piątek, 9 grudnia 2016

Niepotrzebne, bezsensowne szczepionki w Polsce - kto poniósł odpowiedzialność? Niewygodne fakty. Błędne decyzje.

Opóźnione o wiele lat stosowanie się do najnowszych wytycznych, badań w Polskim kalendarzu szczepień ma długie tradycje. Czy chodziło o pieniądze? Czy tylko nieudolność? Dlaczego w Polsce stosowano i stosuje się szczepienia wbrew zaleceniom ekspertów? Gdy już nie ma wątpliwości, że ich stosowanie w obecnej formie nie ma sensu? 
Poniżej kilka dobrze udokumentowanych przykładów katastrofalnej opieszałości z przeszłości oraz kilka BARDZO aktualnych:


Na początek streszczenie, potem rozwinięcie każdego punktu o cytaty ekspertów i źródła.

Historyczne fakty:
1. Ospa prawdziwa – wycofanie szczepionki o ponad 10 lat za późno W Polsce utrzymywano przymus szczepień do 1980 roku, choć choroba od dawna nie występowała, a powikłania poszczepienne zabijały częściej niż sam wirus. Należało zakończyć szczepienia na początku lat 70., wzorem krajów zachodnich. Obecnie mamy pewność, że masowa i w dodatku przymusowa wakcynacja była zbędna: można było stosować strategię nadzoru/szczepień pierścieniowych oraz izolacji tak jak w biednych krajach gdzie tymi metodami zwalczono ospę prawdziwą.
2. Stosowanie szczepionki OPV typ 3 wywołało epidemie polio poszczepiennego w Polsce W 1968 roku podano dzieciom żywą szczepionkę doustną (OPV) typu 3, co nie było zasadne w tym czasie (w Polsce ten typ nie stanowił wtedy zagrożenia) szczepienia wywołały epidemię porażeń, wiele osób straciło życie. Prawidłowym działaniem byłoby podawanie szczepionki tylko na typy polio najpopularniejsze w Polce lub podanie bezpieczniejszej szczepionki inaktywowanej (IPV), która była już wtedy dostępna i nie niosła ryzyka wywołania choroby.
3. Stosowanie przez grubo ponad dekadę używano szczepionek OPV. Polska wycofała ryzykowną szczepionkę doustną przeciw polio (OPV) dopiero w 2016 roku, czyli 17 lat później niż USA, narażając dzieci na paraliż poszczepienny, wielu nadal z nim żyje. Zgodnie z wiedzą medyczną należało znacznie wcześniej przejść na bezpieczny schemat oparty wyłącznie na preparatach inaktywowanych (IPV) i stosować tylko w sytuacji gdy patogen był istotnie obecny na kontynencie. Dodatkowo szczepionka przeciwko polio, która była stosowana w krajach socjalistycznych (do początku lat 90), zawierała pochodzącego od małp wirusa wywołującego raka (skażenie).
4. Zbędne stosowanie szczepień reaktywacyjnych BCG przeciwko gruźlicy. Przez dziesięciolecia polskie dzieci szczepiono przeciwko gruźlicy płucnej wielokrotnie, choć już w latach 70. badania dowiodły, że dawki przypominające nie dają dodatkowej ochrony. Według wielu badań ta szczepionka nie działa przeciwko gruźlicy płucnej, lub działa tak nieznacznie, że nie rekomenduje się tego szczepienia. Państwo powinno zaprzestać rewakcynacji przynajmniej w 2001 roku zgodnie z wytycznymi WHO i innymi krajami, zamiast niepotrzebnie czekać z decyzją kolejne lata skazując wiele dzieci na całkowicie niepotrzebne powikłania. Biorąc pod uwagę stan wiedzy naukowe to już w latach 70 powinniśmy od tego odejść.
5. Zbędne stosowanie szczepień BCG w pierwszej dobie W Polsce rutynowo szczepi się wszystkie noworodki tuż po urodzeniu, mimo że w krajach o podobnej sytuacji epidemiologicznej dawno z tego zrezygnowano. Nauka sugeruje, że szczepienie to powinno być ograniczone tylko do grup wysokiego ryzyka,.
6. Wykluczanie przeciwwskazania do szczepienia BCG dopiero po zaszczepieniu Szpitale w Polsce podają żywą szczepionkę BCG w pierwszej dobie życia, nie czekając na wyniki badań przesiewowych w kierunku ciężkiego niedoboru odporności (SCID). Aby uniknąć utraty zdrowia, a nawet zgonów dzieci z powodu rozsiewu prątków u dzieci z uszkodzoną odpornością, szczepienie należy odroczyć o kilka dni do czasu uzyskania wyniku badania krwi dla każdego dziecka w Polsce. Nie ma potrzeby rutynowo szczepić w pierwszej dobie. W populacji niskiego ryzyka w Polsce można bezpiecznie odroczyć BCG o 2–3 dni do czasu otrzymania wyniku przesiewu SCID. Opóźnienie o kilka dni nie zwiększa istotnie ryzyka zachorowania na gruźlicę (które i tak jest na tyle niskie, że to szczepienie powinno zniknąć), a odroczenie go pozwala uniknąć ciężkich powikłań u dzieci z nieświadomym SCID. W nowoczesnych krajach europejskich taka praktyka jest standardem.
7. Zbędne stosowanie szczepień WZW B w pierwszej dobie u zdrowej matki Noworodki zdrowych matek szczepi się przeciw żółtaczce typu B natychmiast po urodzeniu, choć ryzyko zakażenia w tym wieku jest bliskie zeru. Prawidłowe postępowanie to przesunięcie pierwszej dawki na 2. lub 3. miesiąc życia, co jest standardem w wielu rozwiniętych krajach. Od niedawna w Polsce dopuszczono odstępstwo po przedstawieniu wyniku poziomu przeciwciał WZW-B matki, to jednak za mało.
8. Stosowanie bezsensownej szczepionki przeciwko pneumokokom. Państwo finansuje przestarzałą szczepionkę PCV10, która chroni jedynie przed ułamkiem serotypów wywołujących obecnie zachorowania w Polsce. Zgodnie z rekomendacjami ekspertów, należy kupować preparaty o szerszym składzie (np. z serotypem 19A), które realnie zapobiegają inwazyjnej chorobie pneumokokowej. Nie wiadomo dlaczego od lat Polska nie zmienia tej szczepionki,
9. Stosowanie w Polsce przestarzałej bezpłatnej szczepionki DTwP zamiast DTaP. System finansuje przestarzałą szczepionkę pełnokomórkową, zmusza większość rodziców do dopłacania do nowocześniejszych preparatów (bezpieczniejszych) ale o innej skuteczności. Państwo powinno zapewnić bezpłatny dostęp do nowoczesnych schematów szczepień i trzymać kontrolę aby uniknąć luk w odporności populacyjnej i powrotu epidemii lub po prostu zrobić tą szczepionkę dobrowolną. Rekomendowaną np. tylko w ciąży, gdyż krztusiec najgroźniejszy jest dla najmłodszych, a obecnie nie można zapewnić odporności kokonowej.
10. Szczepienia nie zawsze są opłacalne. Ratując pojedyncze życia, dając zbyt wiele powikłań. System zgłaszania NOP funkcjonuje nieprawidłowo, powikłania bywają bagatelizowane. Państwo promuje szczepienia jako główny czynnik sukcesu w zwalczaniu chorób, ignorując znaczenie innych determinant zdrowia (zarówno historycznie, jak i współcześnie). Podejście naukowe wymaga rzetelnego, długoterminowego monitorowania zdrowia dzieci szczepionych i nieszczepionych. Szczepienia powinny wykazywać jednoznaczną opłacalność zdrowotną i społeczną. Państwo Polskie, dysponując danymi o chorobach, hospitalizacjach, zgonach, wizytach lekarskich i użyciu antybiotyków, powinno je ujawnić (tak jak w przypadku zachorowań covid19 - dane pacjentów, wraz z historią bez nazwisk) aby wykazać, że osoby nigdy nieszczepione żyją krócej i w istotnie gorszym zdrowiu. Jeżeli takich danych nie da się przedstawić, system szczepień powinien zostać zweryfikowany, a wszystkie szczepienia powinny mieć charakter dobrowolny.
11. Nie marnowanie i przymus W Polsce przez lata szczycono się "zerowym marnotrawstwem", co prowadziło do podawania dzieciom szczepionek, które powinny być utylizowane. System powinien rygorystycznie egzekwować normy przechowywania i bezwzględnie niszczyć każdą partię leku, co do której istnieje podejrzenie niewłaściwej temperatury. Priorytetem powinno być dobro pacjenta, a nie wyszczepialność i "nie marnowanie".

Szersze omówienie każdego punktu ze źródłami, obszernymi cytatami:

1. Ospa prawdziwa - wycofanie szczepionki o ponad 10 lat za późno

W Polsce zachorowania na ospę prawdziwą już od lat 30. pojawiały się sporadycznie, a często nie było ich w ogóle. W 1953 roku odnotowano niewielkie ognisko, po czym przez kolejne lata liczba przypadków utrzymywała się na poziomie zerowym. Mimo to prowadzono szerokie i regularne szczepienia populacji. Paradoksalnie, w 1963 roku jeden zawleczony przypadek doprowadził do poważnego ogniska we Wrocławiu – mimo powszechnego zaszczepienia społeczeństwa. Co więcej, podczas akcji szczepień odnotowano więcej zgonów poszczepiennych niż zgonów spowodowanych samą chorobą. Do 1963 szczepienia były dobrowolne. Akcja szczepień obowiązkowych prowadzona była tylko regionalnie - obowiązkowe były we Wrocławiu i okolicach w tym czasie. Skalę działań i ich konsekwencje dobrze znamy z dokumentów medycznych.

Warto przypomnieć, że w wielu krajach zachodnich szczepienia przeciw ospie zakończono stosunkowo wcześnie. W Wielkiej Brytanii stało się to w 1971 roku, a w USA rutynowe szczepienia zakończono w 1972. W 1980 roku WHO ogłosiła globalną eradykację ospy prawdziwej – bo po prostu na całym świecie przez kilka lat nie zanotowano już żadnego przypadku. W praktyce więc wiele krajów zrezygnowało ze szczepień znacznie wcześniej, uznając je za zbędne.

W Polsce natomiast obowiązkowe szczepienia przeciw ospie utrzymywano aż do około 1980 roku, czyli jeszcze po oficjalnym ogłoszeniu całkowitej eradykacji choroby. Oznacza to, że mimo braku wirusa w obiegu przez lata nadal szczepiono ludzi. Pojawia się pytanie: ile niepotrzebnych NOP-ów i ile ofiar ubocznych tych działań zebrało się przez ostatnią dekadę szczepień?

Obecnie wiemy, ze szczepienia w krajach bogatych były całkowicie niepotrzebne. Liczba ofiar szczepień znacząca przewyższa liczbę ofiar choroby. Powinno się w bogatych krajach stosować sposoby eradykacji polio z biednych krajów.

Warto wiedzieć, że ospa prawdziwa nie została zwalczona dzięki masowym, powszechnym szczepieniom w całych populacjach w krajach bogatych – gdzie szczepiono najintensywniej – choroba i tak praktycznie w nich nie występowała. Tam, gdzie ospa faktycznie była problemem, WHO stosowała zupełnie inną strategię: tzw. surveillance and containment, czyli „wychwytywanie przypadków i szczepienie pierścieniowe”. Szczegóły tej strategii są dobrze opisane m.in. tutaj: https://szczepienie.blogspot.com/p/jak-wymieray-epidemie.html https://szczepienie.blogspot.com/2017/02/jak-choroby-zakazne-zmieniaja-wyglad-i.html
Generalnie obecnie wiadomo, że szczepionka ta mimo ogromu powikłań (także śmiertelnych) była w wielu miejscach stosowana niepotrzebnie (szczególnie tam gdzie podawana była masowo).


2. Stosowanie szczepionki wywołało epidemie polio typ 3 w Polsce (kilkaset zachorowań, kilkanaście zgonów)

Wirusy polio typu 1 i 2 krążyły w Polsce w latach 60., a badania serologiczne z okresu 1965–1968 wykazały, że od 80 do 97% dzieci miało przeciwciała neutralizujące wirus typu 1, a od 90 do 100% – przeciwko wirusowi typu 2.
Wirus polio typu 3 nie był rozpowszechniony. W tym czasie około połowa dzieci w 2. i 3. roku życia nie posiadała przeciwciał przeciw temu typowi wirusa, W 1968 r. Polska wprowadziła masowe szczepienia doustną, żywą szczepionką OPV typu 3 (zwaną szczepem Fox) co wywołało epidemie porażeń związanych ze szczepionką OPV typu 3 w 1960 i 1968 roku - (VAPP) wirus ze szczepionki mimo, że jest osłabiony czasem może wywołać porażenie, szczególnie w populacji nieszczepionej lub częściowo odpornej. W tym samym czasie dostępne były szczepionki inaktywowane (IPV), które również zawierały wirusa typu 3 i były bezpieczniejsze, których nie podawano.
W 1968 roku w Polsce zarejestrowano 464 przypadki poliomyelitis. W tej epidemii większość — 341 przypadków (≈ 73,5%) — było spowodowanych wirusem polio typu 3. W 1968 roku również odnotowano 17 zgonów wśród tych chorych — śmiertelność ~ 3,7%.  
https://epibaza.pzh.gov.pl/sites/default/files/Przegl%C4%85d%20Epidemiologiczny%201971%20nr%201-2.pdf

https://szczepieniapolio.wordpress.com/ofiary-szczepien-doustnych-wirusem-polio-typu-3-w-polsce/

W latach 1979–2008 zgłoszono w Polsce 39 przypadków ostrych porażeń wiotkich (VAPP) związanych ze szczepieniami doustnymi (OPV).
https://szczepienie.blogspot.com/2015/11/polio-przypadki-zachorowan-w-polsce-z.html




3. Stosowanie przez grubo ponad dekadę szczepionek OPV 

W przypadku szczepionki OPV przeciw polio, która – jak wiadomo – powodowała porażenia poszczepienne, zrezygnowano z niej w USA  już w 1999 roku, zastępując ją bezpieczniejszym preparatem inaktywowanym. W Polsce natomiast OPV stosowano aż do kwietnia 2016 roku, mimo że nie było już medycznego uzasadnienia kontynuowania takiego ryzyka. 

Czyli w Polsce musieliśmy czekać jeszcze 17 lat nim szczepionkę OPV wycofano. W Polsce również żyją ofiary polio poszczepiennego, jednak takie przypadki nie są nagłaśniane (Jak ktoś chce wesprzeć taką osobę to można na https://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/edyta_banasiewicz_599.html )
Więcej na temat historii walki z polio tu https://szczepienie.blogspot.com/2015/07/historia-walki-z-epidemia-polio.html


Dodatkowym "bonusem" jest fakt, że podawana w Polsce szczepionka OPV była skażona wirusem przyczyniającym się do wywoływania nowotworów:
https://szczepienie.blogspot.com/2015/09/sv-40-bialko-p53-szczepienia-polio-opv.html 


"Szczepionka przeciwko polio aż do 1981 r. była stosowana w krajach socjalistycznych, zawierała pochodzącego od małp wirusa wywołującego raka - twierdzi dr Michele Carbone z Loyola University Medical Center w Chicago" wg. Wprost https://www.wprost.pl/63489/Szczepionka-Pandory http://www.wprost.pl/ar/63489/Szczepionka-Pandory/



4. Zbędne stosowanie szczepień reaktywacyjnych BCG przeciwko gruźlicy dla dzieci i młodzieży

Już w latach 70. i 80. XX wieku badania epidemiologiczne zaczęły wykazywać, że ponowne dawki BCG u osób zaszczepionych w niemowlęctwie nie zwiększają znacząco ochrony przeciw gruźlicy płucnej ani ciężkim postaciom gruźlicy u dzieci.
Wielu ekspertów podkreślało, że decyzja była spóźniona o kilkadziesiąt lat.

W Szwecji zaprzestano jej rutynowego podawania noworodkom w 1975 roku, w Finlandii w 1980, a w Niemczech dopiero w 1998 – mimo że ich sytuacja epidemiologiczna była i tak lepsza niż obecna w Polsce, która nadal stosuje BCG. Finlandia całkowicie zakończyła szczepienia w 2006 roku. W Polsce dopiero w 2005 roku zrezygnowano z rewakcynacji, choć od dawna było wiadomo, że nie ma ona udokumentowanej skuteczności u dzieci szczepionych w niemowlęctwie. 

 
"Przez pięć lat miliony złotych wyciekły z Ministerstwa Zdrowia na szczepionki przeciwko gruźlicy, których dzieci nie potrzebowały!

Od 2006 roku dzieci w Polsce szczepione są na gruźlicę tylko raz, tuż po urodzeniu, tak jak to się dzieje w USA czy Holandii. Taki system szczepień, w zgodzie ze światowymi standardami, mógł zostać wprowadzony już pięć lat temu, w 2001 roku. Wtedy eksperci WHO poinformowali: "ponowne szczepienie osób, które wcześniej otrzymały już jedno szczepienie BCG, nie jest rekomendowane, gdyż taka praktyka nie ma poparcia w dowodach naukowych. Wielokrotne szczepienia nie są wskazane w żadnym przypadku". i jeszcze: "Nie ma ewidentnych dowodów, że ponowne szczepienia pozytywnie wpływają na zwiększenie ochrony przed gruźlicą".Tymczasem w Polsce - pomimo stanowiska WHO - dzieci przez wiele lat szczepione były dwa, trzy lub nawet cztery razy (zaraz po urodzeniu, w 12 miesiącu, w siódmym i 12 roku).Dlaczego zwlekano z wprowadzeniem światowych standardów aż pięć lat? - Były obawy o reakcje społeczne - twierdzi prof. Ewa Bernatowska, członek Światowego Komitetu Doradczego ds. Bezpieczeństwa Szczepień WHO.- Chodziło o opór środowiska pediatrycznego, które nie chciało wycofania tych szczepień z kalendarza - uściśla jeden z krakowskich lekarzy.- Polski kalendarz szczepień dzieci jest archaiczny. Projekt jego modyfikacji powstał już kilka lat temu, ale decyzja należy do Głównego Inspektora Sanitarnego. Niestety ulegał on wpływom środowiska pediatrycznego - stawia kropkę nad "i" prof. Krzysztof Roszkowski-Śliż, konsultant krajowy ds. chorób płuc, a zarazem dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc.Inspektorat odbija piłeczkę i tłumaczy się, że zmianę musiał uzgadniać z Radą Sanitarno-Epidemiologiczną oraz krajowymi konsultantami. 
Kto skorzystał na trwających pięć lat konsultacjach? Producenci szczepionek. w Polsce jest tylko jeden - Biomed z Lublina. - Co roku resort zdrowia ogłaszał przetarg i co roku w nim startowaliśmy - mówią pracownicy Biomedu. - Resort zdrowia to jedyny odbiorca tego produktu. Nikt więcej ich u nas nie zamawiał i nigdzie ich nie eksportowaliśmy.W latach 2001-2005 Ministerstwo Zdrowia kupiło około 17 milionów dawek szczepionki za ok. 9,4 mln zł. Tymczasem do zaszczepienia noworodków wystarczyłaby jedna trzecia tej puli. Resztę pieniędzy można było zaoszczędzić.Pomijając kwestie finansowe, pozostaje jeszcze sprawa niepotrzebnych cierpień dzieci. Prof. Bernatowska przyznaje: - BCG daje bardzo nieprzyjemne i czasem długotrwałe odczyny poszczepienne.W pół roku po wycofaniu szczepień żadna instytucja - ani konsultanci, ani GIS nie zorganizowali kampanii informacyjnej dla rodziców, choć strachem przed nimi tłumaczyli opóźnienia we wprowadzaniu światowych standardów.

Źródło: Iwona Hajnosz Wywiad dla Gazeta Wyborcza 25.07.2006r https://classic.wyborcza.pl/archiwumGW/4690081/Kto-zyskal-na-szczepieniu-dzieci-na-gruzlice-







5. Zbędne stosowanie szczepień BCG w pierwszej dobie

Obecnie w Polsce nadal stosuje się BCG u noworodków, choć wiadomo, że nie chroni ona przed gruźlicą płucną dorosłych ani nie wpływa na ogólny poziom zachorowań czy liczbę zgonów, która wciąż wynosi około pół tysiąca rocznie. W krajach, które zaprzestały szczepień dawno temu, sytuacja epidemiologiczna jest podobna – co każe zastanowić się nad sensem dalszego utrzymywania tego obowiązku.

W Niemczech, gdzie w 1998 r. podjęto decyzję o wycofaniu powszechnego BCG, zapadalność wynosiła w 1997: ~13,6/100 000, a w 1998 (STIKO): ~12–14/100 000 dzk-tuberkulose.de

Dla porównania, w Polsce współczesna zapadalność wynosi około 6,4/100 000 (2017 r. i to nie jest powód do rezygnacji), a w populacji ogólnej dzieci zapadalność jest niezwykle rzadka gdyż dotyczy tylko konkretnych regionów w grupach ryzyka i są to jednostkowe przypadki zaszczepionych dzieci.

W USA w momencie rezygnacji z powszechnego BCG zapadalność była wyższa niż obecnie w Polsce, a mimo to szczepienia nie były stosowane powszechnie. Podobnie Niemcy mogły wycofać szczepienia w 1998 r., mimo że zapadalność była około dwukrotnie wyższa niż obecnie w Polsce.

"Ze względu na ten stosunkowo niski poziom ochrony w stosunku do ryzyka (lub kosztów, organizacji, zasobów), i przy bardzo niskiej zapadalności na gruźlicę w krajach takich jak Niemcy, władze uznały, że powszechne szczepienie dzieci — przy obecnych warunkach — nie daje proporcjonalnej korzyści. (dzięki poprawie warunków sanitarnych, diagnostyce, leczeniu i kontroli zakażeń, utrzymano niską zapadalność bez masowych szczepień. — czyli to nie jest wyłącznie zasługa braku BCG, ale szeregu czynników zdrowia publicznego.)" https://de.wikipedia.org/wiki/Bacillus_Calmette-Gu%C3%A9rin


W Polsce niestety władze tego nie rozumieją zwłaszcza, że w Polsce mamy fanatyków szczepionowych dla których fakt, że niektóre dzieci kończą po BCG jak Kubuś Skalik to foliarstwo, albo sytuacja całkowicie akceptowalna bo kilka dzieci rocznie to nie dużo...

Opis przypadku Kubusia Skalika na https://szczepienie.blogspot.com/2014/12/nop-predyspozycje-genetyczne-powiklania.html


Gdyby Polska postępowała jak wiele krajów Europy Zachodniej, liczba zgonów dzieci z powodu gruźlicy nie zmieniłaby się — natomiast uniknięto by przypadków problemów związanych z NOP po BCG. Obecnie takie powikłania są traktowane jako „akceptowalna konieczność” w polityce zdrowia publicznego, zgodnie z zasadą minimalizacji ryzyka: lepiej poświęcić mniejszą liczbę dzieci, by chronić całą populację, przy założeniu, że dane epidemiologiczne są wiarygodne... a co w praktyce jest trudne do potwierdzenia.

Nie istnieją twarde granice geograficzne zachorowań, więc teoretycznie Słowacy czy Niemcy nie muszą szczepić swoich dzieci ze względu na wyższą zapadalność w Polsce. (a tez powinniśmy te dane uśrednić skoro granic nie ma) 

W praktyce, w krajach o niskiej zapadalności na gruźlicę (Francja, Finlandia, Szwecja, Hiszpania, Austria, Szwajcaria, Niemcy, Słowacja) powszechne szczepienia BCG zostały wycofane w dużo gorszej sytuacji i ta sytuacja epidemiologiczna nie uległa zmianie po tym ruchu, a nawet się poprawiła!



Dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, Kazimierz Roszkowski-Śliż na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia:
"I jeszcze kwestia szczepień, które oczywiście nie mają żadnego znaczenia ochronnego dla zapadalności. Wiadomo jest tylko, że... Dlatego że średni spadek zapadalności na gruźlicę w Polsce jest dokładnie taki sam jak we Francji, chociaż we Francji nie szczepi się w ogóle."

Powodem była niska skuteczność szczepionki w zapobieganiu gruźlicy płucnej, co najlepiej ilustruje fakt, że w Polsce mimo powszechnych szczepień BCG wciąż umiera rocznie około pół tysiąca osób !!! I to bez wywoływania medialnej paniki, ponieważ gruźlica nie jest postrzegana jako „choroba-gwiazda” jak odra czy błonica.


W przypadku gruźlicy również Prof. dr hab. n. med. Ewa Augustynowicz-Kopeć Kierownik Zakładu Mikrobiologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie również zaczęła wspominać o możliwej rezygnacji w niedługim czasie m.in. z wyżej wymienionych powodów

"Dane epidemiologiczne wskazują, że rezygnacja z powszechnych szczepień BCG może być w perspektywie kilku lat uzasadniona [..]

Kraje o niskiej zapadalności na gruźlicę rezygnują ze szczepień masowych, niektóre ograniczają szczepienia do grupach ryzyka jak dzieci imigrantów z krajów, gdzie gruźlica jest rozpowszechniona. [..] Gruźlicze zapalenie opon mózgowo rdzeniowych (GZOMR) u dzieci do lat 5 wynosi mniej niż jeden przypadek na 10 mln osób z populacji ogólnej w ciągu ostatnich 5 lat (w Polsce nie było takich przypadków od 2021 roku). [..]

Za kraje o niskiej zapadalności na gruźlicę uznaje się kraje o zapadalności poniżej 10 zachorowań na 100 000 ludności. Taka sytuacja była w 2023 roku w 23 krajach Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego. [..]" 

prof. dr hab. Ewa Maria Augustynowicz-Kopeć w przypadku szczepień BCG chciałaby rozważyć:

"- przesunięcie wieku podania szczepionki (z uwagi na możliwość wykrycia części wrodzonych niedoborów odporności tylko w późniejszym okresie niemowlęctwa)

- ograniczenie szczepień do grup ryzyka (dzieci migrantów z krajów o wysokiej zapadalności, dzieci z regionów o wyższej krajowej zapadalności, dzieci ze środowisk, gdzie wykryto przypadki gruźlicy"

Warszawa, dnia 20 listopada 2025 r. Znak sprawy: D.525.4.2025


W województwach: Podlaskim(~ 5,9/100 000), Warmińsko‑Mazurskim (~ 6,3/100 000) i Wielkopolskim (~ 6,6/100 000) i mogłoby nie być szczepień obowiązkowych BCG w tych miejscach, ale ponieważ gdzie indziej zachorowań wśród szczególnie starszych, zaniedbanych osób jest więcej to dzieci z miejsc mniejszego ryzyka też muszą się szczepić. Chyba, że są blisko ale oddziela je granica, wtedy prątki BCG wiedzą, że granic sie nie przekracza i szczepić nie trzeba.

Niestety nie liczą się miejsca i czy dziecko pochodzi z rodziny gdzie jest, faktyczne ryzyko gruźlicy. Liczy się średnia z całego kraju: 

"Szczepić nie trzeba gdy "średnie roczne ryzyko zakażenia prątkiem gruźlicy wynosi 0.1% lub mniej" [.. ] w Polsce w 2024 roku średnie roczne ryzyko zakażenia prątkiem gruźlicy, obliczone według wzoru Styblo, wynosiło 0.23%"

"Szczepionka BCG nie chroni przed gruźlicą w takim stopniu, jak chronią szczepienia przeciwko innym chorobom bakteryjnym i wirusowym. [..] Ochrona przed zachorowaniem na gruźlicę płuc jest słabsza niż przed postaciami krwiopochodnymi; zmniejsza się z upływem czasu — może jednak utrzymywać się nawet przez kilkadziesiąt lat  [..] Częściowa ochrona przed gruźlicą płuc, jaką daje szczepienie BCG, zmniejsza ryzyko zachorowania na postacie wielolekooporne postacie choroby (MDR-TB). Szczepionka BCG pobudza odporność, zmniejszając, co wykazano w krajach nieuprzemysłowionych, ryzyko zachorowania na choroby zakaźne. [..] Po ewentualnym wycofaniu się z powszechnych szczepień BCG można rozważyć przesunięcie wieku podania szczepionki (z uwagi na możliwość wykrycia części wrodzonych niedoborów odporności tylko w późniejszym okresie niemowlęctwa)"

Na konferencji z 3 marca 2018 roku "Bezpieczne dla kobiet, korzystne dla dzieci Prof Helwich wspomniała, że neonatolodzy starają się zmienić zapis aby BCG nie wykonywać w pierwszej dobie, bo może powodować więcej problemów niż zysków (zysk głównie dla wygody pielęgniarek) chcieliby zmienić zapis na "przed wpisem do domu" http://warsztatyptwakc2018.pl/

Podsumowując:  Ryzyko rozwoju gruźlicy u noworodka jest w praktyce bardzo niskie, ponieważ zachorowalność dotyczy przede wszystkim wybranych grup ryzyka wśród dorosłych.  https://szczepienie.blogspot.com/p/gruzlica-szczepionka-bcg-10.html 

Lekarze czasami przeliczają te dane w taki sposób, że np. 1 na 20 niemowląt miałby teoretyczne ryzyko zachorowania na aktywną gruźlicę — przy czym aktywna choroba rozwija się tylko u 1‑2 osób na 1000 zakażonych i zdiagnozowanych. W tym kontekście ryzyko, że 1 na 500 noworodków ma wrodzony ciężki niedobór odporności (SCID) i może doświadczyć poważnego NOP (niepożądanego odczynu poszczepiennego) po BCG prowadzącego do zgonu, jest statystycznie mniejsze.

Mimo spadającej zapadalności, polskie władze wciąż utrzymują obowiązek szczepień BCG dla dzieci. Decyzja ta jest w dużej mierze kontrowersyjna, ponieważ szczepionka nie chroni znacząco przed zachorowaniem wśród dorosłych (z powodu których to zachorowań trzeba szczepić dzieci), a wśród najmłodszych przypadki zachorowań są bardzo rzadkie. Współczynnik zapadalności w grupie 0‑14 lat w różnych województwach wynosi od około 0,6 do ~2,6/100 000 (w zależności od regionu) — mowa o maksymalnie kilkudziesięciu przypadkach rocznie w milionowej populacji dzieci. Wszystkie przypadki wśród najmłodszych dotyczą wyłącznie grup ryzyka.  Szczepionka i tak nie ma znaczenia, ponieważ chorują również zaszczepieni, celem szczepienia jest obniżenie ryzyka cięższych form gruźlicy. Niestety do statystyk zaliczana jest gruźlica poszczepienna (rozsiana gruźlica wywołana prątkami BCG), co zdarza się rzadko - prawdopodobnie kilka dzieci rocznie. Jednak gdyby istniała dodatkowa szczepionka, która mogłaby uchronić te kilka dzieci, z pewnością władze zaordynowałyby obowiązkowe szczepienie wszystkich, bo tak działa system. Wówczas media relacjonowałyby te przypadki jako wielkie tragedie, natomiast obecnie, ponieważ nie ma takiej szczepionki, śmierć takich dzieci jak Kuba Skalik nie jest nagłaśniana. Istnieją nawet procedury, które uniemożliwiają wyróżnianie tych przypadków — np. do mediów wypłynęła instrukcja aby nie sprawdzać, czy prątki są poszczepienne — dzięki czemu można je zaliczyć w statystykach do ogólnej gruźlicy.
https://szczepienie.blogspot.com/2014/12/nop-predyspozycje-genetyczne-powiklania.html

W praktyce rodzice w Polsce często są straszeni ryzykiem kontaktu z osobą zakaźną w szpitalu czy w przestrzeni publicznej (menel kaszlnie na dziecku w wózku itp. historie), podczas gdy w rzeczywistości do zakażenia gruźlicą wymagany jest długotrwały i bliski kontakt z osobą chorą. Nawet tygodnie czy miesiące wspólnego mieszkania z osobą chorą nie gwarantują zakażenia. Więcej https://szczepienie.blogspot.com/p/gruzlica-szczepionka-bcg-10.html



6. Wykluczanie przeciwskazania do szczepienia BCG dopiero po zaszczepieniu? 

W wielu szpitalach w Polsce w badaniach przesiewowych noworodków rutynowo włączono badania w kierunku ciężkiego wrodzonego niedoboru odporności, czyli SCID.
Powinno mieć to natychmiastowy wpływ na decyzje dotyczące szczepień bezpośrednio po urodzeniu. Czy jednak szpitale wstrzymują się ze szczepieniem do czasu otrzymania wyniku? Niestety nie.

Dlaczego jest to tak ważne? Każdego roku rodzi się nawet kilkoro dzieci ze SCID (niżej źródło), dla tych dzieci BCG to wyrok. Dzieci, u których po szczepieniu doszło do ciężkich powikłań, przez długi czas stopniowo traciły sprawność organizmu i umierały po wielu miesiącach lub latach cierpienia; przykładem jest Kubuś Skalik, który chorował ponad dwa lata, miał porażone kończyny górne i dolne, z czasem utracił wzrok, wystąpiły u niego drgawki, a ostatecznie zmarł na skutek skrajnego osłabienia organizmu. Jego historia szerzej opisana pod linkiem 
https://szczepienie.blogspot.com/2014/12/nop-predyspozycje-genetyczne-powiklania.html

Dzieci ze SCID jeśli są odpowiednio szybko zdiagnozowane i niezaszczepione, a do tego uda im się przez 1-3 miesiące uniknąć infekcji (nie są narażane) to mają 90-95% szansę na powrót do zdrowia w Polsce. Poniżej źródła:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/36685585/ - artykuł opisujący przypadki SCID leczone w Polsce - zdecydowana większość dzieci z ADA-SCID przeszło pomyślnie przeszczepienie hematopoetycznych komórek macierzystych (HSCT)
"the survival rate at 5 years was higher among infants who received transplants at 3.5 months of age or younger (94%) and among older infants without prior infection (90%).” https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25075835/

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/19895994/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/21116871/
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28479164/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/sites/books/n/gene/x-scid/
https://ouci.dntb.gov.ua/en/works/lDRWbBG7/
https://chorobyrzadkie.edu.pl/ADA-SCID/id/228-ciezki-zlozony-niedobor-odpornosci-z-powodu-niedoboru-deaminazy-adenozyny-ada-scid
https://usd.krakow.pl/jednostki/medyczne/przeszczepienia-krwiotworczych/oddzial-przeszczepiania-komorek-krwiotworczych/

Wprowadzenie wykluczania przeciwskazania do szczepienia jakim jest SCID to zmiana wynikająca z rozszerzenia rządowego programu badań przesiewowych noworodków, realizowanego przez Instytut Matki i Dziecka, w ramach którego wszystkie noworodki będą objęte badaniem w kierunku SCID z suchej kropli krwi pobranej na bibułę. Już od 1 września 2025 roku takie badania zaczęto wykonywać. Czas oczekiwania na wynik wynosi zwykle kilka dni i w praktyce przypada już na okres po wypisie dziecka do domu. 

W dokumentacji programu na lata 2019–2026 wyraźnie zaznaczono, że u dzieci z nierozpoznanym SCID podanie szczepionek zawierających żywe drobnoustroje, w szczególności szczepionki przeciw gruźlicy, może prowadzić do uogólnionego zakażenia i ciężkich powikłań. 
W szpitalach jednak najpierw się szczepi potem sprawdza...
Z tego powodu w środowisku neonatologicznym nieśmiało pojawiają się wątpliwości co do zasadności rutynowego szczepienia BCG bezpośrednio po urodzeniu, jeszcze przed uzyskaniem wyniku badania przesiewowego. 
https://www.gov.pl/web/zdrowie/program-badan-przesiewowych-noworodkow-w-polsce-na-lata-2019-2026

Co rozsądniejsi lekarze podpowiadają, co bardziej zorientowani rodzice sami proszę o rozwiązania organizacyjne aby szczepienia noworodków nie przeprowadzać zgodnie z dotychczasowym schematem i po prostu świadomie odraczać do czasu uzyskania wyniku badania w kierunku SCID. 

Niestety większość rodziców nadal jest do tego szczepienia zmuszana przez zastraszanie z czego dumny jest Główny Inspektor Sanitarny dr n. med. Paweł Grzesiowski, który o tym problemie wie doskonale od lat:

"Efekty propagandy antyszczepionkowej są mizerne. 
Jeżeli mamy w tej chwili 96% dzieci zaszczepionych w tej chwili przeciwko gruźlicy przy urodzeniu, a to jest jedna z najbardziej kontrowersyjnych szczepionek bo dziecko się dopiero rodzi, szczepionka żywa, nie wiadomo co się wydarzy, i na 100 rodziców tylko 4 rodziców odmawia tego szczepienia. 
Czy to jest zwycięstwo antyszczepionkowców? Czy to jest totalna porażka? Ja wolę uważać, ze jest to całkowite niepowodzenie tej antyszczepionkowej propagandy." 

- tak odpowiadał w programie Tomasza Sekielskiego 17 Grudnia 2025, w studiu TVP  https://vod.tvp.pl/informacje-i-publicystyka,205/sekielski-wieczorowa-pora-odcinki,2018205/odcinek-20,S01E20,2583911 https://www.instagram.com/reel/DSanopLjTm1/ https://facebook.com/reel/3017870685067267/

Szef GIS doskonale wie jak niebezpieczna jest ta szczepionka gdyż kilka lat wcześniej wtedy jeszce jako zwykły pediatra Paweł Grzesiowski ostrzegał:

 "Na każde 100 tysięcy dzieci urodzi się jedno z wrodzonym niedoborem odporności, czyli w Polsce takich dzieci jest rocznie 3-4. Co roku dostanie tę szczepionkę 3-4 dzieci, które nie powinny jej dostać."

https://szczepienie.blogspot.com/2014/12/nop-predyspozycje-genetyczne-powiklania.html


Co może zrobić rodzic aby legalnie odroczyć to szczepienie?

Polskie zalecenia (Program Szczepień Ochronnych 2025): BCG podaje się w pierwszych dobach życia, ale dopuszcza odroczenie do czasu otrzymania wyników przesiewu noworodków (SCID i inne wrodzone defekty odporności) – nie jest to sprzeczne z bezpieczeństwem i nie zmniejsza ochrony populacyjnej w warunkach niskiego ryzyka ekspozycji. Nawet lekarz ma obowiązek coś takiego zrobić gdy usłyszy od rodziny dziecka informacje, że takie przypadki mogły być w rodzinie.

"w przypadku podejrzenia wrodzonego ciężkiego niedoboru odporności (np. obciążony wywiad rodzinny), należy odroczyć szczepienie do czasu weryfikacji rozpoznania."

https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/szczepienia-noworodka-w-pierwszej-dobie-zycia

"U dzieci, u których w rodzinie rozpoznano złożony zespół zaburzeń odporności, szczepienie przeciw GRUŹLICY należy odroczyć do czasu wykluczenia zespołu." https://dziennikmz.mz.gov.pl/DUM_MZ/2025/85/akt.pdf


Tą szczepionkę podaje się jednak niezmiennie od wielu dekad. Ucierpiały więc setki jeśli nie tysiące dzieci niepotrzebnie.

Nadal mimo, że mamy to badanie to nie zadbał aby obowiązywały sensowne ogólnopolskie wytyczne.


Mamy nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Apelujemy do Instytutu Matki i Dziecka aby poinformował wszystkie oddziały neonatologiczne, że powinny obowiązywać nowe zalecenia, nowe zasady kwalifikacji do szczepień w pierwszych dniach życia. Najlepiej wprowadzić dobrowolność: Jeśli rodzic chce ryzykować życiem dziecka niech szczepi. Jeśli nie - niech z tym poczeka.

W praktyce, jeżeli rodzice zostaną wypisani z oddziału dostaną odroczenie szczepienie przeciw gruźlicy (bez żadnych konsekwencji administracyjnych, zgłoszenia do sanepidu, grzywien, kar i tego całego straszenia). Lekarze powinni wówczas jasno poinformować, że jeżeli np. w ciągu kilkunastu dni od pobrania krwi nikt nie skontaktuje się z rodziną w sprawie nieprawidłowego wyniku badania przesiewowego to należy zgłosić się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej w celu wykonania szczepienia, najczęściej w terminie do 28. dnia życia dziecka.

Takie postępowanie pozwala pogodzić bezpieczeństwo noworodka z ciągłością realizacji programu szczepień ochronnych i ma charakter przejściowy do czasu ujednolicenia zaleceń na poziomie krajowym. 
Poza tym chyba dla każdego jest oczywiste, że sensowniej byłoby stosować szczepienia po wykluczeniu  przeciwskazań niż odwrotnie...  Inaczej to marnowanie pieniędzy i skazywanie minimum kilku dzieci rocznie na utratę zdrowia i życia...


Dla POZ to oczywiście będzie poważne wyzwanie organizacyjne. W przychodniach POZ dotychczas nie wykonywało się standardowo szczepień BCG. Ze względu na wielodawkowe opakowania szczepionki konieczne będzie umawianie jednocześnie 10 lub 20 dzieci, aby uniknąć marnowania dawek. Dodatkowym problemem jest potrzeba zapewnienia personelu posiadającego doświadczenie w wykonywaniu szczepienia śródskórnego, które jest technicznie trudniejsze niż szczepienia domięśniowe. Istnieje także zwiększone ryzyko pomyłki - u personelu, który przywykł do podawania szczepień domięśniowych (w przypadku błędnego podania mogą być poważne konsekwencje).


7. Zbędne stosowanie szczepień WZW B w pierwszej dobie u zdrowej matki

W Polsce nie ma automatycznego prawa do odroczenia szczepienia przeciw WZW B w pierwszej dobie życia po urodzeniu dziecka gdy matka ma ujemny wynik testu lub brak HBsAg. Jednak kalendarz szczepień przewiduje możliwość przesunięcia terminu pierwszej dawki gdy matka ma wysoki poziom przeciwciał anty-HBs (>100 U/l) w czasie ciąży, co dokumentuje obniżone ryzyko zakażenia dziecka 

Są dwa badania związane z WZW-B:

  • HBsAg to badanie na obecność wirusa WZW B. Szuka się fragmentu wirusa we krwi. Wynik ujemny oznacza, że wirusa nie ma i nie można nim nikogo zarazić. Jednostka COI to tylko wskaźnik z aparatu. Liczba poniżej 1 oznacza „nie ma wirusa”, powyżej 1 „wirus jest”.
  • Anty-HBs to badanie odporności. Sprawdza, czy organizm wytworzył ochronę po szczepieniu albo po kontakcie z wirusem. Tu podaje się IU/ml. Im wyższa liczba, tym lepsza ochrona. 0 oznacza brak odporności, 10 to minimum ochrony, 100 to bardzo dobra ochrona.

HBsAg ujemny mówi tylko tyle, że matka nie zakaża dziecka w czasie porodu. Po porodzie dziecko nadal nie ma żadnej ochrony. Anty-HBs ≥100 IU/ml oznacza wysoki poziom przeciwciał ochronnych u matki. Te przeciwciała przechodzą przez łożysko do krwi dziecka jeszcze w ciąży. Dziecko rodzi się już z realną, mierzalną ochroną przed WZW B na pierwsze tygodnie–miesiące życia. Wtedy szczepienie w 1. dobie nie jest pilne, bo ochrona już istnieje, więc przepisy dopuszczają odroczenie.

Czyli ujemny wynik HBsAg oznacza wyłącznie, że w momencie pobrania próbki nie wykryto antygenu powierzchniowego HBV i nie gwarantuje braku zakaźności w chwili porodu, ponieważ od momentu badania matka może ulec zakażeniu, mogła być wcześniej w fazie okienka serologicznego trwającego od kilku dni do kilku tygodni, a także istnieje możliwość błędu laboratoryjnego lub zakażenia utajonego, których wyeliminowanie przez powtarzanie badań w określonych odstępach czasu mogłoby zmniejszyć niektóre z tych ryzyk, lecz nie praktykuje się tego w standardowej opiece prenatalnej.

Ryzyko zakażenia HBV w warunkach szpitalnych dla ogółu populacji jest ekstremalnie niskie - w przeszłości stanowiło istotny odsetek przypadków ostrego WZW B w Polsce. Współczesne dane epidemiologiczne nie odnotowują obecnie przypadków ostrego WZW B u dzieci w Polsce. Raporty z 2022–2024 wskazują, że nowe ostre zachorowania dotyczą głównie dorosłych, a wśród dzieci ani młodych dorosłych objętych powszechnymi szczepieniami nie obserwuje się nowych zakażeń. Pomimo, że co roku wiele tysięcy dzieci jest nieszczepionych w Polsce.
W ogólnokrajowych, oficjalnych statystykach nadzorowanych przez sanepid nie ma udokumentowanych nawet pojedynczych przypadków zakażeń HBV z ostatnich lat, które byłoby możliwe do przypisania konkretnie opiece szpitalnej. Ogólnie w ostatnich latach notuje się około 30 takich przypadków rocznie wśród całej populacji Polski i dotyczą one głównie osób dorosłych, u których do zakażenia dochodziło w związku z zabiegami naruszającymi ciągłość tkanek, takimi jak tatuaż, piercing, zabiegi podologiczne, stomatologiczne oraz inne procedury inwazyjne. https://szczepienie.blogspot.com/2018/10/tatuaze-istotne-zagrozenie-dla-zdrowia.html 
W starszym okresie (np. lata 2010–2014) dane epidemiologiczne wskazywały, że hospitalizacja wiązała się z podwyższonym ryzykiem zakażenia HBV, a ok. 25–35% przypadków ostrego WZW B mogło być związane z pobytem w szpitalu/medycznymi ekspozycjami 
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5892034/
Także, biorąc pod uwagę szacunkowo, że około 30% z 30 osób zakażonych mogło zarazić się w szpitalu, daje to około 10 osób w prawie 40‑milionowym kraju, w którym rocznie odnotowuje się 1,5–1,6 miliona hospitalizacji, a tylko około 0,25 miliona hospitalizacji dotyczy porodów, co oznacza, że szansa na zakażenie WZW B przy porodzie to 0,6 na 100 tys, albo 6 do 1 miliona, a i tak dotyczy to głównie dorosłych, ponieważ wśród dzieci nie odnotowano przypadków WZW B.
Gdyby ryzyko powikłań po szczepieniu było tego rzędu to z pewnością nie byłoby się czym przejmować. Ponieważ jednak jest to ryzyko choroby to trzeba zaszczepić wszystkich!
Dlatego namawiamy do indywidualnego oszacowania ryzyka wg. https://szczepienie.blogspot.com/p/czy-warto-sie-szczepic-kiedy-warto.html 
Być może w rodzinach spoza grup ryzyka, w których wszyscy są zdrowi, nie narażają się na zabiegi medyczne stanowiące ryzyko zakażenia WZW B oraz nie podejmują aktywności zwiększającej ryzyko zakażenia kiłą czy rzeżączką, część procedur medycznych może nie być opłacalna (niekorzystny bilans korzyści w stosunku do ryzyka ewentualnych powikłań). Więcej o procedurach medycznych wobec noworodków na https://szczepienie.blogspot.com/p/instrukcja-przetrwania-w-polskiej.html (np. stosowanie zabiegu Credego gdyż zakłada się, że matka może mieć rzeżączką)

Dr Paweł Grzesiowski, prezes Zarządu Fundacji "Instytut Profilaktyki Zakażeń", mówi, że w idealnym kalendarzu pierwsze szczepienia dzieci powinny być prowadzone w trzecim miesiącu, a nie wśród noworodków. Byłoby to możliwe, gdyby wszystkim rodzącym robiono badanie na obecność przeciwciał przeciwko wirusowi żółtaczki typu B i szczepiono tylko dzieci matek, które ich nie mają. 

dr. Paweł Grzesiowski, pediatra, immunolog, ekspert:
"Jeśli takie badanie byłoby wykonane, to moglibyśmy opóźnić to szczepienie i poczekać np. do 3. miesiąca, jak to jest np. w Szwecji (tam szczepi się dzieci przeciw wzw w 3., 5. i 12. miesiącu życia)." 

Prof. Teresa Jackowska o sensowności szczepienia wzw-b:
 "[..] istnieje w Polsce obowiązek badania ciężarnych pod kątem obecności wirusa zapalenia wątroby typu B. Gdyby był sumiennie przestrzegany, moglibyśmy ograniczyć szczepienia tylko do dzieci mam z potwierdzonym nosicielstwem, które muszą otrzymać jednocześnie ze szczepionką immunoglobuliny (gotowe przeciwciała) , co zdąży je uchronić przed zarażeniem, zanim same wytworzą odporność."

dr Jacek Mrukowicz, wiceszef Polskiego Towarzystwa Wakcynologii już w 2012 roku (gdy sytuacja epidemiologiczna związana z WZW-B była znacznie gorsza) twierdził:
"ze szczepienia noworodków przeciwko WZW typu B będziemy mogli zrezygnować, gdy uda nam się wprowadzić porządnie funkcjonujący system badań przesiewowych ciężarnych w kierunku zakażenia (dziecko najczęściej zaraża się podczas porodu od matki). Ale żeby nie doprowadzić do katastrofy, program takich badań nie może mieć luk, musi być "szczelny" i obejmować wszystkie matki." 

Członkowie PTWakc na marcowej konferencji (2017) także byli zdania, że warto przenieść pierwszą dawkę szczepionki wzw b na drugi miesiąc życia.
Praktycznie każda kobieta ma w ciąży robione badania, a jeśli zdarzy się taka, która nie ma, można pobrać je przy przyjęciu i niedługo potem mieć wynik.

Eksperci podkreślili, że pracują nad tym, aby szczepienie przeciwko gruźlicy i WZW typu B odsunąć w czasie w kalendarzu szczepień, ale to będzie zależało od sytuacji epidemiologicznej. Już w tej chwili neonatolodzy starają się, aby te szczepienia nie były wykonywane w pierwszej dobie życia, ale przed wypisem dziecka ze szpitala, czyli w trzeciej, czwartej dobie.
http://gazetalekarska.pl/?p=38412#comment-80411

https://szczepienie.blogspot.com/p/szczepienia-w-pierwszej-dobie-bcg-i-wzw.html


Obecnie w polskim Kalendarzu Szczepień Ochronnych istnieje zapis o sytuacji, w której można przesunąć wykonanie pierwszej dawki szczepienia przeciw WZW typu B (czyli w praktyce odroczyć szczepienie w pierwszej dobie życia). U noworodków urodzonych przez matki, u których stwierdzono w ciąży wysokie stężenie przeciwciał anty-HBs (>100 U/l) w badaniu wykonanym w czasie aktualnej ciąży. Taki poziom przeciwciał świadczy o silnej odporności matki wobec wirusa i względnie niskim ryzyku transmisji pionowej (z matki na dziecko), co zgodnie z opisem wytycznych może uzasadniać opcję przesunięcia terminu szczepienia wobec noworodka


DZIENNIK URZĘDOWY MINISTRA ZDROWIA, Warszawa, dnia 31 października 2025 r. Poz. 85
KOMUNIKAT GŁÓWNEGO INSPEKTORA SANITARNEGO z dnia 31 października 2025 r. w sprawie Programu Szczepień Ochronnych na rok 2026
Na podstawie art. 17 ust. 11 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2024 r. poz. 924 i 1897) ogłasza się Program Szczepień Ochronnych na rok 2026, który stanowi załącznik do niniejszego komunikatu.
GŁÓWNY INSPEKTOR SANITARNY Paweł Grzesiowski:

"Dopuszcza się przesunięcie terminu wykonania szczepień przeciw WZW typu B z 1. doby życia na I wizytę szczepienną (ok. 7–8 tydzień) u noworodków urodzonych przez matki, u których wykazano obecność przeciwciał antyHBs > 100 U/l. Badanie poziomu przeciwciał musi być wykonane w aktualnej ciąży. Patrz część III PSO „Informacje uzupełniające – zasady szczepień przeciw wybranym chorobom zakaźnym – szczepienia dzieci urodzonych przedwcześnie”.

Więcej na temat sensu szczepienia noworodka w Polsce szczepionką przeciwko WZW B 
https://szczepienie.blogspot.com/p/wzw-b-wzw-c-nop-euvax-szczepienia-hbs.html 
https://szczepienie.blogspot.com/p/szczepienia-w-pierwszej-dobie-bcg-i-wzw.html


8. Stosowanie bezsensownej szczepionki przeciwko pneumokokom

Obecnie toczy się dyskusja na temat stosowanej w Polsce szczepionki przeciw pneumokokom PCV10, której skuteczność w obecnej sytuacji epidemiologicznej budzi wątpliwości - według niektórych źródeł to już poniżej 0,8% inne źródło mówią o 2% skuteczności. Zmiana tej szczepionki jest konieczna od wielu lat, ponieważ PCV10 - używana obecnie w darmowych szczepieniach - obejmuje tylko 10 serotypów pneumokoka: 1, 4, 5, 6B, 7F, 9V, 14, 18C, 19F i 23F. Według danych raportu ECDC (UE/EOG, 2022) wśród dzieci poniżej 5. roku życia, w przypadku zidentyfikowanych serotypów, tylko 6,6% przypadków inwazyjnej choroby pneumokokowej (IPD) było spowodowanych serotypami zawartymi w PCV10.

PCV10 straciła efektywność (z 55% do 2% pokrycia).

PCV10 to szczepionka przeciwko bakteriom zwanym pneumokokami, która chroni przed 10 rodzajami (typami) tych bakterii. Jej skuteczność przeciw serotypom objętym szczepionką: ~85 %. Problemem jest jednak to, że w Polsce występuję bardzo dużo innych serotypów przeciwko, którym ta szczepionka po prostu nie działa. Z każdym rokiem udział innych serotypów rośnie, a skuteczność szczepionki w zapobieganiu chorobom pneumokokowym spada. Dzieje się to dość szybko, ostatnie dane mamy z przed około 2 lat, wtedy pokrycie szczepionki PCV10 byłaby blisko 2% z bardzo szybką tendencją spadkową (jeszcze dekadę temu jej pokrycie/skutecznośc była blisko 50%), natomiast w przypadku szczepionki PCV13 analogicznie miałaby obecnie pokrycie około 50% przy skuteczności dochodzącej do 84%. 

Pokrycie serotypowe PCV10 spadło dramatycznie – w 2016 r. chroniła przed 55% serotypów u dzieci <5 lat, w 2024 r. tylko przed 2–8% (głównie VT wyeliminowane - VT czyli chodzi o serotpy przeciwko, którym działa szczepionka). Wzrost IPD (Inwazyjnej choroby pneumokokowej, w polsce stosuje się też skrót IchP), spowodowanego serotypem 19A (31–34% przypadków u dzieci <5 lat w 2022–2023, odpowiedzialny za 60% wielolekoopornych zakażeń) i 3 (14–18%). 

Eksperci (np. prof. Anna Skoczyńska z KOROUN - "Krajowy Ośrodek Referencyjny ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego") apelują o zmianę na wyższą walencyjność, bo PCV10 nie chroni przed dominującymi serotypami. Szczepialność wzrosła do 84.8% (z 60.4% przed 2017), ale przerwania schematu to nadal 11.9%. W efekcie, IPD u dzieci <5 lat spadło o 52–66% przy założeniu 100% skuteczności, ale rosną NVT (72% IPD u starszych, NTV to nie VT czyli serotypy przeciwko, którym szczepionka nie działa).

Warto zaznaczyć jeszcze raz, że przy PCV13 pokrycie serotypowe w Polsce byłoby ~54% w 2024–2025 (lepsze na NVT).
https://www.rtihs.org/publications/comparing-public-health-impact-switching-pediatric-13-valent-pneumococcal-conjugate
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC10675499/
https://wwwnc.cdc.gov/eid/article/28/1/21-0734_article

Innymi słowy, stosujemy coś na kształt szczepionki przeciw wypadkom drogowym, ale tylko dla samochodów koloru żółtego prowadzonych przez kobiety…  Mimo że dostępne są szczepionki obejmujące także samochody szare, a nawet białe.

Mówiąc w uproszczeniu:

Jeśli chorobą pneumokokową byłyby wypadki samochodowe, a szczepionka miałaby zapobiegać nim:

  • Szczepionka PCV10 pomagałaby tylko dla wypadków gdy to żółty samochód spowodował wypadek i grubo ponad 98% wypadków i tak by się działa.
  • Natomiast szczepiona PCV13 pomaga na wszystkie odcienie szarych samochodów oraz źółte, ale i tak grubo ponad 50% wypadków i tak by się działa (bo mamy jeszcze dużo samochodów białych, czarnych ich odcieniów i innych kolorów...

Ponieważ, ze szczepionką wiąże się także ryzyko powikłań to ta antywypadkowa szczepionka byłaby jak bomba z radarem ostrzegającym przed kolorami samochodów, czasem nam może ocalić życie, ale czasem może wybuchnąć z większym lub mniejszym skutkiem. Do tego radar miałby niestety dodatkowy feler - dzięki niemu więcej jest wypadków z powodu innych kolorów samochodów... Bo liczba np. żółtych samochodów bardzo maleje. Czy wypadków byłoby więcej i byłyby groźniejsze niż wcześniej? nie wiadomo, zakładamy, że nie.
Jest jeszcze jeden aspekt takiego radaru, który jest analizowany. W niektórych przypadkach taki radar po prostu przyciągałby wypadki z innymi kolorami samochodów. Nie wiadomo jak mocno, ale wiadomo, że taki efekt w przypadku niektórych szczepionek jest obserwowany, w przypadku PCV10/PCV13 w świetle aktualnej wiedzy na szczęście nie jest zauważalny w przypadku tej szczepionki.
W przypadku niektórych szczepionek udało się go zauważyć w mniejszym bądź większym stopniu,. np.:

  • W przypadku szczepień DTP przeciwko krztuściowych - ryzyko parakrztuśćia rosło około 40x - komponenet przeciwkrztuściowy szczepionki (aP) pomagał usuwać B. pertussis (krztusiec właściwy), ale jednocześnie sprzyjało dominacji i wyższej kolonizacji B. parapertussis w układzie oddechowym.  Badania na modelu zwierzęcym pokazały, że szczepionki aP mogą ułatwiać zakażenie i chorobę wywołaną B. parapertussis – zaszczepione zwierzęta miały wyższą liczbę bakterii i gorsze objawy niż nieszczepione. Badania na ludziach nie potwierdziły tego efektu lub nie jest on aż tak silny. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2880100/ https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15121300/
  • W krajach rozwijających się (low-income): szczepionka DTP zwiększała śmiertelność ogólną u dziewczynek (1.5–2× wyższe ryzyko zgonu z innych przyczyn, np. infekcje oddechowe, malaria) – tzw. negative non-specific effects (NSE). Dotyczyło to głównie DTP bez żywych komponentów. https://bmjopen.bmj.com/content/2/3/e000707 https://academic.oup.com/trstmh/article/110/10/570/2548939 https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5868131/ (to badanie dowiodło, że śmiertelność dotyczyło i dziewczynek i chłopców https://www.thelancet.com/article/S2352-3964(17)30046-4/fulltext (w tym badaniu wśród szczepionych tylko DTP śmiertelność była 10x wyższa wśród szczepionych niż wśród nieszczepionych, analiza dotyczyła dzieci w wieku 3–5 miesięcy, a HR =10.0 (współczynnik ryzyka) z CI 2.61–38.6 (to bardzo szeroki przedział ufności więc duża niepewność statystyczną z powodu małej grupy i małej liczby zgonów) Co ciekawe, w grupie zaszczepionej DTP i OPV śmiertelność była tylko prawie 4 x większa niż w grupie nieszczepionej (HR = 3.52 (95% CI: 0.96–12.9) Więcej https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5360569/
  • Wczesne szczepionki przeciw RSV (inaktywowane) – zwiększały ryzyko cięższego przebiegu naturalnej infekcji RSV po szczepieniu (enhanced disease). https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4783420/ https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26677198/
  • Dengue – szczepionka (lub wcześniejsza infekcja jednym serotypem) zwiększa ryzyko ciężkiej postaci (DHF/DSS) przy zakażeniu innym serotypem (ADE – antibody-dependent enhancement) – to dotyczy indywidualnego ryzyka. https://www.science.org/doi/10.1126/science.aan6836 https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5858873/

Prof. Jackowska: "Mówimy jednym głosem, że wszystkie dzieci w Polsce powinny otrzymać szczepionkę, która zawiera serotyp 19A, bo od 3-4 lat widzimy znaczny wzrost tego serotypu. Z ogromnym niepokojem zauważyliśmy, że po raz kolejny - bo to również w zeszłym roku takie były rekomendacje - ministerstwo nie posłuchało nawet swojego zespołu do spraw szczepień, który jest przy ministrze zdrowia, który też takie rekomendacje przekazał ministrowi. Realizacja szczepień szczepionką bez tego serotypu obecnie nie ma sensu. Dlatego też po raz kolejny będziemy apelowali i prosili o wytłumaczenie, dlaczego pomimo jednogłośnego stanowiska wielu ekspertów, nie został rozpisany przetarg zgodnie z tymi zaleceniami - objaśniła prezeska PTP." https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Prof-Jackowska-w-wiekszosci-dzieci-w-Polsce-sa-zdrowe-ale-jest-koniecznosc-monitorowania-losow-kazdego-z-nich,278951,1.html

Skąd bierze się ta Polska opieszałość w rezygnacji z przestarzałych i niepotrzebnych szczepień? Tak bardzo obawiają się utraty społecznego zaufania stąd decyzje o wycofywaniu szczepionek rodzą się w takich bólach? czy chodzi o coś innego? 
Bo chyba nie o zdrowie polskich dzieci?

Więcej na ten temat:
https://szczepienie.blogspot.com/p/szczepionka-przeciwko-pneumokokom-jaki.html


9. Stosowanie przestarzałej o dużej liczbie powikłań szczepionki DTwP

Również względem krajów UE jesteśmy w tyle. Stosujemy przestarzałą niebezpieczną szcepionkę. Większość dzieci w Polsce płaci za lepszą szczepionkę przeciw krztuścowi. Problem jest znany od co najmniej 7 lat, potwierdzony przez Polskie Towarzystwo Pediatryczne, a mimo to państwo wciąż nie zmienia programu ani finansowania. W czyim interesie?

Prof Jackowska: "Wiadomo jest i w Ministerstwie Zdrowia, że tylko około 30 proc. dzieci realizuje szczepienia szczepionką pełnokomórkową z krztuścem, a 70 proc. rodziców finansuje obowiązkowy program szczepień ochronny kupując inną szczepionkę acelularną pięcio-sześcioskładnikową. 7 lat temu wydano takie zalecenia i nic się nie zmieniło. Takie zalecenia przekazało premierowi Tuskowi i Ministerstwu Zdrowia Polskie Towarzystwo Pediatryczne" https://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Prof-Jackowska-w-wiekszosci-dzieci-w-Polsce-sa-zdrowe-ale-jest-koniecznosc-monitorowania-losow-kazdego-z-nich,278951,1.html

Stara szczepionka DTwP zawiera pełną komórkę Bozdetella pertussis, co wywołuje silniejszą i dłużej utrzymującą się odpowiedź immunologiczną, w tym odpowiedź komórkową Th1 i Th17. To przekłada się na lepszą ochronę przed zachorowaniem i transmisją. Jednocześnie ten sam mechanizm powoduje istotnie częstsze i cięższe niepożądane odczyny poszczepienne. Gorączka powyżej 39°C występowała u kilkunastu procent dzieci, odczyny miejscowe były częste, zdarzały się epizody HHE, drgawki gorączkowe, długotrwały płacz, bardzo rzadko encefalopatie. DTaP redukuje te ryzyka wielokrotnie, kosztem krótszej trwałości odporności.

Po 1995–2000 r. kraje wysokorozwinięte masowo przeszły na DTaP z powodów regulacyjnych i społecznych. Wzrost NOP po DTwP obniżał realizację szczepień, zwiększał liczbę przeciwwskazań czasowych i trwałych oraz prowadził do spadku zaufania do programu szczepień. Z perspektywy zdrowia publicznego uznano, że wyższe wyszczepienie preparatem bezpieczniejszym daje lepszy efekt populacyjny niż niższe wyszczepienie preparatem skuteczniejszym, ale gorzej tolerowanym.

Rodzice wybierają co lepsze dla dzieci pod kątem NOP po szczepieniach, a nie pod kątem skuteczności preparatu. Odsetek przypadków NOP zgłoszonych po podaniu DTP jest rekordowy w Polsce: https://szczepienie.blogspot.com/2015/12/czy-statystyki-nop-sa-rzetelne-czyli-o.html
Wiele kontrowersji dotyczy nagłej śmierci dzieci. W krajach rozwijających się (low-income) szczepionka DTP zwiększała śmiertelność ogólną. Np. u dziewczynek (1.5–2× wyższe ryzyko zgonu z innych przyczyn, np. infekcje oddechowe, malaria) – tzw. negative non-specific effects (NSE). Dotyczyło to głównie DTP bez żywych komponentów.https://bmjopen.bmj.com/content/2/3/e000707 https://academic.oup.com/trstmh/article/110/10/570/2548939 https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5868131/ (to badanie dowiodło, że śmiertelność dotyczyło i dziewczynek i chłopców https://www.thelancet.com/article/S2352-3964(17)30046-4/fulltext

W tym badaniu wśród szczepionych tylko DTP śmiertelność była 10x wyższa wśród szczepionych niż wśród nieszczepionych, analiza dotyczyła dzieci w wieku 3–5 miesięcy, a HR =10.0 (współczynnik ryzyka) z CI 2.61–38.6 (to bardzo szeroki przedział ufności więc duża niepewność statystyczną z powodu małej grupy i małej liczby zgonów) Co ciekawe, w grupie zaszczepionej DTP i OPV śmiertelność była tylko prawie 4 x większa niż w grupie nieszczepionej (HR = 3.52 (95% CI: 0.96–12.9) Więcej https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5360569/

Krztusiec jest szczególnie groźny dla niemowląt do 6. miesiąca życia, które nie zdążyły jeszcze przyjąć pełnego cyklu szczepień. To właśnie one najczęściej trafiają do szpitali i to w tej grupie występują zgony. Słabsza odporność populacyjna starszych dzieci i dorosłych oznacza więcej źródeł zakażenia dla niemowląt.


Eksperci wskazują kilka przyczyn powrotu krztuśca o czym więcej na https://szczepienie.blogspot.com/p/krztusiec-koklusz-pertussis-bordetella.html

Niepokojący jest aspekt systemowy. Mówimy o szczepieniu obowiązkowym, ale w praktyce 70% rodziców musi dopłacać do innej szczepionki, bo państwo finansuje preparat, którego rodzice nie chcą wybierać. To wprowadza nierówności ekonomiczne i przerzuca odpowiedzialność finansową z państwa na rodziny, mimo że chodzi o ochronę zdrowia publicznego.

Kluczowe jest również to, że zalecenia ekspertów obowiązują od około 7 lat i zostały oficjalnie przekazane premierowi oraz Ministerstwu Zdrowia, a mimo to struktura programu szczepień się nie zmieniła.

Więcej na ten temat i dlaczego naprawdę wraca krztusiec:
https://szczepienie.blogspot.com/p/krztusiec-koklusz-pertussis-bordetella.html
https://szczepienie.blogspot.com/2016/02/szczepienie-dtap-krztusiec-zgon-dziecka.html

Jest to kolejny przykład utrzymywania starych procedur i kurczowego ich trzymania się w imię zachowania "zaufania do szczepień" gdyż każda zmiana w obecnym kalendarzu szczepień jest społecznie odczytywana bardzo negatywnie.
Gdyż skoro zmienili to musiało być coś źle? Na tej zasadzie z roku na rok mamy coraz większą patologie w kalendarzu szczepień.
Gdy z kalendarza szczepień w USA usunięte zostały szczepienia m.in. przeciwko grypie, rotawirusom, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, meningokokom czy Covid-19 decyzją CDC pojawiły się głosy, ze zmniejsza to i tak już spadające zaufanie do szczepień co w efekcie pośrednio wpływa na poziom wyszczepienia.

"Proepidemicy już nawołują, by podobne zmiany wprowadzić w Polsce. W mojej ocenie jednak decydenci w naszym kraju nigdy by się na to nie zdecydowali. Mimo to decyzja CDC z pewnością wzmocni ruchy antyszczepionkowe, w mojej ocenie to wręcz ukłon w kierunku tych środowisk" - ocenia prof. Szuster-Ciesielska. 

https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Uklon-w-kierunku-antyszczepionkowcow-Skutki-tej-decyzji-grozne-nie-tylko-dla-dzieci,279762,14.html

 Zamiast robić to co jest w interesie dzieci, wg. niektórych lepiej dbać o politykę i dobry wizerunek szczepień. Tymczasem prawda jest taka, że jeśli pojawia się groźna choroba i ludzie ją zauważą sami pobiegną sie zaszczepić, nie trzeba ich zmuszać/manipulować w tym celu poprzez odwlekanie koniecznych zmian w kalendarzu szczepień.



10. Szczepienia ratują pojedyncze życia, a powikłania po nich zabijają... również pojedyncze życia? a ile osób traci zdrowie?

Szczepienia ratują życia, może nie często może tylko 1-2 dziecko rocznie ocalą przed śmiercią w Polsce ale to może być Twoje dziecko! Aby jednak ocaliły trzeba podać szczepienia milionom dzieci, a rzadkie ciężkie powikłania zdarzają się rzadko, nawet raz na milion, tak rzadko że nie ma sensu o tym mówić bo to tylko kilka dzieci rocznie... - To często powtarzana narracja uzasadniająca opłacalność szczepień.
Ta mantra przestaje działać. Coraz więcej ludzi zauważa, że powikłania to nie taka rzadkość. Natomiast te groźne choroby nie są aż tak groźne jak to wygląda w mediach. Często aby skutecznie postraszyć rodzica w Polsce chorym dzieckiem trzeba szukać pojedynczych przypadków z grup ryzyka z drugiego końca świata... 

Do głosu dochodzą ludzie jak RFK Jr. "Rotawirus zabijał około 3 dzieci rocznie… i sądziłem, że dzięki szczepionce to spadło do około 2 rocznie… Jeśli podajesz 3 miliony szczepień, aby zapobiec 1 zgonowi, musisz upewnić się, że szczepionki nie powodują szkód… Szczepionki przeciw rotawirusom zostały powiązane z bardzo poważnymi i śmiertelnymi chorobami jak wgłobienie jelita" (szczepienia powodują kilka dodatkowych zgonów związanych tylko z tym jednym powikłaniem https://www.celinegounder.com/p/fact-check-does-the-rotavirus-vaccine 
W Polsce również są eksperci co chcieliby wprowadzić tą szczepionkę
https://szczepienie.blogspot.com/2015/06/rotawirusy-karmienie-piersia-szczepionka.html
https://szczepienie.blogspot.com/2014/01/rotawirusy-szczepionka-biegunka-rota.html

Mamy też badania wskazujące, że zaszczepieni nie żyją wcale dłużej i w lepszym zdrowiu od niczym nieszczepionych...
"W 2017 władze Danii zdecydowały się przeprowadziły badanie sprawdzające w Gwinei Bissau. Przeanalizowali dane medyczne z 30 lat aby sprawdzić czy ogólna śmiertelność w populacji szczepionej była niższa. Niestety była wyższa i to około 10 razy. Peter Aaby  autor badania to Duński epidemiolog, jeden z pionierów badań nad wpływem szczepień w krajach Afryki Subsaharyjskiej (szczególnie w Gwinei Bissau). Prowadzi badania nad tzw. nieswoistymi efektami szczepień – czyli wpływem szczepionek na odporność ogólną, a nie tylko przeciw konkretnej chorobie. Więcej takich badań się nie robi. Wniosek naukowy, jest taki, że szczepionki nieżywe jak DTP w określonych warunkach afrykańskich mogą mieć „niekorzystne nieswoiste efekty” jeśli porównać do populacji nigdy nie szczepionej. Jednak nie można przenosić tych wyników na kraje rozwinięte" Wiecej https://szczepienie.blogspot.com/2015/10/o-obnizeniu-odpornosci-po-szczepieniu.html

Tego typu porównań zwłaszcza w słabszych badaniach, w tym ankietowych jest dużo więcej. Wszystkie badania dotyczące skuteczności szczepień pokazują tylko wąski wycinek, zarówno czasu jak i patogenów - mniej zgonów w krótkim czasie z powodu jednego konkretnego typu patogenów milcząc, że np. więcej jest z powodu innego serotypu tego samego patogenu przeciwko, któremu szczepionka już nie działa... Takich sytuacji jest sporo. 

Dlatego wielu rodziców domaga się aby państwa rejestrowały wszystkie zdarzenia medyczne w populacji dzieci i ujawniły dane czy dzieci szczepione są zdrowsze i żyją dłużej niż nieszczepione? czy liczba ciężkich chorób, podanych antybiotyków i hospitalizacji koreluje z datami szczepień? czy jest wyższa dla nieszczepionych? To są pytania na które ogromna część rodziców chce poznać odpowiedzi. 
https://szczepienie.blogspot.com/2015/12/nieszczepione-dzieci-sa-zdrowsze-od.html

Marketing i zmanipulowane hasła firm produkujących szczepionki przestają działać. Ponieważ wyglądają one jak ubezpieczenia w stylu: włożymy do Twojego samochodu bombę niespodziankę, ale dzięki niej zmniejszy się ryzyko wypadków o 90%!* (* - ale tylko w deszczowe dni, tylko z samochodami o fioletowym kolorze i tyle o ile kierowca będzie azjatą lub hindusem).

Jeśli tym wypadkiem jest zdrowie człowieka w całym jego życiu, to szczepienia są właśnie takim ubezpieczeniem, które dla wielu osób przestaje wyglądać na opłacalne. Oczywiście w przypadku powrotu groźnych chorób może zmienić się ta perspektywa. Jednak tak naprawdę w obecnym czasie mamy jedynie istotniejsze z punktu widzenia populacji zagrożenie odrą i to dość umiarkowane. Jest to w tym momencie jedyna szczepionka przy której można widzieć sens. W przypadku innych - tylko jeśli zmieni się sytuacja epidemiologiczna wg. https://szczepienie.blogspot.com/p/czy-warto-sie-szczepic-kiedy-warto.html
Dla większości chorób narażone są grupy ryzyka i to na nich powinny skupić się wysiłki, a nie na zdrowych. Coraz więcej ludzie dochodzi do takich czy podobnych wniosków stąd zaufanie do szczepień spada. Mało kto już wierzy, że bez szczepień wrócą zapomniane choroby i znowu będą na nie umierać całe rodziny. Zwłaszcza, że nikt już nie ukrywa, że w zmniejszeniu śmiertelności najważniejszym czynnikiem było podniesienie poziomu życia (odżywianie), higiena (kanalizacja) oraz medycyna (antybiotyki) szczepienia jeśli w ogóle miały wpływ na śmiertelność to w nikły sposób i są na dużo dalszej pozycji  https://szczepienie.blogspot.com/2025/06/jak-epidemie-chorob-zabijay.html 
Lata propagandy szczepionkowej sprawiły, że wiele osób, którzy w końcu to odkrywają czują się rozczarowani. 

Z tych wszystkich powodów system szczepień powinien zostać zweryfikowany. Szczepienia powinny zostać dobrowolne. Państwa powinny ocenić czy lata szczepień całym kalendarzem, nie wiążą sie z populacyjnymi problemami - chorobami przewlekłymi, a może nawet nowotworami? więcej informacji https://szczepienie.blogspot.com/2015/11/szczepienia-nowotwory-rak-szczepionki.html i w dziale szczepienia -> zagrożenia

Dodatkowo trzeba wspomnieć, że system zgłaszania NOP w Polsce to w dużej mierze fikcja. Działa po prostu nierzetelnie: 
https://szczepienie.blogspot.com/2015/12/czy-statystyki-nop-sa-rzetelne-czyli-o.html



11. Nie marnowanie i przymus


Jak w Polsce można uniknąć kosztów utylizacji wycofywanych / z kończącym się terminem ważności szczepień poprzez akcje szczepień dzieci? Czy system tak działa, że dla urzędników utylizacja w ciałach dzieci jest najbardziej opłacalna?

W polskiej narracji instytucjonalnej przez lata podkreślano, że szczepionki „praktycznie się nie marnują”, co miało świadczyć o wyjątkowej sprawności logistycznej państwa. Główny Inspektor Sanitarny informował w Senacie, że „właściwie żadnej partii szczepionki nie musieliśmy utylizować (…) wszystkie szczepionki zostały wykorzystane w 100%” oraz że Polska stała się wzorem dla innych krajów, do tego stopnia, iż WHO realizowała tu materiał instruktażowy dotyczący logistyki szczepień http://ww2.senat.pl/k7/kom/kz/2008/041z.htm

W praktyce oznaczało to systemowe dążenie do pełnego „zużycia” preparatów, a nie do ich utylizacji, nawet w sytuacjach wątpliwych z punktu widzenia zachowania tzw. zimnego łańcucha.


Dopiero kontrole ujawniły, że brak marnotrawstwa często nie wynikał z perfekcji systemu, lecz z niedostatecznego nadzoru i luźnego podejścia do przepisów. Inspekcje wykazały przechowywanie szczepionek w zwykłych lodówkach, bez stałego monitoringu temperatury, a przerwanie łańcucha chłodniczego wychodziło na jaw „dopiero podczas kontroli w przychodniach, przy okazji badania przyczyn wystąpienia działań niepożądanych”, przy czym „wiele z nich nie posiada elektronicznego monitoringu temperatury. Jest za to zeszyt i kartka do okresowego jej spisywania” http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/1102413,ulz-o-zimnym-lancuchu-szczepionek.html

Gdy nie dało się wykazać, że w nocy lub w weekend zapewniono właściwe warunki, wojewódzcy inspektorzy zaczęli wydawać decyzje o utylizacji – w jednym okresie było to co najmniej 80 takich decyzji – co media przedstawiły jako „sensację”, choć w istocie była to pierwsza realna próba egzekwowania istniejącego prawa http://www.rynekaptek.pl/prawo/szczepionki-nie-byly-pod-stalym-monitoringiem-nadaja-sie-tylko-do-utylizacji,24260_1.html


Polska jest krajem gdzie szczepionki się nie marnują. Praktycznie wcale.
W skrócie mówiąc przez lata nikt specjalnie tego nie kontrolował, wręcz szczycono się, że nic się nie marnuje Główny Inspektor Sanitarny w senacie informował: "W tej chwili właściwie żadnej partii szczepionki nie musieliśmy utylizować, doszliśmy do takiej perfekcji, jeżeli chodzi o logistykę, że praktycznie - oprócz tysiąca szczepionek przeciwko wściekliźnie, które przekazaliśmy do wojska - wszystkie szczepionki zostały wykorzystane w 100%, nic nie trzeba było utylizować."

Jesteśmy chyba jednym z nielicznych krajów na świecie, który w ten sposób sobie z tym radzi, czego dowodem jest fakt, że w tym roku Światowa Organizacja Zdrowia u nas w Polsce nakręcała film instruktażowy dla wszystkich krajów świata, jak należy postępować, jeżeli chodzi o logistykę, ze szczepionkami. http://ww2.senat.pl/k7/kom/kz/2008/041z.htm

Fakty są jednak takie, ze pomimo, że w całym kraju jest wymóg przechowywania takich produktów w urządzeniach monitorujących temperaturę w niektórych miejscach są zwykłe lodówki, nawet bez mierników - kontrolują jedynie wskaźniki analogowe przed rozpoczęciem pracy, w pracy i przed końcem pracy (Chociaż są miejsca gdzie w czasie pracy sprawdzają co np. 30 minut).

Niedawno głośna w mediach sprawa 80 decyzji dt. różnych szczepionek przeznaczonych do utylizacji dotyczyła właśnie tego, że nie są wstanie wykazać czy dany lek był przechowywany nocą czy w weekend w dobrych warunkach, czy nie padła lodówka, nie było prądu itp. Z tego też powodu jak nie ma pewności to decyzja jest taka aby szczepionki zutylizować zgodnie z ustawą o zimnym transporcie (ustawa z dnia 6 września 2001 r. – Prawo farmaceutyczne (Dz.U. 2008, Nr 45, poz. 271 ze zmianami) oraz aktów wykonawczych do tej ustawy)

Każdy przyjmujący lek lodówkowy musi dostać od osoby która transportowała go wykaz temperatur z jej lodówki bez okazania go nie mamy prawa przyjąć takiego leku, a nawet powinno się zgłosić takie sytuacje do gif/wif.

Jak wiadomo w Polsce czyli jakby nie patrzeć wciąż jeszcze trochę europejskim skansenie szczepionkowym, do tej pory podchodziło się bardzo luźno do ustawy. W końcu to się zmieniło, dziennikarze co ciekawe widza w wynikach kontroli sensacje...
Podczas gdy prawdziwa sensacja jest w tym co nigdy nie było kontrolowane czyli, że od dekad szczepiono nie przejmując zbytnio się zachowaniem łańcucha chłodniczego, a tym bardziej wykazywaniem, że nie został przerwany. Przed ustawą lub gdy była martwa po prostu nikt tego nie wiedział, dzieci szczepione były i było fajne. Teraz nagle ktoś się obudził...

Wiceminister powiedział, że nie ma wiedzy o tym, by do podawania niewłaściwie przechowywanych szczepionek dochodziło w innych województwach poza lubuskim, zaznaczył jednocześnie, że "niemożliwe jest śledzenie przez inspektorów każdej lodówki". "Powiedzmy sobie szczerze: nie da się tak zrobić. Nie wiemy w dodatku, czy lodówka np. nie stoi w pomieszczeniu, w którym też jest 10 stopni, w związku z tym nawet jak jest wyłączenie prądu, to te szczepionki nadal są schłodzone. To są indywidualne przypadki, nasze służby nadal działają systematycznie, wchodzą na kontrole w odpowiednie miejsce, intensyfikacja tych kontroli jest większa, kiedy dochodzi do wyłączenia prądu" http://gosc.pl/doc/4493598.MZ-Szczepionki-bezpieczne-nawet-jesli-przechowywane-niewlasciwie

Jeśli zimny łańcuch jest przerwany, należy wydać decyzję o utylizacji szczepionki dopiero podczas kontroli w przychodniach, przy okazji badania przyczyn wystąpienia działań niepożądanych okazywało się, że szczepionki w lodówkach były przymrożone albo przechowywane w zbyt wysokiej temperaturze. Tymczasem tego typu produkty muszą być składowane zawsze w temperaturze pomiędzy +2 a +8 st. C. Należy gratulować tym przychodniom, które zgłaszają przypadki przerwania zimnego łańcucha. Świadczy to o tym, że rzeczywiście dbają o dobro pacjenta." http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/1102413,ulz-o-zimnym-lancuchu-szczepionek.html

Wcześniej mimo, że sytuacja była skandaliczna w świetle obecnych norm, to był to powód do chwalenia się gdyż w całym kraju nigdy żadna szczepionka nie miała przerwana łańcuchu chłodniczego i nic się nie marnowało o czym radośnie informował główny Inspektor Sanitarny Andrzej Wojtyła w senacie:

"Jeszcze chciałbym panu senatorowi odpowiedzieć, z czego mogły się wziąć oszczędności. To też analizujemy. W tej chwili właściwie żadnej partii szczepionki nie musieliśmy utylizować, doszliśmy do takiej perfekcji, jeżeli chodzi o logistykę, że praktycznie - oprócz tysiąca szczepionek przeciwko wściekliźnie, które przekazaliśmy do wojska - wszystkie szczepionki zostały wykorzystane w 100%, nic nie trzeba było utylizować.

Jesteśmy chyba jednym z nielicznych krajów na świecie, który w ten sposób sobie z tym radzi, czego dowodem jest fakt, że w tym roku Światowa Organizacja Zdrowia u nas w Polsce nakręcała film instruktażowy dla wszystkich krajów świata, jak należy postępować, jeżeli chodzi o logistykę, ze szczepionkami.

Mamy Centralną Bazę Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych w Porębach koło Zduńskiej Woli. Każda z szesnastu stacji sanitarno-epidemiologicznych posiada miejsce do przechowywania szczepionek. Oczywiście to łączy się z kosztami, bo one muszą być w odpowiedniej temperaturze, muszą być monitorowane itd., itd. Doszliśmy do takiej wprawy logistycznej, że właściwie nic nam się nie marnuje." http://ww2.senat.pl/k7/kom/kz/2008/041z.htm

Szczepią bo u nas nic się nie marnuje:)

Dlaczego tak to działa? Bezpośrednie odpowiedzi niżej, jednak patrząc w szerszej perspektywie nie trudno zauważyć, że zarówno większe marnotrawstwo jak i lepsze jakościowo szczepionki są w tych krajach gdzie im się opłaca takie używać i czasem je marnować. Dlaczego im się opłaca? Bo mają systemy odszkodowań, przy których czym więcej NOP tym więcej pieniędzy pójdzie w odszkodowania, tym mniej się opłaca używanie gorszych jakościowo szczepień. Polska jest wolna od tego problemu. "Co oznacza w Polsce, że przyjęcie preparatu jest obowiązkowe? Oznacza, że producent może mieć zagwarantowaną sprzedaż roczną, na poziomie równym urodzeniom. I to widać wyraźnie w dokumentach udostępnianych w ramach informacji publicznej. Śliczne tabelki z prognozowaną sprzedażą, równoznaczną z „wyszczepialnością”. I dopisek „Koszty powikłań poszczepiennych można pominąć”. Koszty utylizacji również, ponieważ w Polsce nic się nie marnuje. Producenci nie muszą się więc starać o klienta indywidualnego, zabiegać o jego przychylność , tracić pieniędzy na reklamę produktu, dbać o jakość, bezpieczeństwo, czy dawać gwarancje. Klient indywidualny się tutaj nie liczy. Liczą się urzędnicy i „niezależni eksperci” rekomendujący produkt, organizujący przetargi. To oni są rzeczywistymi klientami dla producentów. To ich muszą przekonać, na nich wpłynąć, to oni muszą widzieć swoje bezpośrednie korzyści. https://szczepienie.blogspot.com/2015/12/czy-statystyki-nop-sa-rzetelne-czyli-o.html

Maria Libura Ekspert CA KJ ds. służby zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego:

"Lepiej zjeść i odchorować, niżby miało się zmarnować. To polskie przysłowie niepokojąco dobrze opisuje aferę, jaka właśnie rozpętała się w naszym kraju wokół szczepionek. Aferę bardzo swojską i siermiężną – nie ma w niej knowań szalonych naukowców, ani spisku wielkiego kapitału. Jest za to brak przygotowania niektórych placówek medycznych do przechowywania szczepionek i lekceważący stosunek do procedur i przepisów prawa ze strony personelu medycznego. Stawką w tej grze jest zaufanie pacjentów do systemu ochrony zdrowia w tak wrażliwej i budzącej emocje kwestii jak szczepienia ochronne.

W Polsce niebezpiecznie wzrasta liczba osób niezaszczepionych. Jak wynika z danych Sanepidu, w samej Warszawie ponad 2,5 tysiąca rodziców odmówiło w 2017 r. zaszczepienia swoich dzieci. Tymczasem stare choroby wracają – w styczniu br. na Warmii i Mazurach odnotowano już kilkanaście zachorowań na odrę. U bram czekają kolejne, niemalże zapomniane groźne choroby zakaźne, takie jak krztusiec. Na Ukrainie odnotowuje się sporadyczne przypadki zakażenia polio. Obecne pokolenia nie mogą już pamiętać zgrozy epidemii, dlatego argumentacja za poddaniem się szczepieniom ochronnym spoczywa na sile autorytetu medycyny jako nauki opartej na danych i dowodach, a także medycyny jako praktyki, w której bezpieczeństwa pacjentów strzegą sprawdzone ścieżki postępowania i procedury. Narracja przeciwników szczepień z kolei opiera się na „hermeneutyce podejrzeń”, wedle której „lekarze nie mówią całej prawdy”. Z tego właśnie powodu masowe zlekceważenie konieczności przewidzianej przepisami utylizacji „przegrzanych” szczepionek przez placówki medyczne może być cięższym ciosem w programy szczepień, aniżeli powielany w mediach społecznościowych strach przed autyzmem.

Co tak naprawdę się stało? Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna, inspektorzy farmaceutyczni przeprowadzili kontrolę sprzętu chłodniczego w aptekach i przychodniach. W jej wyniku wykryli, że tysiące szczepionek należy poddać utylizacji, gdyż nie były przechowywane w odpowiednich warunkach. Oto bowiem w wyniku przerw w dostawie prądu i braku zabezpieczenia pewnej liczby placówek, które nie były wyposażone w agregaty prądotwórcze, doszło do przerwania tzw. „zimnego łańcucha” – szczepionki nie były chłodzone nawet przez dobę. Dlaczego to ważne? Jak czytamy na stronie Ministerstwa Zdrowia: „szczepionka jest lekiem pochodzenia biologicznego. Oznacza to, że wszystkie szczepionki są szczególnie wrażliwe na warunki przechowywania i transportu, głównie na zmiany temperatury. Od momentu wyprodukowania do momentu użycia szczepionka powinna być przechowywana w warunkach tzw. zimnego łańcucha, co oznacza temperaturę między +2 a +8 stopni”.

Co więcej, wiele wskazuje na to, że lekarze podawali pacjentom szczepionki, pomimo wiedzy na temat błędów w ich przechowywaniu. Wśród nie mniej niż kilkuset zaszczepionych felernymi dawkami osób mają znajdować się także noworodki. Nieprawidłowości stwierdzono w przypadku kilkunastu szczepionek, m.in. przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, pneumokokom, tężcowi, wściekliźnie i ospie wietrznej. Samo Ministerstwo w oficjalnych zaleceniach dla pacjentów samodzielnie kupujących szczepionki w aptece wskazuje, że można je przewozić bez specjalistycznych opakowań wyłącznie wówczas, gdy temperatura powietrza nie przekracza 25 stopni C, a czas transportu wynosi do 60 minut. Zaleca też lekarzom i pielęgniarkom, by nie wykonywali szczepień, jeśli mają wątpliwości co do zachowania tych rygorystycznych procedur przez pacjentów. W specjalistycznych publikacjach możemy przeczytać, że „nieprzestrzeganie tego standardu, polegające na nawet chwilowym zamrożeniu szczepionki lub na jej przegrzaniu, może prowadzić do utraty jej skuteczności”. A zatem, wedle litery zaleceń, utrzymanie łańcucha chłodniczego chroni nie tylko przed ewentualnymi działaniami niepożądanymi źle przechowywanego leku, ale też decyduje o jego skuteczności w wytworzeniu odporności.

W tym świetle reakcja Ministerstwa Zdrowia po publikacji DGP, polegająca na blankietowym zapewnieniu, że nieprawidłowo przechowywane szczepionki podane pacjentom były całkowicie bezpieczne i skuteczne, może nie tyle rozwiewać wątpliwości opinii publicznej, co budzić kolejne. Niezależnie bowiem od rozważań o czasie stabilności szczepionek, zapewnienie ministerstwa pobrzmiewa, niestety, próbą rozgrzeszenia niedbałych placówek. Jeżeli rzeczywiście, jak słyszymy, szczepionki i miesiąc mogą leżeć na półce w temperaturze 25 stopni C, to po co tak rygorystyczne prawo? I dlaczego drakońskich przepisów przestrzegać mają pacjenci – konsumenci, a nie podmioty wykonujące działalność leczniczą? Czy tym ostatnim wolno stosować rozszerzające interpretacje przydatności leku do użycia? Jeżeli w odniesieniu do szczepionek, to może też i innych preparatów? Jak w takim razie zapewnić, by opacznie rozumiana „gospodarność” placówek nie stawiała ekonomicznego interesu placówki nad dobrem pacjenta?

Należy się oczywiście cieszyć, jeżeli tym razem lekceważenie przepisów nie stworzyło sytuacji bezpośredniego zagrożenia dla pacjentów. Niemniej jednak to, że nie każdy przejazd przez skrzyżowanie na czerwonym świetle skończy się wypadkiem nie oznacza, że takie zachowanie można określić jako bezpieczne. Niespójność pomiędzy komunikacją kryzysową Ministerstwa Zdrowia, a oficjalnymi zaleceniami znajdującymi się na jego własnej stronie, nie służy budowie zaufania, tak potrzebnego do utrzymania pożądanego poziomu wyszczepialności.

W obliczu kryzysu zabrakło też jasnego przekazu dla najbardziej dotkniętych tą sytuacją pacjentów – gdzie szybko sprawdzić, czy przypadkiem nie zaszczepili siebie lub swoich dzieci feralnymi dawkami? Jak mogą się przekonać o skuteczności szczepienia? W takiej sytuacji placówka wykonująca szczepienie nie będzie naturalnym adresatem podobnych wątpliwości. Suchy komunikat na stronie MZ informujący, że „pewien margines przekroczenia wytycznych przechowywania jest dopuszczalny” też ich nie rozwieje. Defensywna komunikacja stanowi natomiast doskonały prezent dla ruchów antyszczepionkowych, które nie muszą już odwoływać się do mocno nadwątlonych teorii o spowodowanych rtęcią odczynach poszczepiennych, by zniechęcać do immunizacji.

Lekarstwem jest większa transparentność i odpowiedzialność po stronie instytucji ochrony zdrowia, a nie – paternalistyczne przekonanie, że skoro mleko i tak się rozlało, to „lepiej o tym nie mówmy, by pacjentów nie przestraszyć”. Narracja „nic się nie stało” w obliczu masowego pogwałcenia procedur w tak newralgicznym obszarze pokazuje, jak daleko naszemu systemowi ochrony zdrowia do kultury jakości i bezpieczeństwa.."

http://cakj.pl/2018/02/06/szczepionki-czyli-przerwany-lancuch-zaufania/


"Czy w swojej wieloletniej praktyce jako główny inspektor farmaceutyczny (GIF) spotkała się pani z przypadkami, gdy przychodnie nierzetelnie wykonywały obowiązek zgłaszania zerwania tzw. zimnego łańcucha podczas przechowywania szczepionek?

Tak. Tego typu przypadki były wykrywane przez wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych (WIF – red.) dopiero podczas kontroli w przychodniach, przy okazji badania przyczyn wystąpienia działań niepożądanych. (...) W przychodniach preparaty są co prawda przechowywane w lodówkach, ale wiele z nich nie posiada elektronicznego monitoringu temperatury. Jest za to zeszyt i kartka do okresowego jej spisywania."

http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/1102413,ulz-o-zimnym-lancuchu-szczepionek.html

Na szczęście w 2018 roku powoli jednak coś się w temacie marnowania zmienia:

"Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny wydal w ostatnim czasie 80 decyzji nakazujących utylizację szczepionek, wobec których doszło do przerwania łańcucha chłodniczego. Przychodnia nie zapewniła właściwych warunków ich przechowywania.

http://www.rynekaptek.pl/prawo/szczepionki-nie-byly-pod-stalym-monitoringiem-nadaja-sie-tylko-do-utylizacji,24260_1.html

Obowiązkowe pneumokoki i afera z przetargiem. O co w tym wszystkim chodzi?
To nie jest tak, że nagle wystąpił jakiś wyjątkowy przekręt. Jest po prostu jak zwykle. Gdyby nie kwota 160 milionów, nikt by uwagi nie zwrócił. Sprawa wprowadzenia obowiązkowych szczepień przeciw pneumokokom, jak w soczewce pokazuje działanie tego systemu. Kawałek tortu jest wart 160 mln . Dzielić, nie dzielić, a jeśli dzielić to jak? W Polsce mamy specyficzną sytuację, ponieważ szczepienia są obowiązkowe. I nie chodzi tu o kwestie związane z przymusem stosowanym wobec zdrowych osób (chociaż to też istotne). Co oznacza w Polsce, że przyjęcie preparatu jest obowiązkowe? Oznacza, że producent może mieć zagwarantowaną sprzedaż roczną, na poziomie równym urodzeniom. I to widać wyraźnie w dokumentach udostępnianych w ramach informacji publicznej. Śliczne tabelki z prognozowaną sprzedażą, równoznaczną z „wyszczepialnością”. I dopisek „Koszty powikłań poszczepiennych można pominąć”. Koszty utylizacji również, ponieważ w Polsce nic się nie marnuje. Producenci nie muszą się więc starać o klienta indywidualnego, zabiegać o jego przychylność , tracić pieniędzy na reklamę produktu, dbać o jakość, bezpieczeństwo, czy dawać gwarancje. Klient indywidualny się tutaj nie liczy. Liczą się urzędnicy i „niezależni eksperci” rekomendujący produkt, organizujący przetargi. To oni są rzeczywistymi klientami dla producentów. To ich muszą przekonać, na nich wpłynąć, to oni muszą widzieć swoje bezpośrednie korzyści. I dlatego nigdy się nie zgodzą, aby w Polsce, tak jak w krajach zachodnich, szczepienia były refundowane ale dobrowolne. Obowiązek wprowadzony w latach głębokiego socjalizmu, ma się doskonale w kraju zżeranym przez korupcję. Bo który producent zrezygnuje z uregulowań, zapewniających mu gwarancję sprzedaży na poziomie urodzeń odbiorców indywidualnych ? Który z producentów będzie chciał wydawać miliony na reklamę? Który będzie chciał dobrowolnie dać gwarancję jakości i skuteczności produktu? Który zrezygnuje z braku konieczności wypłacania odszkodowań w razie szkód wywołanych przez produkt? Żaden, który umie liczyć. A koncerny farmaceutyczne potrafią liczyć doskonale. O wiele lepiej niż leczyć.


Ten model „nic się nie marnuje” rodził patologie systemowe. Jak zauważano, w Polsce obowiązkowy charakter szczepień gwarantuje producentom sprzedaż na poziomie liczby urodzeń, przy jednoczesnym założeniu, że „koszty powikłań poszczepiennych można pominąć”, podobnie jak koszty utylizacji, „ponieważ w Polsce nic się nie marnuje” https://szczepienie.blogspot.com/2015/12/czy-statystyki-nop-sa-rzetelne-czyli-o.html

W efekcie presja ekonomiczna sprzyjała „gospodarności” rozumianej jako podanie preparatu zamiast jego zniszczenia. Jak trafnie podsumowała Maria Libura, „masowe zlekceważenie konieczności przewidzianej przepisami utylizacji ‘przegrzanych’ szczepionek (…) może być cięższym ciosem w programy szczepień aniżeli strach przed NOP”, bo uderza w zaufanie do systemu ochrony zdrowia http://cakj.pl/2018/02/06/szczepionki-czyli-przerwany-lancuch-zaufania/

W tym sensie polski „brak marnowania” szczepionek nie był dowodem jakości, lecz długoletniego tolerowania praktyk, które dopiero niedawno zaczęto formalnie kwestionować.

Więcej na ten temat oraz o nierzetelnych statystykach NOP
https://szczepienie.blogspot.com/2015/12/czy-statystyki-nop-sa-rzetelne-czyli-o.html


O badaniach kwalifikacyjnych dzieci - jak w Polsce wyklucza się predyspozycje do NOP?
https://szczepienie.blogspot.com/2014/12/nop-predyspozycje-genetyczne-powiklania.html



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Proszę podawać źródła informacji. Chcę aby dyskusja była merytoryczna, krytyka mile widziana, ale spokojna i konstruktywna.
Przekleństwa, spam, atakowanie innych osób - takie posty będą usuwane.