, herbicydy, pestycydy, insektycydy i tym podobne to jedna wielka tykająca bomba toksyczna. Owoce pozbawione robaków, lepsze plony, zdrowszy dom i bardziej mięsista wołowina to powody, dla których wiele osób skusiło się używać tych toksycznych substancji.

Niestety, na przykład rozmaite owady szybko uodporniają się na ich działanie, zmuszając tym samym do stosowania coraz większych i bardziej "zajadłych" dawek. Powodując wzrost zachorowalności wśród ludzi na raka, powodując upośledzenia neurologiczne i hormonalne, astmę, zahamowanie układu immunologicznego, zaburzenia płodności i uszkodzenia płodu, a nawet zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), chorobę Parkinsona lub autyzm. Przy bezpośrednim kontakcie z takim pestycydem odczuwamy mdłości, migreny, wymioty, trudności z oddychaniem i koordynacją ruchową.
Epoka plastiku

Bisfenol A jest wszechobecny i wszechpopularny. To substancja będąca składnikiem większości przedmiotów wykonanych z poliwęglanów lub żywic epoksydowych. Bisfenol A stosowany jest przez największych i najbardziej znanych producentów.

Znajduje się w płytach CD, DVD, w butelkach, urządzeniach kuchennych, szkłach do okularów, butelkach dla niemowląt, kaskach, sprzęcie medycznym, komputerach, telefonach komórkowych, reflektorach, sprzęcie sportowym, a także w samochodach, samolotach, puszkach do konserw i stu tysiącach innych miejsc. Powoduje wiele chorób i dolegliwości, od nowotworów począwszy, przez ADHD i cukrzycę, na niepłodności kończąc.

Tych substancji jest oczywiście dużo więcej. Wymienione tutaj to tylko przykłady. Z jednej strony, niby możemy się cieszyć, że na skutek zanieczyszczenia olejem i ściekami chemicznymi nie płoną dziś rzeki, jak jeszcze w 1969 roku w Cleveland w Ohio, z drugiej jednak strony - musimy sobie zdawać sprawę z powolnego zabijania samego siebie, najbliższych, sąsiadów i innych ludzi.

W dzisiejszych czasach dbałość o własne podwórko to zbyt mało. Zanieczyszczenia i masowe stosowanie substancji toksycznych w jednym rejonie świata nie pozostaje bez wpływu na resztę kontynentów - na to, co jemy, czym oddychamy i co pijemy.

Czy istnieją jeszcze rodziny, w których ktoś nie chorował na raka, cukrzycę lub niepłodność? Prawie nie. Zatem każdy nasz codzienny wybór konsumencki, pracowniczy, rodzicielski czy jakikolwiek inny ma znaczenie.

Zacznijmy się interesować tym, z czego są wykonane przedmioty, produkty, które sprzedajemy, sprowadzamy, wytwarzamy i kupujemy, jak powstają, wymuszajmy na innych "zdrowe" rozwiązania, bądźmy odpowiedzialni wobec naszych dzieci.

Zadbajmy o możliwie najmniej toksyczne otoczenie w naszej firmie . Zaufajmy własnym instynktom, obserwujmy przyrodę. Dla naszych przodków obserwacja wyginięcia lub emigracji danego gatunku zwierząt była ważną i czytelną informacją. Przyszli archeolodzy, niestety, ustalając nazwy różnych epok, zamiast posługiwać się liczeniem słojów drzew czy warstw skał osadowych, będą używać nazw toksyn, królujących w danych okresach XX i XXI wieku...
Olga Dyżakowska
W artykule korzystałam z książki "Mordercza gumowa kaczka" Ricka Smith'a i Bruce'a Lourie'a http://m.interia.pl/fakty/news,nId,896044






Dobra wiadomość dla dzieci kp z cc:
"Dzieci urodzone drogą cc siłą rzeczy pozbawione są bakterii kolonizujących kanał rodny mamy i wtedy kontakt (SDS) skóra do skóry jest szczególnie pożądany. Szybki kontakt SDS i wyłączne karmienie piersią wpływają pozytywnie na występowanie, różnorodność i stałość mikrobiomu jelit dzieci urodzonych drogą cc.
W rok po porodzie zacierają się różnice w mikrobiomie dzieci urodzonych drogą cc i drogami natury – ale pod warunkiem wyłącznego karmienia piersią (CHILD study)."
"Early breastfeeding can influence microbiota composition later in infancy, even post weaning.[28] As others have reported,[38, 41] the gut microbiota of breastfed infants at 3 months in our study was characterised by reduced species richness and diversity, enrichment of bifidobacteria, and lower abundance of Bacteroidetes and Clostridiales compared with non-breastfed infants. Similar to infants in other European countries,[28, 38, 42] the post-weaning microbiota of these early breastfed infants continued to have increased levels of bifidobacteria, and reduced levels of Bacteroidetes. Interestingly, early breastfeeding predicted higher microbiota diversity at 1 year of age; this association was dose-dependent according to the duration and exclusivity of breastfeeding, and was independent of birth mode. Finally, our findings provide new evidence that breastfeeding can modify IAP-induced microbiota changes. Among infants who were not exclusively breastfed for at least 3 months, IAP for emergency CS was associated with a persistent reduction in Bacteroidaceae and elevation in Clostridiales abundance at 1 year; however, no such differences were detected among breastfed infants. Thus, our results demonstrate the benefit of continued breastfeeding after emergency CS in promoting a post-weaning gut microbiota profile comparable to vaginally born infants without IAP exposure. Variation in breastfeeding modification effects across IAP groups could be related to differences in milk microbiota composition, which have been reported to differ by mode of delivery."
MB Azad et al. Impact of maternal intrapartum antibiotics, method of birth and breastfeeding on gut microbiota during the first year of life: a prospective cohort study, BJOG. 2015 Sep 28 http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/1471-0528.13601/full






"Naukowcy i lekarze już od dawna ostrzegają, że w zamiłowaniu do czystości posunęliśmy się za daleko. Pozbawiamy dzieci kontaktu ze zwierzętami, nie pozwalamy im bawić się z lekko zakatarzonymi rówieśnikami, a zabawki, smoczek i ręce nieustannie czyścimy płynem dezynfekującym. To sprawia, że maluchy nie mają okazji stykać się z różnymi mikrobami, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju ich układu odpornościowego. Bez takiego kontaktu nie nauczy się on rozpoznawać, kto wróg, a kto przyjaciel. W efekcie za niebezpieczne może uznać zupełnie nieszkodliwe pyłki traw czy kurz."
"Znudzony nieróbstwem układ odpornościowy reaguje nawet na komórki własnego organizmu. Zaczyna je niszczyć, co prowadzi do chorób zwanych autoimmunologicznymi, których nasi przodkowie nie znali w ogóle, a które dziś w krajach rozwiniętych występują coraz częściej. Należy do nich m.in. nieswoiste zapalenie jelit, stwardnienie rozsiane, a także budząca coraz większy niepokój cukrzyca typu 1"
"Aby zaradzić tej epidemii, dr Mikael Knip, pediatra ze szpitala dziecięcego w Helsinkach, od kilku lat bada i analizuje styl życia 2 tys. dzieci mieszkających w Finlandii i Karelii, regionie należącym niegdyś do Finlandii, a dziś do Rosji. Uczony wybrał te dwa miejsca, bo charakteryzują się one niezwykłym zróżnicowaniem poziomu higieny i zapadalności na cukrzycę typu 1. Dzieci chorych na cukrzycę w Karelii jest aż sześć razy mniej niż w Finlandii. W żadnym innym regionie świata nie ma takich kontrastów. A jednocześnie mieszkańcy tych obszarów są niezwykle podobni do siebie pod względem genetycznym. Zgodnie z hipotezą higieniczną dzieci z Karelii rzadziej chorują na cukrzycę typu 1, bo dorastają w zdecydowanie mniej higienicznych warunkach niż fińskie. Z ankiet, które przeprowadził zespół dr. Knipa, wynika, że częściej bawią się na dworze i mają nieustanny kontakt ze zwierzętami. Analiza próbek krwi i kurzu znajdującego się pod łóżkami badanych wykazała z kolei, że karelskie dzieci częściej stykają się z takimi chorobotwórczymi mikrobami jak wirus zapalenia wątroby typu A, bakteria Helicobacter pylori żyjąca w przewodzie pokarmowym czy pierwotniak Toxoplasma gondii. Jednak na wywoływane przez nie schorzenia wcale nie zapadają częściej, niż wynosi średnia europejska."
"Hipotezą higieniczną naukowcy próbują też tłumaczyć epidemię nowotworów, z jaką dziś borykają się kraje rozwinięte. Choroby te mogą się rozwijać jako efekt źle działającego systemu immunologicznego. W sprawnym organizmie komórka raka powinna zostać uznana za niebezpieczną i zniszczona. Jeśli jednak układ odpornościowy nie zauważy zagrożenia i pozwoli, by z jednej nieprawidłowo zmutowanej komórki powstawały kolejne, rozwinie się nowotwór."
"Osoby zatrudnione na farmie nie miały bowiem problemów ze zdrowiem, a raka płuc zdiagnozowano u nich pięć razy rzadziej, niż wynosi średnia dla całej populacji, wykazał Giuseppe Mastrangelo z uniwersytetu w Padwie. Nawet papierosy dla pracowników farm okazały się nie tak zabójcze jak dla innych ludzi. – Im więcej krów, tym większa ochrona przed rakiem – żartobliwie podsumowuje swoje badania Mastrangelo.
Jak to możliwe? Szczegółowe badania wykazały, że osoby zatrudnione na farmach mleczarskich były narażone na kontakt z toksynami, które są wytwarzane przez bakterie. Związki te zapewne trzymały ich układ odpornościowy w pełnej gotowości, dzięki czemu organizm aktywnie i skutecznie niszczył zmutowane komórki, z których mógł rozwinąć się rak płuc."
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/pochwala-brudu/tkbdkk



"Zarazki" pokonują szczepionki w ich własnej grze?
Przełomowe nowe badanie wykazało, że probiotyczne "zarazki" mogą stanowić alternatywę dla szczepionek p. malarii - co stawia pod znakiem zapytania podstawowe założenia wakcynologii. Badanie opublikowane w czasopiśmie Cell pt. "Mikroflora jelit wywołuje ochronną odpowiedz immunologiczną przeciwko transmisji malarii" wykazało, że ludzkie bakterie jelitowe Escherichia coli 086: B7, które były uważane za mikroby o zjadliwym potencjale w ciele nosiciela, mogą być pomocne w odpieraniu zakażeń malarią.
Od ponad pół wieku starano się opracować tradycyjną szczepionkę przeciwko malarii i mimo stałych nakładów finansowych, nie udało się tego osiągnąć. Podobnie z innymi szczepionkami, na przykład przeciwko HIV, które okazywały się notoryczną porażką, nawet zwiększając śmiertelność w niedawnym badaniu klinicznym. Oprócz tego mamy te wszystkie szczepionki dla większości łagodnych zakażeń wieku dziecięcego, np. przeciwko ospie wietrznej, odrze, śwince, etc., które obecnie muszą być przyjmowane w coraz to liczniejszych dawkach przypominających, ponieważ wytwarzają bardzo krótką "odporność" [czyli samą obecność przeciwciał], jeśli taka w ogóle istnieje...
Biorąc pod uwagę rosnący trend niepowodzeń szczepień wśród populacji w pełni wyszczepionych przeciwko takim chorobom, jak: ospa wietrzna, półpasiec, odra, świnka, krztusiec (koklusz), grypa, HPV (Gardasil), wirusowe zapalenie wątroby typu B - to problem może NIE leżeć w zjadliwości lub oporności danego patogenu - czy to Eboli, czy malarii - raczej problem może leżeć w podstawowych założeniach samej Wakcynologii, w tym teorii zarazków, co zostało zatarte poprzez nasze odkrycie mikrobiomu, a nawet wirusowemu charakterowi kluczowych elementów naszego własnego genomu.
Innymi słowy, szczepionki nie mogą i nie zastąpią tego typu odporności wytwarzanej przez naturalne procesy, oraz zaskakująco, niektóre "zarazki" są wręcz potrzebne, aby odeprzeć zakażenia!
http://www.greenmedinfo.com/blog/germs-beat-vaccines-their-own-game-anti-malarial-probiotics-show-promise








Pasożyty


"ponieważ pasożyty pobudzają odporność komórkową, to paradoksalnie mogą uczynić z nas osoby bardziej odporne na inne infekcje.
Tak zresztą było w dawnych czasach, gdy ludzie powszechnie "łapali" pasożyty - dawało to ochronę przed alergią, astmą czy atopowym zapaleniem skóry.
Lekarze na całym świecie tłumaczą powszechny wzrost alergii czy chorób autoimmunologicznych wzrostem m.in. poziomu higieny. Nasz organizm nie ma już z kim walczyć, więc wymyśla sobie wroga, np. białko mleka krowiego czy pyłki roślin. Są eksperymentalne terapie dla najbardziej cierpiących pacjentów polegające na podawaniu białek pasożytniczych. I to czasem rzeczywiście pomaga."
http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,18132695,Walka_z_robakami__Pasozytow_nie_wykrywa_sie_na_oko.html

Pasożyty - NASZE BOGATE ŻYCIE WEWNĘTRZNE

    Używa się często terminu „flora jelitowa”. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś, co się pod tym terminem kryje? A kryją się sprawy fascynujące. Jest to cały bogaty świat z walką o władzę, terytoria, przetrwanie, z wojną chemiczną i produkcją środków zagłady. Jest tam również zgodne współżycie z poszanowaniem praw innych współmieszkańców. I dopóki to zgodne współżycie przeważa, wszystko jest w porządku, bo wynika z tego współpraca z organizmem gospodarza, czyli człowieka. Jednak, gdy flora jelitowa zmienia skład i zaczyna działać na naszą niekorzyść, skutki mogą być opłakane. A niestety, trzeba przyznać, że czynimy sporo, aby prawidłowe stosunki zakłócić.
    O roli flory jelitowej wiemy już bardzo dużo i badacze zgadzają się co do tego, że jest to rola zdumiewająco wszechstronna i bardzo ważna dla prawidłowego rozwoju i funkcjonowania organizmu człowieka.
    Jelita ludzkie są siedliskiem wielu gatunków drobnoustrojów. Można je bardzo umownie podzielić na dwie grupy: niezbędne dla zdrowia gospodarza oraz, w zasadzie nieszkodliwe, spełniające nawet pożyteczne funkcje, ale nie koniecznie potrzebne.
    W grupie bakterii przyjaznych bardzo ważną rolę spełniają między innymi u dorosłych Lactobacillus Acidophilus, a  u niemowląt Bifidobacterium Infantis. Są one istotnym czynnikiem w syntezie witamin z kompleksu B, w przeróbce węglowodanów (między innymi produkują laktazę) oraz białek i tłuszczów. Obniżają poziom cholesterolu (poprzez udział substancji wydzielanych przez komórki przyjaznych bakterii w jego przemianach), co z kolei wpływa na utrzymanie prawidłowego poziomu hormonów płciowych. Nie jest wykluczone, że zaburzenia tego toru metabolicznego mają też związek z powstawaniem osteoporozy z uwagi na udział hormonów płciowych w procesie prawidłowego odkładania wapnia.
    Do bardzo ważnych zadań spełnianych przez przyjazne bakterie jelitowe należy odtruwanie wątroby poprzez neutralizowanie szkodliwych substancji w jelitach. Chroni to wątrobę i cały organizm przed przedostawaniem się ich do krwioobiegu. Wątroba to nasza główna „stacja oczyszczania”, a niestety coraz więcej osób narzeka na jej niesprawne działanie. Stąd już tylko krok do „humorów wątrobowych” i ogólnie złego samopoczucia. I kto by pomyślał, że pogodne usposobienie może mieć źródło w jelitach?
    Niesłychanie ciekawe i budzące wielkie nadzieje są prace nad wpływem dobroczynnych szczepów bakterii na nowotwory. Okazuje się, że nasza przyjazna flora jelitowa ma zdolność neutralizowania czynników przedrakotwórczych, zanim zdążą się one przekształcić w rakotwórcze. Już samo to wystarczy, aby o nią dbać. Ale to nie wszystko. Prace prowadzone przez dra Bogdanowa w Bułgarii oraz prace innych uczonych dowodzą niszczącego wpływu na komórki nowotworowe substancji, wydzielanych przez komórki dobroczynnych szczepów. Trzeba przy tym podkreślić, że komórki zdrowe nie ulegają zniszczeniu. Prowadzono szeroko zakrojone prace na zwierzętach, a w latach sześćdziesiątych również i na beznadziejnych przypadkach u ludzi. Wyniki były bardzo obiecujące. Na razie są to jednak tylko badania.
    Prawidłowa flora jelitowa pomaga w szybkim usuwaniu z organizmu promieniotwórczego strontu, a przez to w zwalczaniu skutków napromieniowania. Interesujące doświadczenie przeprowadził dr Shahani. Napromieniowaną grupę myszy podzielono na dwie części. Połowę kontrolną żywiono normalnie. Połowa doświadczalna dostawała dodatkowo mleko z Acidophilusem. Grupa kontrolna urodziła duży procent zdeformowanych mysząt. W grupie doświadczalnej (otrzymującej Acidophilusa) myszęta rodziły się zdrowe.
    Pozytywna rola prawidłowej flory jelitowej w zwalczaniu zatruć pokarmowych jest oczywista. Należy też podkreślić jej właściwości przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze, a o jej roli w zakażeniach drożdżami będzie mowa dalej. Bakterie z rodziny Acidophilus i pokrewne im, utrzymują kwasowy odczyn w jelitach, nie dopuszczając w ten sposób do nadmiernego rozwoju bakterii niepożądanych, a Bifidobacterium Infantis wspomaga też przyrost wagi u niemowląt. Należy wspomnieć, że ilość tych dobroczynnych drobnoustrojów w przewodzie pokarmowym niemowląt karmionych piersią znacznie przewyższa ich ilość w przewodzie pokarmowym niemowląt karmionych sztucznie. Bez względu na to jak „idealne” są stosowane mieszanki.
    U dorosłych głównym składnikiem flory jelitowej jest Lactobacillus Acidophilus i inne gatunki Acidophilusa. Jest ich bardzo wiele i umownie będziemy je nazywać po prostu Acidophilus nie wdając się w dokładne różnicowanie gatunków i szczepów.
    Oprócz Acidophilusa działa w naszych jelitach wiele innych bakterii. Zachowanie ich można przyrównać do zachowania ludzi. Niby to wielcy przyjaciele, a niech tylko coś się zmieni – odwracają się do nas, a nawet zaczynają działać na naszą szkodę. Nieraz tak się dzieje z saprofitami. W normalnych warunkach są to organizmy zupełnie nieszkodliwe, ale niech tylko jakiś czynnik hamujący ich rozwój ulegnie zachwianiu – już mamy paskudną infekcję.
    Obecnie jednak należy przypuszczać, że prawdziwą plagą XXI wieku będą wcale nie bakterie, ale drożdże i grzyby. Taką bardzo niebezpieczną drożdżycą jest Candidosa. Wywołuje ją Candida Albicans (Monilia Albicans), będąca jednym z saprofitycznych składników flory jelitowej człowieka. Tak jak wszelkie drożdże, Candida zwykle rozmnaża się przez pączkowanie, ale w pewnych warunkach wytwarza coś w rodzaju grzybni – długie nici, zdolne do przenikania przez ściany tkanek i narządów. Trzeba tu dodać, że znamy już ponad 80 gatunków Candidy, i że różne gatunki „preferują” różne narządy.
    Brzmi to bardzo dziwnie i katastroficznie. Wszyscy znamy drożdże z codziennego życia, wiemy jak są pomocne w gospodarstwie domowym, w przetwórstwie spożywczym, a ostatnio wiele osób chwali sobie przyjmowanie tabletek drożdżowych, będących doskonałym źródłem witamin i składników mineralnych. Z tymi pozytywnymi ocenami Candida nie ma nic wspólnego. Sięgając do porównań ze świata zwierzęcego – Candida to drożdże tygrysy! Podstępne, inteligentne i skrycie działające, niesłychanie groźne i niebezpieczne. Na dodatek umiejące się wspaniale maskować.
    Co nasza nowa znajoma może zaatakować w ludzkim ustroju? Praktycznie wszystko. Ponieważ działa nie tylko miejscowo, ale i ogólnie (poprzez toksyny), może spowodować nawet dolegliwości układu nerwowego i zaburzenia psychiczne. W krajach rozwiniętych liczbę osób cierpiących na schorzenia spowodowane przez Candidę ocenia się na 30% populacji. Nie jest to mało. Ulubionym jej miejscem rozwoju są błony śluzowe pochwy, jamy ustnej, pęcherza moczowego i oczywiście jelit, ale poprzez swe długie nici Candida może opanować niemal każdy organ. Znane są w literaturze medycznej przypadki śmiertelnej grzybicy lub drożdżycy płuc.
    Często pierwszym sygnałem patologicznego rozrostu Candidy jest długotrwała uporczywa biegunka po doustnej kuracji antybiotykami.
    Kiedy czyta się wymienione prze dr dr Throwbridge, Truss, Lorenzani (i innych) schorzenia spowodowane przez Candidę włos się jeży na głowie! Mamy tu ze strony przewodu pokarmowego: niestrawność, gazy, mdłości, wzdęcia, bóle brzucha, biegunki lub odwrotnie – zaparcia, obłożony na biało język, świąd odbytu, złe wchłanianie składników pokarmowych. Wszystkie możliwe alergie z nietolerancją substancji chemicznych i dymu tytoniowego włącznie. Z chorób kobiecych: zapalenie i świąd pochwy, zakłócenia miesiączkowania, PMS, bezpłodność. Poza tym zawroty i bóle głowy, sztywność stawów, reumatyzm, problemy seksualne, zmniejszenie a nawet zanik popędu płciowego, zmęczenie, ospałość, kruche i zabarwione na brązowo paznokcie, uporczywy trądzik, wypryski na skórze, zaburzenia widzenia (zamazane widzenie), chronicznie zły humor, autyzm (!), minimalne uszkodzenie mózgu, nadpobudliwość, niepokój, depresję i inne zaburzenia umysłowe, choroby psychiczne, astmę i inne schorzenia układu oddechowego – oraz wiele innych. Co więcej, następstwem uszkodzenia przez toksyny Candidy mogą być i takie choroby jak stwardnienie rozsiane, reumatyczne zapalenia stawów, myastenia gravis, schizofrenia a nawet śmierć wskutek rozsianego zakażenia Candida Albicans. Uszkodzenie układu odpornościowego otwiera też wrota takim zakażeniom jak AIDS. Ale też i odwrotnie – AIDS ułatwia Candidzie opanowanie nieodpornego organizmu. Prawdopodobnie najniebezpieczniejszą cechą Candidy jest właśnie niszczące działanie jej toksyn na układ immunologiczny. Rozwijające się w nieodpornym organizmie choroby maskują obecność Candidy, a nieskuteczne leczenie wspomaga jej dalszą inwazję.
    Mówiliśmy już, że Candida działa podstępnie. To prawda. Badania kliniczne i laboratoryjne u chorych na Candidozę nie odbiegają zwykle od normy. Tymczasem pacjent jest chory – często bardzo chory. Zdarza się, że właściwą diagnozę stawia dopiero anatomopatolog (lekarz wykonujący sekcje).
    Życie osób z Candidozą nie jest godne zazdrości. Objawy często naśladują jakąś znaną chorobę – tylko leczenie jej nie przynosi żadnej poprawy lub tylko chwilową. Pół biedy, jeśli objawy są widoczne, bo wtedy nie można pacjentowi powiedzieć, że to tylko hipochondria. Ale ile osób jest traktowanych jak chorzy z urojenia lub, jak w USA, wysyłanych do psychiatry, który też nie jest w stanie pomóc. Takich „trudnych” pacjentów miewają lekarze wszystkich specjalności. Nie można oczywiście powiedzieć, że każdy trudny do wyjaśnienia przypadek to sprawka Candidy, ale pewien ich odsetek ma na pewno taką przyczynę.
    Inwazja Candidy przybiera czasem zupełnie nieprawdopodobne formy. W literaturze medycznej znany jest przypadek Charlesa Swaart`a. Biedny Charlie był niemal bezustannie pijany. Problem polegał na tym, że Charlie nigdy nie pił alkoholu. Ale kto miał w to uwierzyć, kiedy poziom alkoholu we krwi delikwenta przekraczał grubo dozwolone granice, oddech był przesycony jego zapachem, a o zachowaniu – lepiej nie mówić. Niedola nieszczęsnego człowieka trwała długie lata. Kolejne wymówienia z pracy, sprawy za prowadzenie wozu po pijanemu, wstyd przed sąsiadami, gdy padał nieprzytomny przed drzwiami domu nie mogąc trafić kluczem do zamka. Obserwacje w szpitalach nie dawały odpowiedzi. Stwierdzano: pacjent na pewno pije, ale robi to tak sprytnie, że nie można go przyłapać. Po wielu latach przyszło jednak wybawienie. Z Japonii. Tam przed jakimś czasem zdarzył się podobny przypadek. Powód? Rozrost Candidy w żołądku. Wiadomo, że drożdże fermentują węglowodany. Wiadomo, że z fermentacji powstaje alkohol. Dieta powszechna w USA to dieta obfitująca w rafinowane węglowodany, stanowiące doskonałą pożywkę dla drożdży. Wprawdzie Charlie Swaart miał jeszcze wiele problemów, między innymi ze sprowadzeniem leków, ale w końcu jego niezwykła historia zakończyła się happy endem. Inaczej nie trafiłby do literatury medycznej no i do końca życia niezasłużenie uważany byłby za wstrętnego alkoholika.
    Dlaczego Candida (na szczęście dla nas) atakuje tylko niektóre osoby? Jakie są przyczyny jej inwazji?
    Zwykle momentem wyzwalającym gwałtowny wzrost Candidy jest dłuższa kuracja antybiotykami. W trakcie takiej kuracji kolonie Acipdophilusa, znajdujące się w jelitach, ulegają zniszczeniu i powstaje pole dla nieograniczonego rozrostu Candidy. Jednak przyczyn jest więcej. Są one tylko mniej zauważalne, ponieważ mowa tu o czynnikach działających dłużej i wolniej.
    Jedną z tych przyczyn i to bardzo ważną jest odżywianie.
    Powszechny w tzw. krajach cywilizowanych model odżywiania powoduje kompleksowe niedożywienie.  Nie jest to niedożywienie, jakie znamy z reportaży telewizyjnych przedstawiających głodującą ludność krajów Trzeciego Świata. Tam występuje głód. Niedobór białka i kalorii, co nieuchronnie prowadzi do krańcowego wyniszczenia i śmierci. Zupełnie inny model niedożywienia jest powszechny w zamożnej części świata. Tutaj mamy do czynienia z groźnym w następstwach zachwianiem stosunków składników odżywczych. Z nadmiarem białka i kalorii, a niedoborem witamin i pierwiastków mineralnych. Skutki takiej sytuacji nie dają o sobie znać natychmiast. Ale czas działa na naszą niekorzyść, a zmiany następują w podstawowym dla zdrowia układzie immunologicznym, czyli odpornościowym. Jest to nie dońca jeszcze poznany skomplikowany i rozbudowany układ czynników chemicznych i wielu rodzajów komórek. Substancje chemiczne spełniają m.in. funkcje sterowania, nadawania i przenoszenia sygnałów i rozkazów. Komórki spełniają różnorodne zadania. Nie będziemy się tu zagłębiać w tajniki budowy i zadań naszego systemu immunologicznego. Napisano na ten temat wiele prac. Chciałam tylko podkreślić, że jest to układ stojący na straży naszego zdrowia i jego sprawne działanie jest dla nas rzeczą podstawową. Tymczasem znane są już dziś choroby tzw. autoimmunologiczne, które powstają, gdy zdolność rozpoznawania obcych substancji zawiedzie i komórki układu immunologicznego zaczynają niszczyć komórki własnego ustroju.
     Wiadomo, że każdy materialny układ zużywa się i że trzeba zużyte części zastępować. I w ludzkim organizmie wszystkie te składniki biorą się z czegoś. Dostarcza ich żywność. Tymczasem niedożywienie jest coraz powszechniejsze. Widomym tego dowodem na ulicach zachodnich miast są monstrualnie otyłe, i mimo używania reklamowanych środków przeciwtrądzikowych, obsypane krostami nastolatki. Ale proszę spojrzeć na to co jedzą. Wszystkie możliwe gotowe produkty spożywcze z chipsami i hamburgerami na czele. Owoce, warzywa – a kto by tym sobie zawracał głowę! Może brudne? A tu mamy puszkę sterylnie czystej coli! Bo w związku z osłabieniem układu odpornościowego Zachód jest opanowany lękiem przed bakteriami. Bardzo pochwalam czystość. Ale ten histeryczny lęk przed zakażeniem jest naprawdę zjawiskiem patologicznym. Nie wszystkie bakterie są szkodliwe. Wiemy już, że są i takie bez których nasze życie nie jest możliwe. Tymczasem niszczy się wszystko co na drodze i pogarsza i tak już złą sytuację.
    Mówiliśmy już poprzednio, że często powodem nagłego rozrostu Candidy jest kuracja antybiotykami. Niestety, antybiotyków nadużywa się. Często, w celu skuteczniejszego działania, podaje się preparaty o szerokim zakresie działania. Mówiąc obrazowo – zamiast dobrze wymierzyć w określony cel, pokrywa się ogniem artyleryjskim całą okolicę, niszcząc wszystko co żyje. No i mamy skutki. Wygaszona infekcja, ale i zniszczona flora jelitowa. A tę florę wcale niełatwo odbudować. I tak jedna, druga, trzecia kuracja antybiotykami – a infekcje w organizmie o zmniejszonej odporności nie dają na siebie czekać – i w naszych jelitach zaczynają się dziać rzeczy niebezpieczne. Oczywiście niebezpieczne dla nas i dla przyjaznych nam bakterii. Natomiast dla Candidy są to warunki wprost wymarzone.
    Dalsze przyczyny osłabienia układu odpornościowego, a rozrostu Candidy to stres, nagłe zmiany warunków, np. klimatu, trybu życia itp.
    Do czynników ułatwiających rozrost Candidy należą też: stosowanie pigułki antykoncepcyjnej (zakłócenie czynności układu hormonalnego), leki z grupy sterydów, przeciwnowotworowe, antyalergiczne, antyreumatyczne, zaburzenia czynności nadnerczy i innych ogniw układu hormonalnego, infekcje bakteryjne, wielokrotne ciąże, cukrzyca, alkohol, papierosy, wszelkie cywilizacyjne zanieczyszczenia środowiska. Bo jak pisze dr Trowbridge: drożdżyca wyrasta z nowoczesnej  technologii. Natomiast u niemowląt niebezpieczeństwo stanowi sztuczne karmienie. Jedynie pokarm matki chroni je przed rozrostem Candidy.
    Kiedy należy brać pod uwagę możliwość candidozy? Zacznijmy od dzieci. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście wielokrotne kuracje antybiotykami, po których dziecko nie może dojść do siebie, a infekcja uporczywie powraca. Dotyczy to zwłaszcza nawracających infekcji górnych dróg oddechowych, ale może to być też astma i inne alergie, infekcja układu pokarmowego lub moczowego, moczenie nocne, trudności w uczeniu się, zaburzenia zachowania, zmienność nastroju, płaczliwość, agresywność.
    U dorosłych do tej listy dochodzą: nie poddające się leczeniu zapalenia jajników, jajowodów, pochwy (z charakterystyczną serowatą wydzieliną), zapalenie prostaty, problemy seksualne, jak zmniejszenie lub zanik libido bez konkretnej przyczyny. Schorzenia psychiczne, reumatyczne, i niestety, wiele innych. Mówiliśmy już, że Candida może zaatakować niemal każdy organ.
    Oczywiście powodów złego samopoczucia, może być wiele, ale jeśli odwiedzamy coraz to innych lekarzy i żaden nie jest w stanie nam pomóc, jeśli nie można znaleźć nic konkretnego, a czujemy się chorzy, jeśli kolejne kuracje nie przynoszą wyraźnego skutku, to Candida jest sprawą, którą warto brać pod uwagę.
    Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. W przypadku Candidy nie jest to wcale takie trudne. Wystarczy rozsądny, naturalny sposób odżywiania się, aby utrzymać zdrową florę jelitowa, a to jest gwarancją utrzymania Candidy w ryzach. Jeśli wyeliminujemy z diety węglowodany rafinowane i inne szkodliwe czynniki, to nie musimy się obawiać inwazji drożdży, jeśli zdarzy się nam (nie za długa!) kuracja antybiotykami.
A jeśli Candida już jest powodem złego stanu naszego zdrowia, to też nie należy opuszczać rąk. Wprawdzie dieta będzie tu dosyć ścisła, ale przy odrobinie dyscypliny da się ją zaakceptować. Poza tym to przecież tylko na pewien okres.
    Dieta zwalczająca Candidę, podana przez Trowbridge`a, dzieli się na cztery etapy. Podaję ją w wersji nieco zmodyfikowanej, uwzględniającej polskie warunki.
   
      Etap I jest okresem dużych ograniczeń i nie powinien trwać dłużej niż 3-4 tygodnie. Bardzo poważnym ograniczeniem jest tu eliminacja wszystkich owoców, oprócz pomidorów, ogórków, bakłażanów i słodkiej papryki, które choć są owocami, traktuje się jak warzywa. Bakłażany i paprykę przesunęłabym do drugiego etapu, bo są to produkty bardzo ekspansywne.

    CO WIĘC MOŻNA JEŚĆ W I ETAPIE? Wszystkie gatunki mięsa i ryb, ale w postaci świeżych produktów przyrządzonych w domu. Można jeść jajka. No i całe bogactwo warzyw. Botwina – nie buraki, cebula, wszystkie gatunki dyni, czyli kabaczki, patisony, cukinie, fasolka szparagowa, wszystkie gatunki kapusty z wyjątkiem brukselki, marchew, ogórki, pietruszka, pory, rzodkiew, różne gatunki zielonej sałaty, seler, szparagi, szpinak. Kiełki lucerny czyli alfa-alfa. Zakazane zaś są na tym etapie takie przysmaki jak ziemniaki, kawa, czarna herbata i cukier. Można natomiast pić herbatę ziołową i zieloną. Ważnym składnikiem tej diety jest mleko zsiadłe, a jeszcze lepiej „żywy” jogurt, czyli z żywymi bakteriami. Mleko słodkie jest absolutnie zabronione. I od razu na tym etapie trzeba wprowadzić do jadłospisu czosnek i oliwę z oliwek, gdyż są to dwie rzeczy, których Candida nie znosi.

    W II ETAPIE dochodzą: brukselka, bakłażany, różne gatunki grochu (ale nie fasoli), salsefia i ziemniaki. Poza tym awokado, a z typowych owoców wszelkie gatunki melonów i arbuzów. Kiełki można już wzbogacić o pszenicę. Dochodzi też kukurydza (ale nie z puszek), ryż – najlepiej ciemny, olej słonecznikowy i kukurydziany. Można zacząć używać przypraw, dozwolony jest pyłek pszczeli, a z produktów zwierzęcych sery: edamski, gouda, ricotta, sery śmietankowe.

    ETAP III rozszerza listę o buraki, różne fasole, soczewicę, ziarna: jak grykę, jęczmień, proso, pszenicę (kasze i mąkę z pełnego przemiału). Orzechy: migdały, orzeszki bukowe (trzeba zacząć robić konkurencję dzikom!), kasztany, orzechy laskowe, peanuts. Z owoców można już jeść: agrest, ananasy, brzoskwinie, czarne jagody, cytryny, jabłka, limony, owoce dzikiej róży, truskawki, żurawiny. Z serów: twaróg, cheddar, parmezan, mozzarella. No i wreszcie można się napić kawy – ale jeszcze gorzkiej.

    ETAP IV rozszerza dietę dalej. Z owoców dochodzą: banany, czereśnie, daktyle, figi, grapefruity, gruszki, jeżyny, kiwi, maliny, mango, morele, nektarynki, orzechy kokosowe, pomarańcze, porzeczki, rodzynki, śliwki, winogrona, wiśnie. Wzbogacają nasz jadłospis zakazane dotąd grzyby. Z orzechów można już dodać kashew, cola, pecan, pistację, orzechy włoskie. No i nareszcie coś dla łakomczuchów: cukier i miód! A nawet drożdże piekarskie i piwne, czekolada i kakao, no i marynaty. Można sobie nawet pozwolić na odrobinę sera z fermentacji bakteryjnej lub pleśniowej jak: brie, blue-blue, brick, camembert, ementaler, gorgonzola, gruyere, limburger, muenster, port la salut, rocquefort, stilton, swiss itp.

Po zakończeniu IV etapu można już jeść właściwie wszystko, ale w granicach diety naturalnej. Nie istnieją dla nas konserwy, produkty przetwarzane, barwione, utrwalane, o przedłużonej trwałości, sztuczne itp. To można jeść bardzo rzadki, w wyjątkowych okazjach. Trzeba też pamiętać, aby produkty z etapu III, a zwłaszcza IV, stanowiły mały procent jadłospisu i aby nie powtarzały się co dzień.
    Z uzupełnień pokarmowych zalecany jest dobry, wszechstronny preparat witaminowo – mineralny, zawierający koniecznie dużą dawkę witaminy C z bioflawonoidami, kompleks witamin B oraz pierwiastków mineralnych Ca, Fe, Mg, Se, Zn. Nie może to być preparat do którego produkcji używano drożdży. Preparaty wolne od drożdży mają specjalne oznaczenia. Według niektórych źródeł bardzo skuteczny w zwalczaniu Candidy jest propolis."
http://www.pasozyty.net/art4.html



Pasożyty mogą być korzystne?

O tym, że nasze jelita potrzebują obecności niektórych gatunków bakterii, byśmy mogli zachować zdrowie, wie już chyba każdy. Bez nich szwankuje nie tylko nasze trawienie, ale także system odpornościowy. Dlatego też mleczne produkty probiotyczne, zawierające przyjazne szczepy żywych bakterii są coraz popularniejsze. Jednak myśl, że podobnie należy myśleć o pasożytach wywołuje co najmniej lekki szok i obrzydzenie. Ale coraz więcej naukowców podziela zdanie, że pasożyty są nam potrzebne.
Tak właśnie uważają profesorowie Uniwersytetu Manchesteru, Richard Grencis i Ian Roberts, zajmujący się tym zagadnieniem. Zauważają, że bakterie towarzyszyły nam przez całą ewolucję, wpływały na nią i są współtwórcami ekosystemu, jakim są nasze jelita. To samo, jak podkreślają, dotyczy pasożytów.
Jak mówi prof. Grencis, jeśli porówna się masowe występowanie - czasowe i terytorialne - infekcji pasożytniczych i chorób systemu odpornościowego, takich jak alergie, można zauważyć, że te zjawiska prawie na siebie nie zachodzą. Tam, gdzie dążenie do czystości i sterylności wymiotło pasożyty, mamy narastające problemy z nadaktywnym systemem odpornościowym i chorobami autoimmunologicznymi. W krajach rozwijających się, gdzie pasożyty są powszechne, dolegliwości alergiczne są bardzo rzadkie.
Nie oznacza to oczywiście, że należy zaraz rozmysłem zarazić się pasożytami. Ale nie ma już wątpliwości, że wytwarzają one jakieś substancje, które są istotne dla regulacji naszej immunologii. Podczas ewolucji, w której towarzyszyły nam różne organizmy, wytworzyła się pewna równowaga korzystna dla wszystkich.
http://kopalniawiedzy.pl/wlosoglowka-glista-ludzka-pasozyty-imunologia-system-odpornosciowy-alergia-Richard-Grencis-Ian-Roberts-University-of-Manchester,10615


Naukowcy podejrzewali, że jest to skutkiem wzrostu produkcji hamująco-regulujących komórek T. Jednak nie aż do teraz nie było na to dowodów. "Właśnie na takie wyniki czekaliśmy", oznajmił Thomas Wynn, parazytolog z Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w Waszyngtonie.

Maizels i jego zespół odnaleźli powiązanie, badając myszy zarażone Heligmosomoides polygyrus, pięciomilimetrowym robakiem, który żyje w trzewiach. Owija się on wokół drobnych kosmków, przez które jelito wchłania pokarm. U myszek noszących w sobie pasożyta zaobserwowano podwyższoną ilość limfocytów T. Następnie przekazano tą nadprodukcję zdrowym zwierzątkom. Komórki dotarły do płuc i chroniły je przed astmatyczną reakcją na drobiny kurzu.

Dzięki temu odkryciu być może uda się stworzyć substancje naśladujące ochronne działanie pasożytów. "Oczywiste jest, że wytwarzają one jakiś związek lub związki chemiczne, które mogą być bardzo cenne w zastosowaniach leczniczych", uważa Maizels.

Wyniki ujawniają też subtelną kontrolę, jaką pasożyty sprawują nad swoim żywicielami.
Maizels twierdzi, że wykształciły one umiejętność takiego wpływania na system immunologiczny organizmu, w którym żyją, by ich nie eliminował. W innym wypadku nosiciel po prostu zabiłby je. Co ciekawe, wg Maizelsa być może tak samo ludzie przystosowali się do obecności robactwa: "Prawdopodobnie w procesie ewolucji układ odpornościowy zaczął brać pod uwagę działalność pasożytów". Bez nich niektórzy ludzie mogą być nadwrażliwi na problemy natury immunologicznej. Dlatego właśnie higiena w rozwiniętych krajach jest częściowo odpowiedzialna za częstsze występowanie astmy.
http://www.dzieci.org.pl/forum/alergie/pasozyty-potrzebne-czy-nie/



Astma, a połykanie żywych ryb z zanieczyszczonej rzeki

Około 100,000 ludzi otrzymało w środę legendarne lekarstwo na problemy oddechowe - żywe ryby do połknięcia. Dzieci przymuszane były siłą.
https://www.youtube.com/watch?v=D6xMrqDP5to

Co nawet może działać - jako leczenie pasożytem :) są nawet badania np. infekcja tęgoryjkiem dwunastnicy "wyleczy" astmę. Mówiąc w ogromnym uproszczeniu organizm zamiast produkować przeciwciała "alergiczne" to produkuje te na "pasożyta" - to już poważniejszy problem - pasożyta, więc objawy astmy znikają.
Gorzej, gdy taki pasożyt sam zaczyna wytwarzać mnóstwo antygenów - wtedy objawy astmy się zaostrzają.
Stwierdzono, iż osoby z łagodnym zakażeniem tęgoryjcem rzadziej przejawiają objawy niektórych chorób autoimmunologicznych, takich jak alergie, astma czy Choroba Leśniowskiego-Crohna.
https://pl.wikipedia.org/wiki/T%C4%99goryjec_dwunastnicy
https://pl.wikipedia.org/wiki/Astma_oskrzelowa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przeciwcia%C5%82a_monoklonalne
https://pl.wikipedia.org/wiki/Odpowied%C5%BA_poliklonalna_limfocyt%C3%B3w_B
https://portal.abczdrowie.pl/humanizowane-przeciwcialo-monoklonalne-na-sezonowe-ataki-astmy

Inne tradycyjne sposoby
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,381486,ludzka-czaszka-i-zgnile-ryby-czyli-dawne-sposoby-na-ludzkie-choroby.html






Słowo pasożyt kojarzone jest wyłącznie negatywnie jako coś, co nam zagraża, działa wyłącznie na naszą szkodę, wyniszcza nasz organizm. Nie zawsze, nie do końca jest to prawda.
 Czy organizm może wykorzystywać zewnętrzne pasożyty w wojnie biologicznej ze znacznie groźniejszymi pasożytami wewnątrzkomórkowymi?
Może, i robi to znacznie częściej niż nam się zdaje.
Jak wielkie problemy ma nasza komórka, nasz organizm, że układ odpornościowy musi pozwolić na obecność pasożyta!? Ile błędów żywieniowych, a nade wszystko leczniczych musimy popełnić, aby pasożyt mógł konsumować i żyć w naszym ciele. Jakie zakażenia wewnątrzkomórkowe są podłożem żywieniowym dla glisty? Jakie dla owsika?
Czy pasożyt musi nas zabić? Wcale nie musi. Z szeregu doniesień, jak również z mojej praktyki wynika, że pasożyt może działać wręcz na naszą korzyść. Może pozwolić uniknąć procesu nowotworowego zjadając komórki quasi nowotworowe. Może pozwolić nam przeżyć wiosnę bez duszenia się. 

Najogólniejszy podział

  • pasożyty zewnętrzne
  • pasożyty wewnętrzne
Do pasożytów zewnętrznych możemy zaliczyć: pijawki, kleszcze, komary, gzy, wszy i inne.
Do pasożytów wewnętrznych możemy zaliczyć: glistę, owsiki, tasiemca, lamblie, toxocarozę, toksoplazmozę i oczywiście wszelkie bakterie, wirusy i grzyby.  
Takim największym, najbardziej znanym pasożytem jest pijawka lekarska. Jest to fascynujący organizm. O jego skuteczności i powszechności stosowania świadczy fakt prawie całkowitego wytrzebienia pijawek lekarskich. Coraz trudniej o pijawkę lekarską. A warto po nią sięgnąć. Przy pomocy pijawki można dokonać cudownej operacji bez skalpela. Pijawka bezboleśnie nacina skórę /później po tym nacięciu ślad jest minimalny/ wpuszcza różne substancje między innymi hirudynę, która, rozpuszcza konglomeraty krwi będące siedliskiem zakażeń, a potem wysysa tę krew. Tylko chorą krew.
 Pijawka nie rzuca się na każdego potencjalnego żywiciela. Jest wybredna, wybiera odpowiedniego właściciela, wybiera odpowiednią tkankę odpowiednie miejsce. Wysysa tylko taką krew, która jej biologicznie odpowiada.
Kleszcz też nie zacznie się pożywiać każdym osobnikiem. Kleszcz wybiera swojego żywiciela. To małe stworzenie, nawet kilka dni może spacerować po naszym i szukać odpowiadającej mu tkanki. To nie jest losowa konsumpcja. Boleria, której nosicielem, może być kleszcz też nie wprowadzi się byle gdzie.
Pasożyty są wybredne, nawet w łagrach, obozach koncentracyjnych nie wszyscy byli zawszeni. Wszy nie chciały krwi tego człowieka, a może układ odpornościowy nie pozwolił na zasiedlenie. Te dwie opcje zawsze wchodzą w grę. 
 Wszystkie pasożyty dokonują selekcji wśród potencjalnych żywicieli.
Nasz układ odpornościowy też dokonuje selekcji. 
Nasz organizm też ma w tym swój interes i nie zabija wroga. Pasożyt może wyjadać toksyny lub przerabiać je na związki, które łatwiej zutylizować. Pasożyt może wyżerać komórki quasi nowotworowe, nowotworowe i bakterie, czyli to wszystko, czego chce się pozbyć nasz układ odpornościowy. To nasz organizm wyłączając barierę biologiczną pozwala im na zasiedlenie się i wykorzystuje właściwości terapeutyczne pasożytów.

Jeśli wszystko pójdzie z planem to układ odpornościowy wykorzysta pracę pasożyta, a jak będzie zbędny to go i jego jaja wydali.  

Dziś na nowo odkrywamy to, co cały czas funkcjonowało w przyrodzie.
Larwy muchy plujki wykorzystuje się w leczeniu gnijących ran. Larwy te pożerają zainfekowaną tkankę, dezynfekują ją amoniakiem zawartym w odchodach, jednocześnie wydzielają substancje uśmierzające ból. W Afryce ludzie całymi latami żyli z larwami na ranach. „Dbający „ o ich dobro lekarze czyścili te rany i dezynfekowali środkami chemicznymi. Okazało się, że ci ludzie „uratowani” zaczęli umierać. Czyżby larwy robiły coś więcej niż dezynfekcja, usunięcie martwej tkanki i jednoczesne znieczulenie? Może wyjadały komórki quasi nowotworowe i nowotworowe. 
U ludzi południa problemy ze skórą są powszechne. Nowotwory nie. 
Współcześnie zaczyna się doszukiwać zależności, które zna każdy pasożyt. 
Włosogłówka świńska wykorzystywana jest w leczeniu wrzodziejącego zapalenia jelita. Pacjentom podaje się jaja pasożyta w postaci koktajlu do wypicia.Podejmowane są próby leczenia alergii, astmy przez zasiedlenie organizmu glistą. Duszności przy tej terapii, podobno, ustępują.
Rzęsistki mogą pożerać krwinki, mogą żywić się plemnikami. Może te krwinki trzeba zabić by nie pozwolić im na gwałtowny, nowotworowy podział? Dlaczego nasz mądry układ odpornościowy pozwala pożerać plemniki? Czy to nasz system wpuścił tę paskudę, bo zawiodły inne metody genetycznego czyszczenia DNA? Wykorzystanie pasożytów dowodzi, że problem mamy poważny. Wpuszczenie pasożyta to desperacja układu odpornościowego.
Skąd się bierze wielka erupcja rzęsistka przy rozwoju nowotworu złośliwego?
Dlaczego glista znajduje się w mózgu? Co robi tasiemiec w guzie pod kolanem? 
Te i inne przykłady dowodzą, że rola pasożytów w naszym organizmie jest nie do końca znana i zbadana.
 Czy takie pasożytnicze terapie  mogą doprowadzić do totalnego zniszczenia organizmu? Mogą, bo współczesny człowiek ma zrujnowany układ odpornościowy i wiele przeróżnych zakażeń, na bazie, których wprowadził się ten widoczny często gołym okiem lokator. Brak wsparcia, brak składników, które układ odpornościowy mógłby wykorzystać, aby rozprawić się z problemem pierwotnym, czyli genetycznym zakażeniem bakteryjnym, nakręca spiralę zakażeń. Mamy coraz więcej i więcej obcych bytów. To, co miało nam pomóc, co miało na chwilkę zamieszkać w nas stać się może naszym śmiertelnym wrogiem.
To są złożone zależności.
 UKŁAD ODPORNOŚCIOWY PÓKI MOŻE TO ROZWÓJ PASOŻYTÓW TRZYMA W RYZACH.
  Nasz organizm nigdy nie powinien być siedliskiem dla pasożytów, jeśli nim się staje to może się źle dla nas skończyć. System wybiera mniejsze zło. Wybiera pasożyty.
 Pasożyty mogą być wszędzie, o ile będą miały optymalne warunki. Mogą zasiedlić mózg, stawy, mogą być w płucach, w macicy, w prostacie. Dosłownie wszędzie, jeśli cały nasz organizm będzie się nadawał do konsumpcji. Może się okazać, że z naszego oka, pępka, z innych miejsc wypełzają robaki.
Taki scenariusz jest możliwy. Jeśli zasiedlimy kompletnie zrujnowany biologicznie organizm (wyłączony program genetycznego leczenia) pasożytem, to ten pasożyt może nas zabić.
Biorąc powyższe pod uwagę należy inaczej spojrzeć na specjalne zakażenie lambliami, glistami, owsikami, rzęsistkiem itd. Te eksperymentalne terapie na astmę czy wrzodziejące jelito mogą dobić nasz, ledwo żywy, organizm.
 Wykorzystanie pasożytów może być częścią strategicznego planu działania układu odpornościowego naszego organizmu. W poszczególnych przypadkach te lub inne pasożyty (również bakterie, wirusy i grzyby) były po prostu potrzebne do produkcji określonych substancji chemicznych, usuwania chorych komórek, wspomagania organizmu w przywracaniu zdrowia.
 Dostatecznie silny układ odpornościowy wpuszcza, wykorzystuje i wydala pasożyty po osiągnięciu pozytywnego efektu zdrowotnego.
Układ odpornościowy wykonuje genetyczny program leczenia. Realizuje program czyszczenia DNA.  Im głębsze, obejmujące ważne struktury organizmu, jest genetyczne zakażenie bakteryjne tym „cięższe” drobnoustroje i większe pasożyty trzeba wykorzystywać.
Program genetycznego leczenia może okazać się zabójczy dla naszego organizmu. Wtedy i tylko wtedy, gdy nie pomożemy naturalnymi środkami borykającemu się z problemem systemowi limfatycznemu.
Glisty, owsiki, tasiemiec i inne paskudy mogą rozmnażać się w ściśle określonych warunkach. Jeśli nasze wnętrze będzie coraz lepsze dla ich rozwoju to nas zjedzą.
Przestaną być naszym niewolnikiem i służyć w jakimś czasie i w ściśle określonym celu. My staniemy się ich ofiarą.
Proces ten bardzo przypomina rozwój nowotworów złośliwych. Dziesiątki lat układ odpornościowyystem limfatyczny kombinuje by nie dopuścić do ich wzrostu. Trzyma w ryzach rozmnażanie się pasożytów. Nie dopuszcza do ekspansji nowotworowej komórek nowotworowych, włącza tyle przeróżnych systemów ratunkowych, aby nas uratować przed rakiem.
  Jeśli przekroczymy próg niemożności jego działania wtedy włącza się program genetycznego zniszczenia. I mamy ekspansję pasożyta, a w tragicznej wersji nowotworu.
 W wielu przypadkach, wyniki badań nie są odzwierciedleniem faktycznego stanu. Mamy pasożyty, a wynik jest negatywny. Dzieje się tak, dlatego, że system limfatyczny trzyma ich namnażanie na uwięzi. Jeśli badanie jest przeprowadzone w czasie zerowego wydalania toksyn i jaj to wynik będzie czysty. Skuteczność badania kału to 10-20%, metoda serologiczna-poziom przeciwciał- w późnych stadiach to 50-60%. Dzieje się tak, dlatego, że system limfatyczny bardzo długo utrzymuje kontrolę nad namnażaniem się pasożytów.
Zgrzytanie zębami i rozszerzone źrenice są oznaką, że nasz organizm uległ silnej toksykacji.
Jeśli nie używamy narkotyków to możemy z dużym prawdopodobieństwem przyjąć infekcję pasożytniczą.
  Rozmnażanie pasożyta jest ograniczone tylko do niezbędnego minimum.
 Dlaczego jednemu zakażeniu pasożytniczemu towarzyszą inne.?
 Włosogłówka lubi towarzystwo owsików, tasiemca albo glisty.
 Wszystkie większe pasożyty bytują tam gdzie wcześniej znalazły się mniejsze pasożyty.
Samo zabijanie, trucie nie jest działaniem skutecznym. Trzeba zmienić środowisko.
Dlaczego stosujemy środek trujący lamblie, a one po jakimś czasie wciąż wracają? Na dodatek po tym truciu lamblii sami jesteśmy bardziej struci. To jest błędne koło.
 W przyrodzie jest zachowana hierarchia, czyli porządek.
Silniejszy system limfatyczny wydala pasożyta, gdy on jest już zbędny.
Słaby system limfatyczny może mieć trudności z wydaleniem pasożyta, nawet wtedy, gdy już jest zbędny. Wtedy musimy wkroczyć z naturalnymi terapiami wspomagającymi organizm, zmieniającymi środowisko biologiczne.
Bez naszej interwencji pasożyty mogą zniszczyć nasz ustrój.
 Stosowanie środków chemicznych zwalczających pasożyty degraduje środowisko biologiczne gospodarza. Naturalne metody pozwalają na usuwanie pasożyta z jednoczesną regeneracją organizmu gospodarza.
Pasożyt może być naszym sprzymierzeńcem w przywracaniu zdrowia. Niech tylko nasze działania będą zawsze pro zdrowotne.
Odpowiednia podaż niezbędnych składników pokarmowych: soli mineralnych, witamin, naturalnych antybiotyków pozwoli małymi krokami podnieść się systemowi limfatycznemu do uporządkowania, oczyszczenia naszego ciała. Musimy wiedzieć, jakie metody stosować! Liczenie na to, że wszystko pójdzie łatwo jest naiwne. Żeby się przestawić na naturalne metody trzeba je poznać, zrozumieć i zaakceptować. To nie jest, przy dzisiejszym stanie zdrowia takie proste, co nie znaczy, że nie mamy próbować.
 Zwykła higiena wystarczy.
Przestańmy myśleć, że super higieniczne warunki obronią nas przed infekcją pasożytniczą. W przyrodzie, na klamkach, na pieniądzach, na owocach, dosłownie wszędzie są jaja pasożytów. Czy jesteśmy w stanie wysterylizować świat? Nie, na szczęście dla nas. Nie znaczy to, że brud ma nam towarzyszyć.
Zachowanie higieny nie przestaje obowiązywać. Należy myć owoce. Należy myć siebie, ale nie wpadać w pułapkę higieniczności. Niektórzy, obsesyjnie boją się robaków nie wiedząc, że one buszują w ich organizmie. Nie bójmy się podać ręki, co zdarza się coraz częściej. Takie myślenie i działanie nie uchroni nas przed tym, czego tak się obawiamy.
Kontakt ze światem buduje naszą odporność. Tylko ona jest gwarantem naszego zdrowia.
 Jak sobie pomóc?
Należy jeść produkty, które źle służą pasożytom, a nam przeciwnie.
Czosnek, cebula, marchew, pestki z dyni, migdały, grejpfruty, solone śledzie, kiszona kapusta i inne kiszonki powinny być częstym gościem na naszym stole. Pasożyty nie lubią też pieprzu, papryki, kminku, imbiru i innych przypraw. One usprawniają funkcje wydzielnicze, enzymatyczne naszego organizm. One uszkadzają system nerwowy pasożytów, utrudniają im rozmnażanie.
Czy my lubimy prawdziwe przyprawy? Dlaczego wybieramy „przyprawy” polepszające smak, barwę produktu i jego zapach? Jak łatwo ulegamy reklamom?
„NIE OBEJDZIESZ SIĘ BEZ NASZEJ KOSTKI JAK JEJ SPRÓBUJESZ!”
Dlaczego używamy soli warzonej, soli pozbawionej śladowych mikroelementów? Kłodawa produkuje taką nie oczyszczoną sól, sól morska też jest dobra.
Cukier, cukier, wszędzie i do wszystkiego. Karmmy nasz organizm, a nie naszych niepotrzebnych lokatorów.
 Jeśli mamy pasożyty to musimy pomóc systemowi limfatycznemu.
 Należy zacząć jeść produkty, które zawierają niezbędne składniki pokarmowe. Korzystać ze słońca, powietrza i ruchu. To jest konieczność.
 Oprócz w/w możemy sobie pomóc stosując:
Lewatywy
Jeśli już mamy większy problem z pasożytami to można robić, co kilka dni lewatywę:
1-2 litry ciepłej wody,
4-8 ząbków czosnku, zmiażdżyć, wymoczyć ok. ½ godz., odcedzić,
4-8 łyżeczek jogurtu lub preparat z bakteriami kwasu mlekowego.
Lewatywę najlepiej jest robić w wannie, odpada stres przed zabrudzeniem.
Najlepiej wykorzystać do tego celu irygator lub postawić garnek z preparatem wyżej niż nasze pośladki. Klęknąć w wannie i głowę skłonić nisko. W tej pozycji włożyć rureczkę irygatora do odbytu i otworzyć zaworek. Ciecz wprowadzać wolno i starać się ją utrzymać w jelicie dłuższą chwilę.
Lewatywy należy powtarzać przez długi czas. Najlepiej, co kilka dni w pierwszym okresie, po kilku tygodniach od czasu do czasu. Może to trwać wiele miesięcy, bo erupcje pasożytów są zależne od tempa czyszczenia organizmu.
Z mikstury do lewatywy odlać trochę i robić z tego wilgotny, pod folią kompres na brzuch.
Wskazane jest wypicie ½ szklanki w/w mikstury.
Można stosować czopki propolisowe.
Można stosować inne naturalne środki wspomagające system limfatyczny.
Naturalne metody są toksyczne dla pasożyta i nieszkodliwe dla naszej komórki.
Związki siarki, jodu, cynku -20%, zawarte w czosnku, cebuli, gorczycy i innych produktach są wykorzystywane perfekcyjnie przez system limfatyczny. Dajmy mu szansę.
Maria Ulmed
Wydałam książkę "Ze znachorskiej praktyki"


Pasożyty korzystne?

Maria Ulmed (?) w książce „Ze znachorskiej praktyki”

"Wszystkie pasożyty dokonują selekcji wśród potencjalnych żywicieli.
Nasz układ odpornościowy też dokonuje selekcji.
Nasz organizm też ma w tym swój interes i nie zabija wroga. Pasożyt może wyjadać toksyny lub przerabiać je na związki, które łatwiej zutylizować. Pasożyt może wyżerać komórki quasi nowotworowe, nowotworowe i bakterie, czyli to wszystko, czego chce się pozbyć nasz układ odpornościowy. To nasz organizm wyłączając barierę biologiczną pozwala im na zasiedlenie się i wykorzystuje właściwości terapeutyczne pasożytów.

JEŚLI WSZYSTKO PÓJDZIE Z PLANEM TO UKŁAD ODPORNOŚCIOWY WYKORZYSTA PRACĘ PASOŻYTA, A JAK BĘDZIE ZBĘDNY TO GO I JEGO JAJA WYDALI.
Dziś na nowo odkrywamy to, co cały czas funkcjonowało w przyrodzie."
http://www.testvolla.eu/inwazja-robakow/ - źródło mocno niewiarygodne



Pożytki z pasożyta

Dlaczego alergie występują dziś częściej niż 100 lat temu? Między innymi z powodu zaniku pasożytów, które nie zawsze szkodzą, czasem też pomagają.
Pasożyt żyje kosztem innego organizmu – najczęściej w długotrwałym związku ze swoim żywicielem i na ogół żeruje na bardzo niewielkiej liczbie blisko spokrewnionych ze sobą gatunków. Pasożytem może być wszystko: od fragmentu DNA lub RNA, aż do wyższych kręgowców. Pasożyt może żyć na organizmie żywiciela lub w jego wnętrzu, może też zagnieździć się w jego komórkach. Potrafi wykorzystywać więcej niż jednego gospodarza, np. larwy tasiemca żyją w świni, a postać dorosła w człowieku. Istnieją organizmy pośrednie między drapieżcami a pasożytami, zwane parazytoidami. To na ogół owady, które składają swoje jaja w ciele innego owada – rozwijające się larwy zżerają ciało gospodarza. Głupi pasożyt zabija szybko – wtedy skazany jest na poszukiwanie nowego żywiciela (taką strategię stosuje np. wirus Ebola), pasożyt mądry żeruje latami w jednym osobniku. Z założenia zatem jest to stworzenie szkodliwe, pozbawiające swojego żywiciela cennych substancji.
Pasożyt ma jednak i pewne zalety. Gospodarz jest czasem narażony na taką presję środowiska (np. konkurencję z innymi gatunkami, pojawienie się drapieżnika czy dobór płciowy), w której pasożyt może pomóc mu w radzeniu sobie z przeciwnościami. Osobniki zarażone pasożytem bywają zatem lepiej przystosowane niż pozbawione tego szkodnika. Sytuacja komplikuje się dodatkowo, bo pasożyty także są atakowane przez własne pasożyty i też mogą z tego osiągać pewne korzyści. Na przykład grzyb wywołujący rdzę na kasztanie jadalnym sam bywa zarażany przez wirusa, który obniża jego agresywność, co sprawia, że drzewo będące podnóżem tej piramidy wyzysku nie jest zabijane zbyt szybko.
Jak suseł ze świdrowcem
Nicień Parelaphostrongylus tenuis pomaga np. zarażonym jeleniom wirginijskim zwalczać łosie, dla których jest pasożytem znacznie bardziej wyniszczającym. Jelenie zarażają nim łosie i tym sposobem rugują konkurencję z zajmowanych terytoriów. Podobnie bakteria z rodzaju Caedibacter zwalcza znane nam wszystkim z lekcji biologii pantofelki.
Także samice niektórych zwierząt chętniej wybierają zapasożycone samce. W języku doboru naturalnego to jak etykietka „silny egzemplarz”, bo zetknął się z pasożytem i żyje, a zatem gwarantuje sukces reprodukcyjny. W ten sposób zachowują się np. gupiki i ryby cierniowate. Naukowcy z Uniwersytetu w Karlsruhe wykazali, że parazyty (szczególnie kolcogłowy oraz tasiemce ryb i małży) mogą być dla swoich żywicieli doskonałymi śmietnikami zanieczyszczeń obecnych w wodzie, np. metali ciężkich. W tkankach tych robaków gromadzi się nawet kilkaset razy wyższe stężenie trucizn niż w ciele ryby.
Oczywiście skażenia wody to zjawisko nowe w porównaniu z relacjami między rybą a tasiemcem (które trwają wiele milionów lat), ale ewolucja z czasem może zrobić swoje, żeby ten obopólnie korzystny dla stron związek utrwalił się na nowych zasadach. Czyż nie to samo dzieje się w świecie bakterii i „pasożytującego” w nich DNA plazmidów (cząsteczek DNA występujących w komórce poza chromosomem i zdolnych do niezależnej replikacji), które niosą geny gwarantujące oporność na antybiotyki? Utrzymanie wielkiego plazmidu to konkretny koszt dla bakterii, ale gdy pojawia się w otoczeniu trujący antybiotyk, któż by liczył wydatki! Pasożyty nie tylko ułatwiają detoksykację, mogą też wspomagać odżywianie. Przy niedoborze pewnych składników pokarmowych, np. witamin, naziemna wiewiórka suseł Richardsona zarażona jednokomórkowym świdrowcem Trypanosoma otospermophili (jego krewniak przenoszony przez muchę tse-tse wywołuje śpiączkę ludzi i bydła) radzi sobie znacznie lepiej niż jej zdrowi powinowaci, jej pasożyt bowiem potrafi robić coś, czego ssaki nie potrafią – wytwarza witaminę B6.
Pasożyt broni czasem żywiciela przed innym pasożytem – kierując się samolubstwem. Dla gospodarza to korzystne, gdyż żerujący już na nim ochroniarz jest mniej szkodliwy od nowego szkodnika. Taka relacja występuje np. pomiędzy przypominającymi wilgi amerykańskimi kacykami i spokrewnionymi z nimi blisko starzykami a larwami gzów. Gzy są zabójcze dla piskląt kacyków, te zatem sprytnie pozwalają złożyć jaja starzykom, których pisklęta rozwijają się szybciej. Zanim kacyki wylęgną się, larwy gzów są zjadane przez pisklęta starzyków. Starzyk pasożytuje kosztem kacyka, kacykowi to się jednak opłaca, bo co prawda musi mu wysiedzieć i wykarmić pisklęta, ale te chronią go przecież przed morderczym gzem. Podobne przykłady istnieją w relacjach między motylami i chorobotwórczymi dla nich bakteriami.
Ratunek od przywr
Zarażenie przynosi wielką korzyść, gdy w jego wyniku pojawia się długotrwała odporność (tzw. pamięć immunologiczna), a atak pasożyta w późniejszym wieku może być dla osobnika znacznie groźniejszy. Tak jest w przypadku chorób zakaźnych: różyczki czy świnki. Ich przejście w dzieciństwie dawało ludziom ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Szkodnicy-pomocnicy

Robaki, których obecność w organizmie człowieka ma korzystny wpływ w chorobach (stan badań na początek 2009 r.)
Robak pasożytniczySchorzenie, w którym obserwowano poprawę
włosogłówka świńska (Trichuris suis)zapalenie jelita (IBD), choroba Crohna, zapalenie jelita grubego i odbytu
Necator americanus (nicień)zapalenie jelita (IBD), choroba Crohna, astma
Hymenolepis nana, Trichuris trichiura, glista ludzka (Ascaris lumbricoides), Strongyloides stercolaris, Enterobius vermicularisstwardnienie rozsiane
przywra krwi (Schistosoma haematobium), glista ludzka i/lub Ancylostoma duodenalealergie skórne

http://archiwum.polityka.pl/art/pozytki-z-pasozyta,426044.html











Dr Ozimek o naturalnych, ziołowych, bezpiecznych sposobach na pasożyty:
"[..] przyjmuje jakieś preparaty ziołowe lub chemiczne , których "nie lubią " larwy. Nie chcąc stracić cennego żywiciela, a jednocześnie nie chcąc pozostać w jelitach, larwy przemieszczają się poza ich obręb. Wędrują do wątroby, płuc i mózgu gdzie mogą powodować bardzo poważne problemy zdrowotne. Co gorsza większość leków przeciw pasożytom działa dobrze jedynie w obrębie przewodu pokarmowego. Leczyć zakażenia pasożytami jelitowymi poza jelitami jest znacznie trudniej. W takiej sytuacji zaniechanie leczenia, leczenie standardowe lub kontynuacja leczenia preparatami ziołowymi może sprzyjać powstaniu poważnego zagrożenie zdrowia i życia. Dlatego nie jestem entuzjastą leczenia zakażeń pasożytami jelitowymi preparatami ziołowymi."

"co do naturalnych metod, ziółek to tez w ciemno bez sensu + mogą zaszkodzić "współcześnie stosowane "komercyjne" mieszanki ziołowe nie są wystarczająco silne, aby w pełni wytępić pasożyty w organizmie człowieka. Owszem może nastąpić poprawa. Zmniejsza się populacja pasożytów, ich chęć do posiadania potomstwa i generalnie "życiowa ekspresja", ale pełne wyleczenie następuje rzadko. Po zaprzestaniu przyjmowania preparatów, większość objawów zwykle wcześniej czy później powraca. I nie jest to kwestia ponownego zakażenia. Producenci suplementów ziołowych doskonale o tym wiedzą, ale też wiedzą, że zwiększenie stężenia substancji aktywnych w preparatach może być już szkodliwe, wręcz toksyczne dla organizmu człowieka. Nie chcą ryzykować komplikacji i pozwów. Piołun, wrotycz, oman etc. to nie są jakieś tam sobie ziółka- to toksyczne substancje. Jeśli są w stanie zniszczyć pasożyty, nie mogą być obojętne dla nas. Słowiańska naiwność jednak nie dopuszcza myśli, że zioła mogą być toksyczne. A jednak mogą! Rośliny trujące zwykle można rozpoznać po nieprzyjemnym zapachu lub ostrym, piekącym smaku, dlatego zwierzęta na ogół instynktownie omijają je. Ludzie nie zawsze."
http://atopoweciekawostki.blogspot.com/2012/09/zioa-vs-pasozyty.html https://www.facebook.com/photo.php?fbid=366874663393334&set=a.352195241527943.83880.351287104952090&type=1







Opis spontanicznej regresji czerniaka po Nop na wskutek szczepienia DTP (Pacjent miał lokalne i ogólnoustrojowe reakcje gorączkowe, które trwały 2 dni..)
"Spontaniczna regresja przerzutowego czerniaka jest rzadkim wydarzeniem, które było związane z cho
robą przebiegającą z gorączką. Ostra choroba przebiegająca z gorączką może spowodować regresję czerniaka, dostarczając sygnał niebezpieczeństwa, który prowadzi do aktywacji komórek T. Dostępne dane epidemiologiczne wskazują, że narażenie się lub szczepienie przeciwko niektórym zakaźnym patogenom może zapewnić ochronę przed rozwojem czerniaka".http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3671034/  





Jeszcze jeden ciekawy artykuł:
"Pomimo pięknej, jak dotąd, jesieni, od września do lekarzy w Polsce trafiło już około 450 000 dzieci z chorobami grypopodobnymi. Jedną z przyczyn zachorowań wśród dzieci jest ich przegrzewanie, będące jednym z najczęstsz
ych błędów rodziców. Wbrew krążącym opiniom, przegrzewanie organizmu dziecka może być tak samo niekorzystne dla zdrowia, jak jego wyziębienie. Poza tym silnie wpływa na samopoczucie malca.

Mamy i babcie często doradzają młodym rodzicom w sprawach opieki nad dziećmi. Większość tych rad jest bardzo cenna, lecz istnieją również wśród nich mity, które należy obalać. Jeden z najczęściej powtarzanych mówi o tym, że im dziecko cieplej ubrane, a w mieszkaniu temperatura jest wyższa, tym lepiej. Nic bardziej mylnego. Organizm oswojony z zimnem lepiej znosi niskie temperatury. Dla malca, który ciągle jest wygrzewany nawet pierwsze jesienne chłody mogą być wyzwaniem, gdyż regularne przegrzewanie organizmu może zaburzyć jego termoregulację. Dzieci, które stopniowo są przystosowywane do przebywania w niskich temperaturach łatwiej znoszą zmiany pogody, przez co mniej chorują.

Hartowanie dziecka w domu

Hartowanie organizmu dziecka nie polega tylko na przebywaniu na świeżym, mroźnym powietrzu. Ważne są również warunki w jakich malec przebywa w domu.

Temperatura w pomieszczeniach nie powinna przekraczać 21-22°C w ciągu dnia. Ważne jest również regularne wietrzenie domu, szczególnie przed snem, aby dotlenić pomieszczenia oraz ochłodzić temperaturę, aby nie przekraczała 20°C. W ciągu dnia, gdy dziecko się bawi, jest w ruchu, lepiej założyć mu grubszą bluzę, a otworzyć okno.

W nocy nie wolno przykrywać malca grubą kołdrą (a na pewno nie pierzyną, gdyż znajdujący się w niech puch często uczula). Dziecku do snu wystarczy lekka, najlpeiej bawełniana, piżamka (nie ma potrzeby zakładania mu np. skarpetek) i śpiworek lub kołdra wykonana z naturalnego, termoregulacyjnego surowca.

Dalej przeczytaj, jak przegrzanie organizmu wpływa na samopoczucie.

Wpływ przegrzania na samopoczucie

Niejeden dorosły odczuwa ogromny dyskomfort związany ze zbyt wysoką temperaturą ciała. Mimo iż temperatura powietrza waha się w granicach zera, przegrzewane dziecko się poci, skóra zaczyna swędzieć, a nasiąknięte potem ubranko bardzo szybko się ochładza, narażając malucha na kolejną nagłą zmianę temperatury. To wszystko powoduje rozdrażnienie, dziecko jest marudne i nie chce aktywnie korzystać z zimowego spaceru.


"Przegrzanie, szczególnie w domu, ma negatywny wpływ na dzieci z alergią. W pomieszczeniach, w których panuje wysoka temperatura kurz unosi się do góry wraz z alergenami powodując nieżyt nosa, kaszel czy łzawiące oczy u małego alergika. Nieprzegrzewanie ma też ogromne znaczenie przy maluchach ze zmianami skórnymi. Spocona pokryta potówkami skóra, swędzi i piecze, a podrażnienia dłużej się goją. Należy pamiętać, że rozgrzana i wilgotna skóra to idelane środowisko do rozwoju bakterii." 

http://justpaste.it/ie81
http://www.supermamy.pl/doktor/4643/Dzieci-trzeba-HARTOWAC.html











Z książki Bill Bryson "Krótka historia prawie wszystkiego":


"Jeden  z  dziwniejszych  aspektów  infekcji  stanowi  fakt,  że  mikroorganizmy, które zwykle nie czynią żadnej szkody, niekiedy przedostają  się do innych części ciała, gdzie „dostają jakiegoś szału - jak mówi doktor Bryan  Marsh, specjalista chorób zakaźnych w Dartmouth-Hitchcock Medical Center w  miejscowości Lebanon, stan New Hampshire. - Często się zdarza, że w wyniku  wypadku  samochodowego  ludzie  doznają  wewnętrznych  obrażeń.  Mikroorganizmy, które normalnie są niegroźne, przedostają się z jelit do innych  części  ciała  lub  do  innych  narządów  -  na  przykład  do  krwiobiegu  -  gdzie  wywołują potworne zamieszanie”.

[..] To  dlatego  tak  wiele  zakaźnych  chorób  S  malaria,  żółta  febra,  gorączka  tropikalna  denga,  zapalenie  mózgu  oraz  setka  innych,  mniej  znanych,  lecz  często  równie  niebezpiecznych  -  zaczyna  się  od  ukłucia  komara.  Tylko  szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zawdzięczamy fakt, że nie należy do nich  HIV, wirus przenoszący AIDS, ponieważ komary po prostu trawią wirusy HIV,  które napotykają na swej drodze. Gdy nadejdzie dzień, w którym jakaś mutacja  wirusa HIV pomoże mu pokonać tę przeszkodę, znajdziemy się w prawdziwych  tarapatach.


Mikroorganizmy mniej dbają o to, co nam czynią, niż my dbamy o nie,  gdy  mordujemy  miliony  sztuk  naraz,  biorąc  prysznic  lub  używając  dezodorantu.  Jedyna  okoliczność,  w  której  nasz  stan  zdrowia  niesie  istotne  konsekwencje dla nich, zachodzi wtedy, gdy zabijają nas zbyt szybko i zbyt  skutecznie. Jeżeli mikroorganizmy wyeliminują cię, zanim zdołająprzenieść się  dalej, to mogą również wymrzeć. Jak pisze Jared Diamond, historia jest pełna  przypadków  chorób,  które  „stanowiły  straszliwe  epidemie,  aby  następnie  zniknąć  równie  tajemniczo,  jak  się  pojawiły.
 Wymienia  groźną,  lecz  na  szczęście krótkotrwałą chorobę zwaną „angielskimi potami”, która szalała od  1485 do 1552 roku, zabijając dziesiątki tysięcy ludzi, zanim całkowicie się  wypaliła. Nadmierna skuteczność nie przynosi pożytku żadnemu zaraźliwemu   organizmowi.
Znaczna  część  symptomów  choroby  nie  powstaje  w  wyniku  tego,  co  patogen  zrobił  tobie,  lecz  na  skutek  tego,  co  twoje  ciało  usiłuje  zrobić  patogenowi.  Próbując  usunąć  mikroorganizmy  z  organizmu,  układ  immunologiczny niekiedy niszczy komórki lub uszkadza ważne tkanki, więc  gdy nie czujesz się najlepiej, to często winę ponosi  nie  patogen,  lecz twój  własny  układ  odpornościowy.  Tak  czy  inaczej,  złe  samopoczucie  stanowi  sensowną reakcję na infekcję. Chorzy ludzie kładą się do łóżka, dzięki czemu  stanowią mniejsze zagrożenie dla reszty populacji.

Istnieje  bardzo  wiele  rzeczy,  które  potencjalnie  stanowią  dla  ciebie  zagrożenie,  więc  twój  organizm  trzyma  w  pogotowiu  mnóstwo  środków  obronnych, około 10 milionów rodzajów białych krwinek, z których każdy jest  przeznaczony do zidentyfikowania i zniszczenia określonego gatunku intruzów.  Utrzymanie w stałej gotowości 10 milionów żołnierzy byłoby zbyt kosztowne,  więc każdy rodzaj białych krwinek trzyma na warcie tylko kilku wywiadowców.  W przypadku infekcji wywiadowcy identyfikują mikroby dokonujące inwazji -tak zwane antygeny - i wysyłają sygnał do wzmocnienia obrony odpowiedniego  typu.  Gdy  twoje  ciało  zaczyna  produkować  właściwe  krwinki,  zazwyczaj  czujesz się osłabiony. Przesilenie choroby następuje w momencie, gdy armia  przeciwciał w końcu wchodzi do akcji.

Białe krwinki są niemiłosierne. Odnajdą i zabiją co do jednego wszystkie  patogeny, które uda  im się zidentyfikować.  Aby uniknąć zagłady, patogeny  rozwinęły  dwie  podstawowe  strategie.  Jedna  z  nich  polega  na  tym,  że  mikroorganizmy  uderzają  szybko  i  natychmiast  przenoszą  się  do  następnej  ofiary. Tak dzieje się w przypadku powszechnie znanych infekcji, na przykład  przeziębienia. Druga strategia polega na tym, że patogeny maskują się tak, aby  białe krwinki nie mogły ich rozpoznać. W ten sposób zachowuje się HIV, wirus  odpowiedzialny za AIDS, który potrafi przez całe lata się ukrywać i siedzieć  cicho bez szkody dla gospodarza, zanim przejdzie do działania.

Jeden  z  dziwniejszych  aspektów  infekcji  stanowi  fakt,  że  mikroorganizmy, które zwykle nie czynią żadnej szkody, niekiedy przedostają  się do innych części ciała, gdzie „dostają jakiegoś szału - jak mówi doktor Bryan  Marsh, specjalista chorób zakaźnych w Dartmouth-Hitchcock Medical Center w  miejscowości Lebanon, stan New Hampshire. - Często się zdarza, że w wyniku  wypadku  samochodowego  ludzie  doznają  wewnętrznych  obrażeń.  Mikroorganizmy, które normalnie są niegroźne, przedostają się z jelit do innych  części  ciała  lub  do  innych  narządów  -  na  przykład  do  krwiobiegu  -  gdzie  wywołują potworne zamieszanie”.

Najbardziej  przerażające  i  najtrudniejsze  do  opanowania  zakażenie  bakteryjne stanowi choroba, która powoduje tak zwaną nekrozę tkanek. Te  bakterie po prostu zjadają ofiarę od środka, pochłaniając tkanki i zostawiając po  sobie odrażającą papkę. Początkowo pacjenci zazwyczaj odczuwają względnie  słabe symptomy - najczęściej wysypkę i dreszcze - lecz ich stan bardzo szybko  ulega pogorszeniu. Na stole operacyjnym zwykle okazuje się, że są po prostu  konsumowani. Jedyny ratunek polega na „radykalnej chirurgii”, czyli wycięciu  wszystkich zainfekowanych tkanek.
Około  70  procent  ofiar  umiera;  reszta  często  pozostaje  na  całe  życie  kalekami.  Źródłem  infekcji  jest  powszechnie  występująca  rodzina  bakterii,  zwana Streptococcus grupy A (paciorkowce), która w normalnych warunkach  nie powoduje niczego poza stanem zapalnym gardła. Bardzo rzadko, z przyczyn,  które pozostają nieznane, niektóre z tych bakterii przedostają się przez błonę  śluzową  gardła  do  wnętrza  ciała,  gdzie  zaczynają  dzieło  zniszczenia.  Są  całkowicie odporne na antybiotyki. W Stanach Zjednoczonych zdarza się około  tysiąca takich przypadków rocznie. Nikt nie potrafi przewidzieć, czy i kiedy  może dojść do epidemii.
Dokładnie taki sam jest scenariusz przy zapaleniu opon mózgowych. Co  najmniej  10  procent  młodych,  lecz  dorosłych  ludzi,  oraz  około  30  procent  nastolatków to nosiciele śmiertelnie niebezpiecznej bakterii Meningo-coccus,   która zwykle żyje sobie nieszkodliwie w gardle. Od czasu do czasu - średnio u  jednej osoby na 100 tysięcy - dostaje się jednak do krwiobiegu, gdzie wywołuje  poważną chorobę. W najgorszym przypadku może w ciągu dwunastu godzin  doprowadzić do śmierci. To szokująco szybko. „Może się zdarzyć, że ktoś jest  idealnie zdrowy przy śniadaniu, a wieczorem martwy”, mówi Marsh.

Bylibyśmy znacznie bezpieczniejsi w starciu z bakteriami, gdybyśmy nie  trwonili  tak  rozrzutnie  naszej  najskuteczniejszej  broni  przeciwko  nim  -antybiotyków.  Według  jednego  z  oszacowań,
Około  70  procent  wszystkich  antybiotyków stosowanych w rozwiniętych krajach jest podawane zwierzętom  hodowlanym.  Często  dodaje  się  je  wprost  do  karmy  w  celu  przyspieszenia  wzrostu lub jako środek zapobiegawczy przeciwko infekcjom. Takie praktyki  umożliwiają  bakteriom  rozwijanie  odporności  na  antybiotyki,  otwierając  patogenom możliwości, które zostały z entuzjazmem przyjęte.

W 1952 roku penicylina była skuteczna przeciwko wszystkim szczepom  Staphylococcus  (gronkowców),  do  tego  stopnia,  że  na  początku  lat  sześćdziesiątych krajowy konsultant do spraw chirurgii Stanów Zjednoczonych,  William  Stewart,  uznał  za  stosowne  zadeklarować:  „Nadszedł  czas,  gdy  możemy  zamknąć  rejestr  chorób  zakaźnych.  W  zasadzie  zlikwidowaliśmy  infekcje w Stanach Zjednoczonych”  40  . W tym czasie około 90 procent tych  szczepów było już w trakcie procesu rozwijania odporności na penicylinę  41  .  Niebawem  niektóre  z  nowych,  odpornych  szczepów  (między  innymi  gronkowiec złocisty oporny na metacyklinę) zaczęły się pojawiać w szpitalach.
Tylko jeden rodzaj antybiotyku, wanomycyna, pozostał skuteczny w walce z  nimi, choć w 1997 roku pewien szpital w Tokio ogłosił, że pojawił się szczep,  który  jest  odporny  nawet  na  wanomycynę  42  .  W  ciągu  kilku  miesięcy  rozprzestrzenił  się  na  sześć  innych  japońskich  szpitali.  Mikroby  zaczynają  ponownie z nami wygrywać: w szpitalach na terenie Stanów Zjednoczonych  około 14 tysięcy ludzi umiera rocznie w wyniku infekcji, z którymi się tam  zetknęli.  Jak  napisał  w  „New  Yorkerze”  James  Surowiecki,  nie  ma  nic    zaskakującego w tym, że mając wybór | między rozwijaniem produkcji nowych  antybiotyków, stosowanych przez 1 pacjentów codziennie przez dwa tygodnie, a  produkcją antydepresantów, [| które będą stosowane codziennie przez całe życie,  firmy  farmaceutyczne  i  wybierają  to  drugie  43  .  Niektóre  antybiotyki  zostały  wprawdzie wzmocnione, lecz przemysł farmaceutyczny nie wypuścił całkowicie  nowego antybiotyku od lat siedemdziesiątych.

Nasza nieostrożność jest tym bardziej niepokojąca, gdy się weźmie pod  uwagę fakt, że wiele innych chorób może mieć pochodzenie bakteryjne. W 1983  roku Barry Marshall, lekarz z Perth w Australii Zachodniej, odkrył, że wiele  stanów  zapalnych  żołądka  oraz  większość  chorób  wrzodowych  wywołuje  bakteria  zwana  Helicobacterpylori.  Mimo  że  jego  odkrycie  było  łatwe  do  sprawdzenia,  stanowiło  tak  radykalny  pogląd,  że  dopiero  po  upływie  całej  dekady  zostało  powszechnie  zaakceptowane.  Na  przykład  amerykańskie  National Institutes of Health uznały je oficjalnie dopiero w 1994 roku  44  . „Setki,  a  może  tysiące  ludzi  zmarło  w  wyniku  wrzodów,  którym  można  było  zapobiec”  45  , powiedział Marshall w 1999 roku reporterowi „Forbesa”*.
Dalsze badania wykazały, że wiele innych schorzeń może mieć podłoże  bakteryjne: niedomagania serca, astma, artretyzm, stwardnienie rozsiane, szereg  zaburzeń  psychicznych,  wiele  nowotworów  46  .  Istnieje  nawet  sugestia  (opublikowana ni mniej, ni więcej, tylko w „Science”), że do tej samej kategorii  należy  otyłość.  Być  może  bliski  jest  dzień,  gdy  będziemy  rozpaczliwie  potrzebować  skutecznego  antybiotyku,  lecz  nie  będziemy  mieć  pod  ręką  żadnego.
Niewielką pociechę stanowi fakt, że bakterie też mogą być chore. Mogą  zostać zainfekowane przez bakteriofagi (w skrócie fagi), pewien rodzaj wirusa.  Wirus jest dziwnym i niepokojącym zjawiskiem: „fragmentem kwasu
* Warto dodać, żc w 2005 r. Barry Marshall za badania nad Helicobacter  pylori otrzymał Nagrodę Nobla (pizyp.   re  d). nukleinowego otoczonym przez złe  wiadomości”  47  , według pamiętnego określenia laureata Nagrody Nobla, Petera    Medawara. Mniejsze i prostsze niż bakterie, wirusy same w sobie nie są żywymi  istotami.  Odizolowany  wirus  jest  nieruchomy  i  niegroźny.  Lecz  wystarczy  wprowadzić  go  do  odpowiedniego  organizmu,  aby  natychmiast  się  ożywił.  Znane jest około 5000 wirusów  48  , które wywołują u nas kilkaset chorób, od  zwykłego  przeziębienia  i  grypy  po  najbardziej  groźne  schorzenia:  ospę,  wściekliznę, żółtą febrę, gorączkę krwotoczną Ebola, polio i AIDS.


Wirusy  prosperują  dzięki  kradzieży  materiału  genetycznego  żywych  komórek, który wykorzystują do produkcji własnych kopii. Reprodukują się jak  szalone, po czym uciekają w poszukiwaniu kolejnych komórek.
Wirusy nie są  żywymi  organizmami,  więc  mogą  sobie  pozwolić  na  prostą  budowę.  Wiele  wirusów, w tym także HIV, ma nie więcej niż dziesięć genów, podczas gdy  nawet najprostsza bakteria potrzebuje kilku tysięcy genów.
Wirusy są bardzo  małe, o wiele za małe, aby można je dojrzeć za pomocą konwencjonalnego  mikroskopu. Dopiero w 1943 roku, gdy wynaleziono mikroskop elektronowy,  naukowcy mogli po raz pierwszy je zobaczyć. Wirusy potrafią jednak być bardzo  niebezpieczne. Ospa tylko w dwudziestym wieku zabiła około 300 milionów  ludzi.
Wirusy mają  także niepokojący zwyczaj pojawiania się  na świecie w  różnych nowych i nieoczekiwanych formach, po czym znikają równie szybko,  jak się pojawiły. W 1916 roku, w jednym z takich przypadków mieszkańcy  Europy  i  Ameryki  zapadali  w  dziwną  śpiączkę,  która  została  nazwana  encephalitis lethargica. Ofiary zapadały w sen i się nie budziły. Można było je  obudzić jedynie z wielkim trudem, aby je nakarmić i umożliwić załatwienie  potrzeb fizjologicznych. Odpowiadały sensownie na pytania - wiedziały, kim są  i  gdzie  się  znajdują  -  lecz  przez  cały  czas  zachowywały  się  wyjątkowo  apatycznie.  Wystarczyło  jednak  choć  na  chwilę  pozwolić  im  spocząć,  a  natychmiast  zapadały  ponownie  w  głęboki  sen,  w  którym  pozostawały  tak  długo, jak długo pozostawiono je w spokoju. Niektórzy pacjenci trwali w takim  stanie przez wiele miesięcy, po czym umierali. Tylko bardzo nieliczna część z    nich  przeżyła  i  odzyskała  świadomość,  aczkolwiek  nigdy  nie  osiągnęła  uprzedniego stanu aktywności fizycznej i umysłowej. Osoby te egzystowały w  stanie głębokiej apatii, Jak wygasłe wulkany”, według słów jednego z lekarzy.  W ciągu dziesięciu lal zmarło na tę chorobę około 5 milionów ludzi, zanim  odpowiedzialny za nią wirus stopniowo się wycofał  50  . Obecnie niewiele osób go  pamięta, ponieważ w tym samym czasie znacznie poważniejsza w skutkach  epidemia - w istocie najpoważniejsza w historii - objęła niemal cały świat
Nazywana wielką epidemią grypy lub „hiszpanką”, pociągnęła za sobą  hekatombę ofiar. Pierwsza wojna światowa spowodowała śmierć 21 milionów  ludzi  w  ciągu  czterech  lat.  „Hiszpanka”  zebrała  takie  samo  żniwo  w  ciągu  pierwszych czterech miesięcy  51. Prawie 80 procent strat w ród amerykańskich żołnierzy było spowodowane nie przez nieprzyjaciela, lecz przez grypę. W niektórych jednostkach śmiertelność sięgała 80 procent.
„Hiszpanka” pojawiła się jako zwykła, uleczalna grypa, na wiosnę 1918 roku,  lecz  w  ciągu  kilku  kolejnych  miesięcy  -  nikt  nie  wie  kiedy  i  jak  -zmutowała się i przekształciła w coś znacznie poważniejszego. Co piąta ofiara  odczuwała  jedynie  lekkie,  niegroźne  symptomy,  lecz  pozostali  zapadali  na  śmiertelnie niebezpieczną chorobę i tylko nieliczni uszli z życiem. Niektórzy  ulegali w ciągu kilku godzin, inni walczyli przez kilka dni.
W  Stanach  Zjednoczonych  pierwsze  przypadki  śmierci  zostały  zarejestrowane pod koniec sierpnia 1918 roku wśród marynarzy w Bostonie, ale  epidemia szybko rozprzestrzeniła się na cały kraj. Zamknięte zostały szkoły oraz  centra rozrywkowe. Wielu ludzi nosiło na twarzy maski. Niewiele to jednak  pomogło. W okresie między jesienią 1918 roku i wiosną następnego roku 548 452  ludzi  zmarło  w  Ameryce  na  grypę.  Liczba  ofiar  w  Wielkiej  Brytanii wyniosła około 220 000, podobnie było we Francji i Niemczech. Nikt nie zna  globalnej liczby, ponieważ dane dla Trzeciego Świata były często niedostępne,  lecz była ona równa co najmniej 20 milionom. Bardziej prawdopodobna wydaje  się liczba 50 milionów, a niektóre oszacowania mówią nawet o 100 milionach.
W  ramach  prób  opracowania  szczepionki  lekarze  przeprowadzili  eksperymenty na ochotnikach wybranych spośród pensjonariuszy wojskowego  więzienia na Deer Island, leżącej u wejścia do portu w Bostonie  52  . Więźniom  obiecano wolność, jeżeli przeżyją serię testów. Oględnie mówiąc, testy były  dość rygorystyczne. Najpierw ochotnikom wstrzykiwano tkankę płucną osób  zmarłych na grypę. Następnie opryskiwano im oczy, nos i usta zakażonymi  aerozolami.  Gdy  nie  ulegli  chorobie,  smarowano  im  gardła  wydzielinami  pobieranymi wprost od chorych i umierających. Gdy i to nie zadziałało, musieli  siedzieć z otwartymi ustami na wprost śmiertelnie chorej ofiary, która kaszlała  im prosto w twarz.
Spośród zaskakująco dużej liczby 300 ochotników lekarze wybrali 62  osoby do testów. Ani jeden spośród ochotników nie zapadł na „hiszpankę”.  Jedyną osobą, która zachorowała, był więzienny lekarz, który niebawem zmarł.  Prawdopodobne  wyjaśnienie  tej  zagadkowej  odporności  więźniów  może  polegać na tym, że epidemia przeszła przez więzienie kilka tygodni wcześniej,  w  wyniku  czego  ochotnicy  rekrutowali  się  spośród  osób,  które  przeżyły  uprzednią wizytę grypy i się uodporniły.
Nie  rozumiemy  lub  słabo  rozumiemy  wiele  rzeczy  związanych  z  „hiszpanką” z 1918 roku. Jednąz zagadek jest to, w jaki sposób grypa pojawiła  się nagle i wszędzie, w miejscach oddzielonych przez oceany, łańcuchy górskie  i inne naturalne przeszkody. Wirus może przeżyć nie więcej niż kilka godzin  poza ludzkim ciałem, więc w jaki sposób pojawił się w Madrycie, Bombaju i  Filadelfii w tym samym tygodniu?
Prawdopodobnie wirus rozprzestrzenił się za pośrednictwem ludzi, którzy  odczuwali tylko nikłe symptomy lub w ogóle nie wiedzieli, że są nosicielami.  Nawet w przypadku zwykłej grypy około 10 procent ludzi w dowolnej populacji  przechodzi  chorobę,  lecz  nic  o  tym  nie  wie,  gdyż  nie  odczuwa  żadnych  objawów. Stanowią oni jednak poważne zagrożenie, ponieważ przemieszczają  się i skutecznie rozprzestrzeniają wirusa.

To  mogłoby  wyjaśnić,  dlaczego  wirus  z  1918  roku  był  tak  szeroko  rozpowszechniony, lecz nadal nie wiadomo, w jaki sposób zdołał przez kilka  miesięcy pozostawać w ukryciu, zanim uaktywnił się tak wybuchowo, mniej  więcej w tym samym czasie na całym świecie. Jeszcze bardziej zagadkowy jest  fakt, że najgroźniejszy w skutkach okazał się dla dorosłych, lecz stosunkowo  młodych ludzi. Zwykła grypa jest najgroźniejsza dla dzieci i osób starszych, a  epidemia  z  1918  roku  największe  żniwo  zebrała  wśród  dwudziesto-i  trzydziestolatków.  Ludzie  starsi  mogli  mieć  naturalną  odporność,  nabytąw  wyniku wcześniejszego zetknięcia z tym samym szczepem, lecz nie wiadomo  dlaczego  równie  odporne  okazały  się  dzieci.  Największą  zagadkę  stanowi  jednak fakt, że epidemia z 1918 roku pociągnęła tak wielką liczbę ofiar, chociaż  większość przypadków grypy jest stosunkowo niegroźna. Nadal nie wiadomo,  dlaczego tak się stało.

 Od czasu do czasu pewne szczepy wirusów powracają. Rosyjski wirus  nazwany  H1N1  wywołał  epidemie  na  znacznych  obszarach  w  1933  roku,  następnie  w  latach  pięćdziesiątych  i  ponownie  w  siedemdziesiątych.  Nie  wiadomo, gdzie się podziewał w okresie nieaktywnym.
Według jednej z sugestii  wirusy ukrywają się w populacjach dzikich zwierząt, aby spróbować swych sił  na kolejnym pokoleniu ludzi. Nie można z całą pewnością wykluczyć, że wirus,  który spowodował epidemię „hiszpanki”, kiedyś jeszcze wychyli się z kryjówki.

Nawet jeżeli tego nie zrobi, znajdą się inne. Nowe, groźne wirusy co  chwila  próbują  znaleźć  sposób  na  szybką  karierę.  Gorączki  krwotoczne,  wywołane przez wirusy Ebola, Lassa oraz Marburg, pojawiły się nagle i równie  szybko zniknęły, lecz nikt nie wie, czy nic mutują gdzieś po cichu lub po prostu  czekają na kolejną sposobność, aby wywołać katastrofalną epidemię. Obecnie  wiemy, że AIDS pojawił się znacznie wcześniej, niż początkowo sądziliśmy.  Badacze z Manchester Royal Infirmary odkryli, że marynarz, który w 1959 roku  zmarł  na  tajemniczą,  nieuleczalną  chorobę,  w  rzeczywistości  miał  AIDS  53  .  Choroba pozostawała jednak nieznana przez kolejne dwadzieścia lat.

Nie wiadomo dlaczego inne, podobne choroby nie rozprzestrzeniły się ani  nie  wywołały  epidemii.  Gorączka  krwotoczna  Lassa,  którą  po  raz  pierwszy  wykryto w 1969 roku w zachodniej Afryce, jest niezwykle złośliwa, choć mało  zbadana. W 1969 roku lekarz z laboratorium Yale Urtiversity w New Haven, w  stanie Connecticut, który badał gorączkę Lassa, zapadł na nią, lecz przeżył,  natomiast technik z sąsiedniego laboratorium, który nie zetknął się bezpośrednio  z wirusem, również się zaraził i zmarł.
W tym przypadku na szczęście na tym się skończyło, ale nie zawsze  możemy  liczyć  na  tak  pomyślne  okoliczności.  Nasz  styl  życia  sprzyja  epidemiom.  Transport  lotniczy  umożliwia  rozprzestrzenianie  się  zakaźnych  chorób z ogromną łatwością i w szybkim tempie na całej planecie. Wirus Ebola  może się pojawić rano w Beninie, a wieczorem znajdzie się w Nowym Jorku,  Hamburgu,  Nairobi  lub  we  wszystkich  trzech  miejscach  naraz.  Oznacza  to  także, że służba zdrowia powinna być w coraz większym stopniu zaznajomiona  z  niemal  każdą  chorobą,  która istnieje gdzieś na globie,  co oczywiście  jest  trudne  do  zrealizowania,  jeśli  nie  niemożliwe.  W  1990  roku  Nigeryjczyk  mieszkający w Chicago zetknął się z gorączką Lassa w trakcie wizyty w swojej  ojczyźnie,  lecz  symptomy  pojawiły  się  dopiero  po  powrocie  do  Stanów  Zjednoczonych.  Zmarł  w  szpitalu  w  Chicago  bez  diagnozy  i  bez  żadnych  szczególnych środków ostrożności. Ani on, ani nikt inny nie był świadom, że  był nosicielem jednej z najbardziej zakaźnych i śmiertelnie groźnych chorób.  Jakimś cudem nie zaraził nikogo innego  55  . Następnym razem może nam się nie  udać.
Poprzestańmy  na  tym  smutnym  akcencie  i  wróćmy  do  świata  istot  widocznych gołym okiem. 























Mikrobiom

W latach 70. XIX w. niemiecki lekarz, Robert Koch próbował śledzić epidemię wąglika, która dziesiątkowała pobliskie farmy. Inni naukowcy znaleźli w truchłach padłych zwierząt bakterie z gatunku Bacillus anthracis. Koch wstrzyknął te bakterie myszy, która wkrótce zdechła. Następnie odzyskał bakterie ze zdechłej myszy i powtórzył ten przygnębiający proces dwadzieścia razy. W ten sposób Koch bezspornie dowiódł, że B. anthracis wywołuje wąglika.
To wiekopomne doświadczenie i wiele podobnych w wykonaniu m. in. L. Pasteura potwierdziło, że wiele chorób jest wywoływanych przez mikroorganizmy. Mikroby, które były ignorowane przez setki lat wcześniej szybko zostały obsadzone w roli siewców śmierci i zniszczenia. Zarazki, patogeny, sprawcy plag, w zaledwie 20 lat od prac Kocha nad wąglikiem odkryto bakterie odpowiedzialne za trąd, rzerzączkę, tyfus, cholerę, dyzenterię, tężec i dżumę. Mikroby stały się synonimem choroby. Stały się też wrogiem, z którym trzeba walczyć.
Dzisiaj wiemy, że taki pogląd jest fałszywy.* Pewnie- niektóre bakterie powodują choroby, ale to mniejszość. Większość jest wobec nas neutralna, a wiele z nich nawet korzystne. Wiemy, że nasze ciała zamieszkują biliony bakterii - nasz tzw. mikrobiom** jest kluczowym elementem naszego życia. Bynajmniej nie sprawiają, że chorujemy. Pomagają nam w trawieniu, szkolą nasz układ odpornościowy, a nawet być może wpływają na nasze zachowanie. Odkrycia związane z tymi funkcjami bakterii zmieniły narrację jaką wobec nich stosujemy. Zaczynamy widzieć bakterie jako sojuszników, którzy powinni być chronieni. Kolorowe pisma zaczęły pisać o tym, że antybiotyki i środki dezynfekujące mogą nam szkodzić niszcząc naszych bakteryjnych sprzymierzeńców. Powoli koncepcja, że bakteria to wróg, który musi zostać zniszczony zmienia się w “bakterie to nasi przyjaciele”.
Jest jeden problem oboma spojrzeniami - są całkowicie błędne. Nie możemy zakładać, że bakteria jest “dobra” bo mieszka w naszym ciele. Nie ma czegoś takiego jak “dobra bakteria” i “zła bakteria”. Tego typu generalizacje nadają się może do książek dla dzieci ale są bardzo szkodliwe jeżeli opisujemy skomplikowany, pełen szarości i zależności świat organizmów żywych.
W rzeczywistości bakterie zajmują kontinuum trybów życia. Jeżeli pasożytują na nas nazywamy je patogenami, jeżeli są neutralne, komensalistami, jeżeli sprzyjają nam symbiontami. Ale te role nie są statyczne. Bakterie potrafią w zależności od warunków być zarówno symbiontami jak i pasożytami. Przykładowo Wolbachia, bakteria znajdowana w 40% gatunków owadów, u niektórych jest pasożytem zabijającym lub manipulującym samcami, u innych jest wewnętrznym suplementem diety odpowiedzialnym za dostarczanie witamin nieobecnych w diecie owada.
Jeszcze inne bakterie mogą pełnić obie role w tym samym czasie. Helicobacter pylori to bakteria, która w naszym żołądku powoduje wrzody i nowotwory. Mniej osób wie, że ta sama bakteria chroni nas przed nowotworami przełyku - i dokładnie te same szczepy robią obie rzeczy. H. pylori nie jest zły ani dobry - jest i zły i dobry.
To wszystko oznacza, że etykiety pasożyta, komensalisty czy symbionta nie znaczą zbyt wiele w kategoriach absolutnych. To raczej etykietki mówiące o tymczasowym stanie - tak jak bycie głodnym, śpiącym czy żywym. To opisy stanu a nie kategorie i powinno się je zawsze odnosić do danego czasu i miejsca.
Nichole Broderick, profesor University of Connecticut, znalazła świetny przykład takiego zmiennego związku studiując glebową bakterię Bacillus thuringensis (Bt). Produkuje ona toksyny, które zabijają owady perforując ich jelita. Rolnicy wykorzystują to od lat 20. XX wieku opryskując rośliny tą bakterią jako żywym pestycydem. Znalazło to zastosowanie we wszelkich technologiach rolniczych - nawet tych eko. Mimo lat stosowania, do niedawno nie wiedzieliśmy dokładnie jak działa toksyna. Przypuszczano, że owady są poważnie uszkodzone i umierają z głodu. Ale to nie mogło być wszystko - gąsienice zdychają z głodu ponad tydzień, toksyny Bt zabijają je w połowę tego czasu.
 Broderick odkryła co się dzieje i zrobiła to niemal przez przypadek. Podejrzewała, że gąsienice będą miały w swoim jelicie bakterie chroniące je przed toksyną więc podała im antybiotyk i dopiero potem podała pestycyd. Bez bakterii, przynajmniej taka była hipoteza, gąsienice padną znacznie szybciej. Tymczasem wszystkie przeżyły. Okazało się, że bakterie nie tyle nie chronią gąsienic przez toksynami co są czynnikiem dzięki któremu Bt zabija je. W jelicie są niegroźne ale poprzez perforacje spowodowane toksynami przedostają się do krwiobiegu gąsienic. Ich układy odpornościowe dostają z tego powodu hopla i zaczyna się spirala wojny między organizmem a bakteriami prowadząca do sepsy i zgonu.
Podobnie dzieje się z tysiącami ludzi każdego roku. My również mamy bakterie, które perforują nasze jelita, dostajemy sepsy kiedy bakterie z układu pokarmowego dostają się do układu krwionośnego. Tego typu bakterie są symbiontami tylko w danym środowisku. Podobnie ma się z tzw. “oportunistycznymi patogenami”. Normalnie są niegroźne ale u osób z osłabionym ukł. odpornościowym mogą powodować śmiertelne zagrożenie. Wszystko jak widać zależy od kontekstu.
Nawet bardzo starożytne związki mikrobami mogą przerodzić się w pewnych warunkach w problem. Mitochondria - organella produkujące energię w naszych komórkach - to “udomowione” miliardy lat temu bakterie. To jeden z najlepszych przykładów symbiozy w całej biologii ale nadal mitochondria w niewłaściwym miejscu mogą doprowadzić do katastrofy. Nacięcie albo siniak mogą spowodować przedostanie się mitochondriów do krwi - co może doprowadzić do reakcji immunologicznej i spowodować zespół ogólnoustrojowej reakcji zapalnej (SIRS), co w niektórych wypadkach może być groźniejsze od oryginalnego urazu. A to efekt nadmiernej reakcji na mikroby mieszkające na stałe w naszym ciele od ponad dwóch miliardów lat.
Tak jak kwiat ogrodowy z złym miejscu może być chwastem, tak bakterie mogą być zbawieniem w jednym organie i zgubą w drugim. “Jeżeli twój układ odpornościowy przestanie działać na krótki czas - zabiją cię. Kiedy umrzesz - zjedzą cię” mówi Forest Rohwer z San Diego State University. “Im po prostu nie zależy. To nie jest miły związek. To po prostu biologia.”. Świat tej symbiozy to taki, gdzie przyjaciele mogą nas w każdej chwili zawieść a wrogowie nagle znaleźć się po naszej stronie. To świat gdzie mutualizm może stać się wojną przez kilka milimetrów różnicy.
Dlaczego tego typu zależności są takie wrażliwe na zmiany? Dlaczego mikroby tak łatwo zmieniają role? Po pierwsze symbioza i pasożytnictwo nie są aż takimi przeciwieństwami jak mogło by się wam zdawać. Pomyślcie co potrzebuje “przyjazna” bakteria, żeby zadomowić się w organizmie gospodarza. Musi przetrwać w jelicie, zakotwiczyć się gdzieś i wejść w interakcję z komórkami gospodarza. Dokładnie to samo musi zrobić komórka pasożytnicza. Oba typy - symbionty i pasożyty, bohaterowie i szwarccharaktery - wykorzystują te same molekuły w tych samych celach. Niektóre z nich mają negatywnie brzmiące nazwy jak “czynniki wirulencji” bo zostały odkryte u drobnoustrojów chorobotwórczych, ale bakterie neutralne również ich używają. Dla bakterii białka są jak narzędzie - nóż czy pióro - można je wykorzystać do robienia wspaniałych i okropnych rzeczy.
Nawet pomocne mikroby, przypadkiem potrafią szkodzić swojemu gospodarzowi. Bakterie mszyc uwalniają substancje eteryczne, które przyciągają bzygi prążkowane. Te czarno-białe owady podobne z wyglądu do ós to zwiastun śmierci dla mszyc. Larwy bzygów potrafią zjeść setki mszyc w ciągu swojego życia a dorosłe osobniki znajdują ofiary dla swojego potomstwa wywąchując charakterystyczne zapachy bakterii - coś czego mszyce nie są w stanie uniknąć.
Świat jest pełen takich przypadkowych wabików. Być może właśnie sami to robicie - część bakterii wydziela zapachy, które zmieniają ich gospodarzy w magnesy na komary, podczas gdy inne odstraszają krwiopijców. Zastanawialiście się kiedyś czemu jedna osoba wyjdzie z lasu pełnego meszek całą pogryziona a inna nawet nie zauważy owadów? Częściową odpowiedzią są wasze bakterie.
Patogeny mogą też wykorzystywać bakterie w inny sposób. Przykładowo wirus polio “chwyta” białka na powierzchni bakterii jelitowych i wykorzystuje je jako swoiste lejce, dzięki którym może sterować bakteriami w stronę komórek gospodarza. Wirus może się dzięki temu lepiej przyczepiać do naszych komórek i jest bardziej stabilny w temperaturach naszego ciała. Bakterie robią z niego lepszego najeźdźcę.
Ważnym punktem w tym miejscu jest to, że symbioza bakterii nie jest darmowa. Nawet kiedy nam pomagają, jednocześnie generują nam koszty. Trzeba je nakarmić, dać schronienie, a to wszystko wymaga energii. Co najważniejsze - każda bakteria ma swoje interesy na pierwszym miejscu, a to często będzie prowadziło do konfliktów z gospodarzem. Wolbachia jest transmitowana z matek na córki więc pozbywa się samców. To w krótkim terminie spory zyska ale długoterminowo strategia jest samobójcza i ryzykuje wymarciem owada. Jeżeli moje bakterie zatrzymałyby mój układ odpornościowy, mogłyby rosnąć szybciej kosztem mojej choroby.
Praktycznie każde partnerstwo biologiczne tak wygląda. Oszuści są zawsze problemem a zdrada czai się tuż za horyzontem. Pary mogą zdziałać więcej ale jeżeli jeden z partnerów może dostać te same plusy bez płacenia kosztów - zrobi to bez wahania jeżeli będzie miał gwarancję bezkarności. HG Wells opisał to w 1930 w książce Science of Life***
Każda symbioza jest na swój sposób podszyta wrogością i tylko poprzez odpowiednią regulację można osiągnąć etap mutualistycznych korzyści. Nawet w sprawach ludzkich związki partnerskie nie są łatwe w utrzymaniu mimo, że jesteśmy obdarzeni inteligencją i jesteśmy w stanie racjonalnie zrozumieć korzyści takich związków. Ale u niższych organizmów nie ma takiego zrozumienia. Symbioza to ślepe przystosowanie, bez udziału świadomości jak w każdym innym przypadku dostosowania biologicznego.
Te zasady łatwo zapomnieć. Lubimy nasze czarno-białe narracje z bohaterami i złymi. Sam termin symbioza utracił oryginalne znaczenie (życie razem) i dostał idealistycznego charakteru życia w utopijnej harmonii. Ale ewolucja nie działa w taki sposób. Współpraca nie jest wcale promowanym stylem życia nawet jeżeli byłoby to w interesie wszystkich. Zawsze w każdym związku mamy współgranie współpracy i konfliktu.
Możemy to łatwo zaobserwować jeżeli opuścimy na chwilę świat bakterii i pomyślimy o większych organizmach. Bąkojady to małe afrykańskie ptaki szwendające się obok antylop i żyraf. Powszechnie wiadomo, że są komensalami zbierającymi kleszcze i inne pasożyty ze swoich gospodarzy. Ale to nie wszystko. Ptaki dziobią też otwarte rany zwierząt uniemożliwiając im zasklepienie się. Prawda jest taka, że żywią się krwią i źródło tej krwi jest im raczej obojętne, czy to szkodliwe dla gospodarzy czy nie.
Podobne procesy możemy obserwować na rafach koralowych, gdzie ryby z gatunku wargatków sanitarników prowadzą przychodnie dla większych ryb. Duże ryby przypływają do “myjni” a wargatki czyszczą ich żuchwy, skrzela i inne miejsca o utrudnionym dostępie z pasożytów. Czyściciele mają darmowy obiad a klienci wychodzą zdrowsi. Ale raz na jakiś czas wargatek oszuka klienta i uszczknie kawałek zdrowej tkanki. Klienci karzą takie wargatki i przenoszą się do innego “spa”. Inne wargatki wyganiają ze swojego grona oszukujących kolegów.
W tym samym czasie w Ameryce Południowej drzewa akacji opierają się na mrówkach jako ich obrońcach przed chwastami, pasożytami i roślinożercami. W zamian dają swoim ochroniarzom słodkie przekąski i puste ciernie w których mogą mieszkać. To wygląda jak typowa symbioza aż nie dowiemy się, że darmowe jedzenie od akacji uniemożliwia mrówkom trawienie innych cukrów. Mrówki nie są tylko kimś kto zbiera korzyści - są poniekąd zakładnikami - służącymi bez możliwości wyboru.
Wszystkie klasyczne przykłady kooperacji można bez problemu znaleźć w książkach i filmach dokumentalnych. I każdy z nich ma różne warstwy - od współpracy do konfliktu przez manipulację i podstęp - co jest rzadko prezentowane szerszej publiczności. “Musimy nauczyć się oddzielać rzeczy ważne od rzeczy przyjemnych. Mikrobiom jest bardzo ważny ale to nie znaczy, że jest przyjemny.” mówi Toby Kiers z Vrije Universiteit. Świetnie funkcjonujące partnerstwo może być równie dobrze traktowane jako przykład równoległego pasożytnictwa. “Obaj partnerzy mogą odnosić korzyści ale cały czas mamy silne napięcie. Symbioza to konflikt - konflikt w którym żadna ze stron nie zyskała przewagi.
Taki związek może być stabilny. Nasza wewnętrzna biologia nie wie co to “dobro” czy "zło” jeżeli chodzi o mikroby. Wyewoluowało wiele rozwiązań które pomagają ludziom w ich wiecznej walce z naszym mikrobiomem i w nawiązywaniu układów z bakteriami. Możemy ograniczać ich obecność do niektórych układów przez chemiczne bariery czy fizyczne blokady. Możemy sięgnąć po marchewkę i nakarmić kogo chcemy odpowiednimi substratami. Możemy też sięgnąć po kija i wykorzystać nasz układ odpornościowy żeby pokazać im kto rządzi. Wyewoluowaliśmy sposoby upewniające się, że mieszkają z nami gatunki, które nam pasują i które powodują mniej problemów.
I tu mamy najważniejszą lekcję biologii. Przyroda nie jest z natury harmonijna i nastawiona na współpracę. Ale wszystkie najlepsze związki wymagają kupy pracy. 

‘* Autor tego eseju opisał to w znacznie bardziej szczegółowy sposób w książce “I contain multitudes” którą znając jego wcześniejszą twórczość można polecić w ciemno.
** Mikrobiom = całość bakterii żyjących na i w człowieku.
*** W zasadzie pierwszy podręcznik do biologii a przynajmniej naszego zrozumienia biologii w latach 20-30.
źródło https://aeon.co/essays/there-is-no-such-thing-as-a-good-or-a-bad-microbe https://justpaste.it/x3jz







Jak wzmocnić odporność?
https://www.youtube.com/watch?v=JupRUZIbJ2Y


Na wstępie warto zauważyć, że wiele produktów uznawanych za naturalne antybiotyki, takich jak ostra papryka, czosnek, cebula, chrzan, w rzeczywistości nie wzmacnia odporności, a jedynie wykazuje większe bądź mniejsze działanie bakteriostatyczne lub bakteriobójcze. Odporność to pojęcie wieloznaczne. Z reguły oznacza zdolność organizmu do przeciwstawienia się czynnikom chorobotwórczym, powstrzymania rozwoju choroby i zachowania homeostazy. Odporność czasami definiuje się również jako zdolność organizmu do szybkiej reakcji na czynniki chorobotwórcze. W takim znaczeniu odporność należy rozumieć nie tylko jako "brak choroby" po kontakcie z patogenem, ale również szybki powrót do zdrowia, gdy do zachorowania już doszło. Naturalne substancje wzmacniające odporność, to beta 1,3 i 1,6-glutan, skwalen i alkiloglicerole, bakterie probiotyczne, echinokozydy, witamina D3, colostrum. Większość z tych substancji działa nieswoiście, wzmacniając głównie odporność nieswoistą typu komórkowego, albo nieswoistą typu humoralnego. Odporność typu humoralnego pobudza colostrum i probiotyki - znajdują one zastosowanie głównie do indukowania sztucznej i naturalnej odpowiedzi humoralnej związanej z błonami śluzowymi przewodu pokarmowego i dróg oddechowych. Odporność typu komórkowego jest pobudzana przez beta-1,3-glutan, przez wpływ na swoiste receptory makrofagów i granulocytów obojętnochłonnych - CD11b,CD18. Witamina D3 pobudza naturalną odporność typu humoralnego, związaną głównie z błonami śluzowymi przewodu pokarmowego, przez wpływ na wydzielanie katelicydyny i defensyny beta-2. Wpływa ona także na komórki prezentujące antygen, tak zwane APC, na przykład keratynocyty i komórki Langerhansa. Probiotyki stymulują odporność głównie przez aktywację plazmocytów w skupiskach tkanki MALT i GALT. Witamina D3 powoduje wydzielanie katelicydyny przez makrofagi, oraz różnicowanie limfocytów Th - pomocniczych, limocytów B i komórek plazmatycznych. Zwiększa ponadto prezentację antygenów. Jeżówka purpurowa zwiększa odporność typu komórkowego – stymuluje głównie monocyty, granulocyty, ale także limfocyty T cytotoksyczne. Wpływa na leukopoezę. Należy pamiętać, że nie wszystkie typy odporności biorą udział jednocześnie w walce z patogenem. Na przykład w zakażeniach wirusowych ważną rolę odgrywa odporność humoralna naturalna i sztuczna, związana z wytwarzaniem przeciwciał, zaś w bakteryjnych - głównie odporność komórkowa, ale także humoralna. W większości przypadków występuje zarówno komponenta komórkowa, jak również humoralna odpowiedzi immunologicznej, chociaż zwykle tylko jedna z nich przeważa. Piśmiennictwo: 1. Myszka M.: The immunomodulatory role of Vitamin D. Postepy Hig Med Dosw 2014; 68: 865-878 2. Meyer, A. M., J. J. Reed, T. L. Neville and J. F. Thorson. 2011. Nutritional plane and selenium supply during gestation affect yield and nutrient composition of colostrum and milk in primiparous ewes. USDA Agric. Res. Serv.U. Nebraska, Lincoln. Paper 716. 3. Pugliese PT, Jordan K, Cederberg H, Brohult J.: Some biological action of alkylglycerols from shark liver oil. J Altern Complement Medicine. 1998, 4, 87 4.FAO and WHO 2001, Health and Nutritional Properties of Probiotics in Food including Powder Milk with Live Lactic Acid Bacteria. Report of a Joint FAO and WHO Expert Consultation on Evaluation of Health and Nutritional Properties of Probiotics in Food Including Powder Milk with Live Lactic Acid Bacteria 5. Zeković, Djordje B. 2008: "Natural and Modified 1›3-ß-D-Glucans in Health Promotion and Disease Alleviation". Critical Reviews in Biotechnology. Linki: Przeziębienie i grypa: https://www.youtube.com/watch?v=sDVwO... Który magnez się najlepiej wchłania?: https://www.youtube.com/watch?v=rySQO... Kiedy potrzebny jest antybiotyk?: https://www.youtube.com/watch?v=NLPPr... Dopalacze: https://www.youtube.com/watch?v=xteK0... Czy można zaplanować płeć dziecka?: https://www.youtube.com/watch?v=Ig6AV...



Jeszcze kilka cytatów i źródeł do zweryfikowania, z mniej lub bardziej poważnych miejsc:

"Badania udowadniające, że nieszczepione dzieci są znacznie zdrowsze niż ich szczepieni rówieśnicy"
Christina England

"Badanie z 1990 ujawniło, że w porównaniu do nieszczepionych, szczepione dzieci były bardziej narażone na astmę, egzemę, infekcje ucha, nadpobudliwość i wiele innych schorzeń przewlekłych.
Ponadto określono dziesięciokrotny wzrost częstości występowania zapalenia migdałków u dzieci, które zostały zaszczepione, a także operacji usunięcia migdałków. W 1992 roku Towarzystwo Świadomości Szczepień (MSR) przeprowadziło to badanie w celu zbadania stanu zdrowia dzieci w Nowej Zelandii.
Nic więc dziwnego , że wyniki tych badań wskazują, że nieszczepione dzieci były znacznie zdrowsze od szczepionych. Kwestionariusze zostały przekazane członkom MSR ich przyjaciołom i współpracownikom z prośbą o odpowiedzi na różne pytania dotyczące zdrowia. Łącznie 245 rodzin zwróciło wypełnione kwestionariusze, co dało sumę 495 dzieci badanych, z których 226 było szczepionych i 269 nieszczepionych.

Zdrowe dzieci i etyka
Wiek poddanych badaniu wynosił od dwóch tygodni do 46 lat, 273 osoby to mężczyźni, a 216 kobiety. Sue Claridge, która zgłosiła się do badania napisała:
"Respondenci zostali poproszeni o dostarczenie następujących danych: rok urodzenia, płeć, otrzymane szczepienia, czy dziecko cierpi na szereg schorzeń przewlekłych (astma, egzema, infekcje ucha, nawracające zapalenie migdałków, nadpobudliwość, cukrzycę lub padaczkę), czy miało usunięte migdałki lub miało problemy z rozwijaniem umiejętności motorycznych (chodzenie, raczkowanie, wstawanie itp.). Rodzice udzielali także informacji na temat karmienia piersią lub butelka i kiedy zostało odstawione od piersi."
Podczas badania, pojawił się kolejny ciekawy fakt. Badacze odkryli, że 92 procent dzieci wymagających operacji usunięcia migdałków otrzymało szczepienie przeciwko odrze, co wskazuje, że to szczepienie może powodować podatność na zapalenie migdałków. Badanie wykazało również, że 81 rodzin miało zarówno szczepione, jak i nieszczepione dzieci. Wiele z tych rodzin szczepiło starsze dzieci, ale pojawiła się u nich niechęć do szczepienia ich młodszego rodzeństwa ze względu na rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa szczepień.

Badacze doszli do wniosku, że:
"Chociaż były to bardzo ograniczone badania, w szczególności pod względem liczby nieszczepionych dzieci, które zostały do niego zaangażowane oraz zakres przewlekłych stanów uwzględnionych w badaniu, zapewniają solidne dowody naukowe na poparcie niepotwierdzonej tezy, że nieszczepione dzieci są zdrowsze niż ich szczepieni rówieśnicy." [ 1 ]
Chociaż rządy z całego świata nieustannie twierdzą, że badania dzieci zaszczepionych w porównaniu do nieszczepionych byłyby nieetyczne, naukowcy z Nowej Zelandii nie są jedyną grupą naukowców , która podjęła się przestudiowania tej kwestii.
Szczepione dzieci pięć razy częściej cierpią na szereg chorób
We wrześniu 2011 roku niemieccy naukowcy przeprowadzili badanie łącznie 8000 nieszczepionych dzieci w wieku od 0-19 lat. Jak w nowozelandzkim badaniu, badacze zbierali swoje dane za pomocą kwestionariuszy. [ 2 ]
Wyniki wykazały, że zaszczepione dzieci cierpią z powodu różnych chorób i zaburzeń do pięciu razy częściej niż nieszczepione. Ich wyniki porównano z innym niemieckim badaniem ( KiGGS ), które dotyczyło większej grupy badanej składającej się z 17 461 uczestników w wieku od 0-17 lat. Dr Andreas Bachair , niemiecki lekarz praktykujący homeopatię klasyczną, odpowiedzialny za zbieranie wyników badania przez stronę vaccineinjury.info stwierdził, że:
"Astma, katar sienny i choroby układu nerwowego są bardzo często dzisiaj obserwowane. Najnowsze badania dotyczące 17 461 niemieckich dzieci między 0-17 rokiem życia (KIGGS) wykazały, że 4,7% z tych dzieci cierpi z powodu astmy, 10,7% ma katar sienny, 13,2% z neurodermię. Liczby te różnią się w krajach zachodnich, czyli częstość występowania astmy wśród dzieci z USA wynosi 6%, podczas gdy w Australii jest to 14-16%. (Zdrowie Australii 2004 , AIHW).

Częstość występowania astmy wśród nieszczepionych dzieci według naszej pracy to około 2,5%, katar sienny 3% i schorzenia układu nerwowego 7%. Według badania KIGGS ponad 40% dzieci w wieku od 3 do 17 lat uczuliły się na co najmniej jeden z badanych alergenów (było testowane 20 powszechnie występujących alergenów) i 22,9% miało chorobę alergiczną. Choć nie wykonano badania krwi, około 10 % rodziców stwierdziło, że ich dzieci mają alergię ". [ 3 ]

(Ponieważ to badanie jest długofalowe, liczba dzieci badanych w międzyczasie wzrosła do 13 222. Aby przystąpić do badania, można wypełnić kwestionariusz docierając do niego przez kliknięcie na link podany pod nr 3 na końcu tego artykułu.)
Choć były tylko cztery zgłoszone przypadki autyzmu wśród nieszczepionych dzieci, Dr Bachair poinformował, że: "Z tych 4 dzieci jedno wykazywało w testach bardzo wysokie wyniki dla metali (rtęć, aluminium, arsen), w innym przypadku matka miała w testach bardzo wysokie wyniki dla rtęci."
Jednak liczba ta ma niewielkie znaczenie, gdy porównamy ją do statystyk 1 na 88 dzieci autystycznych obecnie ogłoszonych przez CDC. [ 4 ]
Inne badania wykazały, że ryzyko prawie nie istnieje u nieszczepionych dzieci.

Dr Andreas Bachair opublikował raport, stwierdzając, że badanie wykazało , że zapalenie zatok, brodawki, problemy skórne i zapalenia ucha środkowego były znacznie rzadsze u nieszczepionych dzieci, podobnie jak przypadki cukrzycy oraz padaczki. Wyniki pokazały, że częstość występowania wielu schorzeń u nieszczepionych dzieci były znacznie niższe. Były to:
"Inne zaburzenia i choroby
W otwartych pytaniach zawartych w naszym badaniu oceniano częstość występowania (u pierwszych 10 070 uczestników) niektórych innych zaburzeń i chorób. Nieszczepione dzieci wykazują bardzo niską zachorowalność na następujące zaburzenia :
• dysleksja: 0,21 %
• problemy z opóźnieniem mowy / artykulacji: 0.38 %
• zaburzenia sensoryczne: 0.28 %
• niepokój: 0,25 %
• depresja: 0,12 %
• moczenie nocne: 0,12 %
• celiakia: 0,12 %
• wrażliwość na gluten: 0.41%
• refluks żołądkowo-przełykowy: 0,06 %"

Wnioski
Wbrew mediom głównego nurtu i czołowym agencjom rządowym, podkreślającym wielokrotnie, że badania porównujące zaszczepione i nieszczepionych dzieci, nie może nastąpić z przyczyn etycznych, grupy na całym świecie biorą to na siebie przeprowadzając te badania."
Cały artykuł tutaj: http://vactruth.com/2014/02/26/unvaccinated-children-healthier/

Komentarz HIN: "Christina England wykonała doskonałą robotę docierając do kilku przeprowadzonych wcześniej badań w Nowej Zelandii i w Niemczech porównujących dzieci zaszczepione do nieszczepionych.

Oprócz tych dwóch badań wykonano również badanie kliniczne przeprowadzone w Hongkongu w roku 2012 porównujące dzieci zaszczepione do nieszczepionych w odniesieniu do szczepionki przeciw grypie. Naukowcy przeprowadzili badanie z podwójnie ślepą próbą z placebo na dzieciach z trójwartościową inaktywowaną szczepionką przeciwko grypie. Ich wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie Clinical Infectious Diseases w 2012 r. http://cid.oxfordjournals.org/content/early/2012/03/13/cid.cis307 i okazało się, że szczepionka przeciw sezonowej grypie spowodowała 5,5 razy więcej przypadków choroby układu oddechowego niż w grupie placebo.
Więcej na ten temat: http://healthimpactnews.com/2013/study-flu-vaccine-causes-5-5-times-more-respiratory-infections-a-true-vaccinated-vs-unvaccinated-study/

CDC przyznało, że nigdy nie przeprowadziła badania porównującego stan zdrowia dzieci szczepionych i nieszczepionych. (Więcej: https://www.facebook.com/notes/ogólnopolskie-stowarzyszenie-wiedzy-o-szczepieniach-stop-nop/kongresmen-z-usa-przedstawił-ustawę-dot-badań-występowania-autyzmu-wśród-zaszcze/746820648678699 )
Referencje
1 . http://www.viewbix.com/v/Unvaccinated-Children-Healthier/a75dae69-a6e2-478b-a4ac-708545b36725
2 . http://healthimpactnews.com/2011/new-study-vaccinated-children-have-2-to-5-times-more-diseases-and-disorders-than-unvaccinated-children/
3 . http://www.vaccineinjury.info/vaccinations-in-general/health-unvaccinated-children/survey-results-illnesses.html
4 . http://www.cdc.gov/ncbddd/autism/data.htm


Na podstawie: http://healthimpactnews.com/2014/studies-outside-the-u-s-show-unvaccinated-children-healthier-than-vaccinated-children/

State of health of unvaccinated children
http://www.vaccineinjury.info/survey/results-unvaccinated/results-general.html
oraz żenujące tłumaczenie, z żenującego źródła:
https://piotrbein.files.wordpress.com/2012/07/szczepienia-1aa-pwikc582ania.pdf


Podkreślam, że powyższe informacje należy dokładnie zweryfikować.





Odnośnie jeszcze unikania trucizn ciekawostka:
Trucizna z paragonów przenika przez skórę - Największą koncentrację bisfenolu A wykryto w moczu kasjerek sklepowych http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,377394,szkodliwa-substancja-z-paragonow-przenika-przez-skore.html

Bisfenol A, szkodliwy związek używany przy produkcji tworzyw sztucznych, może przenikać przez skórę. "Znaczącym" jego źródłem są prawdopodobnie przy tym wydruki z drukarek fiskalnych - takie są wyniki nowych badań naukowców francuskich i amerykańskich - donosi Nature.

Bisfenol A, w krócie BPA (dian, 2,2-bis(p-hydroksyfenylo)propan) to wysoce toksyczny związek organiczny z grupy fenoli stosowany powszechnie przy produkcji tworzyw sztucznych. Jak wykazały badania kanadyjskie z lat 2005-2009 jest on kancerogenny i powoduje zaburzenia hormonalne u osób wystawionych na jego wpływ. Nie stwierdzono przy tym, aby szkodliwe były tylko wysokie dawki tego związku - niskie dawki BPA potrafią także powodować choroby i zaburzenia np. u kobiet w ciąży.

Rząd Kanady i amerykańska agencja zajmująca się obrotem lekami i żywnością FDA zażądały od producentów "absolutnego wycofania" bisfenolu A z procesu produkcji butelek niemowlęcych z tworzyw sztucznych, powodował on bowiem silne zaburzenia hormonalne u niemowląt.

BPA jest używana praktycznie w każdym kraju świata m.in. przy produkcji jednorazowych butelek do napojów oraz folii i jednorazowych pojemników plastikowych do przechowywania żywności. Według badań amerykańskich, więcej tego związku znajduje się w tworzywach sztucznych pochodzących z krajów rozwijających się, ale występuje on także w tworzywach pochodzących z Zachodniej Europy i USA.

W pierwszym z badań, przeprowadzonym przez zespół Daniela Zalko, toksykologa z Institut Nationale de la Recherche Agronomique (INRA) w Paryżu, wykazano iż bisfenol A łatwo przenika przez skórę. Wyjaśniło to, dlaczego poziom BPA u ludzi jest wyższy niż przewidywany na podstawie wyliczonych sumarycznych dawek, jakie mogliby otrzymać z żywności i napojów do których przeniknąłby bisfenol A w trakcie ich przechowywania.

Jak ustalił zespół Zalko, szczególnym źródłem szkodliwej substancji są prawdopodobnie paragony fiskalne, ponieważ BPA występuje zarówno w bloczkach papieru kasowego, jak i w plastikowych częściach głowic w drukarkach używanych w kasach sklepowych. W tej postaci jest też najłatwiej absorbowany do organizmu.

Autyzm, a BPA
http://autyzm-biologia.blogspot.com/2015/03/ekspozycja-na-bisfenol-i-autyzm.html
http://autyzm-biologia.blogspot.com/2012/12/dzieci-sa-jak-mae-gabki-bardzo-atwo_17.html
http://autyzm-biologia.blogspot.com/2011/04/ftalany-i-bisfenol-zwiazane-z.html




"" Jeżeli znajdziesz napis PET, najczęściej pod takim trójkątem z zaokrąglonymi wierzchołkami i strzałkami na bokach, a w tym trójkącie cyfra 1, to oznacza to , że butelka została wykonana z politereftalanu etylowego (PET). Ta cyfra 1 oznacza, że butelka nadaje się do recyklingu.

Plastikowe butelki, które są powszechnie używane do rozlewu wód i napojów w Polsce i na rynku europejskim, wytwarzane są z politereftalanu etylowego (PET) i nie zawierają w swoim składzie bisfenolu A zwanego BPA.
Dlatego kiedy jest napisane PET nie musi być już pisane BPA free, ponieważ ta informacja jest już zawarta w PET. Fakt że butelki z wodą produkowane w Europie nie zawierają BPA i nie mogą zawierać bisfenolu A zgodnie z ustawą, został potwierdzony przez wiele źródeł."

Oczywiście w internecie jest mnóstwo informacji wzajemnie wykluczających się.
Czyli znów : wiem że nic nie wiem...

Często sami producenci informują o bezpieczeństwie swoich produktów jak np. :Źywiec ( oznaczenie butelek PET) oświadcza że ich butelki nie zawierają BPA, czy NUK producent artykułów dla niemowląt.

Tym co oświadczają wierzę, w coś trzeba;-)

Swoją drogą,chyba najbezpieczniejszym wyjsciem jest picie domowej " kranówy" - nie od dziś wiadomo że często jest bardziej zmineralizowana niż nie jedna popularna woda źrodlana, a podlega takim samym wymogom sanitarnym."

Jeśli szukacie informacji o oznaczeniach na produktach plastkiowych i ich działaniu:
http://www.newbaby.pl/plastikowe-opakowania-jak-czytac-oznaczenia/



"BPA mocno przenika przez skórę. Dobrze byłoby poradzić kobietom ciężarnym, aby osłaniały ręce albo myły je po kontakcie z rachunkami sklepowymi. Z tego samego powodu doradzalibyśmy nie używanie butelek niemowlęcych z tworzywa sztucznego" - powiedział Nature Daniel Zalko.

Aby zbadać poziom przenikalności BPA, uczeni oznaczyli bisfenol A radioaktywnie i obserwowali przenikanie substancji poprzez pomiar radioaktywności ucha świni - najszerszy i najczęściej stosowany model skóry ludzkiej. Eksperyment później został powtórzony na małych fragmentach ludzkiej skóry. W modelu świńskim aż do 65 proc. BPA przenikało przez skórę. W modelu ludzkim było to około 46 proc. Oba typy tkanki były zdolne do metabolizowania BPA

Wnioski Zalko potwierdziło i zarazem uszczegółowiło inne badanie wykonane przez zespół epidemiologa Joe'go Brauna z Harvard University w Bostonie w amerykańskim stanie Massachusetts. Zbadał on koncentrację BPA w moczu 389 ciężarnych kobiet, porównując te dane z wykonywanym zawodem. Największą koncentrację bisfenolu A wykryto w moczu kasjerek sklepowych - 2,8 mg/gram. Nauczycielki miały koncentrację 1,8 mg/ram, podczas gdy robotnice - 1,2 mg/gram. Ten ostatni wynik był niespodzianką, gdyż poprzednie studia wykrywały w moczu robotnic wyższą koncentrację BPA.

Zespół Brauna uważa, że paragony stanowią największe zagrożenie dla samych kasjerek, które stale stykają się z nimi. U pozostałych kobiet BPS z kilku rachunków kasowych dziennie sumuje się z dawkami pochodzącymi z butelek i opakowań, co, jak dodaje Braun, "może świadczyć iż w rzeczywistości dawki z tych źródeł mogą być większe niż się przypuszcza". MMEJ

PAP - Nauka w Polsce



















Jeszcze odnośnie tego co warto unikać:


W skrócie:

Z plastików tylko 2 HDPE i 5 PP akceptowalne reszta toksyczna



http://www.greensign.pl/zrozumiec-informacje-zawarte-na-opakowaniach-z-plastiku-infografika/







Żywność przechowujmy wyłącznie w plastikach oznaczonych cyfrą 2 lub 5.
W pozostałych grupach plastików starajmy się nie przechowywać żywności. Nie używajmy ponownie butelek PET, nie podgrzewajmy w mikrofalówce żywności na tackach, na których ją kupiliśmy, (chyba że na opakowaniu zaznaczono, że nadają się do tego celu).
Nie podgrzewajmy w mikrofalówce żywności w opakowaniach z grupy 7, nie wlewajmy do nich gorących płynów i nie zmywajmy w zmywarce.
Opakowań plastikowych używajmy zgodnie z instrukcją umieszczoną na opakowaniu, stosujmy się do oznaczeń dotyczących temperatury oraz mycia w zmywarce. 
http://ulicaekologiczna.pl/zdrowy-styl-zycia/plastik-plastikowi-nierowny/






Gorączka 

Różne rady z grupy https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/
np.
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1628904040773660/?match=Z29yxIVjemvEhSxnb3LEhWN6a2E%3D
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1387336831597050/?match=Z29yxIVjemthLGdvcmFjemth
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1480506772280055/?match=Z29yYWN6a2E%3D
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1504178843246181/?match=Z29yxIVjemth https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1564188767245188/?match=Z29yxIVjemthLGdvcmFjemth

Gorączka oznacza szybszy metabolizm oznacza również szybszą produkcję limfocytów, czyli jednego z rodzajów komórek odpornościowych. Jeśli organizm styka się z danym drobnoustrojem po raz pierwszy, to potrzebuje czasu na wytworzenie odpowiednich dla niego przeciwciał. Czas ten ulega znacznemu skróceniu przy podwyższonej temperaturze ciała i szybszym metabolizmie. Zwiększona temperatura ciała utrudnia również drobnoustrojom dostęp do niektórych substancji, które są im niezbędne do odżywiania. Powoduje to ich wolniejsze namnażanie, przy jednoczesnej szybszej produkcji i lepszej proliferacji przeciwciał. W efekcie układ odpornościowy może zdobyć w krótszym czasie przewagę nad chorobą. W skrajnych sytuacjach może być to różnica jak między życiem a śmiercią.https://portal.abczdrowie.pl/goraczka

Dlaczego rinowirusy nie powodują groźniejszych chorób:
są rodzajem wirusów należącym do rodziny pikornawirusów (Picornaviridae). Zawierają łańcuch RNA o dodatniej polarności. Są najpowszechniejszym wirusowym czynnikiem zakaźnym u ludzi. Jego cechą charakterystyczną jest to, że ulega inaktywacji w pH 3 lub niższym oraz że optymalną temperaturą dla jego rozwoju jest 33–34°C, czyli temperatura występująca w przewodach nosowych człowieka. Rinowirusy są przyczyną najpowszechniej znanej choroby jaką jest przeziębienie, natomiast rzadko powodują objawy zapalenia dolnych dróg oddechowych, gdyż temperatura tam występująca jest wyższa i wynosi około 37°C. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rinowirusy
Zdania są podzielone na temat "Nie należy obniżać gorączki ponieważ w wyższej temperaturze nie namnażają się patogeny. Temperaturę ciała powinno się obniżać jedynie w przypadku gdy jest bardzo wysoka, zagrażająca życiu"
http://pogromcymitowmedycznych.pl/myth/2625/nie-nale%C5%BCy-obni%C5%BCa%C4%87-gor%C4%85czki/


„Gorączka ma korzystny wpływ przypuszczalnie dlatego, że wyewoluowała i utrzymuje się jako odpowiedź na infekcje i inne stany chorobowe. Wiele mikroorganizmów rośnie najlepiej w stosunkowo wąskim zakresie temperatur, a podwyższenie temperatury hamuje ich wzrost. Ponadto przy podniesionej temperaturze ciała zwiększa się wytwarzanie przeciwciał. Przed pojawieniem się antybiotyków gorączkę wywoływano sztucznie w leczeniu kiły układu nerwowego i metoda ta dawała dobre skutki”.
„Jednak bardzo wysoka temperatura jest szkodliwa. Utrzymująca się przez długi czas temperatura powyżej 41°C, mierzona w odbytnicy, powoduje trwałe uszkodzenia mózgu. Jeśli temperatura przekroczy 43°C, rozwija się udar cieplny, który często kończy się śmiercią”. [W.F. Ganong, Fizjologia, Warszawa 2009, s. 251]
Zatem nie, nie należy obniżać gorączki. Należy ją jednak kontrolować. Jeśli słupek rtęci dobije do temperatury 41°C, przejawem mądrości będzie jej zbicie, powiedzmy do 39-40°C.
Oczywiście powyższe tyczy się stanów chorobowych. „Termostat” organizmu przestawia się wtedy na wartość powyżej 37°C – czyli zmiana normy w punkcie nastawczym. Sprawa inaczej wygląda przy hipertermii, gdzie przestawienia w ośrodkach termoregulacji nie ma, a wzrost temperatury jest spowodowany np. słońcem.
Kilka innych cytatów:
„Gorączka przyspiesza procesy metaboliczne w komórkach obszaru zapalnego, w konsekwencji zwiększając ich zapotrzebowanie na tlen i substancje odżywcze. Podwyższenie temperatury zapalnie zmienionych tkanek wywiera podwójnie korzystne działanie, bo hamuje wzrost i rozmnażanie się bakterii, a jednocześnie zwiększa aktywność fagocytów”. [A. Waugh, A. Grant, Ross & Wilson Anatomia i fizjologia człowieka w warunkach zdrowia i choroby, Wrocław 2012, s. 391]
Gorączka pomaga organizmowi reagować na infekcje poprzez kilka mechanizmów, np.: podwyższona temperatura ciała zabija wiele mikroorganizmów i niekorzystnie wpływa na ich rozwój i replikację [...]. Ponieważ gorączka jest korzystną dla zdrowia reakcją na infekcje, jej zwalczanie za pomocą leków powinno być zastosowane tylko, jeśli gorączka jest na tyle duża, że wywołuje poważne skutki uboczne typu uszkodzenie układu nerwowego czy drgawki”. [S.E. Huether, K.L. McCance, Pathophysiology, The Biologic Basis for Disease in Adults and Childrens, wyd. 7, s. 498]
„Gorączka pełni ważną funkcję ochronną. Na przykład wzrost temperatury ciała stymuluje dużą ilość odpowiedzi obronnych na infekcję, włączając w to rozmnażanie i pobudzenie aktywności białych krwinek, które walczą z patogenami”. [E.P. Widmaier, H. Raff, K.T. Strang, Vander's Human Physiology, The Mechanism of Body Function, wyd. 13, s. 595]
Gorączka zwiększa aktywność układu odpornościowego i hamuje wzrost niektórych mikroorganizmów”. [C. VanPutte, J. Regan, A. Russo, Seley's Anatomy & Physiology, wyd. 10, s. 784]
Gorączka wzmacnia działanie interferonów [białek wytwarzanych i uwalnianych jako odpowiedź na obecność patogenów, takich jak wirusy, bakterie, patogeny], hamuje wzrost niektórych mikroorganizmów i przyspiesza reakcje organizmu, które wspierają regenerację tkanek”. [G.J. Tortora, B. Derrickson, Principles of Anatomy and Physiology, wyd. 11, s. 846]
Gorączka ma bezpośredni negatywny wpływ na niektóre mikroorganizmy i może również wzmocnić skuteczność procesu pochłaniania i niszczenia bakterii”. [R.A. Rhoades, D.R. Bell, Medical Physiology, Principles for Clinical Medicine, wyd. 4, s. 191]
Przez lata gorączkę traktowano jako patologiczną odpowiedź organizmu na infekcje, lecz obecnie [w świetle zebranych dowodów na jej korzystny wpływ] jest uważana za normalną odpowiedź immunologiczną”. [W.C. Ober, C.W. Garrison, A.C. Silverthorn, Human Physiology, An Integrated Approach, wyd. 6, s. 769]
„Gorączka hamuje rozwój niektórych wirusów i bakterii. Największą z niej korzyść odnosi metabolizm. Każdy wzrost temperatury o 1°C przyspiesza tempo przemiany materii [ang. metabolic rate] o 10%. Komórki mogą się przemieszczać szybciej, reakcje enzymatyczne mogą zachodzić szybciej. W efekcie proces odbudowy tkanek zostaje przyspieszony”. [F.H. Martini, J.L. Nath, E.F. Bartholomew, Fundamentals of Anatomy & Physiology, wyd. 9, s. 784]


"Temperatura ciała np. 37,2 stopni C nie jest nawet stanem podgorączkowym i nie potrzeba jej zbijać; gorączka stymuluje i trenuje układ immunologiczny; świadomość społeczna w tym zakresie jest zdeformowana przez propagowane środki przeciwgorączkowe - mówi PAP prof. Wiesław Kozak z UMK w Toruniu, zajmujący się jej badaniem od kilkudziesięciu lat.

"Gorączka jest reakcją fizjologiczną na działanie jakiegoś czynnika środowiskowego - patogenu, toksyny czy elementu stresogennego. Jest reakcją na tego rodzaju sytuację - fizjologiczną, regulowaną i niezwykle starą ewolucyjnie i powszechną w całym królestwie zwierząt. Obecnie wiemy już, że gorączkę organizm sam wzbudza w wyniku tzw. +kontaktu immunologicznego+ z czynnikiem inwazyjnym (bakterią, wirusem) - podkreśla prof. Kozak.
Jego zdaniem sprawdzenie temperatury ciała poprzez dotykanie czoła odbywa się zwyczajowo.
"Zwykle dotykamy czoło ręką albo policzkiem, gdyż różnica temperatur daje wrażenie gorąca. Chodzi o to, że mózg bardziej rozprasza ciepło, dopływające do niego z organizmu, tzn. oddaje je na zewnątrz przez powłoki skórne w przeciwieństwie do tego, co się dzieje na obwodzie. Naczynia odprowadzające krew z mózgu na twarz i czoło rozkurczają się, i oddają to ciepło" - wyjaśnił ekspert badań nad gorączką.
Specjalista wskazuje, że podwyższanie temperatury stymuluje i "trenuje" układy immunologiczne.
"Jeżeli w organizmie ma być zachowany pewien stopień gotowości immunologicznej, musimy ten system trenować, a czynnikiem trenującym jest właśnie gorączka" - wspomniał prof. Kozak.
Dodał również, że świadomość społeczna w tym zakresie jest bardzo niska, a także w silny sposób zdeformowana przez propagowanie różnego rodzaju środków na zbicie gorączkowej temperatury ciała.
"W normalnych sytuacjach temperatura 37,2 stopni Celsjusza nie jest stanem gorączkowym, ani nawet nie podgorączkowym. Szukanie od razu metod zbijania gorączki jest złą strategią. Gdy gorączkuje dziecko, to od razu jest strach i rodzic chce doprowadzić temperaturę jego ciała do normy, ale to wcale nie znaczy, że pozbywa się przyczyny, która gorączkę wywołała. Owszem, u dziecka należy chronić przede wszystkim głowę. Ręcznik zanurzony w wodzie o temperaturze 20-25 stopni wystarczy do chłodzenia czoła i szyi dziecka. Nie może on być lodowaty, bo reakcja będzie odwrotna" - wskazał prof. Kozak.
Z badań jego zespołu na UMK wynika, że jest wiele osób w wieku od 50-55 lat, które przestają w ogóle gorączkować.
"Wynika to stąd, że organizm przyzwyczaja się do faktu, iż w momencie zaistnienia gorączki ten osobnik natychmiast korzysta z środków przeciwgorączkowych (w fizjologii nazywamy to diastezją gorączkową, czyli nabytym syndromem bezgorączkowym). Ich zastosowanie idzie w parze z przeciwbólowym działaniem, co daje komfort pacjentowi, ale pozbawia go tych wszystkich elementów właściwych i zdrowych, które powinny u niego zajść, a nie zachodzą, bo zażywamy te środki" - wyjaśnił.
Prof. Kozak uzupełnił, że "gorączka jest symptomem, reakcją na wtargnięcie czynnika patogennego, a nie chorobą samą w sobie. Podobnie jak reakcją w takiej sytuacji jest synteza przeciwciał".
"Nie ulegajmy fobii gorączkowej. Jej brak przez dłuższy czas np. kilka lat powinien martwić, bo źle świadczy o naszym układzie immunologicznym" - zaapelował.
PAP - Nauka w Polsce

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,413786,prof-kozak-zbyt-czesto-siegamy-po-srodki-przeciwgoraczkowe.html


"Przede wszystkim należy obserwować dziecko. Zazwyczaj całkiem dobrze znoszą gorączkę. Jak wszystko ok to do 40 stopni nie zbijać. Jak ponad to można podać przeciwgorączkowy na próbe.  Jeśli po podaniu goraczka szybko spada i nie powraca po krótkim okresie czasu to prawdopodobnie chodzi o infekcje wirusową, czyli najczęstszy rodzaj infekcji, gdzie gorączka jest bardzo istotna w jej zwalczaniu.
Jeśli po podaniu przeciwgorączkowego temperatura jest ciężka do zbicia, zaraz powraca to może wskazywać na infekcje bakteryjną. Niektórzy lekarze twierdzą, że gdy dziecko wysoko gorączkuje to jest to dobry objaw.
Paracetamol albo ibuprofem to środki działające również przeciwbólowo i np. przy zapaleniu jamy ustnej pomagają jeśc i pić. Więc jeśli do woboru jest przeciwbólowy kontra szpital i kroplówki to wybór jest prosty.

Jeśli dziecko się przelewa przez ręce, stan się pogarsza to i tak trzeba szybko reagować i pokazać dziecko lekarzowi. Zwłaszcza jeśli dodatkowo zauważymy wysypkę - specyficzne wybroczyny o czym szerzej niżej. Jeśli na ciele są sino-granatowe plamy i kropki przykładamy bokiem do zaczerwienionego miejsca szklankę Jeśli pod wpływem ucisku zaczerwienienie nie mija, to znak, że trzeba udać się jak najszybciej do lekarza.
Jeśli pod wpływem ucisku szklanką osutka (zmiana skórna) nie blednie (nie zmienia koloru) jest to dowodem jej krwotocznego charakteru, spotykanego także w innych chorobach. Nie jest to więc objaw i test swoisty dla sepsy. Jednak wystarczająco poważny aby niezwłocznie skonsultować się z lekarzem.
http://szczepienie.blogspot.com/p/ichm-meningokoki-czyli-dwoinka.html


Od kiedy możemy mówić o gorączce? Temperatura od 37,3 do 38 st. C jest zazwyczaj określana jeszcze jako stan podgorączkowy. Gorączka zaczyna się po przekroczeniu 38. Najpierw jest to gorączka lekka - do 38,5 st. C. 39 st. C to gorączka umiarkowana. Kolejny stopień w górę i mamy już gorączkę znaczną. Przekroczenie 40 st. C określa się jako gorączkę wysoką.

Po łagodne środki przeciwgorączkowe, często działające również przeciwbólowo, warto sięgnąć, gdy temperatura przekroczy 38 st. Można wspierać się lekami ziołowymi - naparem z lipy, z malin. Te pierwsze leki nie muszą zupełnie zbić temperatury, ale obniżyć ją na tyle, by nie stanowiło to zagrożenia.
http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,17100694,Goraczka__Czy_zawsze_trzeba_ja_zbijac.html




Leki przeciwgorączkowe. Niejedna matka i ojciec uważają, że będą wyrodnymi rodzicami (ach , te reklamy!), jeśli ich nie podadzą dziecku , kiedy termometr pokaże więcej niż 37, czy 38 stopni Celsjusza. W przypadku maluchów ( i dorosłych), którzy nie są obciążeni chorobami przewlekłymi, takie postępowanie służy jedynie poprawie samopoczucia (głównie rodzica).
Do 39 stopni nie powinno się więc z nią walczyć.

Gorączka pomaga walczyć.
Oto jedno z badań, które to oceniały . Pacjenci po ciężkim urazie ( z wyjątkiem urazów mózgu), którzy trafili do Szpitala Uniwersyteckiego w Miami, zostali losowo podzieleni na 2 grupy. W pierwszej (44 osoby) obniżano każdą podwyższoną temperaturę powyżej 38,5° C za pomocą koca ochładzającego lub acetaminofenu (=Panadolu=paracetamolu), w drugiej (38 osób), robiono to jedynie wtedy, gdy przekraczała 40° C. Badanie przerwano po pierwszej analizie z powodu różnicy śmiertelności (19,20). Od grudnia 2002 roku do września 2003 7 zgonów zanotowano w grupie, w której walczono z gorączką i tylko 1 zgon w drugiej. Istnieją również dowody na to, gorączkę może będziemy wykorzystywać jako narzędzie terapeutyczne, zwłaszcza w leczeniu nowotworów(21)

Mamy dowody na to, że obniżanie gorączki w czasie infekcji wydłuża czas jej trwania i może pogorszyć przebieg. Paracetamol(=Panadol=acetaminofen) zastosowany u dzieci z ospą wietrzną wydłuża czas przysychania wykwitów (11). Obniżanie gorączki u dorosłych zarażonych wirusem grypy typu A (12) wydłuża czas choroby, to samo wykazano w przypadku zarażenia rhinowirusem (18), często powodującego infekcje układu oddechowego. Są też sugestie, że podawanie leków przeciwgorączkowych po szczepieniu zmniejsza odpowiedź układu odpornościowego na podaną szczepionkę (16).
https://katarzynaswiatkowska.pl/o-fobii-goraczkowej-slow-kilka/





Ibuprofen stosowany w ospie, zwiększa ryzyko infekcji tkanek miękkich, które mogą być bardzo poważne, jak np. martwicze zapalenie powięzi (13-15). Zastosowany u dzieci odwodnionych, zwiększa ryzyko ostrej niewydolności nerek. Na podstawie analizy przeprowadzone w Szpitalu Dziecięcym Rileya w Indianapolis (24), okazało się, że prawie co trzydziesty przypadek ostrej niewydolności nerek wśród dzieci był związany ze wcześniejszym stosowaniem leków z grupy NLPZ ( ibuprofenu i innych niesterydowych leków przeciwzapalnych, o których tak się ostatnio rozpisywałam). Szczególnie zagrożone były dzieci odwodnione. Pamiętacie historyjkę o „koksach” ? NLPZ-y, też należący do nich ibuprofen, hamują ich produkcję. To zmniejsza ból i gorączkę, lecz , niestety,  doprowadza do spadku ilości prostaglandyn, chroniących nerki. Jest to szczególnie groźne dla osób chorujących już, lub odwodnionych- co zdarza się często w czasie gorączki.
Trudno też nie wspomnieć o innych ewentualnych działaniach ubocznych NLPZ-tów, związanych z blokowanie „koksów”, jak chociażby owrzodzenie przewodu pokarmowego po ibuprofenie.
https://katarzynaswiatkowska.pl/o-fobii-goraczkowej-slow-kilka/




Na stronie internetowej brytyjskiej publicznej służby zdrowia (NHS) znajduje się następująca informacja:
„Paracetamol jest preferowanym środkiem przeciwbólowym w leczeniu objawów związanych z ospą wietrzną. Jest tak ze względu na bardo małe ryzyko niesteroidowych leków przeciwzapalnych, takich jak ibuprofen, które mogą powodować niepożądane reakcje skórne podczas ospy wietrznej.
Z kolei rzecznik Neurofenu powiedział:
„Jest nam bardzo przykro z powodu sytuacji Lewisa. Zdrowie naszych klientów traktujemy bardzo poważnie, dlatego weźmiemy pod uwagę przypadek chłopca”.
http://www.polishexpress.co.uk/uwaga-na-nurofen-zobaczcie-co-tabletka-zrobila-temu-dziecku/
https://www.doz.pl/leki/p414   - Nurofen_Forte czyli ibuprofen
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ibuprofen

Ibuprofen może pogłębić nekrozę tkanek w przypadku infekcji skórnej paciorkowcami. Nie zaleca się podawać niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Nie zaleca się równie salicylanów, ale to z innego powodu.

Podanie natychmiast leków zmniejszających aktywność cytokin prozapalnych na rzecz przeciwzapalnych nie jest korzystne i może powodować stan immunosupresji (hamowanie procesu wytwarzania przeciwciał i komórek odpornościowych) co jest niezwykle groźne i sprzyjają np. najgorszym zakażeniom szpitalnym pogarszającym rokowanie. Warto wspomnieć, że chyba najbardziej znany inhibitor cyklo- i lipooksygenazy to ibuprofen, który zawarty jest w wielu lekach o podobnej nazwie jak np. ibuprom, ibum. Odpowiednio zastosowany zmniejsza syntezę cytokin zapalnych i łagodzi objawy kliniczne zapalenia. Zaznaczam, że to nie jest sposób leczenia, a łagodzenia objawów. Skuteczniej podziała 8mg dexavenu domięśniowo zapewni doba bez objawów przeziębienia ale dłuższe stosowanie może skończyć się nawet zgonem, lista działań niepożądanych jest długa,
http://www.czytelniamedyczna.pl/30,mediatory-ogolnoustrojowej-odpowiedzi-zapalnej-znaczenie-w-praktyce-klinicznej.html
http://bazalekow.mp.pl/lek/30365,Dexaven-roztwor-do-wstrzykiwan
Nekroza - martwica https://pl.wikipedia.org/wiki/Martwica
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ibuprofen

" Matka 3-letniego chłopca z Warrington zaapelowała do rodziców w Wielkiej Brytanii, by nie podawali swoim dzieciom Nurofenu."
„Czterech lekarzy z naszego regionalnego szpitala przepisało Lewisowi Nurofen, gdy nie mogliśmy sobie poradzić ze zbiciem jego temperatury. Zarządzili nawet, że powinien mu zostać on podany. Jednak ten typ leku reaguje z ospą w ten sposób, że wywołuje jeszcze poważniejsze problemy, które objawiają się na skórze. Tylko dlatego, że zabraliśmy Lewisa do innego szpitala dziecięcego, został poddany właściwemu leczeniu i ma się teraz dobrze” – powiedziała matka.
http://polskie-echo.com/uwaga-nie-stosowac-nurofenu-podczas-ospy-wietrznej-tragedia-na-wyspach/

z http://szczepienie.blogspot.com/p/szczepienia-vzv-ospa-wietrzna-nop.html

"Jeśli jest to zwykła infekcja wirusowa, to po podaniu leku przeciwgorączkowego dziecko odzyskuje przynajmniej w części swoje normalne zachowanie. Często rodzice mówią: "spadła mu gorączka, zaczął biegać". Jeśli jest to poważne zakażenie bakteryjne, to odpowiedź na lek przeciwgorączkowy będzie słaba, a dziecko nadal jest apatyczne."
Odnośnie powyższego. To warto ostrzec, że wielu rodziców może to odczytać tak, żeby dać dziecku ibuprofen jak coś się dzieje... bo to "leczy" w końcu to "lek"...
Tymczasem podanie natychmiast leków zmniejszających aktywność cytokin prozapalnych na rzecz przeciwzapalnych może powodować stan immunosupresji (hamowanie procesu wytwarzania przeciwciał i komórek odpornościowych) co jest niezwykle groźne i sprzyjają m.in. najgorszym zakażeniom szpitalnym pogarszającym rokowanie (SIRS - sepsa). Warto wspomnieć, że chyba najbardziej znany inhibitor cyklo- i lipooksygenazy to ibuprofen, który zawarty jest w wielu lekach o podobnej nazwie jak np. ibuprom, ibum etc.
W skrócie: szybkie podanie ibuprofeniu na początku infekcji to kolejny czynnik ryzyka dzięki któremu możemy zafundować dziecku sepsę.
http://www.czytelniamedyczna.pl/30,mediatory-ogolnoustrojowej-odpowiedzi-zapalnej-znaczenie-w-praktyce-klinicznej.html
https://www.facebook.com/groups/779018065479021/permalink/1122971007750390/
http://szczepienie.blogspot.com/p/ichm-meningokoki-czyli-dwoinka.html



Gorączka nie powoduje uszkodzenia mózgu

Zdrowy człowiek, z prawidłowo funkcjonującym mózgiem ma wbudowany doń swój własny termostat czyli umiejętność samoschładzania, niedopuszczenia do przegrzania i uszkodzenia szarych komórek. Hypertermia natomiast nie jest już naturalną odpowiedzią organizmu na infekcje i pojawia się gdy nasz termostat, chociaż dobrze zaprogramowany – nie działa tak jak natura chciała. Zdarzyć się tak może u chorych z uszkodzeniami mózgu lub gdy nasz organizm dostanie za dużo ciepła z zewnątrz. Na przykład pozostawienie dziecka w samochodzie pod supermarketem w lipcowe popołudnie może spowodować taki skutek. Także, gorączka jako objaw choroby nie uszkadza mózgu.
http://mataja.pl/2015/03/goraczka-u-dzieci-praktyczne-rady-i-fakty-ktore-pomoga-ci-ostudzic-strach/
https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1628904040773660/



Gorączka - sposoby (różne notatki - do zweryfikowania)

- okłady na kark, śledzionę, wątrobę, łydki (przy wysokiej gorączce nie robić okładów na czoło, bo może dojść do szoku termicznego idrgawek)
- jeśli przy gorączce zimne kończyny, to należy je ogrzać, wtedy temperatura nie będzie rosła.
- kąpiel w wodzie o 1-2 stopnie niższej niż temp. ciała
- nie przykrywać przesadnie
- nawadniać
- Pyrosal wg opisu na opakowaniu, albo zaparzona herbatka z lipy,z sokiem/herbatka z owoców czarnego bzu i z siemieniem lnianym.Jak stopy/dłonie zimne, to rozgrzewamy.
- Duże dawki wit. C (naturalnej)
- Okłady z wody z octem pod pachy
- Chłodna herbata z liści mięty
- lewatywa lub wlew oczyszczający:zabieg stanowi dobry sposób nawadniania domowego, gdy dziecko nie pije. Służy wydalaniu toksyn z jelita grubego.
Roztwór podajemy w temperaturze 36-37 stopni C. Może to być czysta woda, napar rumianku, roztwór soli kuchennej (szczególnie w zaparciach, 1-2 płaskich łyżeczek soli na 1 litr wody; u małych dzieci 1/3 płaskiej łyżeczki na szklankę wody). Stosujemy kilka razy w ciągu dnia. Wlew dokonujemy bardzo wolno.
- właściwa dieta:przede wszystkim należy dostarczać organizmowi wodę! Starsze dzieci mogą pić soki rozcieńczone wodą (sok z marchwi, czarnej orzeczki, dzikiej róży, grejpfrutowy, pomarańczowy). W ten sposób należy uzupełnić witaminę C. Z diety należy wykluczyć wszystkie rodzaje białek odzwierzęcych (mięso, mleko, sery, jaja).

Kiedy spada temperatura u dziecka, można oprócz soków podawać buliony lub zupy warzywne.
- napary ziołowe:
napar: kwiat lipy, czarny bez, ziele skrzypu (każde po 50 g).
Małym dzieciom podajemy po 1-2 łyżki stołowe naparu, a dzieciom starszym po 1/3 szklanki
napar: kwiat lipy (20 g), kwiat bzu czarnego (20 g), kwiat rumianku (10 g), owoc malin (25 g), pączki lub liście brzozy (15g), kwiat tawoły (10 g)

Jak radzić sobie z gorączką u dziecka?
http://dziecisawazne.pl/jak-radzic-sobie-z-goraczka-u-dziecka/

Kiedy zaczyna się gorączka
http://www.tylkotorun.pl/prof-wieslaw-kozak-goraczka-powinna-cieszyc/

Pozwól gorączce rosnąć
https://www.pocztazdrowia.pl/artykuly/pozwol-goraczce-rosnac

Dr hab. n. med. Bogdan Michalski na temat hipertermii onkologicznej
Często padają pytania, kiedy zbijać temperaturę - Po przeczytaniu tego artykułu padł mi mit o konieczności zbijania kiedy dochodzi do 40 i że powyżej 40 ścina się białko.
http://www.zwrotnikraka.pl/dr-hab-n-med-bogdan-michalski-na-temat-hipertermii-onkologicznej/

Z artykułu "dzieci są wazne":
- można podać zwiększone dawki witaminy C na wzmocnienie wit D3
- docieplanie przez przykrycie w stanach podgorączkowych poniżej
38 stopni C:ma to na celu “pielęgnowanie” stanu podgorączkowego, w którymwzrasta siła układu odpornościowego dziecka
- odkrywanie przy wysokiej gorączce:przykrywamy dziecko cienkim nakryciem, np. prześcieradłem.
Stosujemy mimo odczuwania zimna. Jeśli dziecko ma zimnestopy, docieplamy je butelką z ciepłą wodą.
- ocieranie i obmywanie ciała wodą: obmywamy ściereczką z wodą o temperaturze pokojowej. Czas zabiegu na daną powierzchnię skóry powinien wynosić około 1-2 minuty. Zaczynamy od karku, wzdłuż aż do okolicy krzyżowej włącznie, następnie klatka piersiowa i podbrzusze, następnie obmywamy skórę nad głównymi partiami mięśni kończyn górnych i dolnych (zaczynamy od miejsc najbliżej tułowia). Jeżeli dziecko ma zimne ręce i nogi, dogrzewamy je ciepłą butelką z wodą. Przy gorączce powyżej 39 stopni C, obmywamy co 20-30minut (wydłużamy o 15 minut przy spadku temperatury o każde
0,5 stopnia C, czyli 38,5 co 45 minut, 38 co 60 minut).
- nacieranie maścią bursztynową:stosujemy kilkakrotnie na dobę. Smarujemy kark, grzbiet wzdłuż kręgosłupa aż po okolicę krzyżową, skronie, okolice mostka,pachwiny, okolice podkolanowe, nadgarstki i stawy skokowe.
- okłady ochładzające:stosujemy okłady z wody o temperaturze pokojowej. Nie stosujemy tradycyjnych okładów na czoło! Okładamy duże partie mięśni dziecka, np. kark, uda. Zawsze kierujemy się z góry na dół.
Czas okładu nie powinien przekraczać 15 minut.
- zawijania ochładzające:zawijamy łydki dziecka. Powtarzamy kilkakrotnie w ciągu dnia.
Możemy użyć bawełnianych podkolanówek, odcinając część na stopy. Moczymy je w zimnej wodzie, następnie wyciskamy wodę i wciągamy na łydki. Skarpety powinny okryć strefę od kostek do zgięć kolanowych. Mokry kompres należy owinąć suchym, a następnie przykryć kołdrą. Zawijanie obu łydek powinno się odbywać jednocześnie. Kompres pozostawiamy przez 15-20 minut.
- kąpiel ochładzająca:stosujemy głównie u małych dzieci. Woda w wanience powinna być o 1-2 stopnie C chłodniejsza od ciepłoty ciała dziecka.
Zanurzamy dziecko aż po szyję i dolewamy bardzo powoli zimną wodę tak, aby po około 10 minutach uzyskać temperaturę kąpieli o 10 stopni C niższą od początkowej. Po kąpieli kładziemy dziecko do łóżeczka tak, aby jego ciało wyschło. Po około 15 minutach ubieramy dziecko i przykrywamy
* Ze schładzaniem to jest tak, ze mamy dwa rodzaje gorączki.
Jest gorączka, przy której całe ciało jest rozpalone, włącznie z kończynami. I wtedy stosuje sie chłodne okłady, najlepiej chłodna (nie zimna!) woda, z sokiem cytrynowym, na cale lydki, mozna tez nabrzuch klasc. Jak kończyny gorące tzn. że nie będzie rosła, ale tez nieznaczy, ze będzie spadała. Osiągnęła maksimum. Zależy teraz odtego, jaka wysoka jest. Jeżeli np. 39,0°C to można zostawić. Przyciepłych kończynach. Jeżeli jest wyżej, delikatnie okłady, chłodnawoda z cytryna/octem na łydki, czyli od kostek nóg do kolan. Możnatez skarpetki założyć nasączone taka woda. Na brzuch tez kłaść.
I drugi rodzaj gorączki, to głowa rozpalona, ale kończyny zimne.Wtedy można robić GORĄCE okłady (jeżeli ktos ma esencje zarniki, np. firmy Weleda, to bardzo dobre do tego)... na miejsca pulsu,czyli nadgarstki i kostki no owija sie szmatkami umoczonymi w gorącej wodzie). Mozna tez dac termofor, którzy rozgrzej zimne kończyny. Nie stosuje sie wtedy chłodzenia, tym bardziej chłodzenia czoła, bo można wywołać szok neurologiczny.
Metody, które tu opisuje, pochodzą z medycyny antropozoficznej i stosuje je także na bieżąco, takze 100% potwierdzenia z mojej strony,ze działają. Go raczka, której towarzysza zimne kończyny, to ta, gdzie temperatura jeszcze wzrasta. Goraczka, przy ktorej konczyny sagorace, cale cialo jest rozpalone, to goraczka, przy ktorej temperaturaosiagnala juz swoje maksimimum i rosnac nie bedzie.
Dobrze jest utrzymać temperaturę ok. 38,5, jako ze to granica, od której organizm zaczyna zabijać wirusy i bakterie. Nie powinna sie zbijać poniżej tego, jeżeli organizm dobrze taka temperaturę znosi.
Z doświadczenia wiem, ze dzieci przy takiej temperaturze zazwyczaj dobrze sie czuja. Często marudne sa, jeżeli sa, z innych przyczyn zupelnie. Goraczka tu jest przyjacielem chorego dziecka.

Zbyt gwałtowne obniżenie temperatury poprzez środki chemiczne może doprowadzić do stłumienia leczniczego objawu, jakim jest gorączka.
Powinna ona spadać powoli, np. po pięć kresek co 12-24 godziny.
Nagłe działanie, jakim jest dla organizmu gwałtowne obniżenie gorączki,jest działaniem przeciwko naturze, ponieważ powinna się ona utrzymywać aż do momentu likwidacji szkodliwych substancje w organizmie. Chcąc przyśpieszyć proces można uzyskać jedynie “odroczenie” choroby, a nie usuniecie przyczyny. Jeżeli przyczyna wzrostu temperatury nie jest znana, a gorączka utrzymuje się powyżej 2dni pomimo stosowania poniższych zabiegów, należy skonsultować się z lekarzem.



Miód - który polski miód jest najlepszy na daną dolegliwość ?

Miód rzepakowy
najlepszy jest na wątrobę, drogi żółciowe, serce,  naczynia wieńcowe. Jest przydatny podczas leczenia stanów zapalnych dróg  oddechowych. Szybkie przyłożenie miodu na oparzoną skórę zabezpiecza ją  przed tworzeniem się pęcherzy i rozwojem zakażenia  (proszę jednak wybierać eko miody, gdyż normalne uprawy rzepaku są skażone dużą ilością stosowanych oprysków )

Miód akacjowy
działa na człowieka uspokajająco i wzmacniająco.  Przydatny jest także w zaburzeniach dotyczących przewodu pokarmowego  nerek i układu moczowego. Pomaga także przy kuracji podczas  przeziębienia.

Miód lipowy
Jeżeli często się stresujesz- miód lipowy jest właśnie dla Ciebie.  Działa antystresowo.  Miód lipowy ma dobroczynny wpływ na układ nerwowy,  a także na górne i dolne drogi oddechowe, serce oraz układ krążenia.

Miód gryczany
działa odtruwająco, a poza tym jest bardzo dobry na  układ krążenia, wątrobę, miażdżycę, niedokrwistość wynikającą z  niedoboru żelaza.

Miód wrzosowy
najlepszy jest na nerki i drogi moczowe, gruczoł krokowy, stany zapalne jamy ustnej i gardła, stany zapalne jelita

Miód wielokwiatowy
Jeżeli czujesz się wyczerpany psychicznie lub fizycznie- ten miód  jest dla Ciebie. Jest dobry także na stany alergiczne dróg oddechowych,  na serce i naczynia krwionośne.

Miód nektarowo-spadziowy
najlepszy jest na stany wyczerpania  fizycznego i psychicznego, serce i układ krązenia oraz na zaburzenia  trawienia

Miód spadziowy ze spadzi liściastej
najlepszy jest na nerki i drogi moczowe oraz na wątrobę i drogi żółciowe.

Miód spadziowy ze spadzi iglastej
najlepszy jest na dolne drogi  oddechowe, przewód pokarmowy, zaparcia biegunki choroby serca i naczyń  oraz na nerwice

https://www.facebook.com/notes/offtopowo-szczepieniowa-/mi%C3%B3d-kt%C3%B3ry-polski-mi%C3%B3d-jest-najlepszy-na-dan%C4%85-dolegliwo%C5%9B%C4%87-/636109096509973










Dlaczego w niektórych przypadkach silna odpowiedź odpornościowa organizmu może być zabójcza?
https://youtu.be/zcg80Ovon6s?t=385  - dobrze ujęty temat hipercytokinemii i różnych rodzajów odporności (choć mocno uproszczony), chociaż reszta informacji co najmniej dyskusyjna

Jeśli powyższe zbyt trudne to można zacząć od całkowitych podstaw w ogromnym uproszczeniu:
https://www.youtube.com/watch?t=804&v=OEScsXFT4Ds z https://pl.khanacademy.org/science/health-and-medicine/human-anatomy-and-physiology/introduction-to-immunology/v/types-of-immune-responses-innate-and-adaptive-humoral-vs-cell-mediated
https://www.khanacademy.org/science/health-and-medicine/human-anatomy-and-physiology/introduction-to-immunology/v/types-of-immune-responses-innate-and-adaptive-humoral-vs-cell-mediated?v=rp7T4IItbtM
Poniżej to samo ale z polskimi napisami:
Types of immune responses: Innate and Adaptive. Humoral vs. Cell-Mediated
https://www.youtube.com/watch?v=rp7T4IItbtM#t=60
Overview of types of immune responses. Difference between innate and adaptive immunity. Differences between humoral adaptive immunity and cell-mediated adaptive immunity.


Te prezentacje o układzie immuno. też są dobre (niestety tylko po angielsku) https://www.youtube.com/playlist?list=PLAB2FC119A2CA3C57

O leczeniu grypy hiszpanki, które przyniosło więcej złego niż dobrego? Osteopatia
https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1558305491048023
Czy przeciwciała mogą zabić? Kompleksy immunologiczne po szczepionkach, czyli jak szczepienie może zaszkodzić



Przykład kiedy hipercytokinemia może zabić
np
"Uczeni z University of Wisconsin-Madison w USA, badając zakażone wirusem hiszpanki makaki, doszli do wniosku, że to nie sam wirus był bezpośrednio odpowiedzialny za wysoką śmiertelność wśród zarażonych. Kierujący badaniami Yoshihiro Kawaoka twierdzi, że małpy zabił ich własny układ odpornościowy. Okazało się, że atak układu odpornościowego na zakażone płuca był tak silny, wywołany hipercytokinemią, iż niszczył płuca. Wyjaśnia to, dlaczego (w odróżnieniu od normalnej grypy) hiszpanka zabijała głównie młodych ludzi – to właśnie młode osoby mają najsilniej działający układ odpornościowy."
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pandemia_grypy_w_latach_1918%E2%80%931919
Więcej tekstów o szczepieniach i nie tylko:
https://www.facebook.com/szczepienie/posts/1558766961001876?pnref=story

46 komentarzy:

  1. Ewolucyjnie pasożyty są z nami związane od milionów lat. W tym czasie nasze organizmy nauczyły się wykorzystywać pasożyty do utrzymania odpowiedniej czystości własnego środowiska wewnętrznego mającej fundamentalne znaczenie dla zdrowia, a także przetrwania gatunku. Kto wie, czy bylibyśmy dziś tym czym jesteśmy, gdyby nie pasożyty nawiedzające nasz organizm gdy jest źle, gdy ilość toksyn nagromadzonych w naszym ciele osiągnęła już poziom zagrażający upośledzeniem funkcji ważnych organów i narządów, zwany toksemią. Mamy tutaj do czynienia z klasyczną w naturze implikacją: akcja – reakcja; przyczyna – skutek.

    Różne źródła podają, że pasożytami zakażonych jest 70-90% ludzi, ale tylko w nielicznych przypadkach dają one objawy parazytozy - choroby wywołanej infekcją pasożytniczą. Dotyczy to osób prowadzących niezdrowy tryb życia, zwłaszcza popełniających błędy żywieniowe. Natomiast po wdrożeniu Diety prozdrowotnej, będącej etapem przejściowym w dążeniu do wprowadzenia Zasad zdrowego odżywiania, objawy parazytozy ustępują samoistnie i nigdy się nie pojawiają.

    Istnieje kilka gatunków pasożytów, które organizm ludzki zwykł wykorzystywać do usuwania nadmiaru toksyn zmagazynowanych w naszym ciele. Pasożyty także z tego chętnie korzystają, gdyż znajdują doskonałą pożywkę, którą przerabiają na łatwe do wydalenia proste substancje chemiczne. Mówimy wówczas o homeostazie, czyli utrzymaniu równowagi między podażą toksyn a ich wydalaniem. Korzyści z tego mają obie strony, bowiem pasożyty uzyskują doskonałe warunki bytowania i podtrzymania gatunku, natomiast nasz organizm przestaje być śmietnikiem toksycznych złogów.

    Oczywiście, że taka sytuacja nie jest idealnym rozwiązaniem, więc najlepiej byłoby się owych pasożytów pozbyć. Ale jak? Najprostszą metodą jest rzecz jasna usunięcie przyczyny, dla której one w nas są. Więc co stoi na przeszkodzie? Tutaj odpowiedź jest tak prosta, że aż trudno ją zrozumieć. Otóż nasze społeczeństwo, poddawane wieloletniej indoktrynacji farmaceutyczno-medycznego lobby, stało się społeczeństwem pacjentów – specjalnego gatunku ludzi uzależnionych od leków i usług medycznych. Specyficzną cechą pacjentów jest to, że zdrowie utożsamiają z medycyną, ta zaś nie uznaje leczenia poprzez usunięcie przyczyny, a jedynie skupia się na walce z objawami i patogenami. Współczesna medycyna ma potężny oręż do walki z pasożytami: leki chemiczne, pochodzenia naturalnego, a także najnowszy dziwoląg medyczny – generatory elektryczne.

    Usunięcie pasożytów powoduje zakłócenie delikatnej równowagi między podażą toksyn a ich wydalaniem. Trzeba wiedzieć, że wśród owych toksyn są groźne antygeny, więc ich obecności w organizmie system odpornościowy tolerować nie może. Dlatego po wytępieniu pasożytów pojawiają się tzw. alergie, czyli objawy świadczące, że organizm znalazł sobie awaryjną drogę usuwania groźnych toksyn. Ale i na to medycyna ma swoje sposoby – testy alergiczne, odczulanie, leki antyhistaminowe, sterydowe, immunosupresyjne. Wszystko po to, by ogłupić organizm i wyciągnąć z pacjentów jak najwięcej kasy, gdyż na tym polega ten biznes, zwany medycyną.

    Alternatywą dla medycyny w usunięciu z organizmu pasożytów jest usunięcie powodu, dla którego nawiedzają nasz organizm. Nie chodzi tutaj bynajmniej o usuwanie toksyn poprzez leki i metody oczyszczające, gdyż i takimi sztuczkami dysponuje współczesna medycyna. Chodzi o usunięcie przyczyny toksemii będącej przyczyną wszystkich chorób, w tym także choroby pasożytniczej - parazytozy. Wówczas nie trzeba podejmować żadnej walki z pasożytami, gdyż z braku pożywki same się wyniosą, a gdyby nie chciały, to system odpornościowy je usunie, gdy już nie będą potrzebne, a przy okazji nabędzie na nie naturalną odporność. Mówiąc wprost: alternatywą dla medycyny zajmującej się robieniem biznesu na pacjentach jest zdrowie, bowiem zdrowego – jak wiadomo – nic nie bierze. Toteż pasożytów nie trzeba się bać, przecież nas nie zjedzą, chyba że sami doprowadzimy do stanu, gdy całe nasze ciało będzie się nadawać do przerobienia na proste substancje chemiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1241/5000
      Ja AMANDA KARIPETRA mieszka w USA, mam cierpieć na Herpes, na
      wiele lat, okres 7 lat, bez lekarstwa. na jednej wiernej dnia widziałem
      artykule w internecie były kobiety lekarz mówił o tym, jak i ISE
      lekarz wyleczył ją na stałe z HIV / AIDs.I powiedział mu o mojej chorobie. Kratka człowiek wyleczyć moją chorobę infekcji Herpes. Wysłał mi medycynie, że uzdrowił mnie zupełnie .Email niego @ ISESPIRITUALSPELLTEMPLE@GMAIL.COM ... Dzisiaj I`m żyje szczęśliwie i bez opryszczki. Musiałem zawrzeć w moich myślach, że nie ma lekarstwa, on jest właścicielem i założycielem ISE Herb RESEARCH CENTRE [IHRC] Dr .ISE mają lekarstwo na HIV, Zíka, HPV, astma, cukrzyca, syfilis, mała liczba plemników, rak , szaleństwo, zapalenie wątroby, zakażenia pasożytnicze bakterie i oraz
      innych związanych z infekcją wirusową. Miał spędzić 15 lat jest w praktykowanie
      spirytualizm, konsultanci, za pomocą ziół i środków duchowych leczyć
      choroby na całym świecie. Głównym powodem Piszę to świadectwo jest
      poinformować cały świat o swoich wielkich czynów, a on jest Herbal Doctor
      którzy mogą leczyć choroby śmiertelne. Jest również doskonałym rzucający czar nie miałem
      zobacz każdy lekarz tak silny jak ten ruszt człowieka, miał uratować wiele życia.
      Można się z nim skontaktować poprzez; ISESPIRITUALSPELLTEMPLE@GMAIL.COM ...

      Usuń
  2. Podstawowym warunkiem zdrowia jest zdolność organizmu do utrzymania homeostazy. Gdy tracimy homeostazę – tracimy zdrowie. Organizm toleruje obecność niektórych pasożytów, gdyż są mu one niezbędne do utrzymania homeostazy między podażą toksyn, a ich wydalaniem.

    Homeostaza składa się z układów ujemnego sprzężenia zwrotnego, w których czynnik stymulujący wywołuje wzrost czynnika hamującego. W omawianym układzie czynnikiem stymulującym jest podaż toksyn, które stymulują wzrost liczby czynnika hamującego, czyli żywiących się nimi pasożytów. W ten sposób ilość toksyn w organizmie utrzymywana jest na bezpiecznym poziomie, nie zagrażającym uszkodzeniem ważnych organów, które często bywa nieodwracalne.

    Jeśli z organizmu usuniemy czynnik stymulujący, tj. toksyny, pasożyty znikną samoistnie – homeostaza zostanie zachowana. Jeśli z organizmu usuniemy pasożyty – zakłócimy homeostazę, gdyż będąca czynnikiem stymulujący ilość toksyn będzie systematycznie narastać i po jakimś czasie okaże się, że mamy poważną chorobę nerek, serca, tarczycy, czy innego ważnego organu. Tak kończy się bezrozumna ingerencja w ekosystemie, jakim jest nasz organizm.

    To jest tak, jak z kaczkami na stawie. Dopóki będziemy je dokarmiać – kaczki będą; im więcej karmy, tym więcej kaczek. Po karmieniu karma znika, ale pozostają kaczki, które wydalają do wody przetworzoną karmę w postaci odchodów. Ale z tym natura sobie poradzi i owe odchody nie będą w stanie zatruć wody. Gdy przestaniemy dokarmiać kaczki – wyniosą się gdzieś indziej i woda w stawie pozostanie czysta.
    Natomiast gdy zabijemy kaczki, a do stawu nadal będziemy wrzucać karmę, to albo zjedzą ją inne ptaki lub ryby, albo karma będzie zalegać, zacznie gnić i zatruje wodę w stawie, niszcząc w nim wszelkie życie.

    Mówię to na podstawie wieloletnich doświadczeń z chorymi na lambliozę, w której mam obrzynie doświadczenie. Wynika z niego, że osoby, które poddają się „leczeniu” tej choroby są bardzo oporne na leczenie innych chorób, które zazwyczaj przy lambliozie występują, a najczęściej są nimi guzki tarczycy. I nawet po prawidłowym usunięciu lamblii poprzez oczyszczenie organizmu z toksyn, guzki tarczycy nadal są bardzo oporne na leczenie. Warto wziąć te argumenty pod uwagę, zanim zaczniemy zastępować organizm w jego naturalnych funkcjach, jak ma to w zwyczaju medycyna.


    Na początku zacznij od zasady, „Jeśli nie rozumiesz tego, co Ci ktoś radzi lub poleca to tego nie stosujesz”.
    Jeżeli dziecko ma problemy po porodzie to trzeba zacząć od matki i dowiedzieć się, co tak naprawdę matka przekazała dziecku w czasie ciąży.

    Napisz o tym jak matka się odżywiała przed porodem, jakie miała nałogi, jakie miała problemy zdrowotne itd.

    Ja jestem przekonany, że tu jest cała przyczyna wszystkich problemów dziecka.

    Następnie musisz zacząć rozróżniać dwie podstawowe sprawy, przyczynę od objawów.

    Przyczyna to pierwotne źródło problemów, które występują w organizmie. Coś, co nie jest widoczne i nie daje żadnych objawów.

    Objaw to faza, w której pojawiają się problemy w organizmie w postaci odczuwalnej bądź widocznej.

    Pasożyty nie są problemem są tylko elementem zabezpieczającym dziecko ze słabą odpornością przed atakiem innych patogenów i innymi dziwnymi schorzeniami. Coś, co mało kto potrafi zrozumieć. Ostatnio medycyna zauważyła, że kierunek, który obrała jest niedobry i trend jest taki, że za problemy w organizmie są odpowiedzialne pasożyty i candida. Następne 50 lat stracone.

    Z pasożytami (robakami) jest tak, że odżywiają się dużymi nie strawionymi elementami pokarmu, które są substancją alergenną dla organizmu. Dodatkowo żywią się również bakteriami chorobotwórczymi zabijając je i nie pozwalając im się rozrosnąć. . Natomiast Lamblia i włosogłówka zabezpiecza krew i nabłonek przed substancjami chorobotwórczymi, które dostają się do krwi przez nieszczelne jelita oraz blokują drogę bakteriom chorobotwórczym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziecko z zanieczyszczonym układem pokarmowym, z nie w pełni rozwiniętym układem pokarmowym oraz z nieszczelnymi jelitami narażone jest na ciągłe zatruwanie organizmu toksynami, lektynami , ataki bakterii chorobotwórczych, których nie da się już tak łatwo zatrzymać.

    Pasożyt (robak) działa jak katalizator, – jeżeli zastosujesz odpowiednią dietę bezglutenową + dodatkowe substancje, które uczulają, to objawy istnienia patogenów w organizmie powinny minąć. Również powinna minąć alergia, a przynajmniej powinna się złagodzić. Czyli jak w aucie zastosowanie złego paliwa blokuje działanie całej maszyny.



    Do tego, kto dzisiaj podaje małemu dziecku Kubusia. Już nawet w reklamach nie śpiewają „Kubuś pyszny Kubuś zdrowy” tylko „Kubuś pyszny Kubuś ulubiony” to już dużo o tym świadczy. Te napoje nie są produkowane z warzyw i owoców tylko z koncentratów. Sam koncentrat ma silne działanie na skórę. Przy pasożytach trzeba odstawić wszelkiego rodzaju soki sklepowe, które zawierają bardzo dużo substancji odżywiających pasożyty. Również odstawiłbym słodycze.

    A jak to działa.

    Pasożyty (robaki) w wyniku przemiany materii wytwarzają substancje, które działają silnie alergennie na organizm. Aby mogły wytworzyć taką substancje muszą zostać odżywione glutenem, i innym paskudztwem. Czyli nieodpowiednie odżywianie, które niszczy organizm powoduje, że odżywiane są robaki, które produkują substancje działające negatywnie na organizm. Aby robaki pełniły funkcje zabezpieczającą dla organizmu trzeba zmienić styl żywienia. Tu się trzeba mocno zastanowić nad likwidacją pasożytów. Jeżeli nie zmienimy sposobu odżywiania i wybijemy pasożyty to stan organizmu okresowo się polepszy. Dlatego że jedzenie, które karmimy dziecko nie jest przerabiane przez robaki, które nie tworzą odpadów toksycznych dla organizmu.

    A teraz negatywna strona medalu.

    Organizm ze słabą odpornością jest zdany tylko na siebie i ma ograniczone możliwości obrony. Nieszczelne jelita, nie dobrze strawiony pokarm, niedobre odżywianie powoduje, że w każdej chwili może dojść do infekcji, z którą trudno sobie będzie poradzić. Alergeny nie są dobrze rozpoznawalne przez organizm, dlatego nie są usuwane z organizmu. Robaki wytwarzały mocniejsze alergeny, które organizm już wykrywał i wydalał przez skórę.
    Odczulanie to następna likwidacja objawów powodująca, że organizm jeszcze słabiej reaguje na alergeny. A efekty takiego działania wychodzą dopiero za kilka, kilkanaście lat.
    (Pan Dr Janus uznałby to za paranoje, dlatego musisz się dobrze nad tym zastanowić – to się nie mieści w teorii Aparatu Mora i Biorezonansu. To jest dla nich tak absurdalne jak Aparat Mora i Biorezonans dla medycyny akademickiej).

    Tu jest jeszcze jedna rzecz ciekawa. Dlaczego testy alergiczne wykazują, że dziecko jest na wiele rzeczy uczulone? Ja bym postawił na to, że na testy ma wpływ lamblia, która zakłamuje wyniki testów. Odpowiedź po wykonaniu testu jest po 15 – 20 minutach. Krew przepływa przez miejsca, w których występuje lamblia po okresie 5 minut od nakłucia. Dlatego większość tych składników zostaje wyłapana i przetworzona w jeden sposób dający wynik pozytywny (to jest takie moje myślenie, które wynika z obserwacji tego, co wychodzi w testach a nie tego, na co faktycznie organizm reaguje).

    To tyle do myślenia

    OdpowiedzUsuń
  4. A z astmą to już jest tak, że jak się raz na nią coś weźmie to wtedy zawsze się pojawia. A jakby człowiek się o niej nie dowiedział od kogoś to by jej nie miał. Objawy mogły wskazywać na inne dolegliwości, a zażywanie leków na alergie i astmę może powodować skutki uboczne powodujące objawy astmy.

    Po porcji do przemyślenia następna - do zastosowania.

    Pierwszy krok do zdrowia został zrobiony, kolej na następne:

    1. W ślad za wdrożeniem Mikstury oczyszczającej powinno nastąpić przejście na dietę w drożdżycy jelit opisaną przez Pana Słoneckiego
    http://bioslone.pl/forum/index.php?topic=269.msg1780#msg1780 Jest to konieczny warunek regeneracji jelit.

    2. Należy odstawić gluten (pieczywo pszenne). Nawet, jeśli nie powoduje widocznych dolegliwości, gluten niszczy kosmki jelitowe. Odczulanie i leki jeszcze maskują objawy nietolerancji, ale – jak sam pisałeś – nie tędy droga:
    Cytat
    Co z tego, że odczuliliśmy kilka alergenów skoro organizm zaczynał reagować na kolejne z taką samą siłą?
    Chleb jest do niczego niepotrzebnym wypełniaczem – patrz rozdział Diety „Gluten” i „Mit błonnika”.

    3. Trzeba zaprzestać podawania soków – źle działają na jelita, nawet robione w domu. Zastosowanie preparatów enzymatycznych w produkcji soków zwiększa ich szkodliwość. „W naturze soki występują wraz z miąższem owoców albo warzyw i tylko w takiej postaci są naturalne i zdrowe” - „Zdrowie na własne życzenie 2. Oświecenie” Rozdz. 17 Sok czy błonnik.

    4. Zamiast soku Paulinka powinna dostawać koktajl z błonnikiem. Na początek – oparty na marchwi i bananie, dosłodzony do smaku miodem. Opis koktajlu znajduje się w książce „Zdrowie na własne życzenie 1. Oczyszczenie”, a także na stronie głównej www.bioslone.pl. Przepisy znajdują się w Dziale kulinarnym.

    5. Nie należy podawać dziecku pomidorów, nawet jeżeli obecnie nie ma na nie reakcji uczuleniowej; a także czerownej papryki, czerwonej cebuli itp. Proszę się zapoznać z rozdziałami: 1. Oczyszczenie Rozdz. 20 Alergie, 2. Oświecenie Rozdz. 2 i 3 o chorobach z autoagresji, w których opisane jest działanie lektyn pokarmowych, a także rozdziały dotyczące zdrowego odżywiania i żywienia w ogóle.

    5. Dla złagodzenia zmian skórnych i świądu bardzo skuteczne są kąpiele – każdorazowo z dodatkiem oleju sojowego, a gdyby Paulinka początkowo źle na niego reagowała – oleju z pestek winogron.



    6. Colon C był może wskazany po antybiotykoterapii, ale obecnie tylko zakłóca florę bakteryjną jelit. Najlepszym podłożem do rozwoju bakterii symbiotycznych jelita grubego jest systematyczne dostarczanie błonnika w postaci koktajlu oraz świeżych surowych warzyw.

    7. Kolejnym krokiem powinno być odstawienie leków (zyrtec i differgan), jednak proces ten powinien następować stopniowo i być rozłożony nawet do pół roku. O tempie musicie decydować Wy sami – rodzice na podstawie kondycji organizmu i reakcji na kolejne etapy oczyszczania. Nie można narazić dziecka na gwałtowny stres związany z powrotem dolegliwości.

    8. Leki przeciw pasożytom są niepotrzebnym obciążeniem dla ukłądu wydalniczego, a sama idea likwidacji pasozytów jest wysoce szkodliwa. Ciała zabitych pasożytów, podobnie jak wydalane przez nie toksyny to pożywka dla pozostałych patogenów i pasożytów. Każdy organizm dąży do homeostazy. Gdy w dotychczasowym układzie nagle zabraknie jakiegoś elementu, na jego miejsce pojawia się inny, zwykle gorszy.

    Należy dążyć, aby to prawidłowo funkcjonujący układ odpornościowy sam doprowadził organizm do równowagi przez niedopuszczenie patogenów.

    OdpowiedzUsuń
  5. W punkcie 7 wspomniałam o reakcjach na kolejne etapy oczyszczania. Otóż zdrowienie Waszej córki może potrwać do około 3 lat i nie będzie to okres pozbawiony problemów. W tym okresie dziecko musi wielokrotnie odchorować z mniejszą lub większą uciążliwością infekcje będące de facto oczyszczeniem organizmu z toksyn pozostałych zarówno po okresie płodowym, jak również po kuracjach lekami. Mogą powrócić objawy zapalenia oskrzeli, a Wam nie będzie wolno podać leków – tylko powrót do zdrowia bez leków spowoduje, że układ odpornościowy Paulinki nauczy się dawać sobie radę z infekcjami w przyszłości. Jedynymi środkami łagodzącymi, zresztą bardzo skutecznymi będą zioła, których użycie może być włączone w odpowiednim momencie, zależnie od objawów. Mogą pojawić się objawy nietolerancji wobec pokarmów, na które zostało wcześniej przeprowadzone odczulenie. Pojawią się wypryski, świąd i nie będzie można stosować maści sterydowych, a jedynym środkiem łagodzenia świądu będą kąpiele z olejem. Za każdym razem, gdy udacie się z Paulinką do lekarza, lekarz będzie Was straszył konsekwencjami niezastosowania przepisanych leków – będziecie pod jego presją, a także pod presją rodziny i znajomych – i musicie umieć sobie z tym dawać radę.
    Dlatego koniecznym warunkiem terapii będzie bezustanne samokształcenie, kontakt z książkami: 1. Oczyszczenie Rozdz. 9 Trudne początki oczyszczania, wiedza zawarta na forum profilaktycznym, a także szukanie wsparcia na forum terapeutycznym i zapoznawanie się z doświadczeniami innych rodziców.

    Trzeba będzie wybrać między dotychczasowym podejściem – medycznym (leki, biorezonans, aparaty Mora i inne) a niemedycznym, stawiającym na uczenie organizmu od nowa prawidłowych reakcji.
    Trzeba będzie zapomnieć o roli zarazków w powstawaniu chorób i uwierzyć, że tylko prawidłowo funkcjonująca odporność zapewni zdrowie.
    Wybór należy do Was.




    Cytat
    -I jeszcze jedno pytanie. Skoro dieta ma spowodować "głodówkę" pasożytów to czy to również nie jest częścią kuracji pozbywającej się ich?
    -W jakimś sensie może tak, ale nie ma tu prostej zależności. Dieta jest elementem koniecznym tylko do zregenerowania układu pokarmowego, a to spowoduje powrót prawidłowych reakcji organizmu jako całości.
    -Bardzo dziękuję za informację.
    Powyższa teoria jest jednak bardzo odważna w moim odczuciu zważywszy, że dieta, nałogi (a raczej ich brak), stan zdrowia matki i inne okoliczności były identyczne jak 1,5 roku wcześniej kiedy urodziła pierwszą dziewczynkę, będącą okazem zdrowia.

    -Tak ale 1,5 roku to dodatkowy okres powiększania się patologii w organizmie.

    Do tego może dochodzić stres, nerwica np. w pracy, powiększająca się grzybica, zażywanie tabletek antykoncepcyjnych w wcześniejszych latach. Po urodzeniu jednego dziecka organizm jest osłabiony przez jakiś okres to może spowodować większą podatność na toksyny. Toksyny po upływem czasu mają coraz większy wpływ na organizm.

    Dobrze nie ma, co szukać powodu patrzmy w przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cytat
    -I jeszcze jedno pytanie. Skoro dieta ma spowodować "głodówkę" pasożytów to czy to również nie jest częścią kuracji pozbywającej się ich?

    -Dobrze myślisz. "Głodówka" nie jest wstanie wybić pasożytów, ale jest wstanie sprowadzić je do roli oportunisty. Pasożyty lamblia i włosogłówka odżywiają się krwią i chorym nabłonkiem tak długo aż będzie on istniał w organizmie człowieka. Jeżeli nabłonek zostanie uszczelniony to nie będzie dostępu do krwi, czyli wrota dla bakterii i wirusów zostaną zamknięte to wtedy pasożyt zostanie wydalony.

    -Pasożyt może powodować większe nieszczelności w jelitach okresowo, bo usuwa chore komórki nabłonka. I to jest dobre działanie, bo chore komórki nie tworzą swoich kopi, które również mogą być chore lub słabe. Jak chore komórki nie tworzą swoich kopi to nadżerki mogą zostać tylko załatane zdrowymi komórkami.

    Cytat
    -Ok. Ale załóżmy, że uda mi się jednak pojąć, że robak we mnie to jednak wielkie szczęście a nie wielka choroba msn-wink
    Rozumiem, że aktualnie za wcześnie żeby je tępić. Podstawowa sprawa to oczyszczenie i zagojenie układu odpornościowego. Tak?
    -Tak

    Co to jest alergia.
    Alergia to reakcja immunologiczna organizmu na ciała obce wnikające przez nieszczelną tkankę nabłonkową. Ciała obce są traktowane jak intruzy, dlatego organizm tworzy przeciwciała, których zadaniem jest zamiana substancji na ropę, aby można je było ewakuować na zewnątrz organizmu.


    Po pierwszym wtargnięciu do krwioobiegu ciał obcych przez nieszczelny nabłonek następuje wyprodukowanie przeciwciał (tak samo jak w chorobie infekcyjnej), które już na stałe krążą w krwioobiegu. Każde następne wtargnięcie tych samych ciał obcych powoduje, że organizm od razu reaguje i używa przeciwciał do zwalczania ciał obcych.
    To jest zasada dziurawego muru. Jeżeli zamek miał dziurawe mury (analogia do dziurawego nabłonka) to, aby nie został zdobyty musiał mieć duże wojsko (analogia do ilości przeciwciał), aby móc od razu reagować na intruzów. W przypadku, gdy zamek miał silne solidne mury to ilość wojska potrzeba do obrony była niewielka (minimalna), która służyła do weryfikacji czy mury nie zostały uszkodzone.





    Tak samo jest z organizmem człowieka. Jeżeli nabłonek jest zdrowy to ilość przeciwciał w organizmie jest na poziomie minimalnym. Ciała obce nie wnikają do organizmu i nie ma reakcji immunologicznej i nie ma wyropienia. Nawet jak okresowo dojdzie do przerwania nabłonka to niewielka ilość przeciwciał zadziała z opóźnieniem gdyby wątrobie nie udało się zutylizować ciał obcych.
    Co daje oczyszczenie krwioobiegu z toksyn? Tylko okresowo polepszenie dla cierpiącego i do tego celu miało takie oczyszczanie służyć. Przyśpieszyć wyropienie. Bo problemem nie są ciała obce w organizmie tylko ciała obce wnikające do krwioobiegu. Jak nie ma ciał obcych, na które reagują przeciwciała to stan organizmu się polepsza a jeżeli znowu się pojawiają i wnikają z otoczenia to stan organizmu się pogarsza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Maleńki
    źrebaczek podchodzi co chwilę to do mamy, to do innego spośród 15 końskich
    członków rodziny. Trącają się nosami – takie końskie szczepienie. Kiedy się
    rodził, wiał zimny wiatr. Była noc, nie było lekarza. Upadł na nieodkażoną
    ziemię a potem pił mleko z niesterylnego matczynego sutka. Miliony
    mikrobów – pierwsza szczepionka – natychmiast zasiedliły jego ciało.
    Ale immunizacja zaczęła się wcześniej. Przecież matka od poczęcia
    pompowała w niego immunologiczną informację o świecie, z którym
    się zetknie. Teraz przyszedł czas, by to ćwiczyć. I jakoś nie słyszy się
    o SIDS[1] u koni. Ani o noworodkowym zapaleniu opon. Konie nie idą
    z postępem. Od tysięcy lat rodzą się w tych samych trudnych i
    brudnych warunkach, podobnie psy, koty, cała przyroda.

    Człowiek jest jedynym racjonalizatorem i jedynym, który dzięki postępowi
    odkrył, że życie to bardzo groźna choroba. Żeby z nią żyć, trzeba się
    nieustannie badać, leczyć i szczepić – od noworodka. Uniwersalna
    szczepionka przeciw wszystkiemu – oto nasz cel. I ta dziwna logika
    nowoczesnej medycyny: najpierw zabiera, a potem z powrotem
    odsprzedaje. Czyli np. zaleca trzymanie noworodka w maksymalnie
    sterylnych warunkach, po czym oferuje mu to, przed czym go
    chroniła, w szczepieniach; izoluje niemowlę od wszelkich możliwych
    alergenów, po czym ustami naukowców proponuje szczepienie
    dzieci tuż po urodzeniu koktajlem „alergenów powszechnych”
    (zwierzęcych, kurzu, pokarmowych), bo badania wskazują, że
    nadmiar higieny i izolacja od zwierząt w niemowlęctwie prowadzi
    w późniejszym czasie do alergii.[2] Podobnie zabiera się dziecku
    mleko matki, po czym oferuje sztuczne „o całkiem podobnym
    składzie”. Poddaje się żywność obróbce pozbawiającej ją niemal
    wszelkich witamin i mikroelementów (np. kaszki dla niemowląt),
    a potem sprzedaje matkom zestawy suplementów w tabletkach.
    Pozbawia się dzieci szkliwa poprzez wytrawienie kwasem, po
    czym zastępuje je sztucznym (tzw. lakowanie). http://www.wykop.pl/artykul/3055647/kon-by-sie-usmial-czyli-cala-prawda-o-szczepionkach/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o pasożyty to moja przygoda zaczeła sie z nimi w listopadzie 2014 roku.
    Mój najukochańszy synek ciągle chorował. Na skórze pojawiały mu się egzemy (skóra
    wyglądała jak jedna wielka czerwona rana, jakby ktos odrywał mu skóre).
    Zaobserwowałam takie zmiany skórne u niego jakoś w 7 miesiącu jego życia. Jednak od połowy 2014 roku te egzemy zaczęły coraz bardziej go swędzieć, robiły się coraz bardziej czerwone. Miał też notoryczny kaszel, katar,ciągle kichał. Często dochodziło u niego do zapalenia krtani. Lekarze przepisali mu setryd Pulmicort. Syf taki, że nie wierze do tej pory, że mu to podawałam w postaci inhalacji. Steryd pomagał gdy w nocy dopadały go duszności i szczękający kaszel.

    Kilka razy nie pomagał i musiałam z mężem jechać na pogotowie bo by się udusił, gdzie dawano mu zastrzyk i wypisywano do domu. Ciągle zwalczali objaw a nie przyczynę. A biedne dziecko rok męczyło się na sterydach. Stwierdziłam, że skoro lekarze nie chcą mu pomóc to może ja mogła bym zacząć leczyć go na własna rękę. W pierwszej kolejności poprosiłam pania doktor pediatrę o skierowanie no alergologa ( no bo przecież sama by na to nie wpadła). Sama miałam alergie na roztocza kurzu domowego wiec pomyslalam, że moje dziecko też może mieć na coś alergie...Zrobiłam badania morfologia i kał na pasozyty...Nie wyszło nic. Po 8 miesiącach powtórzyłam badanie. Jak już pisałam wcześniej moje dziecko ma problemy z jelitami i jest to NOP(niepożadany odczyn poszczepienny). Więc wypróżnia się raz na 8, 10 dni. Nie pomagają mu czopki ani lactuloza. Więc zdobycie próbek kału z 3 różnych dni było dla nas niewykonalne. Więc gdy już zrobił...napełniłam 3 próbki za jednym razem.
    Próbki wzięłam z początku, środka i końca kału. Zawiozłam wszystko do laboratorium.
    Okazało się, że w krwii brakuje żelaza a w kale znaleziono jaja glisty ludzkiej...
    Dziękuje Panu Bogu, że trafiłam na sumiennych pracowników laboratorium, którzy dokładnie zbadali próbki. Bardzo ciężko jest wykryć pasożyty z kału lub z krwii. Szanse wykrycia to zaledwie 10 %. W każdym razie załamałam się. Zaczęłam czytać, kupować różne książki. Okazało sie, że objawy posiadania "gości" w organizmie były jednoznaczne, jednak ja nie wiedziałam, że zgrzytanie zębami, sińce pod oczami, blada skóra, brak apetytu, problemy z wypróżnianiem,
    bezsenność, złe samopoczucie, wahania nastroju, kichanie, katar, kaszel to objawy posiadania
    glisty ludzkiej. W pierwszej kolejności oczywiście lekarz. Lekarz przepisał Pyrantelum, które te wstrętne
    robale tylko połaskotał. Potem zentel, potem Vernicabon.... I nic.
    Znam Panią doktor z Rosji. Leczy tylko metoda naturlną. Powiedziała mi o leku na
    pasożyty, który mamy sprowadzją z Tajlandii. Skuteczny, ale drogi...Jeśli ktoś z domowników
    posiada robale to całą rodzina musi sie odrobaczyć.

    Ciekawostka o pasożytach - czyli szereg badań wskazujących na korzyści z ich posiadania do odnalezienia na http://szczepienie.blogspot.com/p/hartowanie-higiena-ukad-odpornosciowy.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc kuracja Paraziquntelem-cesolem-Wormicide wyniosła by na 3 dorosłe osoby i jedno dziecko - 900 zł.... Jest paraziquentel z firmy bayer 2 tabl.100 zł...a my potrzebowalimy 150 tabletek ! No więc znalazłam sposoby inne i tańsze.

      Jednym z nich jest mikstura z czosnku i wody z ogórków kiszonych
      (10 główek czosnku polskiego obrac i posiekac i zalać wodą z ogórasów tak, żeby przykryło
      i było 2 cm wody nad czosnkiem. odstawić na 10 dni w ciemne miejsce i chłodne. Należy
      słoik zakręcić. I po 10 dniach pic przez miesiąc. Dzieci 5 ml na noc dorośli 10ml.)
      Efekty tej mikstury są niesamowie.

      Po 2 tygodniach z orgnizmu zaczyna wychodzić każdy robal....obrzydliwe, ale skuteczne. Sprawdziłam to na sobie i jak zobaczyłam co ze mnie wychodzi...

      To przez cały dzień nie wychodziłam z pod prysznica !!!

      Kolejny sposób?
      Robale wychodzą w nocy ze wszystkich organów wewnętrznych szukając pożywienia. Nie wolno nam jeść niczego słodkiego.

      Ewentualnie miód w małych ilościach.
      O 2 w nocy można wypić miksture -koniak i słodka herbata...
      po 30 minutach należy wziąć środek przeczyszczający.
      Robale uwielbiaja słodkie więc herbata je zwabi a alkohol ulula :) a kiedy są ululane
      nie mogą się przyssać do jelit więc pływają. Środek przeczyszczający je usunie z jelit.
      i tak przez kilka dni dopóki kał nie będzie posiadał żadnego robala.
      Dzieci 2 łyżeczki do herbaty koniaku i 100 ml herbaty
      Dorośli 100 ml koniaku i 200 ml herbty.
      Po 30 minutach należy dać dziecku 1/4 łyżeczki oleju rycynowego
      Dorośli pół łyżki lub cała.
      Sposób szybki, tani i skuteczny.
      Jednak podanie alkoholu dziecku nie brzmi dobrze. Chciałam tylko dodać, że ten sposób jest skuteczny jeśli chodzi o jelita. Z innych organów wewnętrznych tym sposobem nie pozbędziemy się pasożytów.



      I trzeci sposób to olej kokosowy....
      Lub wiórki kokosowe. powinno sie zjęść 2,5 kubka wiórek na dobe... Można je dodwać do
      posiłku, do jogurtu byle by zjeść 2,5 kubka. Dorosli i dzieci.

      Teraz kilka informacji niezbędnych przy odrobaczaniu:

      -95 % europjczyków ma robale (szok prawda)?
      -co drugi z nas ma pasożyty
      -organizm ludzki jest rajem dla robaków, wirusów i bakterii a także ich domem
      -robale zawieraja substancje powodujące brak krzepliwości krwi
      -antybiotyki niszczą bakterie korzystne i niekorzystne i służą jako pokarm dla grzybów
      -jeśli ktoś bierze hormony to powinien wiedzieć, że one pobudzają mikroorganizmy do
      rozmnażania sie ( dodatkowo dzielą i się rosną )
      -glista składa do 200 000 jaj dziennie!
      -ważne jest aby wypróżniać się codziennie, żeby larwy się nie wykluły
      -zarazić się mogą nawet noworodki
      -skażenie wody i produktów spozywczych sprzyja zakażeniu sie
      -dużo pasozytów znjaduję sie w mięsie a nawet w rybach
      -wszystkie owoce i warzywa nalezy umyć a potem wyparzyc

      Usuń
    2. Obecność pasożytów u kobiet:
      -zapalenia jajników
      -upławy
      -bolesne, obfite miesiączki
      -spadek sił
      -torbiele
      -zapalenie nerek, pecherza moczowego

      Obecność pasożytów u mężczyzn:
      -zapalenie prostaty
      -gruczolaki
      -zapalenie pecherza moczowego
      -piasek, kamienie w nerkach

      Pasożyty:

      -zaparcia
      -biegunka
      -gazy i wzdęcia
      -syndrom żołądkowo-jelitowy(pasożyty podrażniają ściany jelita, wystepuje male przyswajanie
      substanci odzywczych do organizmu)
      -bóle stawów i mięśni
      -alergie
      -poblemy skórne
      -anemia !!!
      -nerwowość
      -bezsennosć
      -zgrzytanie zębami
      -zmęczenie
      -problemy z układem immunologicznym
      -onkologia (choroby onkologiczne często wywoływana jest inwazją pasożytniczą. Gdy już zachorujemy najwazniejszą rzeczą jest oczyszczenie organizmu z pasożytów, zmiana diety, nawyków i sprawdzenie stanu zrowia po odrobaczeniu ) - mało lekarzy i ludzi o tym wie. Ale coraz częsciej słyszę o tym, że ludzie zdobywają wiedzę na ten temat i widzą, że rak czyli grzyb w wielu przypadkach jest wywołany przez pasożyty. Nie posiadam udokumentowanego potwierdzenia tego, ale dla mnie najważniejszym dowodem na wszystko o czym pisze są opinie ludzi chorych, którzy wyzdrowieli lub są w trakcie leczenia.

      Polecam kupić rośliny na pasożyty:
      -goździk
      -granat(najlepsze co może być dla organizmu z owoców - 1 granat dziennie)
      -pieprz czerwony
      -piołun gorzki
      -czosnek

      Bardzo ważne jest oczyszczanie organizmu przynajmniej raz w roku. Najlepiej na wiosne.
      Aby wszystko poszło zgodnie z planem bardzo ważne jest pozytywne myślenie ponieważ
      bez tego nikt nie pojdzie do przodu.



      Jedzcie zasadowo. Robaki nie lubią środowiska zasadowego. A więc zaopatrzcie sie
      w kapuste kiszoną, ogórki kiszone, brokuły i wiele wiele innych rzeczy posiadających
      odczyn zasadowy.

      Przedstawie Wam jeszcze sposób na oczyszczanie organizmu bardzo znany wg. N.A Siemionowej

      Lewatywy powinno sie robić 2 razy dziennie miedzy 5-7 rano i 18-19 wieczorem.
      Takim sposobem oczyszcza się jelito grube z toksyn, pasożytów, brudu, jaj robaków,
      przywrócenie naturalnej flory.




      Woda najlepiej źródlana, może być też zwykła przegotowana.
      2 litry temp. pokojowa. Do tej wody należy dodać łyżkę stołowa octu jabłkowego
      lub cytryny lub soku z żurawiny. Sok żurawinowy jest najskuteczniejszy ponieważ
      zabija rzęsitki. aby lewatywa dobrze działała na sluzówkę nalęzy dodać jeszcze
      łyżke stołową soli morskiej/ kuchennej(w jelicie po odpadnieciu robaków mogą
      pojawić się ranki a sól je złagodzi ).
      Wodę w jelicie należy utrzymać nawet do 2 minut!!!
      Jelita bedą działać same. Kilka razy odwiedzicie toalete.
      Na koniec musi zostać wydalony śluz (grzybica, pleśń i duże pasożyty).

      Usuń
    3. Dodatkowo jeśli chodzi o środki czystości i higiene:
      -myjcie ręce przed każdym posiłkiem, po każdym przyjściu do domu
      -utrzymujcie skóre w czystości, myjcie się myjką ponieważ ściaga ona stary
      naskórek, które jest mekką dla wszelkich mikroorganizmów
      -raz na jakis czas róbcie sobie kapiel parową
      -trzymajcie w domu porządek
      -wietrzcie mieszkanie !!!!! rano i wieczorem ( nawet w zime), jeśli wychodzicie
      na spacer zakręćcie kaloryfery i otwórzcie okna
      -prasujcie ubrania zwłaszcza bielizne
      -sprzątajcie na mokro ( suche szmati z mikrofibry nie zbierają pleśni i grzybów)
      -odrobaczanie musi przejść cała rodzina bez względu na wyniki badań(pamietajcie,
      że nie zawsze robale lubią się pokazywac w badanym materiale)
      -jeśli macie zwierzęta powinniście się odrobaczać 2 razy w roku, ponieważ
      zwierzeta domowe i każde inne, nwet te któe nie wychodzą z domu mają pasożyty


      Dodatkowe informacje:
      -podczas odrobaczania większe pasożyty po zażyciu środków odrobaczających
      staja sie bardziej agresywne i do krwii wpuszczaja toksyny zatruwające krew,
      wtedy mogą wystąpić na skórze różnego rodzaju uczulenia
      -mogą pojawić się gorączki gdyż uk immunologiczny będzie walczył z toksynami,
      moga pojawić się bóle głowy, bóle trzustki, biegunki! Pamiętajcie jednak, że
      to wszystko szybko minie i te objawy sa reakcją pasożytów na podaną im trutkę
      -podczas oczyszczania należy pić wode z cytryna
      -pijcie także soki ze świeżo wyciśniętych owoców

      Sposobów na odrobaczanie jest mnóstwo. Szkoda, że lekarze w pierwszej kolejności
      przepisują vermox lub zentel zamiast naprawde wyleczyc nasz organizm.
      No cóż na każdego z nas zadziała coś innego. Warto wypróbować to co podpowiada
      nam intuicja. Proszę też pamietać, że ja nie ponoszę odpowiedzialności za
      podane powyżej przepisy na odrobaczenie. Ja sprawdzam je na sobie.
      Jedyny minus tego wszystkiego, zwłaszcza oleju kokosowego - musze być blisko
      toalety..



      Na mnie najbardziej sprawdziła się mikstura z czosnku i wody z ogórków. Jutro dostane lek Cesol ( dostępny tylko po wypisaniu przez lekarza wniosku o import) , kóry wykończy pasożyty do końca z każdego organu ponieważ to jedyny lek, który dostane się do każdej tkanki w organizmie. Moje dziecko ma robale w większości organów. Dlatego zdecydowalismy sie na ten lek.

      Do smarowania skóry z różnymi zmianami ( liszaje, egzemy) polecam olej kokosowy lub olej arganowy (100% nie kosmetyczne ).

      Odrobaczacie zwierzęta? Odrobaczcie siebie :)

      Trzymam za Was kciuki :) Bądźcie otwarci na te informacje bo niestety taka jest
      prawda. Jesteśmy domem dla wielu drobnoustrojów, robaków, larw itd.
      Warto się odrobaczać ponieważ posiadanie gości w naszym organizmie prowadzi
      do naprawdę wielu chorób.

      Usuń
  9. Jeśli komuś się wydaje, że przy zachowaniu jakiejkolwiek profilaktyki, czy to kp czy szczepienia, czy suple czy inne altmedy, uniknie infekcji i zakażeń, to jest naiwny. Układ odpornościowy hartuje się poprzez chorowanie, nie inaczej. Natomiast, przebieg tych chorób już może bardzo zależeć od stylu życia, ze stresem włącznie. Sposób leczenia też jest istotny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Co naturalnego, sprawdzonego na katar, kaszel u dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spis rad "co na przeziębienie" z grupy totalny offtop

      - witamina C (najlepiej w dawkach do 250mg na raz - najlepiej trawione, do max ok 1gram na godzinę (lepiej mniejsze dawki, a częściej), dla dzieci max tyle gram ile kg ważą - można w postaci napoju z miodem, najlepiej z aceroli po przeliczeniu dawek) natka pietruszki (napój)
      Każda witamina C działa tak samo, istotne jest aby miała jak najlepszy skład, z aptek polecana jest Acerola Sanbios więcej o leczeniu witaminą C, kontrowersjach i dawkach https://www.facebook.com/groups/779018065479021/permalink/948915031822656/

      - witamina D / D3 - Normalna dawka dziennie <6msc 400IU powyżej tego wieku 1,000IU na każde 9kg masy ciała max 6000IU czyli 60ng/ml
      Tran 1 łyzka stołowa to 1360IU, 100 gram łososia gotowanego 360IU, sardynki w oleju 100gram 500IU, sok pomarańczony szklanka 140IU, Mleko szklanka 98IU, Jogurt 170gram 98IU, jajko 20IU

      - miód (manuka, gryczany https://www.facebook.com/groups/1377199075944159/permalink/1644965649167499/ może być inny jak lipowy, rzepakowy, wrzosowy, akacjowy)

      - czosnek - najlepiej poszatkować i wrzucić go dosłownie na chwilę na rozgrzaną oliwę, doprawić pieprzem i solą - wszystkie olejki eteryczne powinny zostać wtedy wydobyte

      - łagodzenie objawowów - nawilżenie dróg oddechowych, nawilżacz, kąpiel parowa

      - zioła: lipa, czarny bez (kwiaty lub owoce), dzika róża (dzieciom można osłodzić zioła miodem lub domowym sokiem malinowym)

      - olej kamforowy (nacierać stopy i/lub klatkę piersiową - uważać przy alergikach) inne oleje też się sprawdzają

      - do nawilżacza parę kropel olejku jodłowego/sosnowego/jałowcowego/z drzewa herbacianego/ eukaliptusowego (można też wlać wodę i parę kropel do miski, namoczyć ręcznik i rozwiesić na kaloryferze)
      http://marqltd.bazarek.pl/opis/2715065/olbas-oil-10ml-lagodne-krople-inhalacyjne-na-katar-dla-niemowlat.html

      - syropy z cebuli, buraka, pędów sosny, tymianku, prawoślazu (na kaszel) z buraków - http://podniebiennepieszczoty.blox.pl/2012/09/Na-jesienne-przeziebienia-domowy-syrop-z-burakow.html

      - odpowiednia dieta - wyeliminować nabiał, cukier i białą mąkę
      - kiszonki (ogórki, kapusta, burak)

      - dla dorosłych - propolis na spirytusie (parę kropel na łyżeczkę miodu ), nalewka malinowa lub pigwowa (dodana do herbaty rozgrzeje ), figa- świetnie działa na ból gardła - najlepiej żuć figę (2 szt. na początku infekcji powinny starczyć)

      - srebro koloidalne
      Dawkowanie doustne (na wypadek, gdyby nigdzie nie było): Dorośli - co 2-3 h po 30-40 ml (na dobę: 4ml*masa ciała), dzieci - co 2-3 h 10-15 ml (na dobę: 8 ml*masa ciała), /np. dorosły 70 kg może wypić 280 ml na dobę, a dziecko 15 kg może 120 ml na dobę/. Jeżeli kurujemy się też innymi dobrodziejstwami, to powinien być godzinny odstęp między srebrem, a innym środkiem. I po wypiciu koloidu przez co najmniej pół godziny nie jemy i nie pijemy. Srebro można też używać do inhalacji (po prostu wlewamy do pojemniczka nebulizatora i wdychamy).

      Usuń
    2. - Płukanie ust/gardła: sól kuchenna
      Tozpuścić łyżkę w szklance gotowanej wody i płukać gardło. Powtarzać co godzinę. Podobnie woda utleniona: łyżka na szklankę gotowanej wody.

      - zapalenie oskrzeli/płuc - gęsim smalcem posmarować dość grubo plecki i klatkę piersiową i na warstwę smalcu nałożyć rozgnieciony ząbek czosnku, przy kaszlu można smarować plecki klatkę piersiową i stópki samym smalcem

      - moczenie stóp:- w wywarze z ostrożenia, w szklance zaparzyć 2 łyżeczki ziela ostrożenia, wlać do wanny v miski ciepłą wodę i dodać zaparzony wywar moczyć stopy do czasu aż woda ostygnie; -w chlorku magnezu, w misce v wannie przygotować dość ciepłą wodę wsypać 2 łyżki chlorku magnezu i moczyć stopy w takim rostworze, na stopy po wymoczeniu założyć ciepłe skarpety i najlepiej położyć się do łóżka - kuracja szczególnie pomocna przy katarze i złym samopoczuciu

      - pozbycie się objawów przeziębienia na 24godziny? 8mg dexavenu domięśniowo, nie jest to leczenie, a dłuższe stosowanie może skończyć się nawet zgonem, lista działań niepożądanych jest długa
      http://bazalekow.mp.pl/lek/30365,Dexaven-roztwor-do-wstrzykiwan
      - nieco zmniejsza objawy ibuprofen czyli leki typu ibuprom, ibum etc. obniżaja temperaturę, działają przeciwbólowo ale zmniejszających aktywność cytokin prozapalnych na rzecz przeciwzapalnych mogą doprowadzić nawet do stanu immunosupresji, co może się skończyć SIRS (sepsą)
      http://www.czytelniamedyczna.pl/30,mediatory-ogolnoustrojowej-odpowiedzi-zapalnej-znaczenie-w-praktyce-klinicznej.html


      Katar u malucha
      - zakraplanie mleka mamy
      - odciąganie
      - olejki eteryczne np. z drzewa herbacianego, kamforowy, tymiankowy,lawendowy (inhalacje, kąpiel, kominki, smarowanie po rozcieńczeniu zinnym olejem klatki piersiowej i skroni) (przed zastosowaniemterapeutycznym należy sprawdzić czy dany olejek nie alergizujedziecka)
      - wit. C i D
      - Oliwa czosnkowa- rozgnieść z trzy ząbki, zalać oliwa, odczekać mingodzinę, nasmarować stopy oliwa-bez czosnku, założyć skarpety i podkołdrę. Bez czosnku bo inaczej może poparzyć
      - czosnek inhalacje (rozdrabniamy cztery ząbki czosnku i wieszamy wskarpetce rajstopowej przy łóżeczku na noc.
      - inhalacja (gdy katar spływa i powoduje kaszel): na 2 litry wody-2 łyżkimajeranku, 1 łyżka tymianku lub kardamonu, 1 łyżka sody i 5 kropliolejku Olbas i postawić obok łóżeczka,
      - przy katarze u maluchów - pod noskiem rozsmarować trochę maścimajerankowej
      - przy bólu gardła u maluchów - olej kokosowy do potrzymania w buzi, można też maluszkowi zapodać "miąższ" figi wraz z nasionkami


      Przepisy mikstury na katar

      - zupa paprykowa: 3 papryki, 3 ząbki czosnku, lubczyk, 1 ziemniak, kasza jaglana 1/4 szkl., pęczek szpinaku, 2 cebule, natka pietruszki. W 1 garnku ugotować lubczyk, ziemniaka (pokrojonego w kostkę), szpinak, kaszę jaglaną, cebule (posiekane), pietruszkę. W 2 garnku gotować przez 3 min pokrojoną paprykę dodać czosnek i zmiksować. Połączyć zmiksowaną paprykę z ugotowanymi jarzynkami, doprawić do smaku (np. oregano, pieprz cayene, sól himalajską i pieprz.) Nie wiem jakim cudem ale stawia na nogi :P

      - Herbatka z majeranku jest swietna dla kazdego na przeziebienie. Dla doroslego mozna dwie lyzeczki zaparzyc szklanka wrzatku(300ml), dla dziecka słabsza. Z plaskiej lyzeczki, pol lyzeczki naszklanke.

      - Owsianka z czosnkiem 1l wrzątku, szcz. kurkumy, 2Ł kaszy kukurydzianej, 1 większy ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, 8-10 Ł płatków owsianych, 1/5ł kardamonu i imbiru, sól do smaku. Gotować 40 min. i dosmakować: około 1ł soku z cytryny, szcz. kurkumy, troszkę masła, miód do smaku, szcz. imbiru. Owsiankę podajemy rano na śniadanie przez 3-5 dni przy katarze, kaszlu i zapaleniu górnych dróg oddechowych.

      Usuń

    3. CHRYPKA
      - napar z babki lancetowatej i macierzanki 3x dziennie po szklance
      - olej kokosowy do płukania gardła (lub trzymanie oleju w buzi - dlamaluchów)
      - tabletki do ssania z propolisem
      - srebro koloidalne (doustnie, inhalacje)

      BÓL GARDŁA
      - Do płukania ust/gardła: sól kuchenna- rozpuścić łyżkę w szklancegotowanej wody i płukać gardło. Powtarzać co godzinę. Podobnie wodautleniona: łyżka na szklankę gotowanej wody.
      - przy bólu gardła u maluchów - olej kokosowy do potrzymania w buzi
      - Plukanie gardla szlawia z dodatkiem wody utlenionej (szklanka wody, 2torebki szalwii i lyzka wody utlenionej)
      - Nalewka propolisowa
      - Ssanie miodu-manuka lub lipowy
      - Ssanie oleju lnianego
      - Picie zaparzonego (nie gotowanego) siemienia lnianego najlepiej zdodatkiem miodu i soku z aloesu

      ZAPALENIE UCHA
      - smarowanie kamforą
      - założenie opaski
      - olejek geraniowy, albo liść geranium w uszko
      - Woda utleniona do uszka. Można przyłożyć ciepłą sól w woreczku

      ZAPALENIE OSKRZELI/PŁUC
      - gęsim smalcem posmarować dość grubo plecki i klatkę piersiową i nawarstwę smalcu nałożyć rozgnieciony ząbek czosnku, przy kaszlumożna smarować plecki klatkę piersiową i stópki samym smalcem
      - W równych częściach: korzeń prawoślazu, kwiat ślazu leśnego, kwiatmalwy czarnej, porost islandzki, kwiat dziewanny, kwiat bzu czarnego,liście babki lancetowatej. Łyżkę mieszanki zalać szklanką wody,odstawić do termosu na 3-4 godziny, łagodnie ogrzac i gotować niedłużej niż 3 minuty, odcedzony napar podawać do picia na ciepło 5-6razy dziennie, małymi porcjami (1 szklanka na dzień)

      ZAPALENIE KRTANI U DZIECI
      - w razie duszności owinięte kocem dziecko wystawić za okno na zimnepowietrze
      - chłodne powietrze w pokoju
      - nawilżanie powietrza
      - nebulizacje z soli i/lub Pulmicord (na receptę)


      BIEGUNKA
      - nawadnianie
      - jagody ze słoika
      - paskudny rotawirus - jagody i na dokładkę smecta a dorosłym enterol.
      Tylko jest jedna zasada ze smectą i enterolem o której mówiła milekarka. Kit na łyżeczce działa najlepiej
      - dla starszych wygazowana cola


      WYMIOTY
      - nawadnianie
      - prosty sposób na sprawdzenie nawodnienia to przyciśnięcie swoimpalcem paluszka dziecka - jak naciskasz to jest jasne...puszczasz i terazim dłużej paluszek wraca do normalnego koloru tym bardziej dzieckomoże być odwodnione - normalnie po ok sekundzie wraca donormalnego koloru
      - nifuroksazyd w syropie
      - Pro i prebiotyk, elektrolity i mleko z piersi, jeśli karmisz
      - 1/2 - 3/4 szklanki przegotowanej wody ale lepiej gorzkiej herbaty +kiepskie pół łyżeczki soli. Wypić od razu, tzn. niekoniecznie na jedenhaust, ale się sprężać Efekt: 1-2 wizyty w toalecie i po sprawie. Jak todawać małemu dziecku, nie wiem, ale może trochę jakoś by się dało, bo wiadomo że nie taką ilość.
      - wodę przegotowaną posłodzoną. Przy wymiotach zwłaszcza. Działa.
      - można też wywar z suszonych jagód.

      Usuń
    4. Kaszel
      Zioła działające wykrztuśnie : suszone liście podbiału, tymianek, majeranek, bluszcz, anyż, biedrzeniec, koper włoski, cebula
      Osłonowo działa prawoślaz i babka, wykrztusnie tymianek i bluszcz. Syrop sosnowy jest wybitnie na suchy kaszel - reszta uniwersalna.
      No ale przy suchym kaszlu tez podajemy wykrztuśne. To jest zbyt złożone i dlatego bez sensu jest pisanie "mokry" i "suchy". Są ziola działające wykrztusnie i oslonowo. Są substancje, jak te z sosny czy np. Kodeina z takich preparatów jak Thiocodin (nie wolno dzieciom !) które hamują odruch kaszlu. Ale kaszel jest potrzebny ! Nie można go stopowac jak np. biegunki wirusowej itd.

      Miód
      działanie przeciwkaszlowe miodu, podobne do działania kodeiny uzyskuje się też pozostawiając np. łyżkę miodu zalaną szklanką wody na noc (niektórzy twierdzą, że na 24 godziny ) i wypicie jej rano


      - łagodzący napar z liści podbiału (łyżeczka liści na filiżankę wody, pić 2–3 razy dziennie),
      - łagodzący napar z lipy (łyżeczkę suszonych kwiatów zalać wrzątkiem, pić 4 razy dziennie),
      - wykrztuśny napar z tymianku (łyżka ziół na szklankę wrzącej wody, parzyć 15 min, pić 3 razy dziennie), zaparzasz łyżeczkę i pijesz - robisz tak 3 razy dziennie. Najlepiej ciepłe. Zaparzasz pod przykryciem ( żeby jak najwięcej olejków eterycznych zostało )
      - wykrztuśny napar z lukrecji (ćwierć łyżeczki rozdrobnionego korzenia zalać filiżanką wody),
      - syrop z cebuli (dwie duże cebule drobno posiekaj, w słoiku ułóż warstwę cebuli, zalej ją łyżką płynnego miodu, potem dodaj kolejną warstwę cebuli itd. Odstaw na 24 godziny. Następnie odcedź syrop. Pij 4–5 razy dziennie po łyżce. Syrop przechowuj w zakręconym słoiczku w lodówce nie dłużej niż dwa dni),
      - syrop z cebuli (dwie cebule pokrojone w plastry, 2 ząbki czosnkuwyciśnięte, cukier lub miód... przekładać warstwami na przemian wsłoiku - cebula, czosnek, miód (1 łyżka), cebula, czosnek itd. Odstawićw ciepłe miejsce
      - krople z podbiału (szklanką wrzątku zalej 4 łyżki suszonych liści, przykryj i odstaw na kwadrans, przecedź, do przestudzonego naparu dodaj 1/2 szklanki miodu i 1/2 szklanki czystej wódki. Zażywaj 3–4 razy dziennie po jedzeniu, odmierzając po 30 kropli na kieliszek wody),
      - miód anyżowy (do 3 łyżek miodu lipowego lub wielokwiatowego dodaj czubatą łyżeczkę mielonego anyżu, dokładnie wymieszaj. Jedz dwa razy dziennie po łyżeczce),
      - wykrztuśne pastylki z szanty zwyczajnej,
      - łagodzące drażetki z wyciągiem z rdestu wielkokwiatowego,
      - syrop z dzikiej róży,
      - wykrztuśny napar z prawoślazu lekarskiego (w szklance gorącej wody parz przez 10 minut 2–3 gramy suszonych liści prawoślazu. Odcedź, pij trzy razy dziennie),
      - napar ajurwedyjski (do szklanki gotującej się wody wsyp 1/2 łyżeczkimielonego imbiru i po szczypcie zmielonego cynamonu i goździków,pij gorący),

      Usuń
    5. - okład z gorczycy (wymieszaj zmielone ziarna z mąką w stosunku 1 do 2, dodaj tyle wody, żeby powstała pasta, rozsmaruj ją na szmatce, złóżna pół, zabezpiecz skórę wazeliną, a potem przyłóż kompres).
      - wykrztuśny napar z bratków (5-10 g bratków, szklanka wody - parzyć 10-15 minut)
      - łagodzący napar z liści podbiału (łyżeczka liści na filiżankę wody, pić 2–3 razy dziennie),
      - łagodzące drażetki z wyciągiem z rdestu wielkokwiatowego
      - babka lancetowata (można gotować z miodem i jest jeszcze lepsza,można w ciąży i kp oraz dawać dzieciom, choć na opakowaniach piszączasem inaczej :) ) i podbiał (ale od 12 r. ż. i nie wolno w ciąży i kp).
      - napar z babki lancetowatej i macierzanki 3x dziennie po szklance
      - krople z podbiału (szklanką wrzątku zalej 4 łyżki suszonych liści,przykryj i odstaw na kwadrans, przecedź, do przestudzonego naparudodaj 1/2 szklanki miodu i 1/2 szklanki czystej wódki. Zażywaj 3–4razy dziennie po jedzeniu, odmierzając po 30 kropli na kieliszek wody),
      - miód anyżowy (do 3 łyżek miodu lipowego lub wielokwiatowego dodajczubatą łyżeczkę mielonego anyżu, dokładnie wymieszaj. Jedz dwa razydziennie po łyżeczce),
      - zioła działające wykrztuśnie : suszone liście podbiału, tymianek, majeranek, bluszcz, anyż, biedrzeniec, koper włoski, cebula
      - wykrztuśne pastylki z szanty zwyczajnej,
      - wykrztuśny napar z prawoślazu lekarskiego (w szklance gorącej wodyparz przez 10 minut 2–3 gramy suszonych liści prawoślazu. Odcedź, pijtrzy razy dziennie),
      - wykrztuśny napar z bratków (5-10 g bratków, szklanka wody - parzyć 10-15 minut)
      syrop prawoślazowy
      - wykrztuśny napar z prawoślazu lekarskiego (w szklance gorącej wodyparz przez 10 minut 2–3 gramy suszonych liści prawoślazu. Odcedź, pijtrzy razy dziennie),
      - miód polski z dobrej pasieki: malinowy, lipowy, gryczany wielokwiat. W ciepłej wodzie rozpuścić miód wieczorem. Rano pić po dodaniu ciepłej wody
      - inhalacje z mgiełki solankowej, wody majerankowej
      - woda morska
      - Inhalacje i oklepywanie (w pionie, głowa wyżej - już nie na leżąco zgłową w dole)
      - Jeśli nie masz w domu nebulizatora to inhalacji wstaw wodę w garnku iwsyp jeśli to kaszel suchy: sól morska lub rozmaryn lub rumianek; jeślito kaszel mokry: tymianek, lub podbiał, koper włoski; na katar szałwialub mieta lub jałowiec. Ziołowe inhalacje możesz zastosować jeślidziecko nie jest alergikiem na to co wymieniłam.
      - pokroić też czosnek i cebule koło łóżeczka, olejki eteryczne które sięwytworzą powinny pomoc. Dobry jest też olejek cytrynowy i z manuka
      - Jeśli kaszel jest mokry rozrzedzamy wydzielinę ciepłymi napojami, wmieszkaniu musi panować odpowiednia wilgotność powietrza
      - inhalacje - kaszel suchy: sól morska lub rozmaryn lub rumianek; jeśli tokaszel mokry: tymianek, lub podbiał, koper włoski; na katar szałwia lubmieta lub jałowiec.

      Usuń
    6. PROBLEMY ŻOŁĄDKOWE
      - Semie lniane,
      - Szałwia,
      - Colon C lub jakiekolwiek inne probiotyki, ale z dodatkiem prebiotyku
      (np inulina, babka plesznik),
      - Nalewka z orzecha wloskiego


      BÓL GŁOWY
      - równe części kopru włoskiego, kozłka lekarskiego, jagody jałowca ikwiat krwawnika wymieszać. Łyżkę tej mieszanki zalać szklankąwrzącej wody i odstawić na kwadrans do naciągnięcia, przecedzić i pićciepłą herbatkę 2 x dziennie po pół szklanki
      - liść melisy 50 g., kwiat pierwiosnka 50 g, ziele dziurawca 50 g, korzeńwaleriany 20 g, kwiat lawendy 20 g, szyszki chmielowe 20 g.
      Wymienione zioła należy wymieszać wg podanych proporcji.
      Sposób użycia: jedną łyżeczkę mieszanki ziołowej zalać szklankąwrzątku, naparzać 20 minut, przecedzić, podgrzać, pić gorący,niesłodzony napar rano i wieczorem.


      OSPA
      - świąd złagodzi nałożony gabką roztwór sody oczyszczonej (pół łyżeczkisody na szklankę wody). Mikstura powinna wyschnąć na skórze.
      - Kojące właściwości ma papka z płatków owsianych. 1-2 łyżeczkizmielonych płątków na szklankę wrzątku. Krostki można też zwilżyćnaparem z 1 łyżeczki rumanku i nagietka zalanych szklanką wrzątku
      - Nie stososować ibuprofenu http://www.polishexpress.co.uk/lekarze-apeluja-nie-leczcie-goraczki-u-dzieci-paracetamolem-ibuprofenem

      PO WYRWANIU ZĘBA
      - 1 łyżeczkę arniki zalać 200ml wrzątku i parzyć pod przykryciem 20minut. Płukać naparem (nie pić) co 6-8 godzin, przyspieszy gojenie


      WZMOCNIENIE ODPORNOŚCI
      - spacery
      - zdrowe jedzenie
      - bańki
      - tran (Kirkman, Blue Ice, inne są wątpliwej jakości)
      - oleje na zimno tłoczone np. lniany
      - witamina D3 (np. Doctor's Best)
      - witamina C (naturalnego pochodzenia)
      - nebulizacje z soli
      - kominki z tymiankiem...
      - jogurt L+
      - kuracja sokiem z pokrzywy w okresie wiosennym min 6 tygodni
      - codziennie surowe soki warzywne
      - syrop - 5 dag kłącza perzu i 5 dag jeżówki zalać 5 szkl wody,doprowadzić do wrzenia, a następnie na małym ogniu gotować 20minut. Przecedzić i po ostudzeniu wymieszać w proporcjiwagowej 1:1 z miodem, ogrzewać 5 minut i przelać do butelek.
      Pić z ciepłą wodą albo np w herbacie.
      - syrop 2 - po 10g echinacei (jeżówka), traganka i różeńcagórskiego wsypać do 1l wrzątku, na wolnym ogniu gotować przez
      15 minut, przecedzić. Dosypać 3 szkl cukru, ponownie zagotować,aż cukier się rozpuści. Na koniec dolać sok malinowy 1:1,wymieszać. Gotowy syrop rozlać do butelek z ciemnego szkła,podawać 2 łyżeczki dziennie

      Usuń

    7. Odtrucie
      Zioła na odtrucie po antybiotykach: kłącze perzu, korzeń łopianu, ziele nawłoci, ziele rdestu ptasiego, ziele fiołka, owoc czarnego bzu, kora wierzby, liść brzozy
      Mieszankę sporządza się, łącząc zioła w tych samych proporcjach ( Górnicka zaleca po 50 g każdego zioła, ale wtedy wyjdzie nam spory zapas mieszanki ;) ) . Zaparza się 1 łyżkę mieszanki na 1 szklankę wody, wypija w ciągu dnia (m.in. 2 razy dziennie - rano i wieczorem ) .
      Przed użyciem antybiotyku, osłonowo - 1 łyżeczka siemienia lnianego (do zjedzenia), a w ciągu dnia zjadać 2 cebule rozgotowane na gęsto z dodatkiem zmielonego kminku z majerankiem (ochroni wątrobę przed uszkodzeniem ).

      Usuń
    8. "protokół witaminowy dr Cathcarta – podawaj dziecku witaminę C rozpuszczoną w wodzie lub najlepiej w świeżo wyciśniętym soku pomarańczowym – co 30 minut (tyle wynosi okres półrozpadu witaminy C). I tak przez cały dzień, aż do osiągnięcia progu jelitowego. Po kilku, kilkunastu dawkach (w zależności od siły przeziębienia i braków witaminy C w organizmie) dziecko może odczuć lekki ból brzucha i lekką biegunkę i to właśnie wtedy kiedy siedzi na nocniku powinno ustąpić kichanie i kaszel. Zrób wtedy trochę przerwy i przed kolejnym podaniem obniż dawkę

      Witamina C działa przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie, neutralizuje toksyny i jest środkiem przeciwhistaminowym. Indywidualna dawka zależy od intensywności choroby oraz od progu jelitowego. Andrew Saul (wykładowca nauk o zdrowiu, biologii i odżywiania klinicznego New York Chiropractic College i State University of New York, autor książki „FIRE YOUR DOCTOR! How to be Independently Healthy”) zaleca dla dziecka nawet 2 gramy na 1 kg ciała (dokładnie 1 g na 1 funt, ale na kg wychodzi mniej więcej tyle) dziennie. Czyli 15 kilogramowe dziecko – może dostać 30 gramów witaminy C w ciągu dnia. Ale już mniejsze ilości mogą pomóc – byle tylko podawać w regularnych odstępach. Możesz rozpocząć od 1 g co pół godziny i zobaczyć kiedy dziecko osiągnie próg jelitowy.

      Dr Kalokerinos, aby zapobiec SIDS zalecał podawanie witaminy C niemowlętom zaraz po urodzeniu w dawkach 100 mg na dobę w pierwszym miesiącu, 200 mg na dobę w drugim miesiącu i tak dalej. Począwszy od 11 miesiąca życia, radził by dziecko otrzymywało 1 g na dobę, po 2 latach 2 g, po 3 latach 3 g i tak dalej – aż do 10 g od 10 roku życia i taki poziom zalecał utrzymać na stałe. To jest profilaktyka. Gdy atakuje dziecko choroba dawkę trzeba zwiększyć. http://noemidemi.com/16-naturalnych-sposobow-na-przeziebienie-u-dziecka/

      Usuń
    9. Aby zmniejszyć kwasowość możesz dodać wapno, słodki sok, dać do przegryzienia banana. Możesz też wybrać askorbinian sodu. Ważne aby po każdym podaniu witaminy C przepłukać zęby, bo kwas jest szkodliwy dla szkliwa.

      Usuń
    10. Woda utleniona

      Według Nieumywakina potrafi zdziałać cuda.

      Kup nebulizator (dostępny w aptekach już od ok 100 zł) i rób dziecku kilka razy dziennie zabiegi polegająca na wdychaniu 0,25 % roztworu wody utlenionej.

      Kup taką zwykłą wodę utlenioną w aptece (ona standardowo jest 3%) – do 11 ml wody filtrowanej (źródlanej, mineralnej, destylowanej) dodaj 1 ml wody utlenionej, lek wlej do nebulizatora i zapodaj dziecku do wdychania przez ok. pół godziny (w tym czasie można wchłonąć ok. 6 ml roztworu).

      W czasie inhalacji normalny jest kaszel i lanie się kataru z nosa, trzeba co jakiś czas przerwać i wysiąkać nosek.

      Woda utleniona zabija zarazki, bakterie i wirusy. W ten sposób dociera do nosa, gardła, oskrzeli i płuc, oczyszczając je i ułatwiając wysiąkiwanie/wykrztuszanie.

      Po inhalacji można dziecku delikatnie ostukać plecy, będzie łatwiej wykrztuszać.




      Nawilżanie powietrza i ciepła kąpiel z olejkiem miętowym lub eukaliptusowym



      Oddychanie wilgotnym powietrzem pomaga rozluźnić śluz w kanałach nosowych. Ciepła kąpiel z 2 kropelkami olejku miętowego czy eukaliptusowego przetka nos i ułatwi oddychanie.

      Użyj nawilżacza w sypialni dziecka, kiedy śpi, odpoczywa lub bawi się w pokoju.

      Uwaga:

      Trzeba dokładnie czyścić i osuszać nawilżacz codziennie. Pleśnie i bakterie mogą gromadzić się wewnątrz niego, a te mogą następnie rozpylić się w powietrzu po uruchomieniu nawilżacza.




      Woda morska do płukania noska lub jeśli jeszcze karmisz – Twoje mleko



      Psiknij dziecku do noska trochę takiej wody (jeśli swojego mleka – to np. przy użyciu czystej strzykawki) a następnie wyciągnij odsysaczem.

      Najlepsze odsysacze to te podłączane do odkurzacza. Te, którymi Ty musisz wysysać katar przez rurkę – są może wygodniejsze – ale gwarantuję Ci, że za chwilę Ty sama dostaniesz kataru. Więc lepiej do tego wykorzystać powszechnie dostępny sprzęt AGD.

      Czyszczenie noska – też dobrze przeprowadzić po inhalacji.

      Nie czyść noska urządzeniem częściej niż kilka razy dziennie gdyż to może podrażniać śluzówkę i nie używaj wody morskiej dłużej niż 4 dni z rzędu ponieważ może wysuszyć nosek, co pogorszy stan.


      Źródła:
      http://noemidemi.com/16-naturalnych-sposobow-na-przeziebienie-u-dziecka/
      http://www.doctoryourself.com/megakid.html

      http://www.doctoryourself.com/klennerpaper.html

      http://www.doctoryourself.com/titration.html

      Iwan Nieumywakin „Woda utleniona na straży zdrowia”

      http://www.babycenter.com/0_safe-home-remedies-to-soothe-your-childs-cold-and-flu-sympto_10014077.bc

      http://bezogniowe.pl/

      https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16710900

      http://mic.microbiologyresearch.org/content/journal/micro/10.1099/mic.0.053959-0

      http://www.umf.org.nz/

      http://homeremediesforlife.com/ginger-for-flu/

      Usuń
    11. Duża ilość napojów

      Dziecko w czasie choroby powinno jak najwięcej pić. Płyny zapobiegają odwodnieniu, rozrzedzają wydzielinę z nosa i ułatwiają jej wypłukiwanie.

      Co jest najlepsze?

      Jeśli karmisz piersią – to Twoje mleko, woda, naturalne soki, koktajle owocowe (np. zmiksowane razem banany, mango, kiwi, ananas) – choć tu może pojawić się zastrzeżenie, że ochładzają, ale za to dostarczają masę potrzebnych dziecku naturalnych witamin, możesz podać również roślinne robione w domu mleka (np. migdałowe, jaglane, owsiane). Dobrym pokarmem będzie też wywar z warzyw lub jeśli dziecko je mięso to rosół (ale tylko z ekologicznej kury).




      Badania z 2011 pokazują, że miód Manuka zatrzymuje ból gardła zainfekowanego bakteriami paciorkowca, korzyść ze stosowanie można odczuć niezwłocznie. Jedna łyżeczka dziennie powinna dziecku pomóc przy przeziębieniu, a stosowana profilaktycznie zwiększyć jego odporność.




      Dla dziecka powyżej 3 roku, które rozumie o co chodzi w płukaniu i nie połyka od razu płynu. Woda z solą łagodzi ból gardła, i pomaga wypłukiwać śluz z gardła. Rozpuść 1/2 łyżeczki soli w szklance ciepłej wody i wymieszaj, możesz dodać trochę soku z cytryny. Płukanie można robić 3-4 razy dziennie.



      Bańki - Poprzez postawienie bańki wytwarza się podciśnienie powodujące wyssanie z naczyń krwionośnych niewielkich ilości białych i czerwonych krwinek. Dostają się one do Twojej tkanki podskórnej, a organizm zaczyna traktować je jako ciało obce, które należy jak najszybciej zwalczyć. Tę rolę pełnią monocyty, komórki immunologicznie normalnie pozostające w uśpieniu.
      Przeciwwskazaniem są choroby serca, zmiany skórne i krwotoczne, duszność, nadciśnienie, stwardnienie rozsiane, choroba nowotworowa, drgawki czy bardzo wysoka gorączka (powyżej 38,5 stopni Celsjusza). Nadają się dla dzieci nawet 10-miesięcznych – ale tak małym dzieciom nie można ich stawiać za często.




      Miód + cebula = syrop na gardło i kaszel

      Pokrój w cienkie plasterki 1 obraną cebulę, zalej 2-3 łyżkami miodu, odstaw w zakręconym słoiku – po godzinie będziesz mieć syrop działający wykrztuśnie, dobry na ból gardła i na kaszel. Podawaj dziecku 3 razy dziennie po 1 łyżeczce (dla dzieci powyżej 1 roku).

      Imbir ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne, leczy ból, podrażnienia i dyskomfort spowodowany przez grypę czy przeziębienie. Gingerol i shagol – związki obecne w imbirze pobudzają pocenie i tym samym obniżają temperaturę ciała. Ma właściwości wykrztuśne. Pobudza apetyt i trawienie.
      Cynamon

      Stosowany w medycynie ajurwedyjskiej, ma działanie przeciwwirusowe i antybakteryjne, wspiera system odpornościowy i zapobiega przeziębieniom i grypie. Powstrzymuje rozwój bakterii, grzybów i drożdży.


      Olejek z oregano

      Ważne by był to 100% ekologiczny olejek z oregano a nie żadne mieszanki. Jest to bardzo silnie działająca substancja antywirusowa i przeciwbakteryjna (radzi sobie nawet z bakteriami opornymi na antybiotyki), z którą należy postępować bardzo ostrożnie. Dziecku nie rekomendowałabym podania doustnego, ale kropelka olejku z oregano rozpuszczona w łyżce oleju kokosowego i wsmarowana przed snem w stópki może być dobrym rozwiązaniem, potem na stópki ubierasz skarpetki. Do zastosowanie dla dzieci powyżej roku.


      Źródła:
      http://noemidemi.com/16-naturalnych-sposobow-na-przeziebienie-u-dziecka/
      http://www.doctoryourself.com/megakid.html
      http://www.doctoryourself.com/klennerpaper.html
      http://www.doctoryourself.com/titration.html
      Iwan Nieumywakin „Woda utleniona na straży zdrowia”
      http://www.babycenter.com/0_safe-home-remedies-to-soothe-your-childs-cold-and-flu-sympto_10014077.bc
      http://bezogniowe.pl/
      https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16710900
      http://mic.microbiologyresearch.org/content/journal/micro/10.1099/mic.0.053959-0
      http://www.umf.org.nz/
      http://homeremediesforlife.com/ginger-for-flu/

      Usuń
  11. Sposoby na wzmocnienie odporności u dzieci https://parenting.pl/portal/sposoby-na-wzmocnienie-odpornosci-u-dzieci

    OdpowiedzUsuń
  12. Mojemu młodemu w szpitalu nie podawali nic poniżej 38,5. I to jest granica, której rzeczywiście warto się trzymać - tzn. nie podawać leków przeciwgorączkowych jeżeli temperatura nie przekracza 38,5.
    Chociaż na przykładzie naszego małego można zauważyć, że do 39,5 nie widać negatywnych skutków choroby (jest żywy, czuje się dobrze), dopiero powyżej tej granicy zaczyna się robić "spokojniejszy".

    OdpowiedzUsuń
  13. Bez dwóch zdań należy zbijać gorączki powyżej 41 stopni, co nie znaczy, że osoba unikająca leków przeciwgorączkowych (albo w ogóle zbijania gorączki) nie ma swoich racji. Wyższa temperatura przyspiesza zwalczanie choroby.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczywiście, że dopuszczenie do tego, żeby dziecko przed dłuższy czas miało gorączkę powyżej 41 to zaniedbanie. Ale zdarza się, że pomimo stosowania maksymalnych dawek leków, gorączka nie spada.

    OdpowiedzUsuń
  15. dziecko ma inną termoregulację organizmu i do 39 stopni nie zaleca się podawać leków przeciwgorączkowych tylko właśnie schładzać organizm dziecka. Dla dorosłego 39 to jest już bardzo wysoka temperatura ale dla dziecka to dopiero prawdziwa gorączka.

    OdpowiedzUsuń
  16. żadnej diety, dzieci jedzą instynktownie, to znaczy wtedy kiedy są głodne i to co chcą, żadnych ograniczeń, przymuszania czy przemycania produktów, do tego codziennie na dworze bez względu na pogodę, pozwalam na przemoczenie butów, chodzenie bez czapki, zmoknięcie, zgłodnienie, zmarznięcie, morsujemy i saunujemy od 3 miesiąca życia dzieci, uprawiamy sporty, jeździmy na nartach, na rowerze, biegamy, taplamy się w błocie, nie panikujemy gdy dziecko napije się brudnej wody z jeziora, żyjemy pełnią życia z dzieckiem, odporność jest jak mięsień, trzeba ją trenować

    OdpowiedzUsuń
  17. konsultacja medyczna – lek. med. Magdalena Maczyta-Zajkowska

    Często spotykam się z opiniami, że to nie prawda, że karmienie piersią chroni przed infekcjami, bo „ja karmię piersią, a moje dziecko ciągle choruje, a dziecko sąsiadki karmione mieszanką jest zdrowe”.

    SKĄD BIERZE SIĘ ODPORNOŚĆ?

    Odporność organizmu na infekcje to składowa wielu czynników, samo karmienie piersią sprawy nie załatwi.

    Kiedy człowiek przychodzi na świat jego układ immunologiczny jest jeszcze nie działa, oznacza to, że posiada jedynie immunoglobuliny M (IgM) które jako jedyne przechodzą przez łożysko. Tutaj swoją rolę spełnia SIARA.
    http://www.mlecznewsparcie.pl/2016/01/karmienie-piersia-a-odpornosc/

    OdpowiedzUsuń
  18. Zapalenie oskrzeli jest bardzo częstym schorzeniem, szczególnie wśród dzieci, dlatego posłużyło jako przykład. To samo tyczy się katarków, temperatury i kaszlu, które nie trwa bardzo długo, a na które lekarze KOCHAJĄ przepisywać antybiotyki. Matki powiedzą ALE TO JEST LEKARZ kończył studia i powinien wiedzieć co robi, Otóż często nie wie, Naprawde nie mam pojęcia co kieruje tymi ludźmi. Drogie matki. Do diagnozy ZAKAŻENIA bakteryjnego służy najprostrze badanie nazywa się CRP i wykonuje się je z krwi.

    CRP czyli białko C-reaktywne u zdrowego człowieka wynosi do 10 jednostek. Jeżeli wartość ta rośnie mamy do czynienia ze stanem zapalnym najczęsciej spowodowanym wirusem. Jeśli CRP rośnie jeszcze bardziej i wartości osiągają 100 i więcej najprawdopodobnie atakuje nas bakteria. (żródło http://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego,crp-badanie---norma-badania-krwi--podwyzszone--wysokie-crp-,artykul,1659270.html)
    Jedynie na takiej podstawie lekarz powinien decydować o przepisaniu antybiotyku, niestety bardzo mało z nich to robi. z http://blogszczeregoczlowieka.blogspot.com/2017/01/o-antybiotykach-po-raz-ostatni.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://adamed.expert/rozmaz-krwi-dla-kogo-jest-to-badanie-i-jak-prawidlowo-odczytywac-jego-wyniki/

      Poziom neutrocytów poniżej normy to objaw zakażenia grzybiczego, bakteryjnego lub pierwotniakowego. Prawidłowa wartość tego elementu to 1-5 % w przypadku neutrofilów pałeczkowatych oraz 40-70 % odpowiedników segmentowych.

      Rozwijające się zakażenie wirusowe także może objawiać się obniżeniem ich poziomu. Natomiast podwyższone limfocyty w rozmazie krwi pojawiają się przy takich schorzeniach, jak: krztusiec, chłoniaki, gruźlica, świnka, odra, kiła, szpiczak mnogi, różyczka i choroby immunologiczne. Poziom limfocytów (LYMPH) w obrazie krwi powinien wynosić około 20-45 % 1.

      http://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/badania/badanie-crp-co-to-jest-i-kiedy-wykonuje-sie-badanie-crp-interpretacja_40293.html

      Usuń
  19. Na większość chorób nie ma szczepionek. To nasz układ odpornościowy ma byc na tyle silny żeby sobie z nimi poradzić.
    Opisane na tej stronie czynniki jasno wskazują jak duży mają one wpływ na zdrowie i w jaki sposób zwiększają ryzyko chorób, posocznicy czy np. IChM, IChP bo jakoś uwielbia się wmawiać, że te choroby dotyczą w równie mocnym stopniu każdego zdrowego dziecka, właściwie są losowe...
    Znaczenie np. tego czy w rodzinie się pali, dziecko karmi piersią dla wyżej wymienionych schorzeń jest bardzo istotne statystycznie, głupio o tym zapominać. Jeśli szczepionka ma redukować zapadalność IChM i IChP o ileś tam % to najprawdopodobniej kampania medialna (Dużo tańsza) promocji KP i zdrowych postaw zwłaszcza wśród dzieci z grup ryzyka (wcześniaki, po antybiotykoterapiach itd) przyniosłoby dużo większe rezultaty niż szczepienia, chociaż nie ma pewnie 100% dowodów z Polskiego podwórka to jestem przekonany, że tak właśnie by było...
    Tylko, że na promocji zdrowych postaw koncerny nie zarobią.
    To nie jest żaden spisek tylko fakt.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nieskromnie powie ze duzo wiem o dzialaniu ludzkiego organizmu i po latach czytania (takie hobby) wiem ze aboslutnie kluczowym organem do prawidlowego funkcjonowania organizmu sa JELITA, ich stan dzialanie, bogactwo flory ect.. to jest po protsu PODSTAWA!! jak atlas trzyma ziemie.. Tak jelita trzymaja caly nasz organizm w ryzach. Ich zly stan odpowiada ze ogromna ilosc chorob, ktorzy zwykli lekarze nawet by nie podejrzewali..
    Jest wiele chorob ktore lekrze lecza objawowo, bezmyslnie nie rozumiejac wogole ze zrodlo ich lezy glebiej ! jelitach wlasnie! jakie ? nie zawsze ale najczesciej; np:
    - nierpawidlowe funkcjonaowanie tarczycyi wszystkich gruczolow hormonalnych
    - Candida ( zagrzybienie organizmu)
    - Pasozyty
    - DEPRESJA!
    - ciagle zmeczenie!
    - kolatanie serca!
    - dusznosci! ba!!! astma!
    - bóle stawow
    - mrowienie konczyn, plecow.
    - egzema (pryszcze)
    - bole glowy

    ect, mozna by wymieniac i wymieniac. Wszystko to wynika w znaczacym stopniu z nieporpawnej dzialnosci JELIT !!! (I wiem to nie bo czytalem Ziębe.. bo go akurat wogole nie czytam..)
    rganizm ludzki, to piekielnie zlozona maszyna z milionami wspolzaleznych procesow.. WSZYSTKO z czegos wynika! Dzialanie jednego organu zalezy od drugiego i na niego wplywa.. Podczas gdy czego nas uczy dzisijesza medycyna ? Boli serduszko.. idz do kardiologa. Z tarczyca cos nei tak ? idz do endokrynologa. przepisze ci tableteczki. To smieszne.. Zaden z tych "ekspertow" nie pomysli ze zrodla problemow moga byc zuplenie gdzie indziej..

    OdpowiedzUsuń
  21. Natura niczego nie leczy. Natura to najskuteczniejszy zabójca.
    Co roku w wyniku chorób przenoszonych przez komary, umiera 700 000 osób, w wyniku chorób towarzyszących HIV umiera co roku 1,6 miliona osób, w krajach gdzie nie ma powszechnych szczepień odra zabija 120 000 ludzi co roku, wścieklizna zabija co roku 55 000 ludzi, a to nie jest wszystko.
    Co roku na choroby zakaźne umiera tylu ludzi ile zamieszkuje całą Irlandię.
    Zadaniem chorób zakaźnych w warunkach naturalnych jest zabić lub osłabić maksymalnie jak się da, kiedy zagęszczenie osobników jakiegoś gatunku na km2 jest zbyt duże i grozi to zbyt wielką eksploatacją zasobów naturalnych.
    Człowiek ewoluuje ale mechanizm kontroli populacji tylko nieznacznie.
    Człowiek świadomy tych rzeczy wybucha śmiechem za każdym razem kiedy słyszy słowa "naturopata" czy "naturopatia".
    Naturopata czyli kto?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. natura leczy, studentom farmacji dalej wykłada się farmakognozję, a i większość współcześnie syntetyzowanych leków ma swoje korzenie w substancjach pochodzenia naturalnego

      Usuń
  22. najważniejszych 10 rzeczy:

    1. Przetworzona (przemysłowo czy też w domu) i/lub prozapalnie działająca żywność: słodzona (cukrem lub syntetycznymi słodzikami), sztucznie aromatyzowana lub barwiona, żywność zawierająca glutaminian sodu, konserwowana, wędzona, puszkowana, smażona, grillowana (dioksyny i inne kancerogeny), nabiał przemysłowy przetworzony (pasteryzowany lub homogenizowany), napoje chłodzące i gazowane w plastikach i aluminiowych puszkach, soki w kartonach, ocet spirytusowy i zawierające go produkty, obficie nawożone nowalijki, żywność nadpsuta, nadpleśniała, koncentraty w proszku, oleje rafinowane i zrobione z ich użyciem produkty (np. majonezy, gotowe dressingi i inne wyroby zawierające anonimowy i bliżej nieokreślony „olej roślinny” na etykiecie itd.), margaryny, wyroby cukiernicze i przemysłowe lody, „białe” produkty – oczyszczone i rafinowane (biała mąka i wyroby z niej, biały ryż, rafinowany cukier, sól kuchenna rafinowana itd.), dania gotowe wszelkiego typu. Niestety większość z tego, co znajduje się dzisiaj w sklepach spożywczych jest jedynie na sprzedaż, nie do jedzenia.

    2. Nadmiar prozapalnych produktów odwierzęcych: szczególnie tych pochodzących z chowu przemysłowego (zarówno drobiu jak i ssaków), jajek, czerwonego mięsa (wieprzowina, wołowina), ryb hodowlanych i owoców morza z akwakultury (łosoś, pstrąg, karp, panga, tilapia, krewetki itd.) lub przetworzonych produktów ze śledzi (większość śledzi na polskim rynku jest dosmaczana glutaminianem sodu, dosładzana syntetycznymi słodzikami i konserwowana benzoesanem sodu).

    3. Żywność transgeniczna: czyli modyfikowana genetycznie (GMO), nie mylić z odmianami danej rośliny – z upraw transgenicznych pochodzi dzisiaj większość soi oraz kukurydzy na świecie, produkowanych w celach konsumpcyjnych i paszowych. Nie upłynęło wystarczająco dużo czasu abyśmy mieli dane na temat długoterminowego wpływu takiej żywności na zdrowie kolejnych pokoleń ludzi.

    4. Konwencjonalne kosmetyki: upiększające, pielęgnacyjne, do higieny jamy ustnej jak pasty do zębów i płukanki, kosmetyki antysłoneczne itd. Wszystkie można zastąpić nietoksycznymi odpowiednikami zrobionymi w domu za grosze lub kosmetykami i olejami organicznymi.

    5. Konwencjonalne środki czystości (proszki, mleczka, pianki, płyny, odświeżacze powietrza). Można je zastąpić mniej agresywnymi wersjami eko lub własnej roboty nieszkodliwymi i tanimi produktami. Sprzątanie można zrobić skutecznie mając do dyspozycji sodę, ocet, boraks i domowy płyn enzymatyczny.

    6. Używki: kawa, czarna herbata, tytoń, narkotyki, alkohole, napoje z kofeiną i ze stymulantami (energetyzujące). Większość tych używek niszczy florę bakteryjną jelit i wypłukuje cenne minerały z ustroju.

    7. Inne substancje ksenobiotyczne (czyli obce substancje, niebędące naturalnym składnikiem żywego organizmu): wprowadzane do ustroju w celach leczniczych (szczepionki, leki, niektóre suplementy diety) lub występujące w środowisku (dioksyny, PCB, BPA, metale ciężkie jak ołów, aluminium rtęć, kadm) i wiele innych.

    8. Brak snu i odpoczynku: niedosypianie, przepracowanie, stres, pośpiech, hałas, chaos, nadmiar obowiązków, niedotlenienie (brak ruchu) lub zbyt intensywna aktywność fizyczna (treningi, sport zawodowy).

    9. Negatywne myśli i emocje: strach, smutek, złość, gniew, żal, wina, zazdrość, wstyd, niepokój, wściekłość, zawiść, gorycz, pogarda, bezsilność, chciwość, nienawiść. Wpływem naszego myślenia i naszych emocji na układ odpornościowy zajmuje się dziedzina nauki o nazwie psychoneuroimmunologia.

    10. Smog elektroniczny i promieniowanie:

    http://www.akademiawitalnosci.pl/najwazniejsza-rzecz-oslabiajaca-odpornosc-twoja-i-twoich-dzieci/

    OdpowiedzUsuń
  23. 1241/5000
    Ja AMANDA KARIPETRA mieszka w USA, mam cierpieć na Herpes, na
    wiele lat, okres 7 lat, bez lekarstwa. na jednej wiernej dnia widziałem
    artykule w internecie były kobiety lekarz mówił o tym, jak i ISE
    lekarz wyleczył ją na stałe z HIV / AIDs.I powiedział mu o mojej chorobie. Kratka człowiek wyleczyć moją chorobę infekcji Herpes. Wysłał mi medycynie, że uzdrowił mnie zupełnie .Email niego @ ISESPIRITUALSPELLTEMPLE@GMAIL.COM ... Dzisiaj I`m żyje szczęśliwie i bez opryszczki. Musiałem zawrzeć w moich myślach, że nie ma lekarstwa, on jest właścicielem i założycielem ISE Herb RESEARCH CENTRE [IHRC] Dr .ISE mają lekarstwo na HIV, Zíka, HPV, astma, cukrzyca, syfilis, mała liczba plemników, rak , szaleństwo, zapalenie wątroby, zakażenia pasożytnicze bakterie i oraz
    innych związanych z infekcją wirusową. Miał spędzić 15 lat jest w praktykowanie
    spirytualizm, konsultanci, za pomocą ziół i środków duchowych leczyć
    choroby na całym świecie. Głównym powodem Piszę to świadectwo jest
    poinformować cały świat o swoich wielkich czynów, a on jest Herbal Doctor
    którzy mogą leczyć choroby śmiertelne. Jest również doskonałym rzucający czar nie miałem
    zobacz każdy lekarz tak silny jak ten ruszt człowieka, miał uratować wiele życia.
    Można się z nim skontaktować poprzez; ISESPIRITUALSPELLTEMPLE@GMAIL.COM ...

    OdpowiedzUsuń
  24. [Gorączka - nieobniżanie jej to ciemnota?]
    "Drogie mamy, czy wiecie w ogóle czym grozi nieobniżana gorączka u dziecka? STOP! Nie wpisujecie nic w Google!".
    "Ja zbijam gorączkę, bo dla mnie każda jest niebezpieczna. Narażanie dziecka jest dla mnie głupotą. Środki na gorączkę są bezpieczne, natomiast gorączka nie"
    "Zawsze obniżam gorączkę od 38 stopni, widzę, że moje dziecko się źle czuje, więc w imię czego mam je męczyć i czekać aż gorączka będzie rosła? To jakaś bzdura i wśród moich znajomych nie ma nikogo, kto by męczył w ten sposób swoje dziecko"
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,566,142429344,142429344,Nieobnizanie_goraczki_glupia_moda_czy_ciemnota_.html

    dr Piotr Albrecht dodaje też, że problemy z obniżeniem wysokiej gorączki u dziecka wynikają m.in. ze stosowania zbyt małych dawek leków oraz podawania ich "zbyt rzadko i nieregularnie - np. kiedy już wystąpi gorączka (wtedy jesteśmy spóźnieni prawie o godzinę)". Lekarze przestrzegają, że wysoka temperatura jest groźna dla małych dzieci. "Długotrwała gorączka wpływa niekorzystnie na pracę wielu narządów wewnętrznych dziecka, zwłaszcza na układ nerwowy i układ krążenia. Może powodować napady drgawek, zaburzenia świadomości, a nawet śpiączkę. Grozi także udarem cieplnym" - przestrzega lek. med. Karolina Turżańska.
    Trzeba jednak pamiętać, że dzieciom do końca 12. roku życia nie wolno podawać salicylanów (aspiryny, polopiryny) - mogą wywoływać zespól Reye'a, bardzo niebezpieczną chorobę, powodującą uszkodzenie wątroby i mózgu.

    Która matka nie pamięta z czasów swojego dzieciństwa zmartwionych spojrzeń rodziców, kiedy wyjęty spod pachy termometr wskazywał kilka kresek powyżej 37? Stan podgorączkowy oznaczał kiedyś porę na podanie leku obniżającego temperaturę ciała - jakiekolwiek odchylenie do pożądanych 36,6 stopni było niemile widziane. "Ostatnio wśród znajomych mam obserwuję modę na nieobniżanie gorączki lub czekanie do X stopni, gdzie X uważają za 'bezpieczną' temperaturę. Wiedzę czerpią z netu, rzadziej od matek lub teściowych, argumentując to tym, że 'organizm sam walczy z chorobą'"


    "Jak zapodasz farmakologiczny lek to upośledzasz powstawanie przeciwciał walczących z infekcją" - kontynuuje. - "W rezultacie infekcja trwa dłużej, częściej przeradza się w nadkażenia bakteryjne. Nawet bajka dla dzieci pt. 'Było sobie życie' o tym wspomina. To nie jest moda, tylko czyste, racjonalne i zdroworozsądkowe podejście do faktów, a podawanie ibuprofenu w celu obniżenia gorączki do 38 stopni, jest kompletnym aktem bezmyślności i braku wiedzy"
    http://www.edziecko.pl/zdrowie_dziecka/1,79373,13500306,Nieobnizanie_goraczki_u_dziecka___glupia_moda_czy.html

    OdpowiedzUsuń
  25. "Co jeszcze powoduje nadmierne stosowanie leków?
    Wyniki badań jednoznacznie pokazują, że ludzie po 30-tce i 40-tce coraz rzadziej gorączkują. Ma to fatalne skutki. Mamy już olbrzymią ilość dowodów naukowych na potwierdzenie tej tezy. Jeżeli ktoś 10 lat nie gorączkował, to znacznie wzrasta u takiej osoby ryzyko nowotworu. Później ktoś się dziwi, że był zdrowy jak koń, a tu nowotwór. Nie wyłączajmy więc możliwości gorączkowania." http://www.tylkotorun.pl/prof-wieslaw-kozak-goraczka-powinna-cieszyc/

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo ładnie omówiony temat gorączki. To prawda, że ludziom odpierdala obecnie na punkcie leków, zbijania gorączki... Ledwo dziecku coś się dzieje już ibupromik. Co gorsza lekarze często sami mają gówno w głowie. O głupocie jaką jest stosowanie NLPZ bez wyraźnej potrzeby albo zbijania niezaawansowanej gorączki nikt nie mówi.
    O tym że aktywność niektórych leukocytów podczas gorączki potrafi wzrosnąć 1000 krotnie, o tym że ilość syntezowanych przeciwciał potrafi wzrosnąć 100 000 razy, o znaczeniu ogólnej zmiany metabolizmu organizmu w kierunku "stresu" - odpowiedzi stresowej na infekcję, o zaangażowaniu osi podwzgórze-przysadka-nadnercza, o zaangażowaniu układu nerwowego nikt nie mówi. Ale o tym "ŚCINAJO SIĘ BIAŁKA KURWA DEBILU" mówią nawet lekarze. Ale nikt już się nie zainteresuje jak wygląda ten proces utraty konformacji natywnej białek, jaka temperatura jest potrzebna, jaki czas działania tej temperatury i o miliardzie innych czynników które potem dążą do naprawy danego białka lub komórki nikt nie mówi.
    Ludzie! Gorączka jest zbawieniem naszego organizmu. Mówię o jeszcze rozsądnych temperaturach, powiedzmy do 40 stopni. Krótkotrwałe temperatury po 42 stopnie też nie wyrządzą nam znaczących szkód. Ale faktycznie, już wchodzimy w niebezpieczny zakres. Dużo tutaj zależy od danego organizmu, wieku, odżywienia itd...
    To samo leki NZLP - ich działanie polega na tym aby jak najbardziej utrudnić organizmowi odpowiedź na patogen. Rozpierdalają odpowiedź komórkową, humoralną i mnóstwo innych czynników. Dlaczego lekarze o tym nie informują?

    Dlaczego tak chętnie przepisują ludziom te wszystkie "leki" które tak na prawdę nie leczą, tylko maskują objawy choroby.

    Organizm leczy się sam. Wszystkie leki przeciwzapalne i przeciwbólowe mu to utrudniają jak tylko mogą. Podobnie działa zbijanie gorączki. Oczywiście - są RZADKIE sytuacje gdzie takie środki są potrzebne.
    Jak ktoś bardzo cierpi, choruje to pewnie niech z objawami walczy na jego odpowiedzialność, ale trzeba wiedzieć że te środki nie usuwają infekcji. Wręcz utrudniają jej zwalczanie. Ich działanie polega po prostu na polepszeniu stanu pacjenta. Działanie objawowe. Nic więcej.
    Leżeć w łóżku, odpoczywać, wygrzewać się, nie stresować, dobrze jeść i pić to jest całe leczenia. Te wszystko naturalne sposoby często gówno pomogą.
    W Polsce jak w lesie głupki omamione reklamami w telewizji i omamione konowałami kupują na potęgę gripexy, paracetamole, ibupromy itd. Lekomani oszołomy, ale na zachodzie już powoli zmieniają się na szczęście trendy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na medycynie wszyscy znajomi z roku biegna po nlpz na pierwsze objawy choroby i sa glusi na tlumaczenia. Pacjentow tez tak beda leczyc.

      Usuń
  27. Witam Jestem Sonia Stevens po imieniu, daję świadectwo o dr Ben wielki zielarz, ma lekarstwa na wszelkiego rodzaju choroby, on wyleczyć moją chorobę HIV, choć przeszedłem innej stronie widziałem różne świadectwa o różne zielarze, ja na to: "wiele osób ma lekarstwa na HIV dlaczego ludzie wciąż cierpi na nią" I choć z niego, potem kontakt z dr Ben za pośrednictwem poczty elektronicznej, nie wierzę mu, że dużo, chciałem po prostu dać mu szansę, odpowiedział pocztę i potrzebował trochę informacji o mnie, po czym wysłałem je do niego, on przygotował CURE i wysłał go do mnie za pośrednictwem firmy kurierskiej UPS, powiedziano mi, że to zajmie 3-4 dni przed i dostaniesz paczkę, 3 dni później otrzymałem paczkę i zacząłem przyjmowanie leku zgodnie z zaleceniami niego, po 7 dniach przyjmowania leku poszedłem na check-up, i badano nosicielem wirusa HIV ... Iść WSPIERAJĄCE nikomu, że się z nim skontaktować o pomoc, jeśli są poważne TY wyleczyć !!! Potrafi też leczyć wszelkiego rodzaju chorób jak hypertities B, Diabities, Herpes.etc.contact nim przez: drbenharbalhome@gmail.com lub WhatsApp +22893464014. Można również dotrzeć do mnie na e-mail: soniastevens1995@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Cześć! Dziękuje bardzo za blog! ! Ja również jestem alergiczką, alergia się zmniejszyła, ale niestety nie zniknęła całkowicie. Większości osób, które znam, panuje przekonanie: masz wysypkę - weź wapno. Ale przyznam, że nawet nie zastanawiałam się, czy ono naprawdę działa.

    OdpowiedzUsuń

Proszę podawać źródła informacji. Chcę aby dyskusja była merytoryczna, krytyka mile widziana, ale spokojna i konstruktywna.
Przekleństwa, spam, atakowanie innych osób - takie posty będą usuwane.