Gruźlicą nie da się zarazić losowo, tak jak rzutem kostką. Wbrew medialnej narracji nie każde dziecko ma takie samo ryzyko. Żeby doszło do zakażenia, musi się naraz spełnić kilka warunków, a one rzadko występują jednocześnie.
Po pierwsze. Trzeba być w miejscu występowania gruźlicy.
Prątkujący nie są „wszędzie”. W Polsce jest to góra kilkadziesiąt osób jednocześnie w całym kraju, głównie w dużych miastach i w bardzo konkretnych grupach dorosłych. Są województwa i powiaty, gdzie przez lata nie ma ani jednego przypadku lub są to pojedyncze przypadku na miliony mieszkańców. Tam ryzyko gruźlicy jest praktycznie żadne.
Po drugie. Zarażają tylko widocznie chorzy i nie są to dzieci
Zakaża tylko osoba, która ma gruźlicę płuc i prątkuje, czyli wydziela bakterie podczas kaszlu. Wielu chorych w ogóle nie prątkuje albo przestaje po rozpoczęciu leczenia, zwykle po około 2 tygodniach. Prątkujący wraz z silnym kaszlem wydalają bakterie (Mycobacterium tuberculosis). Kaszel jest początkowo suchy, z czasem wilgotnym, a nawet przebiega z krwiopluciem. Charakterystyczne są również stany podgorączkowe (nasilające się wieczorami) oraz silne nocne poty.
Z czasem wygląd chorego staje się typowy dla tego schorzenia: cera jest blada i ziemista, a skóra pergaminowa. Oczy przekrwione, a twarz często błyszczy się od potu. Towarzyszy temu skrajne wycieńczenie i ciągłe zmęczenie. Widoczna jest także znacząca utrata masy ciała - chory dosłownie „niknie w oczach”, co uzasadnia dawną nazwę choroby: suchoty.
Typowy profil pacjenta zakaźnego to starszy mężczyzna w trudnej sytuacji socjoekonomicznej, niedożywione lub nadużywające alkoholu dotyczy to ponad 75% wszystkich przypadków gruźlicy w Polsce!
Oczywiście gruźlica „nie wybiera” i zdarza się, że chorują też osoby zamożne zwykle jednak jeśli chorują inne osoby to z osłabionym układem odpornościowym (np. z powodu cukrzycy, chorób nerek, chorób nowotworowych czy zakażenia HIV).
Dzieci niezwykle rzadko chorują (promile, tzn <1%) i niezwykle rzadko zarażają innych. Mają tzw. postać skąpoprątkową - w ich płucach jest mało bakterii, a ich kaszel jest zbyt słaby, by stworzyć aerozol zakaźny.
Po trzecie. Zarazić się gruźlicą nie jest tak łatwo
Dlatego noworodek, który nie ma w domu kaszlących dorosłych i nie przebywa w patologicznych warunkach, ma praktycznie zerowe ryzyko kontaktu z prątkującą osobą. Żeby takie dziecko zachorowało, musiałoby dojść do sytuacji skrajnej: długotrwałego przebywania z nieleczonym, kaszlącym dorosłym. Co potwierdzają statystyki. Przypadki gruźlicy wśród dzieci do 4 roku życia to jednostkowe sytuacje w skali całego kraju.
To nie zdarza się „przypadkiem” wskutek kontaktu na ulicy z bezdomnym ("Jedzie Pani z wózkiem pochyli się bezdomny kaszlnie do dziecka i wystarczy" itp. chore historie. Lekarz straszący matkę dziecka tym, że ono może zarazić się poza rodziną wprowadza w błąd. Nawet jeśli teoretycznie jest taka możliwość to ryzyka - tak samo jak możliwość utraty życia wskutek spadającego meteorytu - to nie warto brać pod uwagę jeśli jest to kazuistyka (nawet jeśli się gdzieś na świecie zdarzy to jest to opisywane jako ciekawostka, a nie problem do rozwiązania).
Z tego powodu odroczenie szczepienia BCG o 2–3 tygodnie u dzieci spoza grup ryzyka nie zmienia realnego zagrożenia.
Znacznie sensowniejsze byłoby identyfikowanie grup ryzyka: rodzin, w których ktoś długo kaszle, był leczony na gruźlicę, żyje w skrajnie złych warunkach. Taki wywiad rodzinny daje realną ochronę, zamiast traktowania każdego noworodka tak, jakby żył na melinie.
W Polsce rocznie rejestruje się ok. 4000 przypadków gruźlicy, z czego ok. 3500 to gruźlica płuc potencjalnie prątkująca. Oznacza to, że w skali kraju średnio ok. 10 osób dziennie znajduje się w fazie aktywnej, zakaźnej gruźlicy zanim trafi do leczenia. Po wdrożeniu leczenia zakaźność zwykle zanika po ok. 14 dniach.
Te osoby to niemal wyłącznie dorośli, najczęściej kilkadziesiąt starszych, przewlekle chorych lub uzależnionych osób, które zakażają głównie ludzi, z którymi mieszkają lub przebywają przez wiele dni i tygodni. Transmisja na noworodki i niemowlęta praktycznie nie występuje w sposób losowy w populacji.
Przy populacji ~250–270 tys. noworodków rocznie i ~40 mln mieszkańców, liczba zachorowań na gruźlicę u dzieci <1 r.ż. w Polsce to pojedyncze przypadki w skali roku albo lata bez żadnego przypadku. To oznacza, że ryzyko gruźlicy dla noworodka jest wyraźnie mniejsze niż 1 przypadek na 100 000 urodzeń, a realnie bliższe 0–1 przypadkowi rocznie w całym kraju.
Dla porównania SCID występuje w Polsce u ok. 4–5 dzieci rocznie, czyli częściej niż gruźlica niemowlęca. Ryzyko SCID jest stałe biologicznie, niezależne od miejsca zamieszkania, i dotyczy dokładnie populacji noworodków. Ryzyko gruźlicy u noworodka zależy od konkretnego kontaktu z prątkującą osobą, którego w praktyce niemal zawsze nie ma.
Szczepionka BCG nie ogranicza istotnie transmisji gruźlicy ani odporności populacyjnej, a jedynie zmniejsza ryzyko najcięższych postaci choroby u najmłodszych. Tymczasem ciężka gruźlica niemowlęca w Polsce występuje skrajnie rzadko, na poziomie pojedynczych przypadków w skali wielu lat.
Czyli: Polskie niemowlę może trafić na kilkadziesiąt prątkujących osób i przebywać z nimi odpowiednio długo (tygodniami) aby się zarazić Ryzyko gruźlicy dla losowego noworodka jest statystycznie mniejsze niż kilka przypadków rocznie w całym kraju, podczas gdy SCID to kilka przypadków rocznie pewnych. Mimo tego stosuje się jednolite przymusowe szczepienie całej populacji noworodków, niezależnie od realnego, lokalnego i rodzinnego ryzyka.
Na początek warto zaznaczyć, że zapadalność w statystykach nie dotyczy zawsze tej samej metody zbierania danych. Pod uwagę zwykle bierze się gruźlicę potwierdzoną laboratoryjnie jednak częściej liczby dotyczą tej rozpoznanej na podstawie kryteriów klinicznych lub radiologicznych. Np. do kryteriów WHA liczy się tylko potwierdzone smear-positive przypadki gruźlicy. Przy analizie źródeł warto zwrócić na to uwagę.
W 2020 roku Polska spełniła wszystkie 3 warunki aby wg WHO i IUATLD móc zrezygnować z powszechnych szczepień BCG.
Mimo tego szczepienia zostały.
Polska w 2020 r. miała 4,6 / 100 000 smear-positive przypadków, czyli wg warunków WHO:
1. Zapadalność smear-positive ≤ 5 / 100 000 - spełnione!
2. TBM dzieci < 5 ≤ 1/10 000 000 (nie było takich przypadków od lat!) - spełnione!
3. ARI w 2020 to 0,092% i jest to poniżej progu 0,1% - też spełnione!
źródło:
https://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/Tuberculosis-in-Poland-in-2020%2C181095%2C0%2C2.html
Niestety jest jeszcze jedno kryterium czasu. Otóż trzeba spełniać te warunki przez 3 kolejne lata, tymczasem w Polsce w kolejnych latach było:
2021: 5,5 / 100 000
2022: ~5,9 / 100 000
2023: ~5,9 / 100 000
Czyli niestety było 5,5, 5,9 zamiast 5 więc to 0,5 - 0,9 to jest cała różnica i przez tą liczbę oficjalnie nadal mamy obowiązujące szczepienia BCG.
Źródła:
https://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/Tuberculosis-in-Poland-in-2021%2C186368%2C0%2C2.html
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/38783654/
Aczkolwiek jest kilka przypadków z przeszłości gdy Polska wcale nie odchodziła od różnych szczepień nawet jak były zalecenia WHO. Więc czy to by wystarczyło aby szczepień nie było? Raczej nie
Więcej na ten temat:
https://szczepienie.blogspot.com/2016/12/niepotrzebne-szczepienie-w-polsce-kto.html
W Polsce powodami utrzymania bezsensownych szczepień nie jednokrotnie była troską o utratę zaufania do szczepień...
W jakich krajach szczepionka BCG naprawdę ratuje dzieci przed ciężkimi postaciami gruźlicy? W krajach gdzie przypadków gruźlicy - szczególnie u dzieci jest dziesiątki a nawet setki razy więcej! Jest różnica czy możemy uratować 0-2 dzieci rocznie, czy 20-50 dzieci, czy grubo ponad 200 dzieci. Każda z tych sytuacji jest chyba inna, a jednak dla krajów gdzie zagrożonych jest 0-1 dziecka rocznie szczepić nie trzeba, a przy 0-2 dzieciach rocznie już trzeba bo według ekspertów ta sytuacja jest taka sama jakby chorowało 200 dzieci rocznie - procedury są takie same, a nawet bardziej restrykcyjne...
Poniżej lista krajów gdzie stosuje się szczepienia, w nawiasie jest liczba chorych na 100 tys. Warto mieć w pamięci, że w Polsce jest to 4.8-5.9 na 100 tys, a nie ponad 600 na 100tys jak w poniższych krajach:
Lesotho (~660), Filipiny (~640), Myanmar (~560), Kiribati (~530), Korea Płn. (~510), Gabon (~505), Timor-Leste (~500), Mongolia (~490), Papua-NG (~420), Namibia (~450), Eswatini (~350), Angola (~340), Kongo (~370), RPA (~470), Mozambik (~360), Indie (~200), Indonezja (~300), Bangladesz (~220), Pakistan (~260), Nigeria (~450), Republika Środkowoafrykańska CAR (~540), DR Konga (~320), Zambia (~300), Zimbabwe (~200), Rumunia (~49), Rosja (~40–50) - w tych krajach rzeczywiście szaleje gruźlica statystyki są dziesiątki, setki razy gorsze niż w Polsce i tam prowadzone są powszechne szczepienia BCG, chociaż w znakomitej większości tych krajów nie ma administracyjnego przymusu!
Niemcy (~5), Francja (~7), Hiszpania (~9), Włochy (~6), Czechy (~4), Słowacja (~5), Irlandia (~6), Szkocja (~7), Polska (~4.8–7/100 tys) - w tych krajach nie ma szczepień BCG i nie ma przymusu, oczywiście poza Polską gdzie są grzywny i mandaty w celu przymuszenia do szczepień, a w mediach straszy się gruźlicą.
Warto powtórzyć:
Na Filipinach, gdzie statystyki gruźlicy są grubo ponad 100 razy gorsze nie ma przymusu szczepień. W Polsce gdzie statystyki są praktycznie identyczne jak w krajach gdzie w ogóle tych szczepień niema, przymus nadal istnieje!!!
W Polsce prowadzimy politykę szczepień jakbyśmy nie mieli 4,8-7 / 100tys z ostatnich 6 lat, a przynajmniej 700 / 100 tys oceniając wypowiedzi ekspertów w mediach o zagrożeniu dla dzieci (chociaż żadnego dziecko nie miało gruźliczego TBM od bardzo wielu lat...) i wtedy rzeczywiście kary administracyjne może uzasadniałyby taką politykę szczepień.
Tymczasem w Polsce ciężkich zachorowań nie ma wcale, a pojedyncze zachorowania wśród dzieci do 4 roku życia zdarzają się incydentalnie w niektórych rejonach Polski (nie chroni przed nimi szczepionka wg oficjalnych danych i nie można trzymać narracji: "że to tylko dzięki szczepieniom", zwłaszcza, że spory % dzieci nie jest szczepionych)
Dlaczego nie patrzymy na inne kraje, które w podobnej do Polski sytuacji zrezygnowały z tego szczepienia?
Praktycznie wszystkie kraje europejskie które zrezygnowały ze szczepień zrobiły to w sytuacji gdy ich statystyki były DUŻO gorsze niż obecnie są w Polsce!!!
W Szwecji zaprzestano jej rutynowego podawania noworodkom w 1975 roku, w Finlandii w 1980, a w Niemczech dopiero w 1998 – mimo że ich sytuacja epidemiologiczna była i tak lepsza niż obecna w Polsce, która nadal stosuje BCG. Finlandia całkowicie zakończyła szczepienia w 2006 roku. W Polsce dopiero w 2005 roku zrezygnowano z rewakcynacji, choć od dawna było wiadomo, że nie ma ona udokumentowanej skuteczności u dzieci szczepionych w niemowlęctwie.
Gdy podejmowano decyzję o wycofaniu wycofaniu powszechnego szczepienia BCG, zapadalność na gruźlicę w Niemczech w 1997 wynosiła ~13,6/100 000, a w 1998 (STIKO): ~12–14/100 000, we Francji w 2007 roku było to 7,1–7,4 przypadków na 100 000 mieszkańców, W Szwecji zakończono w 1975 roku, przy ~19,9/100 000.
Jak to się ma do Polskiego 4.8-5.5 na 100tys? Co się zmieniło? Co jest nie tak?
Czy gdybyśmy w Polsce dla dobra naszych dzieci zlikwidowali masowe szczepienia BCG to chyba w naszym interesie byłoby aby obywatele przybywający do nas ze wschodu, z Ukrainy, Rosji, Litwy, Łotwy, Estonii itd. byli zaszczepieni?
Czyli w naszym interesie nie byłoby takie wyśrubowanie norm aby wciąż się tam szczepili? Gdybyśmy tylko mieli odpowiednie wpływy w WHO i IUATLD oraz na media i rządy tych biedniejszych wschodnich sąsiadów... Przypadkowo tak akurat jest w przypadku pewnych większych europejskich krajów, zarówno jeśli chodzi o WHO, polskie rządy i media...
Czechy jako przykład rozsądnego podejścia do szczepień
Najlepszym przykładem są Czechy. W Czechach w 1986 roku zauważyli, ze podobnie jak w Polsce mają województwa z dużą zapadalnością na gruźlice oraz te z bardzo małą. Postanowili więc zaprzestaniu szczepień BCG w trzech regionach o najmniejszej zapadalności (czyli wyłączyli ze szczepień ok 1/3 kraju) i nic się nie stało. Masowe szczepienia BCG zniesiono u 30 000 noworodków rocznie, z wyjątkiem niemowląt z grupy wysokiego ryzyka gruźlicy. Głównym przesłaniem tego programu było to, że u niezaszczepionych dzieci ryzyko gruźlicy było niskie (0,04%).
W 2010 r. zapadalność na gruźlicę w Czechach wynosiła ok. 6,8–8,8 przypadków na 100 000 mieszkańców
Po rezygnacji ze szczepień BCG częstość występowania zapalenia węzłów chłonnych wywołanego przez Mycobacterium avium (prątki inne niż gruźlicze) była znacznie wyższa!
Rzeczywiśćie. Badania z krajów, które zrezygnowały z obowiązkowych szczepień BCG (np. Czechy, Francja, kraje skandynawskie), wykazały gwałtowny wzrost zachorowań na zapalenie węzłów wywołane przez Mycobacterium avium u dzieci. Szczepionka BCG zapewnia tzw. odporność krzyżową, która chroni przed prątkami atypowymi.
Zapadalność w Polsce na zapalenia wężłów z powodu prątków atypowych NTM to w Polsce 0,3 na 100tys. Natomiast w Czechach (~1,4), Niemczech (~3), Francja (~0,6-1,6). Także oni tam nie szczepią i mają gorzej. Czy rzeczywiście?
W Polsce większość zapaleń węzłów po szczepieniu to odczyny na szczepionkę (M. bovis z szczepionki BCG), a nie zakażenia dzikim M. avium!
Zapalenie węzłów przez NTM generalnie samo ustępuje ale jest to powolny proces. Dzięki interwencji lekarskiej można go skrócić z pomocą antybiotyków i interwencji chirurgicznej (przebicie zmiany w celu pozbycia się ropy).
W Polsce zapalenie węzłów po szczepionce BCG to około 1 na 1000 zaszczepionych dzieci. W większości przypadków czeka się. Tylko w około 20% przypadków konieczna jest interwencja. Chirurg wkracza zazwyczaj tylko wtedy, gdy węzeł przekracza 1,5–2 cm, staje się bolesny lub zaczyna ropieć. Najskuteczniejsza interwencja to usunięcie węzła w całości "w torebce". Dzięki temu rana goi się szybciej przez tzw. rychłozrost, a ryzyko nawrotu jest minimalne. Odciąganie ropy / drenaż nie jest aż tak skuteczny.
Możliwe powikłania: Przy operacjach węzłów szyjnych gdzie przebiega nerw twarzowy istnieje ryzyko uszkodzenia ważnych nerwów (możliwy jest potem niesymetryczny uśmiech). Z ran po zabiegu chirurgicznym może sączyć się płyn przez kilka tygodni, co wymaga częstych zmian opatrunków. Zdarza się także obrzęk limfatyczny. Po wycięciu węzła pozostaje blizna (zazwyczaj pod pachą). U niektórych dzieci może mieć ona charakter przerosły (tzw. keloid).
W Polsce dzięki szczepieniom mamy mniejszą zapadalność z powodu NTM innych niż z BCG (tylko 0,3!). Jednak jeśli policzyć dokładniej: na 300 tys dzieci szczepionych aż 300 ma problem po szczepionce, z czego 20% wymaga interwencji chirurga co daje 60 dzieci.
W Czechach gdzie mają 3x więcej zapalenia węzłów NTM z powodu prątków dzikich odkąd nie stosują szczepionki gdyż mają aż 1.4 na 100tys. Czyli przy 300 tys dzieci to 4-5 dzieci rocznie.
De facto 4-5 dzieci to i tak 10x mniej niż w Polsce uwzględniając problemy związane ze szczepionką BCG.
Jak widać, czasami lepiej zobaczyć liczby bezwzględne. W liczbach względnych statystyki mówią o % ogromnej różnicy. W końcu wielokrotny wzrost! Tymczasem faktyczny wzrost to zamiast 1-2 przypadków rocznie jest ich 4-5...
Polska nie może zrezygnować ze szczepień gdyż wg. ekspertów przekraczamy próg 5 na 100 tys, gdyż tylko w 1 roku mieliśmy poniżej: 4,8, potem było 5.5 i 5.9... Czyli to 0,9 na 100 tys sprawiło, że szczepimy co roku przymusowo wszystkie dzieci.
Aby było jasne nawet jeśli 0,9 na 100tys dotyczyłoby niemowlaków to jest to max 2-3 dzieci rocznie!!!.
Wiemy jednak, że te liczby dotyczą dorosłych, z reguły starszych organizmów, nie rzadko alkoholików. Wśród dzieci do 4 roku życia przypadków gruźlicy w ogóle jest 1-3 przypadki rocznie, wśród niemowląt nie ma nawet statystyk. Wiemy jednak, że od wielu lat nie odnotowano żadnych poważnych powikłań.
Czyli z powodu, że w 2021 było 0,5 więcej i w 2023 0,9 na 100tys, czyli było kilka ognisk gruźlicy więcej, być może w jakimś jednym nawet mieście, być może jakieś grupy zżytych ze sobą meneli, bezdomnych. To one zdecydowały, że w całej Polsce, nawet w województwach gdzie tych meneli nie ma, każde dziecko jest szczepione BCG.
Z czego 1:1tys ma NOP i 1: na kilkadziesiąt tys ma ciężki NOP (zwykle przy SCID - ciężki niedobór odporności, wykrywany dopiero po szczepieniu). Czyli każdego roku, dzięki tej decyzji skazujemy oficjalnie (gdyż wiele NOP nie jest zgłaszanych) minimum kilkaset dzieci na NOP, kilkadziesiąt na operacje chirurgiczną i kilka dzieci na śmierć lub utratę zdrowia (to te dzieci ze SCID)
Czyli takich przypadków jak:
Warto jednak pocieszyć rodziców, że "ryzyko ciężkiego powikłanie BCG z powodu nieznanego SCID jest rzędu 1 przypadek na dziesiątki tysięcy, jeśli nie setki tysięcy szczepień. To procent w mikroskopijnej grupie ryzyka" wg. największej w Polsce kampanii informacyjnej na temat szczepień "Zaszczep się wiedzą".
Na ok 300 tysięcy urodzonych co roku dzieci to przecież tylko kilka dzieci skazanych na śmierć. Co to jest? Nic. Niepotrzebna gra na emocjach wg. Zaszczep się wiedzą.
https://www.facebook.com/absurdyproszczepionkowcow/posts/pfbid02LDf54oMtbLU9fKZGiBJ32kjGB4TBh8u5FJzsttR3LRkSwnEPBpeBdCrvLmcUBaVSl?locale=pl_PL
"Na każde 100 tysięcy dzieci urodzi się jedno z wrodzonym niedoborem odporności, czyli w Polsce takich dzieci jest rocznie 3-4. Co roku dostanie tę szczepionkę 3-4 dzieci, które nie powinny jej dostać.""
Szef GiS, nie uważa jednak tego za skandaliczne, że co roku skazujemy dzieci na taki los, on uważa, że to zwycięstwo:
"Mamy w tej chwili 96% dzieci zaszczepionych w tej chwili przeciwko gruźlicy przy urodzeniu, a to jest jedna z najbardziej kontrowersyjnych szczepionek bo dziecko się dopiero rodzi, szczepionka żywa, nie wiadomo co się wydarzy, i na 100 rodziców tylko 4 rodziców odmawia tego szczepienia. Czy to jest zwycięstwo antyszczepionkowców? Czy to jest totalna porażka? Ja wolę uważać, ze jest to całkowite niepowodzenie tej antyszczepionkowej propagandy"
W mediach zrobiło się głośno: Szczepią noworodki w ciemno w 1 dobie, a przeciwskazania do szczepienia wykluczają dopiero po szczepieniu!
Dr Grzesiowski potwierdza, że od momentu uruchomienia ogólnopolskiego pilotażu badań wykryto przypadki SCID u zaszczepionych dzieci... Sytuacja jest absurdalna, bo wykrywają problem za późno. Zaszczepienie dziecka ze SCID skazuje go na ciężką chorobę (rozsianie prątka poszczepiennej gruźlicy - BCG) i odbiera mu szanse na zdrowie, a nawet kończy się zgonem.
Czyli jeśli można uratować tylko kilka dzieci rocznie przez odroczenie szczepień tylko na kilka tygodniu do czasu badań, to ryzyko zbyt duże... Przekonują, że nie warto bo organizacyjnie to problem, pielęgniarki nie wyszkolone, szczepienia 10-dawkowe, wymuszą, że szczepienie robi się mniej skuteczne gdy podane jest później, opowiadają dyrdymały o odporności grupowej noworodków wobec gruźlicy?
Pytanie czy te kilka dzieci rocznie to powód wystarczający aby szczepić wszystkie dzieci aby uratować kilka dzieci? Czy warto szczepić wszystkie dzieci aby uratować być może 1 dziecko? Takie sytuacje dotyczą nie tylko szczepień przeciwko gruźlicy (co jest bzdurą, szczepionka praktycznie nie działa przeciwko gruźlicy płucnej https://szczepienie.blogspot.com/p/gruzlica-szczepionka-bcg-10.html co zresztą widać po statystykach )
Dlatego prosimy o udostępnianie tego wpisu i nagłaśnianie skandalicznej sytuacji aby jak najwięcej matek, które wkrótce będą rodzic wiedziały o tym, że najpierw ich dziecko zaszczepią, a dopiero potem sprawdzą czy mogli... i będzie to zgodne z procedurami... tylko takimi z PRL...
Dlatego każdy rodzic powinien prosić lekarzy o zrezygnowanie z tego szczepienia w szpitalu do czasu wyniku. Wiemy, że większość lekarzy pomaga w tym rodzicom i nie robią problemów z odroczeniem. Trzeba tylko informować o takiej możliwości!Warto też dokładnie wiedzieć jak wielkim zagrożeniem jest choroba przeciwko, której szczepimy - znać liczby. Zainteresować się.
Więcej na https://szczepienie.blogspot.com/2016/12/niepotrzebne-szczepienie-w-polsce-kto.html - tam również o innych podobnych sytuacjach.
Czym jest SCID i jakei są inne predyspozycje do ciężkich NOP https://szczepienie.blogspot.com/2014/12/nop-predyspozycje-genetyczne-powiklania.html
Dlaczego przymus BCG to bardzo zły pomysł? Także z punktu widzenia wyższej wyszczepialnośći?
Gdyż już od pierwszej chwili w szpitalu rodzice dowiadują się jak działa ten system absurdu: Rodzic zmuszany jest do szczepienia przed wykonaniem badania wykluczającego przeciwskazania. Jeśli lekarz odroczy to tylko kilka tygodni. Gdy dziecko przestaje być niemowlakiem ryzyko najcięższych powikłań gruźlicy maleje, a ryzyko gruźlicy w Polsce w ogóle jest niskie rodzic widzi bezsens tego szczepienia wtedy do gry wchodzi przymus i kary. Dlaczego? Bo nie ma czego tłumaczyć. Każdy kto zna ten temat, zapoznał się i sprawdził chociażby argumenty z tej strony dobrze wie, że ma to sens tylko w grupach ryzyka.
Przymus i kary są narzędziem o niskiej skuteczności i wysokim koszcie społecznym. Nie zwiększają realnie wyszczepialności, za to produkują opór, podkopują zaufanie do medycyny i wzmacniają narrację, że skoro trzeba zmuszać, to „coś jest nie tak”. Wszelkie dane, doświadczenia międzynarodowe i wypowiedzi kluczowych ekspertów pokazują, że szczepienia nie potrzebują sankcji, a przymus działa przeciwskutecznie.
1. Kary w Polsce działają na co 20. osobę i generują społeczny opór
Według Pawła Grzesiowskiego „efektywność nakładanych grzywien oszacowano na zaledwie 5 procent”, czyli realnie tylko jedna na dwadzieścia ukaranych osób zmienia decyzję. Jednocześnie każda przymuszana rodzina staje się nośnikiem negatywnej historii, którą przekazuje dalej dziesiątkom, setkom a czasem wielu tysiącom innych osób. Mechanizm społeczny jest prosty: ludzie myślą, że jeśli coś jest naprawdę dobre i bezpieczne, nie trzeba do tego zmuszać pod groźbą kar. Sam Grzesiowski podkreśla, że administracyjne grzywny to „anachroniczna procedura”, zaskarżana latami i praktycznie nieskuteczna.
https://pacjenci.pl/kontrola-szczepien-nie-za-bardzo...
2. Najwyższa wyszczepialność w krajach bez obowiązku szczepień
Norwegia, bez prawnego przymusu, osiąga 93–94 proc. wyszczepialności MMR. Słowenia, z jedną z najbardziej restrykcyjnych polityk, osiąga 94–95 proc. Różnice są minimalne i nie uzasadniają ingerencji karnej. Istnienie obowiązku nie implikuje wzrostu wyszczepialności, a jego brak nie oznacza jej spadku.
Nawet po aferach szczepionkowych te państwa nie sięgały po przymus!
Po publikacji Wakefielda i kryzysie zaufania do MMR w Wielkiej Brytanii nigdy nie rozważano obowiązku szczepień. David Salisbury z brytyjskiego Ministerstwa Zdrowia stwierdził, że obowiązkowe szczepienia „prawdopodobnie tylko pogorszyłyby sprawę”. Zamiast sankcji poprawiono organizację programu i komunikację, a wyszczepialność wróciła do wcześniejszych poziomów. British Medical Association od lat sprzeciwia się przymusowi.
3. Eksperci bronią szczepień, ale odrzucają przymus
Prof. Jacek Wysocki mówi wprost, że decyzje powinny opierać się na rzetelnej wiedzy, nie na sankcjach. Paweł Grzesiowski powtarza: „Nie uważam, że w Polsce szczepienia obowiązkowe muszą zostać utrzymane”. Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda, dr Wojciech Feleszko i prof. Andrzej Zieliński również opowiadają się przeciw karaniu. To kluczowe rozróżnienie: skuteczność szczepień jest faktem naukowym, skuteczność przymusu nie.
4. Ospa prawdziwa nie została pokonana dzięki masowym i przymusowym szczepieniom.
Eradykacja ospy jest najczęściej przywoływana jako argument za przymusem, ale fakty temu przeczą. Ospa została wyeliminowana mimo braku globalnej polityki obowiązkowych szczepień, także w krajach ubogich, gdzie decyzje były zwykle dobrowolne. Nawet w końcowej fazie, gdy ryzyko zachorowania było niskie, ludzie decydowali się na szczepienia bez sankcji. To pokazuje, że skuteczność szczepień nie wynika z przymusu, lecz z realnego poczucia zagrożenia i dostępności szczepień.
5. Przymus nie rozwiązuje realnych przyczyn niskiej wyszczepialności
Przykład Bułgarii pokazuje, że epidemie mogą dotyczyć grup wykluczonych mimo formalnego obowiązku. W latach 2009–2010 na odrę zachorowało tam 24 tys. dzieci, z czego 90 proc. stanowili Romowie, głównie z powodu braku wiedzy i dostępu, a nie ideologicznego sprzeciwu. Kary nie docierają do takich barier, edukacja i organizacja tak.
Przymus szczepień nie ma charakteru naukowego, bo nauka opiera się na skuteczności biologicznej, zaufaniu i danych, a nie na karach administracyjnych. Każda myśląca osoba widzi, że przymus jest drogą donikąd: nie zwiększa trwałej akceptacji, tylko produkuje opór i podkopuje wiarygodność systemu. Kraje takie jak Szwajcaria, gdzie nacisk położony jest na obowiązkową, rzetelną rozmowę i świadomą decyzję, osiągają bardzo wysokie poziomy wyszczepialności bez sankcji.
Tam, gdzie dominuje kara, nie ma sprawnych odszkodowań za ewentualne szkody, a system zgłaszania NOP działa słabo lub pozornie, nie ma podstaw oczekiwać, że rodzice będą podejmować decyzje zaufaniem zamiast strachem. Im więcej przymusu i grzywien, tym więcej zniechęconych do szczepień, a to działa dokładnie odwrotnie do deklarowanego celu zdrowia publicznego.
Tekst napisany na podstawie informacji z :https://www.facebook.com/czyszczepic/posts/pfbid02sPjQwwEoZqXALkL8Cxh7EPvrwu3zmuWLw2ZJd1ZQg28VfYZDyeDc82X8mrd2BeXDl
Więcej informacji
https://szczepienie.blogspot.com/2016/12/niepotrzebne-szczepienie-w-polsce-kto.html
https://szczepienie.blogspot.com/p/gruzlica-szczepionka-bcg-10.html
https://szczepienie.blogspot.com/2016/02/gruzlica-wsrod-niemowlat-realne.html

